Koszałki-opałki.

Koszałka to reżyser, który ma w dupie widza. Jego film nie zawiera bowiem żadnego "pierwiastka atrakcyjności" - ani w warstwie estetycznej, ani dramaturgicznej, ani psychologicznej..., po prostu żadnej. Dwa smętne snuje kręcą się w kółko po szaroburym świecie, który w większości zapełniają ludzie-duchy. Nikt tu nie wyraża żadnych emocji, nie rozmawia o uczuciach czy intencjach. I również akcji nie ma tu praktycznie żadnej. Fabuła toczy się powolnie, jak glut z nosa i nie dociera do żadnej konkluzji. Relacja seryjnego mordercy z aspirującym do tego miana młodzikiem jest tu równie fascynująca, co rekonstrukcje przestępstw w programie "997".
Są recenzenci, którzy mówią o "łamaniu schematów" i doszukują się w opowiadanej historii licznych ukrytych znaczeń. A dla mnie prawda jest taka, że Koszałka idzie na totalną łatwiznę, bo najprościej jest kazać bohaterom przeżywać wszystko "do środka" i zmuszać widza do interpretowania tego, co ogląda. Nie trzeba się wysilać intelektualnie, pisać frapujących dialogów czy budować psychologicznego napięcia. Wg mnie Koszałka nie wyjaśnia motywów działań bohaterów, bo zwyczajnie nie ma nic do powiedzenia na ten temat. Nie jest także zainteresowany robieniem kina gatunkowego, w związku z czym serwuje widzowi 1,5 godziny nudy.
A najbardziej zadziwia mnie, że rękę do tej niestrawnej filmowej kluchy przyłożyło w sumie trzech scenarzystów i niezliczona ilość producentów z całej Europy. Naprawdę wszyscy uważaliście, że właśnie taki film jest potrzebny ludzkości? ;-) Gratulacje jedynie dla scenografów za niezwykle wierne odtworzenie epoki. Szkoda tylko, że ich ciężką pracę zmarnował reżyser-dyletant. Koszałka wracaj do kręcenia dokumentów!

80
  • Dokładnie tak, w stu procentach identyczną mam opinię. Myślałem przy tym, że czasy, gdy reżyserzy kręcą tylko z myślą o sobie już dawno minęły, a tu proszę, taka reminesencja tego, jak kilkanaście lat temu wyglądało polskie kino. Nie jest to miłe przypomnienie. Koszałka nawet do kręcenia dokumentów nie ma co wracać, bo i te mu słabo wychodziły.

  • Ja również potwierdzę, że film był słabiutki. Po raz kolejny potwierdziła się reguła, że zawsze można zrobić dobry trailer. Ja dałem się oszukać.

  • Nie lubię polskich filmów. Temu dałem szansę, liczyłem na pulsujący życiem Kraków, mocną historię, dreszcz ( a przynajmniej dreszczyk) emocji... dostałem parę, no właśnie "schematołamaczy" i, jak by to powiedzieli nasi sąsiedzi zza Odry, scheiss... dużo scheissu. A miało być tak pięknie...

  • Rozumiem, że film ci się nie podobał, ale oskarżanie reżysera na tej podstawie o to, że "ma w dupie widza" to, delikatnie mówiąc, bzdura kosmiczna...

  • Film jest niesamowicie nudny ale "brak atrakcyjności w warstwie estetycznej" to totalna bzdura.
    Scenografia, kostiumografia na najwyższym poziomie!!
    Ujęcia genialne!

    • 101% racji; dla mnie same zdjęcia to super. Scenografia jak w większości filmów troszkę błądzi, a mianowicie jeśli akcja filmu jest umiejscowiona w latach siedemdziesiątych to niech lodówka z lat 70tych wygląda jak nowa z lat 70tych, a nie jak z lat 70tych jak by miała ze 30 lat.

  • Generalnie film też mi się nie podobał, ale z innych powodów. Ma mnóstwo dziur logicznych i niedopowiedzeń, które w tym przypadku zamiast intrygować to irytują. Portrety psychologiczne bohaterów są niewiarygodne a ich działania i motywacje naciągane. Co gorsza film nie sprawdza się ani jako historia Karola Kota (na co trochę liczyłem), ani jako opowieść o (fikcyjnym) Czerwonym Pająku. Jest to zupełnie niepotrzebny "miks" obu historii, z którego na plus można wymienić tylko aktorów i świetne oddanie klimatu lat 60-tych. Ogólnie rozczarowanie.

  • W tym filmie operator zdominował reżysera... i film jest o niczym...

  • Pozwolisz, że trochę przeanalizuję Twoją wypowiedź.

    Po pierwsze myślisz chyba, że ludzie często rozmawiają o uczuciach, emocjach, intencjach, wobec czego 90 minut (zresztą dialogi nie zajmują całego filmu) z pewnością zawiera wypowiedzi na ten temat. Poleć kiedyś znajomym, żeby w losowy dzień, bez uprzedzania Cię, nagrali Twoje z nimi rozmowy. Sprawdzisz.
    Po drugie Twoim zdaniem pójściem na łatwiznę jest nieinformowanie widza wprost, dialogiem, co bohaterowie czują i myślą. Jesteś przekonany, że gdyby wprost wszystko mówili, to wtedy byłoby to trudne?
    Po trzecie frapujące dialogi nie są czymś, co Ci się zdarza w życiu, co po poziomie wypowiedzi ocenić nietrudno. Lub inaczej - z pewnością na uczucie zafrapowania odpowiesz agresją, ale nie stworzysz nic, co widz odebrałby jako ponadprzeciętne. Dlaczegóż zatem dwóch nie całkiem normalnych ludzi, czyli bohaterów filmu, miałoby rozmawiać w sposób dla widza frapujący? Roztrząsać jakieś ważne problemy uniwersalne, egzystencjalne lub aksjologiczne, bo tak rozmawiają psychopaci? :) Żeby nie zmuszać Cię do interpretacji moich emocji, napiszę Ci wprost, że trudno o postulat śmieszniejszy niż ten z wkładaniem w usta psychopatów głębokich dialogów.
    Po czwarte banałem są "wyjaśnienia", jakie twórcy thrillerów dostarczają widzowi. Och, był molestowany w dzieciństwie albo ma traumę. Dużo takiej udawanej psychologii można w filmach zobaczyć, dobrze jednak doczytać, że nie jest potwierdzona badaniami. Twórca miałby zatem wymyślić jakieś przyczyny, które robią z mordercy mordercę, a przy tym nie wyjść śmieszne? Otóż brak danych, dlaczego ludzie zabijają albo dlaczego ciekawość wygrywa z chęcią informowania organów ścigania, jest psychologicznie trafniejszy. Pomysł, że to pojedyncze zdarzenia, a nie geny+wychowanie+całe życie, kształtują mordercę, jest banalny, przerabiany w filmach setki razy, ale dla mnie ważniejsze: to pomysł błędny. A Ty, mówisz, chciałbyś tego właśnie?
    Po piąte gdybyś się chwalił oglądanymi filmami i ocenami, mógłbym Ci pokazać, że nie kierujesz się kryterium "potrzebny ludzkości". Nie oglądasz filmów dlatego, że są potrzebne, nie oceniasz lepiej tych, których potrzebę umiesz udowodnić. Czy jednak potrzebny jest jeszcze jeden film podobny do innych (które ukształtowały Twój gust i z którymi wyraźnie porównujesz)? Albo - czy Twoja ocena jest potrzebna ludzkości? Twoja obecność na forum? Twoje życie? Prawda, że bezpieczniej dla Ciebie nie odpowiadać na takie pytania?
    Po szóste: mieszasz "film zawiera" z "ja sądzę". Typowy błąd niedoświadczonego widza. Nie zobaczył, więc nie ma. Popełniają go te dzieci, które wierzą jeszcze, że zasłonięcie głowy kołdrą likwiduje niebezpieczeństwo.
    Po siódme: smętni to źle. Jaki powinni mieć humor?
    Po ósme: ja dotarłem do konkluzji. Może to Ty nie dotarłeś, a nie fabuła?
    Po dziewiąte: film to nie wyścig. To już w ogóle indolencja spotęgowana, mylić jakość filmu z jego tempem. Wiele najciekawszych filmów świata to filmy wolne (potencjalnie także te dobrze przez Ciebie ocenione, ale nie pokazujesz).
    Po dziesiąte "dla mnie prawda" jest śmiesznym relatywizowaniem. Nie umiesz dostrzec, że wymagasz od filmu podobieństwa do innych fabuł na zbliżony temat, czyli wprost - schematu. To, co Ci w filmie przeszkadza, jest złamaniem schematu, dostrzegasz je półświadomie, bo umiesz za nie skrytykować, ale nie umiesz go złamaniem schematu nazwać. :)
    Po jedenaste uważasz, że psychologiczne napięcie buduje się frapującymi dialogami. Włącz sobie proszę google i wpisz "star trek facepalm", bo to trafny komentarz będzie.

    Gdzie zatem masz wracać? No? Gdzie Cię mam odesłać, gdy serwujesz infantylne zarzuty świadczące o niechęci do myślenia, o potrzebie dostawania informacji wprost w dialogach i to w przerwach szybkiej akcji? Jest takie miejsce, ale w ramach reformy edukacji będą likwidować.

  • W punkt! Niestety słabizna.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: