„The Man Without Fear” – czyli słów kilka o „Daredevilu”

Film z pewnością nie powala wykwintnym wyrazem artystycznym czy przebojowością. Scena na placu zabaw nie wpływa dobrze na wartość i ogólną ocenę tej adaptacji. Dodatkowe oburzenie spowodowała osoba Michaela Clarke’a Duncana faktem, że wcieli się on w postać Wilsona Fiska/Kingpina, co zaprzecza komiksowej prawidłowości. Wypominany jest również sposób gry aktorskiej Bena Afflecka czy Jennifer Garner oraz zbytnio przesadzone akrobacje naszego „Strażnika-Diabła”. Ale czy słusznie obraz o jednym z najbardziej rozpoznawalnych superbohaterów Marvela jest aż tak surowo krytykowany ?

„Daredevil” jest oparty na prostej, banalnej fabule, co nie znaczy, że nie może ciekawić i interesować. Co więcej, film jako kino akcji broni się całkiem nieźle. Dosyć ciekawie i zgrabnie została przedstawiona historia Matta Murdocka – ślepego prawnika z Hell’s Kitchen, który postanawia pomścić śmierć ojca i dotrzymać obietnicy o nie poddawaniu się walcząc z niesprawiedliwością „one way or another”. Może jedynie zabrakło krótkiej scenki ukazującej szkolenie Matta przez Sticka ? Kto wie…
Czy akrobacje głównego bohatera są wyolbrzymione? Pod kątem realizmu i możliwości ludzkich pewnie tak, ale to w końcu adaptacja komiksowa, więc „wywijasy” Daredevila są jak najbardziej na miejscu. A propos gry aktorów … Colin Farrell jako Dziesiątka wypada zdecydowanie najlepiej, „popycha” cały film poziom wyżej. Co do pozostałej części obsady (Afflecka, Garner, Duncana) … cóż, została ona odpowiednio dobrana, lecz możliwe, że nie wykorzystano całego jej potencjału. Mimo to aktorstwo wypada przyzwoicie, bez większych zastrzeżeń. Całkiem nieźle prezentują się też kostiumy Daredevila, Elektry czy Bullseye’a.

Kolejna zaleta „Daredevila” to świetnie dobrana, podkreślająca klimat ścieżka dźwiękowa. Tutaj można mieć jedynie zastrzeżenia do sposobu zmontowania niektórych piosenek. Ze ścieżki dźwiękowej ciekawie wypadają utwory zespołów: Evanescence, Nickelback, Fuel, Seether czy Drowning Pool (oczywiście do spółki z fenomenalnym Robem Zombie).
Natomiast sam „main theme” filmu autorstwa Graema Revella … może i szału niema, 4-liter nie urywa, ale klimat jest zachowany jak najbardziej.

Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć o Director’s Cut. Wątki wprowadzone w wersji reżyserskiej filmu M.S. Johnsona oraz wydłużone niektóre sceny pozytywnie wpływają na fabułę, uatrakcyjniając ją. Można tylko żałować wycięcia tych właśnie elementów.
Wersja Director’s Cut dłuższa o prawie 30 minut to pozycja zdecydowanie godna obejrzenia.

A więc Panie i Panowie, pamiętajmy … JUSTICE IS BLIND ;)

8

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: