Witkacewicz Witkacewicz
ocena: 3

Film Skolimowskiego okazał się dla mnie dużym rozczarowaniem. Jako autor scenariusza Skolimowski nie zadał sobie trudu aby poświęcić godzinę czasu na weryfikację scenariusza od strony prawnej. Po filmie od razu widać, że pojęcie Skolimowskiego o wymiarze sprawiedliwości ukształtowała głęboka komuna. Akcja filmu umieszczona jest współcześnie,film sprawia wrażenie opartego w obecnych realiach, jednak jest to wydumana na siłę bajka. Okrasa zostaje skazany za gwałt/naruszenie nietykalności (scenarzysta nie mógł się zdecydować), chociaż pokrzywdzona kobieta odmówiła składania zeznań. Otóż gwałt jest w Polsce przestępstwem ściganym na wniosek pokrzywdzonego, więc nie ma możliwości zeby ktokolwiek został skazany bez złożenia zeznań przez pokrzywdzoną. Naruszenie nietykalności jest ścigane z oskarżenia prywatnego i podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Nawet gdyby pokrzywdzona wytoczyła prywatny akt oskarżenia, niekarany poprzednio Okrasa dostałby wyrok w zawieszeniu zgodnie z art 58 § 1 KK. Sceny procesu w sądzie oraz sceny z policjantami są kuriozalne. Skolimowski chyba mieszka w Stanach i nie zauważył zmian w kraju (policjanci zwracają się do przesłuchiwanego per "wy"). W napisach końcowych pojawiają się takie osoby jak "sędzina" - sędzina nie może orzekać w sądzie, podobnie jak pani doktorowa nie ma uprawnień do leczenia ludzi. "Sędzina" orzekając w sprawie najpierw stwierdza, że dowody w sprawie są wyłącznie poszlakowe a skazana odmówiła składania zeznań, a potem wydaje wyrok skazujący. Taka wewnętrzna sprzeczność w wyroku skutkuje jego uchyleniem przez sąd Ii instancji, a dla sędziego orzekającego oznacza wytyk i utratę szans na awans. Nie wiem czy Skolimowski na prawdę nie pomyślał o sprawdzeniu scenariusza od strony prawnej, czy zignorował treść kodeksu bo położyłoby to całą intrygę scenariusza. Mam wrażenie, niestety, że jest to po prostu zwyczajne niedbalstwo scenarzysty. Można powiedzieć, że przecież w filmie chodzi o pokazanie samotności bohaterów, ambiwalentnej moralnie postawy Anny, a fabuła ma znaczenie drugorzędne. Owszem, ale niechlujność w warstwie fabularnej podważa też wiarygodność całego filmu, w tym wiarygodność psychologiczną bohaterów. A od osoby o tak wyrobionym nazwisku, jak Skolimowski należałoby oczekiwać większej staranności przy produkcji filmu. Poza tym sugerowanie że milcząc ofiara gwałtu może doprowadzić do skazania na więzienie niewinnej i nieco pierdołowatej sierotki jest po prostu szkodliwe w kraju, w którym skazanie sprawcy gwałtu graniczy z cudem i wymaga wieloletniego wysiłku i determinacji ofiary.

  • dzi_had dzi_had

    Muszę się z Tobą zgodzić, choć wiem, że kwestia prawna przeszkadza właściwie tylko i wyłącznie osobom, które mają pojęcie troszkę większe niż przeciętny polak. Z treści twoje wpisu wnioskuję, że jesteś na studiach prawniczych stąd tak dobra analiza. Ja miałam (wątpliwą) przyjemność oglądania tego filmu ze znajomymi, którzy na co dzień nie mają styczności z prawem, tak więc im to nie przeszkadzało. Pozdrawiam.

    • moon13 moon13
      ocena: 7

      Nie jestem prawnikiem i o prawie mam znikome pojęcie, to jednak też spostrzegłem (bez większego trudu) absurd tego scenariusza. Wystarczy oglądać wiadomości by siedzieć że coś tu "nie halo" !
      zdjęcia, muzyka, aktorstwo - ok,
      ocena ogólna 6/10, 7/10 - waham się

  • nalesnikova nalesnikova
    ocena: 4

    Wydaje mi się jednak, że kino rządzi się swoimi prawami i o ile nie jest to dokument, nie musi przecież w 100% zgadzać się z realiami. Ba, nie musi nawet być zupełnie logiczny, sama zaś wiarygodność psychologiczna bohaterów zależna jest od tego, co dla kogo jest wiarygodne.
    Nawiasem mówiąc mało mnie obchodziły w tym filmie tego typu szczegóły, film był da mnie maksymalnym rozczarowaniem, ciągnącą się męką widza :)

    • MotorcycleBoy MotorcycleBoy
      ocena: 9

      Należy tutaj położyć akcent na różnicę pomiędzy rzeczywistością i rzeczywistością filmową. Na każdych studiach kulturoznawczych i w każdej szkole filmowej już pierwszego dnia dowiesz się, że film rządzi się własną logiką, każdy element w nim jest na swoim miejscu jeśli spełnia jakąś funkcję i wpisuje się w cały scenariusz.
      Śmieszą mnie zarzuty dotyczące zawiłości ze świata prawniczego. Skolimowski jako twórca, ma prawo naginać rzeczywistość na tyle, na ile uzna to za korzystne dla całego dzieła. Zastanawiam się skąd wniosek, że film jest osadzony we współczesności? Dla mnie to właśnie raczej głęboka komuna. W tą rzeczywistość wiarygodnie zostały wplecione postacie, szczerze odgrywane. Skolimowski to poeta obrazu, nie prawnik. Tworzy dzieła, a nie filmy dokumentalne.

      Pozdrawiam

      • berenikaMM berenikaMM
        ocena: 6

        hmm... głęboka komuna to raczej nie, scena w sklepie trochę się nie trzyma całości tej teorii:)

      • non_camera

        w scenie w sądzie jest mowa o tym, że gwałt był w 2003

        • MotorcycleBoy MotorcycleBoy
          ocena: 9

          W takim razie "mae culpa";)

  • marekblachowski

    Trefne spostrzeżenia "Witkacewicza". Pan Skolimowski nie jest poetą kina.Prawdopodobieństwo w założeniach akcji jest ważne.

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: