Tim Roth

Zagrał najlepiej, nie ma o czym mówić. Według mnie jest to lepsza z ról jakie widziałem w ogóle.

14
  • w drugim pokoju był do bólu prostaty i skrętu kiszek denerwujący. jak dla mnie przekomizował.

  • Nie wieżę w to, co czytam... Wg mnie to najbardziej żałosna rola, jaką widziałem w życiu, naprawdę nie przypominam sobie słabszej roli. Napisałeś "zagrał", a dla mnie to słowo jest nadużyciem, mi to nawet trudno nazwać aktorstwem. Jego "gra" przypominała mi bardziej występ kabaretowy, niż rolę w pełnometrażowym filmie, nawet komediowym. Włącz sobie skecz jakiegoś durnego kabaretu, np Formacji Szatle, czy jakiegoś innego Smile'a, a zobaczysz, że rola Rotha w Czterech pokojach, to jest właśnie ten rodzaj "aktorstwa". Wykrzywianie gęby wszystkimi mięśniami twarzy bez ładu i składu, szybkie podnoszenie i opuszczanie powiek, kiwanie głową na wszystkie strony bez sensu, szarpanie bezładnie każdą częścią ciała, każdym mięśniem... co to miało k.... być? I to nie jest to samo, co robił JIm Carrey, Jim robił karykatury, ale umiejętnie, każda jego mina była wyraźna i coś oznaczała, coś parodiowała. Nie używał wszystkich mięśni twarzy naraz, byle szybciej.... Co to miała być za postać? Tim miał zagrać neurotyka? To nie tak się robi, za mocno, za głupio, bez wyczucia i umiejętności. To miało być śmieszne samo w sobie? W takim razie "śmieszne" też są "popisy aktorskie" kabareciarzy niższych lotów... Każdy idiota, który nie wstydzi się kamery mógłby zagrać taką rolę, każdy potrafi mrużyć oczy, wykrzywiać szczękę w szerokim uśmiechu i podnosić powieki bez ładu i składu...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: