Film żenujący w swoim przekazie i nie chodzi mi bynajmniej o muzykę :/

Kilka lat temu obiecałem sobie, że nie będę oglądał nigdy więcej polskich komedii. Niestety, dostałem free bilet na przedpremierę Disco Polo i obietnicę złamałem...niestety!

Nie rozumiem czemu polscy "twórcy" nie stworzą po prostu zjadliwego filmu fabularnego z oryginalną, spójną i logiczną fabułą, okraszanego inteligentnym i pikantnym humorem, ze szczyptą dobrej akcji. W zamian otrzymujemy ZAWSZE nudny, tandetny, bezsensowny, oklepany bełkot z tanimi żartami na pierwszym planie.

--- SPOILER PONIŻEJ --- SPOILER PONIŻEJ --- SPOILER PONIŻEJ ---

Główna linia fabuły jest groteskowo banalna - wiejski "chłopek roztropek" marzy o zostaniu gwiazdą disco. Wraz z kolegą i jego siostrą postanawiają szturmem podbić rynek muzyczny poprzez wdzieranie się podstępem na scenę czy podszywanie się pod inne zespoły. W końcu udaje im się podpisać kontrakt muzyczny z wytwórnią, której prezes nie darzy sympatią głównego bohatera. "Chłopek roztropek" z wzajemnością zakochuje się w partnerce prezesa, który pomimo głębokiej odrazy do "chłopka roztropka" ratuje mu życie, oddaje partnerkę, po czym wszyscy razem śpiewają machając rączkami "bo wszyscy Polacy to jedna rodzina". The end.

Fabuła tania jak woda źródlana w Biedronce ale z bólem brzucha dałoby się ją jeszcze strawić. Czego się nie da strawić to domorosłej symboliki odwołującej się do narodu amerykańskiego - wszędzie flagi US, wszyscy jeżdżą amerykańskimi furami, bohaterowie przemieszczając się po Polsce co chwilę przejeżdżają przez Wielki Kanion (dosłownie), strażnicy polskiego więzienia noszą mundury amerykańskiej policji, czarne charaktery używają amerykańskiej broni, etc.

O co chodzi ktoś zapyta? Po co ta cała bijąca z ekranu amerykanizacja? Czy ma to na celu przedstawić analogię do popularności muzyki Country w Stanach? Czy może jest to odniesienie do american dream (od pucybuta do milionera)? Szczerze mówiąc zapewne nikt nie wie i się nie dowie czemu miały służyć te wszystkie odwołania. Wg mnie takie było zamierzenie - pokazać coś bez sensu i niech domorośli intelektualiści się "głowią" co reżyser miał na myśli.

Scenarzysta do tego wiadra pomyj postanowić dodać jeszcze jednej śmierdzący składnik - sceny surrealistyczne. Film Disco Polo jest przesycony pseudosymboliką, której zapewne on sam (scenarzysta) nie bardzo rozumie. Główni bohaterowi niejednokrotnie są przedstawiani jako kowboje na Dzikim Zachodzie (dosłownie), jadąc przez bezdroża Wielkiego Kanionu (w Polsce) zatrzymują się żeby przepuścić karła w garniturze prowadzącego świnię na smyczy, "chłopek roztropek" przylatuje na Saharę balonem, do którego podczepiony jest jacht, żeby po paru sekundach pływać tym jachtem po wydmach Sahary (dosłownie), prezes wytwórni cofa się w czasie, Niecik zostaje rozstrzelany ze 100-letniej broni (Thompson M1A1) po czym z ręką w temblaku skacze sobie w rytm muzyki etc.

Taki trent nie jest niczym nowym - chociażby przerośnięty symboliką surrealistyczny film "Kret" z 1970r., który niczego sobą nie reprezentuje (notabene tam też znajdziecie moją opinię). Czy warto go jednak powielać? Pamiętam jak 20 lat temu krążył po podstawówce wyjątkowy suchar - "wchodzi facet do windy, patrzy a tam schody, i myśli sobie po co mi ten kaloryfer skoro ja i tak zębów nie myję". Mając 10 lat owy "dowcip" wydawał mi się przezabawny. Z tego co pamiętam był wtedy cały dział "dowcipów bez sensu". 20 lat później mam oczywiście zgoła odmienne preferencje. Może zatem filmy pokroju Disco Polo są skierowane wyłącznie do 10-latków jakże infantylnych z racji wieku?

44
  • Właśnie wróciłem z seansu i zgodzę się z Tobą w 100%. NIC tam nie było śmiesznego! Łopatologiczna fabuła i surrealistyczne sceny. Nie mogę się nadziwić ocenie na filmweb...

  • tego się spodziewałam, dzięki za opis fabuły. Rozwala trzeba przyznać.
    Polecam "Dzikie historie" jeśli jeszcze nie widzieliście. I śmieszne i straszne. Prawdziwa kampania przeciw przemocy ;)

  • Myślę iż równie tani (jak woda źródlana w biedronce) jest nagłówek Twojej recenzji..."Film żenujący w swoim przekazie i nie chodzi mi bynajmniej o muzykę :/" Słowo "bynajmniej" jest zaprzeczeniem samym w sobie :). Słownictwo rodem z książek, a najprostszego zdania nie umiesz sklecić :). Witaj podstawówko!
    Ps. Trzeba było bilet oddać chętnej osobie i nie wygłaszać tu frazesów skopiowanych z wikipediiiiiiiiiiiiiiiiiiii :)
    pozdrawiam all :*

    • Wiem, że trolle twojego pokroju lubują się w wyszukiwaniu literówek czy błędów językowych, próbując zagłuszyć przekaz czyjejś wypowiedzi i wyprowadzić autora z równowagi. Ja osobiście takie działania traktuję z politowaniem i współczuciem dla trolla. Niemniej jednak odpowiem na Twoje żenujące zaczepki trollu. A co...miej satysfakcję!

      Słowo "bynajmniej" wg słownika języka polskiego jest "partykułą wzmacniającą przeczenie zawarte w wypowiedzi" i oznacza "wcale, zupełnie, ani trochę". Parafrazując tytuł mojej wypowiedzi brzmiałby on następująco:
      "Film żenujący w swoim przekazie i nie chodzi mi wcale o muzykę ;/".

      Biorąc pod uwagę Twoje ograniczenia intelektualne dodam, że konstruując taki właśnie tytuł chciałem zaznaczyć, iż pomimo, że fanem disco polo nie jestem to nie dyskredytuję tego filmu przez ogrom piosenek disco polo w nim zawartych. Oceniam film tylko i wyłącznie przez pryzmat sztuki filmowej.

      Frazesy skopiowane z Wikipedii? Jak napiszę, że Wikipedii nie używam to i tak pewnie trollu nie uwierzysz. Zapewne nie mieści Ci się w Twoim ograniczonym małostkowością móżdżku, że ktoś jest w stanie operować słowami typu symbolika, surrealizm, analogia, etc. bez wspomagania się specjalistycznymi słownikami...

  • Moim zdaniem film jest całkiem sprawnie nakręcony, ogląda się go przyjemnie i wcale nie trzeba być fanem disco-polo by dobrze się przez te ponad półtorej godziny bawić. Przed wejściem na salę kinową warto jedynie wyjąć kij z d. i ten zabieg przy następnej okazji Ci polecam.

    Ps "Trent", powiadasz.

    • Zgadzam się z Tobą. Syndrom marzanny (kij w d...) zdecydowanie przeszkadza w oglądaniu. Niektórzy wszystko robią z odgiętym paluszkiem. Winę za to, że nie zrozumieli, zrzucają na brak koncepcji reżyserskiej.

      PS "Mając 10 lat owy "dowcip" wydawał mi się przezabawny". Mój laptop jest ograniczony. Nie znalazł w swoich zasobach słowa "owy". A ja jestem jeszcze bardziej ograniczona, nie zrozumiałam zamysłu autora zdania. Kto miał dziesięć lat: on czy dowcip?

    • No tak, faktycznie, trzeba być sztywniakiem z kijem w d... żeby nie docenić jakże górnolotnego humoru przedstawionego w Disco Polo. Gratuluję toku rozumowania. Zapewne z Ciebie podobny jest "chłopek roztropek" jak główny bohater filmu. Bawią Cię pewnie sceny jak ktoś pierdnie na ekranie albo wydłubie sobie gluta z nosa po czym zje ze smakiem. A kto się nie śmieje ten sztywniak z kijem w d...! Brawo!!! Polać temu Panu!

      Jakbyś postarał się być choć troszkę obiektywny w ocenie mojego poczucia humoru to rzuciłbyś okiem na komedie, które wysoko oceniłem. Zobaczyłbyś tam takie pozycje jak: Yes Man, Horrible Bosses, We're the Millers, Just Go with It, Clerks i wiele innych. Ale po co? Lepiej pojechać po moim guście i wyjść na the beściaka, prawda?

      Masz już widzę nawet psychofanów, którzy podzielają Twój punkt postrzegania świata. IQ też macie widzę zbliżone. Cierpliwie wyjaśnię - zaimek "ów" oznacza "ten" i tak - istnieje takie słowo :/ Co do "zrozumienia zamysłu autora zdania" to proponuję zapytać mamy, taty, wujka, cioci a jak nie pomogę to zawsze pozostaje Ci Pani polonistka w szkole.

      • Ale po co ta irytacja? Sam sprowokowałeś takie reakcje swoją pseudorecenzją. Każdy ma prawo do swojej opinii, nie tylko Ty.... Nikt nie zarzucił Ci braku gustu filmowego, ale jak na kogoś kto widać, że gardzi polskim kinem to nie wiem czy w ogóle powinieneś mieć prawo głosu w tej kwestii...
        Bo najlepsza fascynacja hollywoodzkimi produkcjami, a to co rodzime się nie liczy... Trzeba czasem docenić pomysłowość i niekonwencjonalność polskich reżyserów i do niektórych tematów podejść z przymrużeniem oka i dystansem.

        • I tu Cię pewnie zaskoczę ale masz u mnie + za swoją wypowiedź. Merytoryczna i na poziomie. Może nie nazwałbym swojej recenzji "pseudo-" ale reszta jest ok :)

          Widzisz, wiem, że my Polacy w wielu kwestiach jesteśmy "100 lat za murzynami" ale mój wrodzony patriotyzm powoduje, że naiwnie wierzę w rodzimy sukces na danej płaszczyźnie.

          Wg mnie polscy filmowcy posiadają wszelkie niezbędne narzędzia do stworzenia dobrej komedii. Wystarczyło by tylko chcieć. W zamian tworzy się "na szybko" jakąś bliżej niesprecyzowaną kupę pod sztandarem TVNu i katuje obywatela natrętną reklamą "najlepszej komedii w dziejach". Polscy filmowcy traktują tworzony film tylko jako maszynkę do robienia kasy a masy grzecznie wszystko łykają i przyklaskują wykrzykując, że "dobre bo Polskie".

      • Może zamiast opowiadać dowcipy w podstawówce, trzeba było uważać na lekcjach. Ale nie martw się, każdą zaległość można nadrobić. Jak się człowiek chce wymądrzać, to musi dysponować odpowiedim potencjałem. Używasz wielu obco brzmiących słów, a nie umiesz zastosować konstrukcji z imiesłowem i dobrać odpowiedniej formy zaimka. I na dodatek nie potrafisz przyznać się do pomyłki, tylko brniesz w to ślepo, broniąc ewidentnych błędów językowych. Jak się chce recenzować, to trzeba najpierw opanować podstawy języka polskiego, bo tak skonstruowana opinia nie brzmi wiarygodnie. Więc zamiast tracić czas, do książek i słowników. Prędziutko.

        • Jak widzę Sylwio, tak intensywnie nadrabiałaś zaległości, że na filmwebie miałaś czas zarejestrować się 28 lutego i ocenić tylko jeden film - dziwnym trafem akurat "Disco Polo". Przypadek? Nie sądzę, jak to mawiał klasyk. A tak na marginesie, uważam, że to całkiem udany film, jakby co:)

          • ooo naganiaczka zdemaskowana...keep up the good work kasper ;)

            Śmieszne - wszędzie billboardy tego gniota, TVN katuje trailerem częściej niż w Saturn reklamą "Włączamy niskie ceny" z Lisowską w okresie świątecznym a do tego wszystkiego sięgają jeszcze po marketing szeptany :/ Pazerny TVN ma widzę naprawdę duże ciśnienie żeby jak najwięcej kasy wyciągnąć od naiwnych Polaków...

          • Dawno się tak nie ubawiłam. Napiszę książkę pod tytułem "Jak zostałam sztuczną mgłą, czyli historia pewnego spisku". Sprawa jest prosta. Zaglądam tu bardzo często, ale pierwszy raz natknęłam się na tak beznadziejnie napisaną recenzję i postanowiłam zabrać głos, więc się zalogowałam. Uważam, że jeśli ktoś bierze się za recenzowanie, musi dysponować pewnymi zasobami, inaczej naraża się na podejrzenie, że zasoby intelektualne nie pozwoliły mu zrozumieć tego, co czytał lub oglądał. Język, jakim została napisana ta recenzja, jest po prostu okropny. Więcej w nim błędów niż wyrazów. Ot, cała tajemnica, Kasperze. Przeczytaj ją uważnie, a zrozumiesz, o co mi chodzi. Pozdrawiam.

            • Napisz, napisz, już takie beztalencia piszą, że i Ty możesz.
              Ubawisz się, ale po dogłębnej analizie Twojej notki uważam, że także Ty "nie dysponujesz zasobami". Że co? Że czepiam się? Ależ robię dokładnie to samo co Ty, czyli piszę o czyimś pisaniu nie o filmie. A może i masz jakąś tam rację, że o filmie ani słowa...

              • Cieszę się, że tak dogłębnie przeanalizowałeś moją notkę. Twoje słowa są jak wyrok. Cóż, muszę żyć z tą świadomością, że jestem beztalenciem. Dziękuję, że mi to uświadomiłeś, bo inaczej tkwiłabym w nieświadomości. Są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie...

                • Po prostu odpowiedziałem sarkazmem na Twój sarkazm. Trochę zbyt..., przepraszam.

                • Daj, spokój, nic się nie stało. Ja po prostu uważam, że człowiek, który publicznie decyduje się na ocenianie czyjejś pracy, powinien być trochę jak żona cesarza - bez zarzutu (a tutaj tak nie jest). Recenzja to też w jakimś sensie dzieło. Skoro autorowi tejże wolno krytykować film, to dlaczego czytelnikom nie? A jeśli chodzi o późniejsze wypowiedzi, rozbawiła mnie spiskowa teoria dotycząca mojej osoby. Bywam sarkastyczna bardzo rzadko. :D Pozdrawiam.

                • Wolno, wolno... Ale i tak wierzyć mi się nie chce, że ten film Ci się podobał.

                • Podobał mi się, bo nie wzięłam go dosłownie. Miałam wrażenie, że reżyser puścił oko. Ok, może czasem zbyt nachalnie i bez finezji, ale bawiąc się konwencjami zrobił coś innego, w jakimś stopniu świeżego. Wydaje mi się, że brakuje nam takiego kina, które trochę spuszcza powietrze. Mam wrażenie, że nauczyliśmy się śmiertelnie poważnie traktować świat. Że idziemy w zadęcie i patos. To dotyczy nie tylko filmów, ale też literatury. W naszym kraju, jeżeli nie napiszesz o molestowaniu, narkomanii i toksycznej rodzinie, nie masz szans na Nike. A mnie się wydaje, że znacznie trudniej jest napisać albo nakręcić coś, co bawi. Dowodem są polskie komedie ostatnich lat. I kabarety. Oduczyliśmy się szczerego śmiechu, więc twórcy odwołują się do najbanalniejszych zagrań. Więc kiedy widzę takie mrugnięcie okiem, to pomijam pewne niedociągnięcia reżyserskie i cieszę się, że ktoś próbował rozbawić mnie inaczej. Że odważył się na eksperyment.

      • Sporo tych wniosków. Widzę, że nie ma się co kopać z koniem. Na razie.

    • "Kij w dup..." rozumiem że współczesna młodzież tak argumentuję teraz niechęć innych do ich racji? Młody, wykształcony z wielkiego miasta?
      Co do filmu.Ja podchodzę do rzeczy w życiu tak:jeżeli ktoś jest przestępcą np: mordercą to nie ma sensu żebym wysłuchiwał jego argumentacji.Z tym filmem jest tak samo,próbuję promować coś co nawet nie jest sztuką(czyt. disco...coś tam) tylko zwykłą masówką mającą na celu zrobienie jak największych pieniędzy.Na prawdę dziwię się dzisiejszym "masom" że takie coś jak disco polo może wieść taki prym by robić o tym film.Przy tak wielkiej różnorodności i dostępności do kultury Polacy wybierają coś co jest płaskie,błahe,coś co nie rozwija lecz cofa w rozwoju i nawołuje tylko do konsumpcji i skupiania się na rzeczach nieważnych.Nie namawiam tu od razu wszystkich żeby zaczęli słuchać Szopena czy oglądali kino niezależne ale LUDZIE! Chociaż poziom wyżej

      • Nikt tutaj nie mówi o tym, że dobrze bawi się przy disco polo. Oceniamy tylko i wyłącznie film, który ma być prostą, weekendową rozrywką, przerywnikiem - nic więcej. W takich kategoriach go oceniam.

      • Nikt nie mówi tutaj o uwielbieniu do muzyki disco-polo. Cały czas mówimy o filmie. To ma być prosta, weekendowa rozrywka - nic więcej. W takich kategoriach go oceniam. Użytkownik crazypantera porównał go do filmu Jodorowsky'ego i dlatego z nim nie dyskutuję bo uważam, że powinien to wszystko jeszcze raz sobie poukładać. Równie chybione byłoby np. porównanie Disco Polo do Funny Games tylko dlatego, że występowali tam "zapożyczeni" z niego panowie w białych szortach. Osobistych wybiegów w moją stronę nie komentuję bo sam sobie na taki pozwoliłem w przypadku użytkownika crazypantera i nie chcę być hipokrytą.

  • Zgadzam się w 100% z Twoją wypowiedzią. Właśnie wróciłam z kina... zawiedziona w 100%!

  • Świetna recencja. Zgadzam się w zupełności.

  • Tak czytam Twoje wypowiedzi i dochodze do wniosku, ze malo filmow niezaleznych widziales. Kino offowe w Polsce ma sie moim zdaniem bardzo dobrze. A film 'disco polo' wg. mnie byl dosc ironiczny, z takim nastawieniem tez poszlam do kina. Nie zawiodlam sie, bardzo dobrze sie bawilam. Fabula to jedno, ale sam klimat byl idealnie przesadzony.

  • Według mnie ten film jest bardzo ironiczny, nie ma w nim pochwały disco polo, a tanie żarty były tanie właśnie po to, aby wzmocnić przekaz, który jest w pewien sposób tragiczny. "Chłopek roztropek" to jest właśnie ten mit, reżyser ukazuje tutaj dramatyczną analogię między karierami gwiazd popkultury na Zachodzie i artystami disco polo w Polsce. Temu ma też służyć amerykanizacja otoczenia. Czas to lata 90', czyli fascynacja Ameryką, otwarcie na kulturę niesocjalistyczną i łapczywe jej łapanie. Disco polo to miks kultury ludowej i elektronicznej - to musiało powstać po gwałtownym wprowadzeniu nowych możliwości, nowej muzyki. Reżyser jest wobec tego krytyczny. Pokazuje niską wartość takiej kultury, ale także to, że ludzie naprawdę taką muzykę lubią. Moim zdaniem na końcu jest pewne potępienie, ale też pytanie - czy skoro społeczeństwu się to podoba, jest sens to niszczyć?

    • o o o o o, to to właśnie to;)
      Film w najmniejszym stopniu nie rozczarował, taki właśnie miał być;) Ja osobiście rozczarowałem się Sambą, po tym filmie spodziewałem się czegoś więcej, ale niestety;P na szczęście Disco Polo zatarło ten zawód po Sambie;) Czego się spodziewaliście po filmie Disco Polo? Kolejnego Misia? Nic śmiesznego? Eh, takich filmów już nie będzie, trzeba się z tym pogodzić. A ten jest lepszy od kac wawy czy innych rzeczy typu warsaw by night.
      A zakończenie i piosenka... No ludzie, aż się łezka w oku zakręciła i aż biorą przemyślenia takie, dlaczego tak często my, Polacy, o tym zapominamy? Eh;)

    • I na takich odbiorców właśnie producenci Disco Polo liczą - większość powie, że kupa to kupa po czym odejdą z niesmakiem ale znajdą się tacy, którzy nie zobaczą samej kupy ale stwierdzą, że ta kupa tylko wygląda jak kupa i to jest zabieg przemyślany mający na celu przedstawienie wyobcowanie jednostki w nieskończoności wszechświata oraz destrukcyjny wpływ współczesnej cywilizacji na rozwój intelektualny poszczególnych form życia.

      A jakież to "analogie między karierami gwiazd popkultury na Zachodzie i artystami disco polo w Polsce" dostrzegasz? Przytocz proszę konkretne przykłady.

      Czy mam rozumieć, że karzeł w gajerze przeprowadzający przez ulicę świnię na smyczy miał za zadanie przedstawić "otwarcie na kulturę niesocjalistyczną i łapczywe jej łapanie"?

      Widzę, że niczym Neo w Matrixie dostrzegasz więcej niż ktokolwiek inny wiec będę wdzięczny za pomoc w zrozumieniu tego "arcydzieła" :)

      • Analogie między karierami gwiazd popkultury na Zachodzie i artystami disco polo w Polsce - cały sposób poprowadzenia historii, od zera do bohatera, od człowieka, który musi sprzedać drezynę, żeby kupić syntezator (ostra groteska), do człowieka, który kupuje ojcu dwa dodge, nie żeby były potrzebne, ale po prostu - bo może.

        Wydaje mi się, że karzeł w gajerze to było właśnie połączenie kultury zachodniej z Polską - on udawał, że jest czymś więcej, niż jest naprawdę. Sama świnia ze wstążką to przerost formy nad treścią, i tak się ma kariera artysty disco polo do jego twórczości.

        Według mnie ten film to nie jest to arcydzieło, ale nie zasługuje na aż tak daleko idące potępienie. Na takiej samej zasadzie kupa-kupa można stwierdzić, że "Wilk z Wall Street" to film, który promuje przestępczość i wszystkie rodzaje używek. Wiadomo, że nie o to chodzi Scorsese.

        • Wszystko się zgadza ale moim zdaniem te pomysły były świetne w swoim zamyśle ale nie w wykonaniu. Analogię każdy rozumie w tym filmie ale fabuła tutaj jest posklejana jakby "cięli" zeby było zjadliwe dla wszystkich.
          Karzeł w gajerze to tani chwyt, a w połaczeniu ze świnią to już przesada. Takich przykładów można w tym filmie mnożyć. Wychodziło się z dobrym pomysłem ale przekoloryzowanie stało się z zalety wadą. Reżyser moim zdaniem z tego nie skorzystał. Aktorzy dostali z kolei zadanie gry również z lekka sztucznej ( jak w serialu) żeby wpisać się w konwencję. Ale ten pomysł moim zdaniem był nietrafiony - tzw masło maślane czyli pastisz pastiszem pogania i wychodzi z tego, przepraszam za wyrażenie, papka dla każdego.
          Taki dobry temat, a słowa krytyki i surowe oceny wynikają właśnie z tego, że został zmarnowany. Chciałam iść na ten film bo pachniało sensacją. Teraz wszystkim odradzam.

    • Lubie to:)

  • W wielu rzeczach masz rację ale amerykański akcent akurat przypadł mi do gustu:)

  • Ludzie ale to dzięki wam ta prostota w filmach, narzekacie że filmy mało ambitne a sami na nie chodzicie Porażka ...

  • Z każdym słowem się zgadzam.

  • Akurat koncepcja tego filmu jest ciekawa tylko że z czasem ten film zmienia się w jeden absurdalny i kolorowy teledysk bez fabuły. Sam pomysł wyjściowy z posłużeniem się kariery zespołu disco polo jako narzędzia do satyry nad sukcesem po polsku i powielanie magicznego stylu Wesa Andersona to za mało na dobry film. To za mało żeby w ogóle kręcić jakiś film. A twórcy komedii w tym kraju muszą wreszcie zrozumieć że same przekleństwa już dawno nie śmieszą, potrzebne są jakieś inteligentne scenariusze a nie tylko k..wa, ja pier..ole i tak dalej.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: