kobieta_kot kobieta_kot
ocena: 8

Rozmyślam nad końcową sceną, gdy mąż (Łukaszewicz) przychodzi do ordynatora.
I najbardziej zdziwiona jestem właśnie tą - sceną końcową. Skąd mąż Doroty wiedział o dziecku? I dlaczego skoro mąż miał żyć - chciała je usnąć (?!) - przecież jeśli wiedział i myślał, że to jego dziecko - pomysł ten wydałby się absurdalny.
Dlatego nasuwa mi się nowa myśl - a może Dorota tak naprawdę usunęła dziecko?! Bo oszukała ordynatora mówiąc, że to dziecko kochanka?! bo tak naprawdę chciała usunąć to dziecko jeśli mąż nie przeżyje. A jeśli mąż by przeżył to dziecko by zostało. Mam wciąż tyle teorii i pytań.
Zdecydowanie mocny i zapadający głęboko w pamięć film.

  • interplaygirl interplaygirl
    ocena: 8

    Mam podobny mętlik w głowie. Zdecydowanie nie rozumiem do końca tej historii. Pewnie obejrzę drugi raz kiedyś, wtedy rozjaśnia się zawsze więcej.

    • TomaszSzesokut TomaszSzesokut

      Jej mężczyźni przysłaniali cały jej świat. Bez nich nie potrafiła żyć.
      Czy to wystarczajaca podpowiedź

  • mateo254
    ocena: 8

    Ja rozumie to tak. Ona nie wiedziała co ma robić, chciała przerzucić decyzję na barki ordynatora. Co zrobił ordynator - okłamał ją. W momencie gdy rozmawiali doktor wiedział że mąż ma się lepiej a mimo to powiedział że mąż umrze. Potem na usunięcie dziecka było za późno. Z końcowej rozmowy wnioskuje że mąż wiedział o dziecku dlatego ze żona mu o tym powiedziała mówiąc że to jest ich dziecko. Ja to tak odebrałem.

    • bitzgrzyt1 bitzgrzyt1
      ocena: 9

      Przecież Andrzej nie ozdrowiał cudownie i w jednej minucie był umierający a chwilę później przechadzał się po szpitalnym korytarzu. Moim zdaniem przed ostatnią sceną minęło trochę czasu i słowa Andrzeja że będą mieli dziecko informuje nas o tym, że główna bohaterka w tym czasie postanowiła powiedzieć mu, że dziecko jest jego.

      Tak ja to widze.

  • Sz_lawek

    hmm... może po prostu "mąż" zaakceptował dziecko, w końcu dostał nowe życie, odzyskał optymizm i poczuł piękno życia...

  • Lecho1523 Lecho1523
    ocena: 8

    Może nie chciała żyć z mężem i okłamywać go że to jego dziecko.

    • pawe91 pawe91
      ocena: 10

      Na pewno nie chciała go okłamywać. Tylko trzeba pamiętać o kilku rzeczach: mąż mógł być bezpłodny stąd ona nie miała z nim, dziecko może urodzić się np rude, mąż mógł się domyślić, iż nie on był ojcem (rak złośliwy raczej wymaga długiej hospitalizacji). Ponadto jego reakcja może wynikać z szoku po wyzdrowieniu, stąd jeszcze się nie zastanawia. Dwójka, bo lekarz przysiągł (podstawa niegdyś tego przykazania) i zabawił się w Boga, nie wiedząc jak jego wyrok wpłynie na całą rodzinę. Jeśli chodzi o kobietę to pewny, a z mężem i dzieckiem nie wiadomo. Ponadto wie, że zrobił to z własnych pobudek utrata dzieci podczas wojny.

      • kurttoja kurttoja

        w laboratorium padło słowo progresja. czy ordynator kłamał? chyba nie

        • 800dpi 800dpi
          ocena: 8

          Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

        • 81Violett 81Violett
          ocena: 8

          słuszna uwaga - może słowo "progresja" kojarzy się pozytywnie, ale jeśli chodzi o choroby nowotworowe oznacza pogorszenie się stanu - zwiększenie się guza, przerzuty, nawrót choroby. Tu chodzi o postęp, ale choroby... Ordynator naprawdę uważał że on umrze.

      • es123

        Nie nazwałabym tego własnymi pobudkami. Ordynator wiedział, co znaczy utracić dziecko i chciał ją zapewne przed tym uchronić.

  • 800dpi 800dpi
    ocena: 8

    o to właśnie chodzi w dekalogach Kieślowskiego, że każdy interpretuje to na swój sposób, nie ma jednego rozwiązania każdy widzi inaczej i interpretuje inaczej kunszt Kieślowskiego...

    • etka88

      Ważna jest też scena z owadem w kompocie, którą obserwuje mąż. Moim zdaniem, to metafora pozornie beznadziejnej walki męża z chorobą - powoli udaje mu się ją wygrać. I zarazem jest to taki "przerywnik", ukazujący upływ czasu. Stąd słuszny wniosek, że pomiędzy wydarzeniami a ostatnią sceną, musiało upłynąć trochę czasu i wiele mogło się zdarzyć.

      • staszek_peszko staszek_peszko
        ocena: 7

        2 opcje sie zgadzaja. ordynator powiedzial ze umrze zeby uratowac dziecko ale takze tak jak predzej mowil ze byly przypadki z gory skazane na smierc a ludziom udalo sie wyjsc z tego i ja tez jestem tego zdania. przychylam sie bardziej do 2-go rozwiazania. jest bardziej sensowne bo sam ordynator mowi o tych przypadkach kiedy ludzie cudem uzdrowieli a co do sceny z owadem jestem takiego samego zdania co etka :) a co do tej progresji to odbieram to jako zdrowienie a jesli progres choroby no to ordynator mowil prawde. ale z kolei nie pasuje to do mojej interpretacji z tymi cudownymi uzdrowieniami. ciezko ten film na trzezwo zrozumiec ;D jak na razie najlepsza dla mnie czesc.

      • hergreeneyes hergreeneyes
        ocena: 10

        zgadzam się co do sceny z owadem, jest kluczowa do zrozumienia końcówki. widzę to tak jak ty, plus jeżeli odwrócimy tę scenę z owadem w kompocie do góry nogami, to kompot może być wodami płodowymi, łyżka drogą a owad dzieckiem. tak więc mamy tutaj dwie odpowiedzi pod postacią jednej sceny - chory ozdrowieje z choroby i uratuje się jak owad z kompotu a dziecko przyjdzie na świat tak jak to owad wrócił do świata po łyżce. Tak ja to widzę.

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: