6/10

Cicho liczyłem, że ten film będzie jedną z największych niespodzianek festiwalu Nowe Horyzonty i okaże się być rasowym polskim thrillerem o seryjnym mordercy. Wciąż za mało u nas porządnego kina gatunkowego. Zwiastun obiecywał wiele: wysmakowane zdjęcia, duszny klimat, nastrojową atmosferę, dobre aktorstwo. I w sumie większość z pokładanych w nim oczekiwań spełnił, ale niekoniecznie to pierwsze, najważniejsze, czyli dostarczenie doskonałego kina gatunkowego.

Zacznijmy jednak od pozytywów. Film wygląda przecudownie, niektóre kadry są ucztą dla oczu, prowadzenie kamery potrafi zaskoczyć, jest niebanalne i czasami bawiące się percepcją odbiorcy. Cieszy rzetelne oddanie realiów lat 60., scenografia i kostiumy, oraz różne archiwalne nagrania radiowe i telewizyjne, dodają opowieści klimatu i nadają całości retro szyku. Scenariusz jest dość zaskakujący, niespodziewanie skręca w kierunku, którego nie sposób było przewidzieć po obejrzeniu zwiastuna. No ale...

Rozczarowane będą osoby spodziewające się szarpiącego nerwy thrillera. Bliżej temu do „Zodiaka”, jak „Siedem”, chociaż i to porównanie jest niezbyt trafione, bo tutaj tożsamość seryjnego mordercy znamy praktycznie od samego początku, a film szybko przeradza się w historię o relacji mordercy z zafascynowanym nim młodym mężczyzną. A przynajmniej takie sprawia wrażenie. Nie jest łatwo uchwycić istotę filmu Marcina Koszałki, bo ten wielbi się w myleniu tropów narracyjnych, piętrzeniu niejednoznacznych interpretacyjnie zwrotów fabularnych i zagadkowych zachowań bohaterów.

Koszałka podkreśla w wywiadach, że nie chciał niczego narzucać i tłumaczyć widzowi, pozostawiając interpretację filmu kwestią otwartą. Wszystko fajnie, ale w efekcie wyszło z tego takie dość typowe polskie kino artystyczne, mało konkretu, dużo onanizmu stylistycznego, niewystarczająca ilość gatunkowego mięsa. Przyjemnie się to ogląda, wielu zapewne dostrzeże wartość dodatnią w artystycznym zamyśle reżysera o porzuceniu ram thrillera o seryjnym mordercy, ja jednak poczułem się tym nieco rozczarowany.

http://kinofilizm.blogspot.co.uk

Więcej recenzji i innych materiałów o kinie:
https://facebook.com/profile.php?id=548513951865584

17
  • A jak się ma ten film poziomem do Jezioraka i Fotografa? Oba mi się podobały.

  • użytkownik usunięty

    Ten film jest na podstawie historii Kota? Staniaka? ich obu? czy w ogóle z nimi nie związany?
    Opisy do tego filmu są tak chaotyczne, że nie wiadomo czym tak naprawdę film jest inspirowany.

  • "film szybko przeradza się w historię o relacji mordercy z zafascynowanym nim młodym mężczyzną" - czy dobrze rozumiem, że większy nacisk położono na psychologię postaci, ich relacje, wewnętrzną przemianę bohaterów ? Jeśli tak to wspaniale, tylko na to czekałam!

  • Dziś byłem na spotkaniu z reżyserem zaraz po seansie. Pewien pan zapytał "czy na tym filmie powinienem był odczuwać lęk?" dodając, że mimo unikania thrillerów i horrorów z powodu odczuwanego strachu, w trakcie "Czerwonego Pająka" kompletnie go nie dotknął. Pragnął emocji jak w thrillerze, a nie dostał ich. Reżyser wytłumaczył, że widz zawiódł się dlatego, ze spodziewał się kina gatunkowego. A sam Marcin Koszalka stwierdził, że jego założeniem było nakrecenie filmu bez łatki konkretnego gatunku. I jak dla mnie jest to bardzo dobry wybór. Nakrecenie takiego filmu jak ten to duże wyzwanie, a jednak udało się. Zdjęcia niczym z rasowego kina noir, atmosfera thrillera, z początku możemy odnieść wrażenie, że jest to kryminał. Ale w filmie brakuje kluczowych elementów każdego z nich. Detektywa, postawionych odpowiedzi i zagadki którą rozwiązywalibysmy razem z bohaterem. Spoiwem jest psychologiczny ton filmu, który reżyser określił terminem "Odyseja zła". I kupuję to. Całkowicie wczulem się w ten obraz; myślę, że to, czego oczekuję w filmie pokrylo się z tym, co tworca pokazał. W filmie jest mnóstwo niedopowiedzen i ich wyważona ilość jest zaletą filmu. Minusem mogą być drooobne szczegóły, które watpliwie znalazłyby się w tych czasach, jak chociażby portret Lenina wiszący na scianie.

    Muszę też dodać ze w filmie nigdzie nie jest napisane, że jest to opowieść oparta na faktach. Sam reżyser stwierdził że połączył postacie Karola Kota, Zdzislawa Marchwickiego oraz nieistniejącego Czerwonego Pająka, aby stworzyc nowa postac. To nie film dokumentalny czy biograficzny, a fabularny.

    Film ogląda się znakomicie, jest wiele bardzo mocnych scen, które naprawdę zapadły mi w pamięć i coś czuję, że obejrzę ten film jeszcze kilka razy.

    Poza tym według mnie jest mało filmów, które w taki ciekawy sposób przedstawiają nieopisaną fascynację złem. Należy nastawic się nie na thriller z elementami filmu psychologicznego, a na film psychologiczny z elementami thrillera.

    • Dziwi mnie, że np. Ed Gein i Karol Kot zabili tylko 2 osoby, a są klasyfikowani na wikipedii jako seryjni mordercy.

    • Dlaczego uznajesz za wątpliwe pojawienie się portretu Lenina w latach '60? Specjalistą w temacie nie jestem, ale o ile Stalin popadł w niełaskę po 1956 roku (co nie oznaczało, że ktoś w Bloku Wschodnim palił jego portrety, ale np. przywrócono właściwą nazwę Katowicom po krótkim epizodzie w latach 1953-56, gdy były one Stalinogrodem), o tyle Lenin do końca epoki pozostawał czcigodnym "ojcem założycielem" i ideologicznym symbolem. Portrety "świętej trójcy" (Marks-Lenin-Stalin) najprawdopodobniej znajdowały się w większości ważnych instytucji państwowych w PRLu. Nie wspominając już o pomnikach Lenina na terenie całej Polski (Nowa Huta, Poronin, Słubice), stoczni gdańskiej im. Lenina, czy Muzeum Lenina w Poroninie. Likwidowanie i wyburzanie tego wszystkiego miało miejsce dopiero na początku lat '90, więc portret Lenina w latach '60 jest nie tylko możliwy, ale i wielce prawdopodobny.

    • rozumuje ze film który zacheca wielogatunkowoscia tak naprawdę konczy się tylko wzudzeniem nastroju - a później przemieniajacym sie w wielka kiepska papkę. Thillerow polskich jest jak na lekarstwo dlatego Koszalka mogl zrobić dobry psychologiczny film a nie wizjonerskie artystyczne gowno.. Ludzie wkoncu licza na cos z prawdziwego zdarzenia a nie na wielkie roczarowanie które ucieszy jedynie skromna grupe dziwakow - zachwycających sie glebia dziela bedacego jedynie przerostem formy nad trescia. Slabo panie reżyser utknal pan w swoim zachwycie . Czasem prosta droga jest najlepszym rozwiązaniem do pozyskania widzow. Nie badzmy czasem ponadprzeciętność bo nam to bokiem wyjdzie.

  • O, a mnie to "bardziej Zodiak niż Siedem" zachęca. Z zapowiedzi wynika, że jest to bardziej obraz skierowany do kogoś, kto interesuje się tematem i wyłapie nawiązania (młotek niczym u Marchwiskiego, fascynacja Kota mordercami) niż "typowego" widza. "Zodiak" podobał mi się straszliwie właśnie z tego powodu, że dość wiernie oddawał szczegóły śledztwa, co jako człowiek który przekopał niejedną stronę zajmującą się tym sprawcą - doceniłem na pewno bardziej niż laik (przetestowane na osobach "zielonych" - przeważały opinie, że film jest nudny).

    Czekam na Pajączka, chętnie obejrzę.

  • Trochę inaczej sobie wyobrażałam temat i akcję, bohater za dużo i za długo jeździ autobusami. Zdjęcia są dobre, scenografia również bardzo mnie urzekła, ale za dużo niewiadomych, reżyser nawet nie daje sugestii dla widza dlaczego coś się dzieje (albo nie dzieje) przez to film jest trochę mdły, muzyki nie pamiętam więc chyba nie była za dobra.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: