Nie.

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie.

  • A może jakieś uzasadnienie?

    • Niestety książki na podstawie której film ten powstał nie czytałem. Jednak jeśli mam oceniać film, to nie podobał mi się ani trochę. Bo naprawdę Rosjanie chyba mieli tendencję do tego, żeby wszystko pisać smutne (najlepszym przykładem jest ANNA KARENINA). Co do miłości głównych bohaterów uważam ją za podłą, głupią, bezsensowną i egoistyczną. Żywago jest moim zdaniem idiotą. Miał wspaniałą żonę, kochającą go bardziej niż można sobie to wyobrazić. I nagle nie wiedzieć czemu zakochał się w kobiecie, o której praktycznie nic nie wiedział. Ranił żonę, żył z kochanką, która i tak na końcu kopnęła go w tyłek, a Żywago wraca do żony, która jakby nigdy nic przyjmuje go z powrotem. Nie jestem jakimś moralistą, ale uważam, że nad zauroczeniami takiego typu jak w tym filmie należy panować. A ta historia dowodzi najdobitniej, że kiedy człowiek ma wszystko i nie ma żadnych zmartwień, to musi je sobie stworzyć. Bo mu się w łbie poprzewraca z tego dobrobytu. Bo Żywago ma wszystko, o czym każdy inny może marzyć. A on szuka nie wiadomo czego. Ja swoje przeżyłem już i wiem, że za chimerami gonić nie można. Dostaje się szczęście, to się je trzyma mocno i dziękuję codziennie Bogu, że się je dostało. No i się o nie dba. Nie wolno więc robić tak jak Żywago. Inaczej mówiąc - Panowie, dbajcie o swoje ukochane, które macie. Bo inaczej je stracicie. Takie tolerancyjne kobiety jak Tania to tylko literacka fikcja. Nie zmarnujcie daru od losu. Bo źle na tym wyjdziecie.

      • Kocham rosyjskie powieści, ale to nie miejsce i czas by się nad nimi rozwodzić... Co do filmu... Niestety, gdybym nie czytała książki pewnie miałabym takie same odczucia. Miłość Lary i Żywago jest tutaj bardzo egoistyczna. Reżyserowi nie udało się oddać motywów które nimi kierowały ani ogromnych wyrzutów sumienia, a nawet próby walki Żywago. Kochał dwie kobiety. Był oddany żonie, ale coś ciągnęło go ku Larze. Drugą sprawą jest Lara- w filmie to kobieta która po prostu włamuje się w życie mężczyzn, może trochę zimna. W książce jest to postać której nie sposób nie lubić. Jestem zwolennikiem hasła "Jedna miłość na całe życie" ale dzieło Pasternaka jest wyjątkiem, na który mogę przymknąć oko.
        "A ta historia dowodzi najdobitniej, że kiedy człowiek ma wszystko i nie ma żadnych zmartwień, to musi je sobie stworzyć."- dokładnie. Dusza Żywagi jest strasznie melancholijna i skomplikowana. Stąd te wiersze... Niestety, w filmie nie pokazano ducha książki. Jest zwykłą opowieścią o miłości i zdradzie. Nie uchwycimy też w niej doskonałego fatum... Cóż, wiem, że nie pisałam o filmie i jednak rozwodziłam się nad książką, ale serdecznie ją polecam.

        • No cóż, nie mam niestety dostępu do książki, bo w ogóle tam, gdzie mieszkam, nie ma zbyt wielu książek wartych czytania. Dlatego właśnie nie oceniam książki, ale filmu. No i jak widzę, mamy o filmie takie samo zdanie. Chętnie bym się zapoznał z książką i poznał, jak to naprawdę wszystko wyglądało z tymi uczuciami doktora Żywago. Bo jeśli chodzi o film, to miłość głównych bohaterów nie podoba mi się ani trochę. W żaden sposób. Jak sama zauważyłaś, jest egoistyczna. Chętnie bym poznał spojrzenie na świat pana Żywago z powieści. Niestety książka ta jest dla mnie niedostępna. Co do filmu ani trochę mi się nie podobał. No dobrze, obsadę uważam za trafioną. Szczególnie Sam Neil po raz któryś z rzędu grający postać z gruntu złą, podłą i egoistyczną. Najlepiej się ten aktor sprawdza w takich właśnie rolach. Choć nie zawsze takie gra, to jednak takie role zdecydowanie najlepiej mu wychodzą. Można go wręcz znienawidzić i właśnie to dowodzi, że jest genialnym aktorem. Bowiem tylko doskonały aktor umie sprawić, że w danej roli go uwielbiamy lub nienawidzimy. Sam Neil jest jedynym atutem tego filmu. No i jeszcze Hans i Keira. Ale oni zdecydowanie nie umywają się do mistrza Neila :)

          No cóż, nie znam książki niestety, ale wierzę ci na słowo, że postać doktora Żywago jest skomplikowana i melancholijna. Pewnie taki kolejny Werter. Cóż.... pewnie nigdy nie polubię tej postaci. Bo Wertera nie znoszę. I w ogóle denerwują mnie np. postacie z dzieł romantycznych. Kocham powieści Dumasa, ale nie podoba mi się w nich jedynie to, że nieraz wszystko zmierza ku złemu jedynie z głupoty samych bohaterów, którzy zamiast się porządnie wziąć do rzeczy to prowadzą wojny emocjonalne w swojej własnej duszy i mnożą swoje problemy właściwie bez powodu. Niestety Dumas tworzył w dobie romantyzmu i dlatego tak pisał, jakie były nurty wtedy. Chociaż śmierć wielu jego postaci literackich jest po prostu piękna np. śmierć Morgana z TOWARZYSZY JEHUDY czy Maurycego i Genowefy z KAWALERA DE MAISON-ROUGE. Oczywiście DOKTOR ŻYWAGO to nie powieść z doby romantyzmu, ale z tego, co mówisz wynika, że jest bardzo jej główny bohater jest stworzony na taki styl. Więc pewnie nawet jak uda mi się w końcu z tą książką zapoznać, gościa nie polubię.

          • Szczerze mówiąc mimika Keiry nie pasuje do tego filmu. Bardzo lubię tą aktorkę, ale jej minki nie oddają charakteru postaci. Trudno mi niestety je opisać, dlatego brzmi to jak brzmi...Świetnie obsadzona jest także Tonia. Jej uroda pasuje do charakteru granej postaci.
            Neil rzeczywiście jest świetny. Jeśli chce potrafi być też obleśny.
            Film oglądałam dwa razy- przed i po przeczytaniu książki. I bardzo zmienił się mój sposób postrzegania. Dlatego rozumiem- trzeźwy osąd przed jest równie cenny, a może bardziej bo pozbawiony prerozumienia. Zdziwiło mnie tylko te Twoje "nie, nie, nie". Może i fabuła, a raczej bohaterowie, nie przypadli Ci do gustu, ale przecież film ma też i pozytywne cechy.
            W filmie zaakcentowany jest wątek miłosny, brak natomiast stosunku doktora co do nowego ustroju politycznego. Książka wspaniale maluje ten obraz- rozpacz jednostki...
            Właściwie nie Werter. Trudno mi go z kimś porównać. Myśli trzeźwo, rzeczowo... Po prostu przeznaczenie splata go z Larą. Czego film oczywiście nie pokazał. Ale jest moim zdaniem piękny wizualnie. Kocham scenę szczęścia Jury, Lary i Kati... Drugi minus filmu to Antipow... Zrobili go poprostu złego i odpychającego. A to jedna z moich ulubionych postaci.
            Też nie znoszę Wertera. Dla mnie jego postępowanie było całkowicie nielogiczne. Ale jako osoba o zimnym sercu, może nie powinnam się wypowiadać.
            Najpierw przeczytaj, zobaczysz czy polubisz. :) Postacie kojarzę, od jakiegoś czasu zabieram się za "Kawalera..." ale studia skutecznie mi przeszkadzają. Osobiście kocham romantyzm. Ale nie ze względu na ckliwe miłości. Uwielbiam Nędzników Hugo- bieda, nędza, niesprawiedliwość... Kocham Enjolrasa za jego "bezduszność" i to, że najważniejsza jest dla niego Ojczyzna. Bo właśnie w romantyzmie najpiękniejsze są dla mnie zrywy patriotyczne/społeczne. Albo inna książka Hugo-Dzwonnik z Notre Dame. Głupota kobiet w całej rozciągłości(oczywiście niektórych, nie generalizujmy). Albo Kordian! Cudo! Niestety, to uczucia kierują człowiekiem.

            • Cóż, prawdę mówiąc jeśli chodzi o Keirę niezbyt ją lubię. Moim zdaniem jest zdecydowanie zbyt męska. Choć jako Ginewrwa w KRÓLU ARTURZE oraz Elizabeth Swann w PIRATACH Z KARAIBÓW oraz córka Robin Hooda w KSIĘŻNICZCE ZŁODZIEI moim zdaniem doskonale zagrała. Nawet podobały mi się jej role w DUMIE I UPRZEDZENIU oraz w TO WŁAŚNIE MIŁOŚĆ. Ale chyba muszę przyznać ci rację. Jakoś ta aktorka tutaj nie pasowała tutaj.

              No cóż.... Hans Matcherson (znaczy ten, który gra Żywaga) jest po prostu genialnym aktorem. Widziałem go jako Mariusza w NĘDZNIKACH z 1998 r, jako Nerona i jeszcze jako arcybiskupa Thomasa Cranmera w DYNASTII TUDORÓW. Moim zdaniem doskonały aktor i zagrał naprawdę nieźle. Musiałbym jednak obejrzeć kiedyś znowu ten film. Bo cóż, niewiele z niego już pamiętam poza praktycznie wątkiem miłosnym, do którego od początku byłem nastawiony negatywnie. Bo może to i głupie, ale jednak widząc cudowną żonę Jurija jakoś nie mogłem się oprzeć niechęci do jego romansu z Larą. Naprawdę jakoś nastawiłem się negatywnie. Za to Sam Neil jako człowiek po prostu obleśny budzi taki wstręt, że można by pomyśleć, że on naprawdę taki jest. 6 + dla niego za umiejętność grania łajdaka :)

              Cóż... jeśli chodzi o powieść DOKTOR ŻYWAGO przed rokiem jeszcze bym pewnie mówił, nie polubię, jestem tego pewien. No, ale teraz jednak nieco się zmieniłem i postanowiłem, że jeśli oceniam film, to film, a nie książkę. I z tego właśnie powodu nie mówię "NIE". Teraz niezbyt lubię doktora Żywago, choć nie przekreślam możliwości, że mogę zmienić nieco zdanie, kiedy poznam książkę. Sęk w tym, że o tę książkę trudno. Teraz w księgarniach można dostać jedynie współczesne badziewie dla nastolatek. Na klasyków prawie miejsca nie ma. Jeśli chodzi o romantyzm, podziwiam np. umiejętność takich pisarzy jak Dumas w opisaniu prawdziwej przyjaźni czy walki o wielkie idee. NĘDZNIKÓW lubię, choć ja do rewolucji wszelkich podchodzę z perspektywy czasu i uważam je jedynie za szaleństwo i nic więcej. DZWONNIK Z NOTRE DAME (lub prawdziwy tytuł KATEDRA MARII PANNY W PARYŻU) to dzieła naprawdę piękno. Hehehehehe. Głupota kobiet w całej rozciągłości. Cóż.... sam bym tego lepiej nie nazwał. Biedna Esmeralda. Była strasznie głupia. Ale swoją miała zaledwie 16 lat, jeśli się nie mylę. W takim wieku nie zawsze się jest mądrym. Ale zgadzam się z tobą - te dzieła można krytykować, ale one ciekawie pokazują całą wielką masę uczuć, jakie kierują ludźmi. A nie są one zawsze łatwe.

              A czy zdarza ci się płakać na książce? Ja zawsze płaczę na końcu powieści Dumasa DWIE DIANY oraz pod koniec WICEHRABIEGO DE BRAGELONNE, jak czterej muszkieterowie po kolei wszyscy giną w różnych okolicznościach. Za to na powieści Victora Hugo CZŁOWIEK ŚMIECHU można płakać bez przerwy. Ale nie wszystkie powieści romantyzmu są genialne. Mam poważne zastrzeżenia do powieści TAJEMNICE PARYŻA. Sama powieść genialne, ale jej zakończenie żenujące.

              • Ja nie mam nic przeciwko męskim kobietom... Może sądzę wg siebie. Strzelam z łuku, gonię po drzewach, górach itp... Nie wiem.
                Jako dziecko podkochiwałam się w Hansie. Oglądałam go tylko w Żywadze i Neronie(mam świra na punkcie Rzymu) ale to zbyt mało żeby wyrobić sobie zdanie na temat jego aktorstwa. Na pewno nadrobię Nędzników i Tudorów.
                Żona Jurija jest na pewno cudowna... I taka śliczna- taką nieśmiałą, "swojską" urodą. I jestem pewna, że na jego miejscu wybrałbym Tonię.
                Od czego jest biblioteka? Gdyby nie ta cudowna instytucja oświatowa, pewnie byłabym analfabetką... W księgarniach też jest miejsce na klasyków- wiem bo szukam. Np, w takim Empiku... Przepraszam, że pominęłam prawdziwy tytuł "Katedry'- kocham bajkę Disneya i ten tytuł zapadł mi w pamięci.
                Niestety, czytam te głupie książki dla nastolatek- moja bibliotekarka jest w nich zakochana i co jakiś czas mi wciska. Jedna na trzydzieści nadaje się by przeczytać ją do końca.
                Miłość to jedno. Krzyk "Febus, Febus" w sytuacji podbramkowej, zagrożeniu życia swoim i matki...coś chyba jest nie na miejscu, prawda? I nie potrafię nazwać to inaczej niż naiwnością lub głupotą.
                Oczywiście. Płaczę po książkach i filmach. Czasami nawet wtedy, gdy nikt inny nie płacze. Trudno mi sobie przypomnieć... Na pewno po "Doktorze Żywago"- scena nad trumną Jurija(książka). Nędznicy. Osatnie kuszenie Chrystusa. Wiosna 1941. Tyle sobie umiem przypomnieć na tą chwilę. Z filami byłoby łatwiej. Płaczę też przy muzyce. Np. Mozarta. Albo nawet na głupich piosenkach z Glee...To są raczej gorzkie rozmyślania nad pustością życia. "Tajemnic Paryża" nie czytałam. Ale dodam sobie do listy.

                • Wiesz, z tymi męskimi kobietami to jest różnie. Ja np. nie lubię typ dziewczyn zwany chłopczycami. Co się noszą po męsku i silą się na siłę na to, żeby robić z siebie facetów. Nie mówię, że np. Ginewra w KRÓLU ARTURZE jest genialna. Strzela z łuku, walczy u boku ukochanego, ale jednak jest wciąż kobietą. To rozumiem, ale już np. robienie z siebie na siłę mężczyzny to głupota. Ja zdecydowanie także bym wybrał Tonię. Bo może dlatego, że wolę nieskomplikowane życie z nieskomplikowaną osobą :)
                  No cóż.... ale ja mieszkam w bardzo małym mieście. Nawet kina nie ma, a co dopiero porządnych książek. Jedynie co ciekawe książki znajdę tylko na kiermaszach tanich książek. Ostatnio zdobyłem na takim kiermaszu ŻYWOTY CEZARÓW Swetoniusza czy cały cykl CZARNE OKRĘTY Joe Alexa. No naprawdę prawdziwe rarytasy. A w księgarni takich książek już nie ma. Zgadzam się z tobą co do tych powieści do nastolatek. Widzę, że mamy podobne zdanie w tej sprawie :)
                  Jeśli chodzi o DZWONNIKA Z NOTRE DAME Disneya to bajka po prostu piękna i cudowna. Jest z tzw. poważniejszych bajek. O wiele poważniejszych niż np. bajki o Puchatku czy inne takie bajeczki dla dzieci małych. To jest film poruszający prawdziwie ważne problemy społeczne jak niezrozumienie inności czy nietolerancja. No, a co do Esmeraldy to żałuję bardzo, że Victor Hugo napisał tak tę książkę, a nie inaczej. Bajka jest piękna, dobro triumfuje, zaś Quasimodo staje się bohaterem, a Febus i Esmeralda naprawdę mocno się i szczerze kochają. A książka jest chwilami tak dobijająca, że nawet trudno mi zakończenie czytać, kiedy z góry wiem, jak ono wygląda. Tylko jedno mnie dziwi w tym zakończeniu. Frollo i Quasimodo oglądają na końcu książki egzekucję Esmeraldy. A Quasimodo nie reaguje, żeby ją ocalić tak, jak ją ocalił ją wcześniej. To jest dziwne. Przecież raz ją ocalił. Czemu nie zrobił tego drugi raz? Czyżby obecność Frolla go paraliżowała? Czemu nie skoczył ją ratować widząc, jak ją prowadzą na szubienicę? Scena ta jest dla mnie nie do wyjaśnienia. A skoro o KATEDRZE MARII PANNY W PARYŻU mowa, czy widziałaś film DZWONNIK Z NOTRE DAME, gdzie grają Anthony Hopkins jako Quasimodo, Derek Jacoby jako Klaudiusz Frollo oraz David Suchet jako Klopin. Genialny film, choć zakończenie zmienili. Choć moim zdaniem to dobrze. Też się kończy smutno, ale jednak nie wszystko. Przynajmniej bowiem w tej wersji filmowej Esmeralda nie jest tak głupia i rozumie swój błąd. Bo w powieści Esmeralda mi działała na nerwy. Miałem ją ochotę chwilami po prostu... i ten jej wstręt do Quasimodo, który ją ocalił. Okropne.
                  Ja także niekiedy płaczę na filmach np. na śmierci d'Artagnana i jak trzej muszkieterowie stoją nad jego grobem - sceny z filmu CZŁOWIEK W ŻELAZNEJ MASCE z 1998 r. Piękny i cudowny film. I do tego jakie melodie tam wtedy lecą. No, a co do powieści TAJEMNICE PARYŻA Eugeniusza Sue polecam ci. Ale zakończenie cię pewnie zawiedzie jak i mnie. Jest jeszcze doskonały film pod tym samym tytułem i na podstawie tej powieści. Gra w nim genialny francuski aktor Jean Marais. Film jest jednak swobodną adaptacją powieści Sue, więc dlatego jest taki doskonały. Nie jest smutny, nie odbiera nadziei.

                  No, a co do DOKTORA ŻYWAGO to dawno go nie widziałem i musiałbym go znowu obejrzeć. Ale pamiętam dobrze sceny tzw. społeczne, jak komuniści buntują żołnierzy rosyjskich walczących na froncie I wojny światowej, by zamiast Niemców zabijali swoich rodaków tzw. "białych". I jak mąż Lary uratował Jurija. Ale nie pamiętam tylko, czemu on go ocalił.

                • Och, "Żywoty Cezarów"- świetna książka. :) Ja znalazłam tą pozycję...obok kosza na śmieci, wystawione jako makulatura.
                  Ja jestem fanką i książki i bajki. Każda jest doskonała, chociaż każda jest inna. Podoba mi się w nich po porstu rzeczywistość... Bo prawda niestety nie jest kolorowa. Tak jak np. w Kopciuszku(chociaż tam też zawarto ważną prawdę- piękni mają łatwiej.xD)
                  Może po prostu Quasimodo wiedział, że nie zdąży. A może chciał ją w jakiś sposób ukarać?(nie, to głupia dywagacja). Pozwolił toczyć się sprawom tak jak miało być na początku... Poza tym... uratowałby ją i co dalej?
                  Niestety, nie wiedziałam tej ekranizacji, ale na pewno nadrobię. :) Uwielbiam Dereka za innego Klaudiusza.xD
                  Jeśli mówimy o "Człowieku..." z DiCapriem to jest jeden z moich ukochanych filmów z dzieciństwa. Jest taki... niesamowity. Nie lubię filmów akcji, ale ten był całkiem, całkiem. I ta scena gdy Portos(?) się wiesza w stodole...xD
                  (przepraszam za błędy i emotki... i za tak późne odp ale byłam na rekolekcjach)

                • Mnie również niesamowicie zachwyciła ta książka. Interesuje się historią od najmłodszych lat, dlatego właśnie zachwyciły mnie kroniki znanych pisarzy np. właśnie "Żywoty Cezarów" Swetoniusza. Albo znalazłem też całkiem niedawno na makulaturze piękne dzieło - "Upadek Dynastii". Nie pamiętam autora, ale pokazuje upadek takich dynastii jak Burbonowie, Romanowowie czy Habsburgowie. Doskonale opisane dzieło. Jakie to piękne książki ludzie wyrzucają na śmietnik. Cóż... ich strata, mój zysk :)

                  Owszem, pewnie i masz rację. Ale cóż.... w ogóle powieści Hugo i psychologia ich bohaterów są bardzo skomplikowane. Sam Frollo budzi już mieszane uczucia - od wstrętu do współczucia. Ale chyba właśnie tacy są ludzie i świat. Kolorowi, nie czarno-biali. Mnie bajka Disneya zachwyca. Choć widziałem jeszcze kilka animowanych wersji DZWONNIKA. Zwłaszcza wrażenie zrobiła na mnie bajka włoska, gdzie zmieniono nieco zakończenie - w niej Klopin ma magiczne moce i sprawia, że Quasimodo staje się piękny, Esmeralda mądrzejsza i pobierają się. I jeszcze zamienił Dżali w dziewczynę i Piotr Gringoire się z nią ożenił. A Frollo ocalał i się zmienił. Za to Febus zamieniony został w garbusa i zajął miejsce dzwonnika w Notre Dame. Oczywiście czysta fantazja, ale podoba mi się ta wersja. Na youtube ją niedawno widziałem i bardzo mnie wzruszyła.

                  Zdecydowanie polecam ci DZWONNIKA w wersji z Hopkinsem jako Quasimodem oraz Derekiem Jacobi jako Frollo. W ogóle Derek to doskonały aktor. A w serialu JA, KLAUDIUSZ pokazał prawdziwą klasę. Ale podoba mi się też jako HAMLET w wersji filmowej z BBC. Doskonała rola. Czytałem, że krytycy mówili, iż w tej wersji to wokół Dereka kręci się cała akcji. Wszyscy inni są tylko dodatkiem do jego wielkości. Mieli rację

                  Hehehehehehehe. Ja również znam CZŁOWIEKA z DiCaprio z czasów dzieciństwa. Scena nieudanego wieszania się Portosa zawsze mnie bawi. A jeszcze Aramis ze swoim wesołym uśmieszkiem i wieloma ciętymi ripostami... w ogóle doskonały film. Od niego zaczęła się moja przygoda z muszkieterami, o których wiem już chyba wszystko, co się da :) Mówię rzecz jasna o książkach i filmach o nich. Oraz o historii ich pierwowzorów historycznych. Mam książkę CZŁOWIEK W ŻELAZNEJ MASCE, w której autor pokazuje losy prawdziwego d'Artagnana, który według autora był tytułowym więźniem w masce. Autor pokazuje jego życie niezwykle dokładnie ciekawie. Oraz życie jego przyjaciół, którzy wcale nie byli fikcją. Polecam. Kupiłem tę książkę na Allegro i nie żałuję. Doskonałe dzieło historyczne.

                • Zawsze się dziwiłam jak można wyrzucić coś takiego... Ja kocham historię, naprawdę. Problem polega na tym, że moja krótka pamięć...no cóż, zbyt szybko zapominam. Także uwielbiam książki historyczne, filmy itp. ale wiedzę mam niestety bardzo małą. "Upadek dynastii" zapewne by mi się spodobał, chociaż niestety czytając podobne dzieła czuję fizyczny ból. To dziwne, ale upadek potęgi naprawdę mnie boli. Wiem, czasami to byli dranie, ale mieli wszystko: bogactwo, poddanych, prestiż, mogli decydować o losach świata... Nagle to wszystko rozpadło się na małe kawałeczki...
                  Nie pamiętam czy przytaczałam już to zdanie, najwyżej się powtórzę. Autor książki na podstawie której powstał film pod którym piszemy, napisał "„To tylko w złych powieściach ludzie są podzieleni na dwa obozy i nie stykają się ze sobą.” Tutaj właśnie odnosił się do tej czarno- białości.
                  Widzę, że jesteśmy zgodni co do zachwytu nad bajką Disneya. :) Zakończenie włoskie po prostu mnie rozwaliło.xD Wydaje mi się fatalnie naciągane i na pewno by mi się nie spodobało. Uważam, że jeśli ktoś nie potrafi pokochać człowieka z powodu jego ciała, to chyba nie jest godnym by otrzymać nagrodę w postaci przystojnego mężczyzny. Co to zmienia? Równie dobrze można być z kimś fizycznie odrażającym. Może wynika to z faktu, że sama przez lata byłam/ jestem takim Dzwonnikiem i trochę inaczej patrzę na te sprawy. Dżali- dziewczyna.xD To już totalnie odjechany pomysł... Z tym Febusem to był chyba najlepszy pomysł!
                  A Hugo podziwiam za umiejętność doskonałego kreowania postaci. Mają wady i zalety, są naprawdę żywe...
                  Koniecznie więc muszę zobaczyć Hamleta. Uwielbiam postać Klaudiusza, zarówno w filmie jak i w książce. Dla mnie to po prostu ideał(chociaż trochę więcej odwagi by nie zaszkodziło). Nie znam się na zdolnościach aktorskich i nie umiem ich ocenić, ale jak widzę np. takiego Dereka to on aż przyciąga swoją charyzmą i jest postacią którą gra. Podoba mi się ogólnie "stara" szkoła aktorska.
                  Często oglądałam "Człowieka" w wigilię, gdy wszyscy szli na pasterkę. Kojarzy mi się ze świętami bardziej niż niektórym Kevin. Cały rok potrafiłam na niego czekać... W dzieciństwie robił na mnie ogromne wrażenie. Chociaż jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do muszkieterów(skoro o tym mowa- widziałeś Disneyowską wersję z Mikim i Donaldem? To całkiem niepoważne, ale ciekawe spojrzenie. xD) Ale sam motyw człowieka w masce bardzo mnie interesował. Zwłaszcza, że tak kocham Francję w pewnych jej okresach.

                • Ja też się zdecydowanie dziwię, jak takie dzieło można wyrzucić na śmietnik. Ja zdecydowanie bardzo kocham historię, zwłaszcza kilka jej okresów i zagadnień. Niesamowicie mi się podobają i potrafią wręcz porywać. "Upadek dynastii" by ci się na pewno spodobał. Ale również podzielam twoje zdanie na ten temat, że czytanie upadku czegokolwiek, co jest potężne i wspaniałe, budzi raczej bardzo duży smutek emocjonalny. Zwłaszcza, jak czytam o upadku dynastii Burbonów.

                  Wiesz, ja sam się zajmuję pisaniem książek i zwykle w moich dziełach bohaterowie dzielą się na dobrych i złych, ale bynajmniej nie są kryształowi. Ci dobrze mają swoje wady, ci źli mają zalety. Tak czy inaczej jednak wolę, jak możemy uznać kogoś za dobrego, a kogoś za złego.

                  Oj tak, ja jestem zachwycony bajką Disneya DZWONNIK Z NOTRE DAME i uważam, że książka powinna mieć taką samą fabułę i zakończenie. Właśnie wolę takie zakończenie niż takie smutne i dobijające. Co do tej włoskiej bajki cóż... zakończenie było nieco dziwne, ale moim zdaniem naprawdę niezłe. Choć jednak zbyt fantastyczne xD. Ale polecam ci zdecydowanie film DZWONNIK Z NOTRE DAME z 1982 r., gdzie Derek Jacoby gra Frolla. Podoba mi się sposób, w jaki odtwarza swoje postacie. Szczególnie jak gra Hamleta w wersji filmowej BBC. Doskonała rola. Jak on gra Hamleta to chwilami zadawać sobie można pytanie, czy Hamlet udaje szaleńca czy też jest nim naprawdę. Podoba mi się scenę, jak mówi Ofelii "Idź do klasztoru". Krzyczy na nią, wrzeszczy, potrząsa nią. Potem widząc jej łzy obejmuje ją do siebie zachłannie i przytula. Po czym płacze razem z nią i powtarza swoją kwestię jakby z musu. Można by pomyśleć z tej sceny, że on naprawdę jednak kochał Ofelię. Albo jak robi erotyczne kwestie Ofelii podczas wystawiania "Zabójstwa Gonzagi". Derek to wielki aktor. Powinnaś koniecznie obejrzeć tę wersję. Tak jak powiedziałaś, stara szkoła aktorka to klasa. Nie to co do dzisiaj.

                  Jasne, że znam wersję Disneya z Mikim i Donaldem oraz Goofym. Bajka humorystyczna, nieco zwariowana, ale jednak moim zdaniem ciekawa. I pokazuj przesłanie, że w jedności siła oraz że najmniej gabarytowa osoba może ocalić świat, jeśli tylko w siebie wierzy i ma wsparcie wiernych przyjaciół :) O! No proszę. Widzę, że podobnie jak i ja fascynujesz się Francją z dynastii Burbonów :) Coś nas łączy.

                • Och, Dynastia Burbonów też. Płaczę czasem nad Marią Antoniną, ale bardziej mi żal rodziny rosyjskich imperatorów. Tak, to idiotyczne beczeć nad postaciami historycznymi...
                  Piszesz książki? Naprawdę? Koniecznie musisz dać mi przeczytać(wiem, nachalna jestem). Sama też coś tam próbuję, ale nie zawsze kończę. Poza tym jak widać na załączonym obrazku z moim wysławianiem się jest źle, a z poziomem umysłu jeszcze gorzej. Dlatego traktuję to jak luźne hobby. Taka alternatywa- czytanie albo pisanie.xD
                  Zapomniałam wspomnieć, że jestem wielką fanką muzyki z bajek. Kocham chorały i dzwony w Dzwonniku. Uwielbiam "greckie gospel" z Hekulesa. Plus wspaniałe piosenki z Anastazji i Księcia Egiptu. Dla mnie cudo! Słucham ich ucząc się do kolokwiów i chociaż czasem mi z tym głupio...cóż, taka jestem.
                  Scena z Ofelią... Sam opis ściął mi krew w żyłach. Naprawdę... Zawsze wiedziałam, że Hamlet kochał Ofelię. Był jednak całkowicie pokręcony.
                  Kocham Szekspira, chociaż paradoksalnie dla mnie największe jego dzieło( a raczej najbardziej do mnie przemawiające to Tytus Andronikus).
                  Lubię Francję, właśnie mniej-więcej od tego okresu. Czasy Napoleona i rewolucji też. Kocham też czasy zrywów, gdy biegają z flagą... Dodam do tego jeszcze francuską literaturę romantyczną i malarstwo Davida(przysięga Horacjuszy... aż dreszcz przeszywa!) . No i oczywiście Wolność biegnąca w rozwianej sukni! (I Edith Piaf całkowicie nie związana z tym okresem-Ah! Ça ira! Ça ira! Ça ira!
                  Les aristocrates à la lanterne Ah! Ça ira! Ça ira! Ça ira!Les aristocrates, on les pendra! Wiem, dziwna jestem.xD )
                  Poza tym ja mam wielką słabość do wielkości i jeśli coś nosi przedrostek imperium, jestem w tym zakochana. Rzym Cezarów, Matka Rosja, Rzesza Niemiecka(nie nazwałabym tego miłością, ale też mnie to fascynuje), Wielka Francja...
                  (Wiem, za dużo "kocham" , "lubię" i przez to wszystko wychodzi bardzo nieskładnie. Ale ja nie zastanawiam się nad tym co pisze, tylko wyrzucam z siebie. Słowa, słowa, słowa...

                • Dynastię Burbonów, jak się zapewne możesz doskonale domyśleć, pokochałem z powodu powieści Dumasa. Naprawdę strasznie polubiłem te czasy i naprawdę niesamowicie działają one na moją wyobraźnię. Nawet kupiłem sobie kilka książek dotyczących właśnie tego okresu historii. Szczególnie fascynuje mnie postać Henryka IV.

                  Jeśli chodzi o płakanie nad książkami czy filmami to wcale nie jest to głupie. Zapewniam cię. Ja również tak robię. Mówię ci. Płaczę nad losami postaci historycznych lub całkowicie fikcyjnych. Mówię ci, to szczera prawda. Przykładowo kiedy zbliża się tragiczne zakończenie kilku książek Dumasa np "Dwie Diany" albo "Towarzysze Jehudy" czy "Wicehrabia de Bragelonne" to naprawdę aż mi serce mocno wali. I boję się czytać tego, co będzie dalej. A kiedy np. umierają muszkieterowie to chce mi się wyć z rozpaczy :) Czasami nawet specjalnie przeciągam czytanie, by jak najpóźniej poczytać ten smutny opis. I no proszę, ile mamy wspólnego. Ja sam zebrałem cały folder ponad 500 utworów z bajek Disneya i nie tylko. I to są niekiedy np. te same piosenki, ale w kilku wersjach (polskiej, angielskiej czy nawet hiszpańskiej) hehehehehe. Ja to dopiero jestem zwariowany. Moje ukochane piosenki to np. "Na morze dnie" z MAŁEJ SYRENKI albo "I wanna by like you" z KSIĘGI DŻUNGLI. Więc doskonale cię rozumiem. Albo uwielbiam też, jak Robert Rozmus śpiewa piosenkę Clopina "Plac Cudów" w bajce DZWONNIK Z NOTRE DAME. Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam tę piosenkę :)

                  Wiesz, powinnaś koniecznie obejrzeć ekranizacje dzieł Szekspira w wersji BBC. Były kiedyś wydawane na DVD razem ze sztukami, an podstawie których powstały. Zebrałem prawie całą kolekcję. Tylko dwóch mi brakuje do wszystkich 21 filmów. Ale jednak HAMLET jest najlepszy. Hehehehehe. Ale ta scena z Ofelią to nie jest jeszcze bardzo groteskowa. Bardziej zwariowana scena jest jak Hamlet grany doskonale przez Dereka Jacoby rozmawia z matką po przedstawieniu "Zabójstwa Gonzagi". I zarzuca matce, że wyszła za mąż za Klaudiusza z chuci. W tej scenie Derek alias Hamlet rzuca Gertrudę na łóżko, kładzie się na niej i wykonuje przez chwilę ruchy, jakby ją posiadał :) Powiem ci, że takiego szaleństwa Hamleta nigdy jeszcze nie widziałem. Jacoby naprawdę jest mistrzowski. Naprawdę widząc się go ma się wątpliwości, czy on udaje czy naprawdę ześwirował :) Mam TYTUSA ANDRONIKUSA w wersji BBC, ciekawa bardzo. Ale posiadam też film z Anthonym Hopkinsem w roli głównej. Też doskonała wersja, choć uwspółcześniona. Podobnie jak ty i ja uwielbiam dzieła Szekspira. Choć niektóre. Zdecydowanie uważam, że np. komedie Szekspira niektóre pozostawiają wiele do życzenia. Nie podoba mi się np. SERC STARANIA STRACONE i nieco mniej lubię JAK WAM SIĘ PODOBA. Również tragedie KORIOLAN oraz TYMON ATEŃCZYK uważam za mniej doskonałe. KORIOLONA zaś w ogóle nie lubię. No może troszkę. Za to HAMLET, MAKBET, ROMEO I JULIA oraz TYTUS ANDRONIKUS to moje ulubione sztuki. Podziwiam jeszcze OTELLA (w wersji BBC Otella gra znakomity Anthony Hopkins, a Jagona Bob Hoskins). Z kolei co do KRÓLA LEARA mam nieco mieszana uczucia. Niektóre sceny uważam za zbyt długie, zbyt męczące i zbyt ciężkie.

                  Sam bardzo lubię Francję. Naprawdę bardzo lubię. Francuska literatura, francuskie malarstwo, francuskie filmy. To naprawdę prawdziwa klasyka. Nie umiem jej nie uwielbiać. Z obrazów podziwiam "Przysięgę Horacjuszy", a np. "Tratwa Meduza" niesamowicie mnie przeraża. Zwłaszcza, że czytałem o prawdziwej tragedii statku "Meduza", na podstawie której obraz powstał. Makabryczna tragedia. I podobają mi się np. francuskie komiksy o Asterixie i Obelixie oraz Indianinie Umpa-pa oraz jego najlepszym przyjacielu szlachcicu Hubercie de La Purrie de Cartofelle (mój imiennik xD). Ale lubię też polską historię. Kocham z niej epokę władców Polski od Mieszka I do Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz Polskę z 1918-1939. A jeszcze mocniej okres rządów sanacji. Niedawno pisałem z tego okresu pracę magisterską. W ogóle mam bzika na punkcie Józefa Piłsudskiego :)

                  Gdy tak rozmawiam z tobą chwilami wydaje mi się, że słucham siebie. Dawno nie widziałem tylu pasji podobnych do mnie. Idąc jednak doświadczeniem podobnych sytuacji pewnie by się okazało, że jestem strasznie za smarkaty dla ciebie, by cię poznać w realu :) Mówię oczywiście to przykładowo. Ale na poważnie. Mówię ci, jesteś jedną z niewielu osób, z którymi tak miło się rozmawia mi i to, proszę, o tyle rzeczach, które uwielbiam :) No, ale byłbym zapomniałaś. Wspominałaś coś, że chętnie byś coś mojej twórczości poczytała. To się da załatwić. Napisałem powieść przygodową z czasów Ludwika XV, sztukę o Annie Boleyn, kryminał z czasów Piłsudskiego, kilka opowiadań i wierszy. I bynajmniej nie poprzestaję na tym. Piszę teraz książkę o Hrabim Monte Christo. Takie jakby... nowe spojrzenie na całą jego historię. Pewien dziennikarz szuka hrabiego i wędrując po Francji, Włoszech i Afryce spotyka ludzi, którzy znali hrabiego. Każda z nich opowiada mu o hrabi, co wie. A na końcu spotyka samego hrabiego i on mu opowiada :)

                  Wybacz, strasznie się rozgadałem. Ale taki już jestem. Gaduła. Słowa, słowa, słowa.... jak powiedział Hamlet, a parę wieków później Poeta z "Wesela". xD

                • Powiem szczerze, że zawsze w Nędznikach omijam opis śmierci powstańców. Dlatego nie wiem w jakich okolicznościach zginął mój ukochany Enjolras. To przez musical. Piosenka "Empty chairs..." za każdym razem totalnie mnie wykańcza. Paradoksalnie płakałam też na śmierci Joffa z "Gry o tron".xD Dla mnie piękny jest moment rozdarcia się Clopina na końcu tej piosenki(http://www.youtube.com/watch?v=m3otyDyFIe8) Z resztą cała jest boska... Mam słabość do "Dies irae", zarówno w wersji chórów w tej piosence, jak i tej z Requiem Mozarta. Też słucham piosenek z bajek w różnych językach, lubię sobie porównać. :) I przyznam, że mieliśmy świetny dubbing. Ostatnio odkryłam serial animowany Herkules na podstawie bajki Disneya. Oglądam pasjami.xD Chociaż niektórzy wypominają mi, że w tym wieku nie wypada. A ja wiem, że wtedy nie wypada im pokazać środkowego palca.
                  No niestety, jeszcze mnie nikt nie poinformował o cudzie BBCowych Szekspirów. Ale na pewno nadrobię! Chociaż niektóre utwory wcale mi się nie podobają(znów jakaś wspólna cecha. :) ) Burza nie potrafiła mnie zachwycić.
                  Zawsze zastanawiałam się, czy Hamlet nie miał kompleksu Edypa. Swojego czasu bardzo mocno zajmowałam się tym tematem- na maturze ustnej wybrałam temat prezentacji:"Krąg tradycji szekspirowskich w literaturze i sztuce". Powrzucałam tam Nędzników, Króla Lwa, marsz weselny... Czego tam nie było!XD Nawet nieszczęsny Zmierzch.xD
                  Andronikusa oglądałam właśnie w tej unowocześnionej wersji. To jeden z moich ulubionych filmów. Czasy się zmieniają, ludzie nigdy. Zachowania bohaterów są zawsze aktualne. To jest właśnie geniusz Szekspira- uniwersalność.
                  Kurcze, w tej wersji BBC naprawdę grają znakomici aktorzy! Koniecznie muszę jakoś dorwać, chociaż obawiam się, że będzie ciężko...
                  Dla mnie "Przysięga Horacjuszy" to wielkie dzieło. Nie tylko płaszczyzna artystyczna ale też niesamowita historia. Takie emocjonalne rozdarcie kobiet(nie wiem kogo opłakiwałabym bardziej) oraz moc honoru... Och, kurcze. Czasami chciałabym żyć w tamtych czasach. Och, nie czasami! Zawsze. Swojego czasu próbowałam nawet pisać opowiadanie o Imperium Rzymskim, ale mi nie wyszło... O prawie rzymskim wiem dużo, gorzej z innymi realiami.xD
                  Zapomniałam o Asterixie! Oczywiście, uwielbiam. Chociaż znowu się przyznam...Filmy i bajki znałam od dziecka. Komiksy odkryłam niedawno i się zaczytuję. Nadrabiam dzieciństwo.xD Np pamiętam jak zachwycona byłam odkrywając Piotrusia Pana! Książka- cudo! Rodzina spoglądała na mnie jak na idiotkę, gdy tłumaczyłam im geniusz tego dzieła.xD Często zdarza mi się przysiąść gdzieś z książką dla dzieci...
                  (masz naprawdę fajne imię! Nie dość że patron myśliwych, to jeszcze nie tak często spotykane. Zawsze żałuję, że moi rodzice się nie wysilili...Moje kojarzy mi się tylko z idiotycznym przebojem Maryli Rodowicz który śpiewają mi przy każdej okazji. Ewentualnie z bohaterką Damy Kameliowej. Dlatego na bierzmowaniu wreszcie wybrałam sobie porządną patronkę.xD Co prawda też mało oryginalne, ale pasterka ze wsi tak jak ja, wojowniczka tak jak ja, słyszy głosy tak jak ja(xD) no i patronka Francji(już nie jak ja.xD)
                  Akurat z historią Polski u mnie różnie. Kocham nasz kraj i wszystkie uroczystości patriotyczne przyprawiają mnie o rumieniec ekscytacji, ale są okresy których po prostu nie trawię. Płaczę też na filmiku http://www.youtube.com/watch?v=JEsXhf97rNQ . Smuci mnie to co dzieje się na ekranie...xD Podobają mi się czasy gdy Polska dążyła do odzyskania niepodległości. Ale sama postać Piłsudskiego... Nie odbieram jej wielkości, ale gdybym żyła w tych czasach, popierałabym Dmowskiego. Wnioskuję z tematu pracy magisterskiej, że studiowałeś historię.
                  Za smarkaty by poznać mnie w realu?XD Po pierwsze- kocham dzieci i mam dużo znajomych młodszych ode mnie.xD Mam wspólne zainteresowania z tą grupą wiekową. Mam 20 lat. No, w lutym 21... Myślałam, że po moim sposobie wysławiania się widać moje smarkactwo(poza tym w pewnym sensie do 16 roku życia byłam "opóźniona umysłowo"(ja to tak nazywam). Nie lubiłam się uczyć, wszystko mnie nudziło, wolałam się buntować w jakiś chory sposób... Można powiedzieć że moje życie zmieniła biblioteka. Dlatego moje wysławianie się tak szwankuje, za co przepraszam.) . Obawiam się, że w realu wyszłoby jaka jestem nieciekawa, niedouczona, mam trudny charakter a poza tym nie spełniam kryteriów wizualnych.xD Miałeś już jakieś "doświadczenia podobnych sytuacji"? Cieszę się, że miło Ci się ze mną rozmawia. Wzajemnie!:) Zawsze mam wrażenie, że ludzie modlą się "Błagam, niech ona się wreszcie odczepi" tylko nie mają odwagi powiedzieć mi tego w twarz(więc uprzedzam- nie musisz być miły na siłę.xD Cenię sobie szczerość i prawdę. Nawet bolesną.)
                  Kurcze, genialne jest to co piszesz(chociaż może po prostu umiesz się reklamować. Muszę sama ocenić.xD). Dobrze, że sobie przypomniałeś, bo na pewno bym się upomniała! Kto przyzna się do twórczości własnej, nie ma potem ze mną lekko.xD Piszesz dla siebie czy gdzieś to umieszczasz? Ja obecnie piszę fantastykę o wskrzeszaniu ludzi... Strasznie mi to wychodzi, ale zżyłam się z bohaterami i nie mogę tego porzucić. Na początek prosiłabym o coś najmniejszego objętościowo. Nie wynika to z lenistwa, ale przygniecenia kodeksami, których nienawidzę a muszę kochać... Mam spore zaległości w nauce.xD Może Anna?
                  Uwielbiam rozgadanych ludzi! Nadrabiają za mnie.xD Poza tym osoba która napisała w temacie "Nie, nie, nie i jeszcze raz nie." winna była rozwinąć temat.xD A że zeszło na coś innego...xD

                • Jeśli chodzi o śmierć Ejlonrasa został on rozstrzelany razem z pijakiem Grantierem, który przespał całą walkę, a potem stanął obok niego, by razem z nim zginąć. Jeśli chodzi o musical NĘDZNICY podoba mi się bardzo mocno, jak w musicalu Javert idzie wzdłuż trupów ludzi, którzy polegli w walce, po czym odpina ze swojego munduru order, który następnie przypina martwemu Gavroche. Bardzo mi się ta scena podoba i nieco brakuje mi jej w powieści Victora Hugo. Ech, nawet nie wiesz, jak cię rozumiem, moja droga. Bardzo cię dobrze rozumiem, że nie możesz nawet czytać o śmierci osób, które polubiłaś. Ja pierwszy raz płakałem jak bóbr czytając o śmierci najpierw Portosa, potem Atosa, a wreszcie d'Artagnana (śmierć Aramisa nie jest przez Dumasa opisana). Dzisiaj jedynie mnie dopada ogromny smutek w sercu. Ale mówię ci, strasznie ogromny. Także nie dziwię ci się, że przerzucasz sceny śmierci swych ulubieńców :) Jeśli chodzi o wszelkie rewolucje oraz demokrację to cóż... jestem dość negatywnie do nich nastawiony, moja droga. Ale przemawia przeze mnie jedynie pragmatyzm oraz doświadczenie związane ze znajomością historii. Sam podziwiam walkę i szlachetności rewolucjonistów, ale np. uważam, że niepotrzebnie poprowadzili na śmierć siebie i tylu ludzi. Choć powinnaś obejrzeć NĘDZNIKÓW z Liamem Neesonem jako Valjeanem, Umą Thurman jako Fantyną, Claire Daves jako Kozetą oraz Geofreyem Rushem jako Javertem. I jeszcze Hans doktor Żywago Matherson zagrał w nim Mariusza. Ciekawa wersja. Dość swobodna, ale przynajmniej Valjean nie robi w niej z siebie głupiego męczennika jak w książce Victora Hugo. A i na brak wrażeń i wydarzeń w filmie narzekać nie można :)

                  Ja mam akurat 24 lata i kończę ostatni rok studiów. Konkretniej rzecz biorąc to politologia, ale jednak ona ma wiele wspólnego z historią. I tematem mojej pracy magisterskiej była polityka obozu sanacyjnego w Polsce i jestem z mej pracy naprawdę dumny. Naprawdę podziwiam Piłsudskiego. Nie lubię Dmowskiego za jego antysemityzm, choć uważam, że on i Marszałek mogli się dogadać dla dobra kraju. Uważam, że jeśli w II RP był chaos, bo niestety polityczny chaos był, to jednak nie był on winą jedynie Piłsudskiego, ale wszystkich. Sam Marszałek nie był bez winy, ale jednak moja sympatia jest po jego stronie. Duża wina też była po stronie Witosa, Korfantego, Daszyńskiego i całej reszty bandy opozycji. Bo zamiast walczyć o porządek w kraju walczyli pomiędzy sobą, choć kraj był słaby i tylko wrogowie czekali na nasze osłabienie wewnętrzne. Nawiasem mówiąc chyba tylko Polacy mogą tak robić - bić się między sobą, gdy trzeba się łączyć ku wspólnej walce o dobro. Ufff... uspokoiłaś mnie, moja droga. Bo zwykle spotykałem tu osoby sporo starsze od siebie. Ale miło mi, że jest jakaś 20 letnia dziewczyna, która bynajmniej nie jest typowa jak wiele innych kobiet w jej wieku, ale lubi wiele podobnych mnie rzeczy. Niesamowite. Cieszy mnie to wielce.

                  I ja również bardzo lubię bajki, zwłaszcza Disneya. Nie znam tego serialu HERKULES na podstawie bajki Disneya. Ale cóż... niestety nie mam Cyfry Plus albo Polsatu Dekodera i nie mam niestety dostępu do kanałów, gdzie lecą nowości. Dlatego właśnie pozostaję zwykle przy dostępnych dla mnie zbiorach, choć są one dość pokaźne. Sam bardzo lubię wiele bajek i do dzisiaj je oglądam. Z nowości np. podbiły moje serce ATLANTYDA - ZAGINIONY LĄD Disneya oraz PLANETA SKARBÓW też Disneya. Znasz je pewnie. Podoba mi się w nich to, że mogą je dorośli oglądać bez wstydu, bo w nich akcja jest stworzona tak, że niby to bajka, ale bardziej film przygodowy. Zresztą wiele bajek Disneya jest tak zrobionych, że nawet dorośli mogą je oglądać bez wstydu przykładowo MAŁA SYRENKA czy PIĘKNA I BESTIA albo chyba najgroźniejsza ze wszystkich bajek Disneya - TARAN I MAGICZNY KOCIOŁ. Dzięki koleżance poznałem ją niedawno i podbiła z miejsca moje serce. Ale jednak małe dzieci nie powinny jej oglądać. Na pewno by się jej przeraziły. Z bajek zawsze mi się podobały przygody Bernarda i Bianki czy np. ZAKOCHANY KUNDEL. Podoba mi się też ŚPIĄCA KRÓLEWNA. Choć już np. Śnieżka czy Kopciuszek Disneya są już nieco przereklamowane moim zdaniem. KSIĘGA DŻUNGLI też nie ma najlepszej fabuły, choć za to ma doskonałe piosenki i Phil Harris jako Baloo jest genialny, a w polskiej wersji Jan Prochyra. I jeszcze uwielbiam Disneya bajkę TARZAN oraz DZWONNIK Z NOTRE DAME no i HERKULESA. Poruszają one ważny dla świata problem inności. Piękny jest też i bardzo zabawny PIOTRUŚ PAN Disneya. Choć książka sama w sobie jest chwilami strasznie smutna, co na pewno doskonale zauważyłaś. I wcale ci się nie dziwię, że tak spodobała ci się ta powieść. Ja też poznałem ją stosunkowo późno jako nastolatek. A rok temu udało mi się kupić oryginalną powieść 101 DALMATYŃCZYKÓW i spodobała mi się oba bardzo mocno. Kiedy czytam takie książki, które inni znali w dzieciństwie, a ja nie, ale też mnie one zachwyciły, to czuję się tak, jakbym uzupełniał swoje dzieciństwo jak obrazek złożony z puzzli. :)

                  Mnie się naprawdę podobają w historii Polski to, że naprawdę nasi królowie i książęta wcale nie byli ludźmi świętymi i nie wiadomo kim jeszcze. Po prostu byli prawdziwymi ludźmi ze swoimi słabościami i wadami. A niektóre historie miłosne władców Polski mieli takie przygody, których nie powstydziłby się Henryk VIII z dynastii Tudorów czy sam Ludwik XIV z dynastii Burbonów. Mówię ci, cieszy mnie to, że nasi władcy mieli przygody takie, które mogłyby posłużyć jako kanwa niejednego romansu historycznego. Gdyby tylko chciano je napisać zamiast wysławiać ponad życie naszych narodowych bohaterów, a nie pokazać ich jako zwykłych ludzi takich jak my, którzy umieli po prostu podjąć właściwą decyzję we właściwej porze :) Nie sądzisz, że powinny powstać w Polsce takie seriale jak DYNASTIA TUDORÓW? Znasz pewnie ten serial. Prawda? Powinny powstać DYNASTIA PIASTÓW czy DYNASTIA JAGIELLONÓW i wszystko winny dokładnie pokazywać. Oczywiście nie powstaną, gdyż Polacy wolą robić z siebie świętych i męczenników niż ukazać dokładną prawdę o swych władcach :)

                  Moje fascynacje historyczne są różne. Jedna z nich to właśnie Piłsudski i rządy sanacji, tak jak ci to już zdążyłem powiedzieć. No, a co do innych fascynacji wymieniłem Francję za czasów Burbonów. To wielka fascynacja moja. Ale np. podziwiam starożytny Rzym. Oczywiście nie jestem kimś, kto chciałby w takich czasach żyć, ale np. znaleźć się tam jako obserwator i zobaczyć, jak to dokładniej wyglądało, to chętnie bym tak zrobił. Uwielbiam postać Juliusza Cezara. On i Piłsudski to moje ulubione postacie historyczne, choć nie ukrywam, że są do siebie podobni. Obaj również byli wrogami demokracji i chcieli wprowadzić w swoim kraju monarchię, która zwalczy korupcję i oszustwa oraz pasożytowanie na własnej ojczyźnie. Obaj jednak nie byli na tyle bezwzględni, by bez najmniejszych skrupułów niszczyć wszystkich swoich wrogów, przez co Piłsudskiego wielu nienawidziło, a Cezara zamordowano. Jakby robili tak jak Hitler, to by zjednoczyli państwo i wszyscy by ich może nienawidzili, ale po cichu. Czytałem opinie, że Hitler zrobił wiele zbrodni, ale one paradoksalnie zjednoczyły Niemcy i uczyniły z nich potęgę. Piłsudski nie chciał być zbrodniarzem, przez co represje wobec wrogów politycznych było niewiele, a kraj rozbity społecznie. Ironia losu, czyż nie?

                  Mam nadzieję, że uda ci się nadrobić zaległości i obejrzeć filmy BBC na temat dzieł Szekspira. Warte one są tego naprawdę. A co do nawiązania do jego dzieł, to cóż... nie ma co tu mówić, jego dzieła są mistrzowskie, bo uniwersalne. Nawet uwspółcześniona wersja ROMEA I JULIĘ oraz TYTUSA ANDRONIKUSA tego dowodzą. Albo nawiązanie w licznych książkach i filmach do nich. Sama zauważyłaś niesamowite podobieństwo klasycznego KRÓLA LWA do "HAMLETA". Zgadzam się. Zresztą również w OPOWIEŚCIACH Z NARNII - KSIĘCIU KASPIANIE mamy wątek walki stryja i bratanka o władzę. I mamy stryja, który zabija własnego brata, ojca głównego bohatera. Nie jest to raczej dzieło przypadku. Cóż... Szekspir do dzisiaj rozpala wyobraźnię człowieka, nie sądzisz? :) Hehehehe. A co do komiksów to w moim dzieciństwie zawsze rządził Asterix, Kajko i Kokosz, czy inne polskie komiksy. Ale lubiłem też zagraniczne, choć najbardziej moje serce podbiły przygody profesorka Nerwosolka, jego asystentki Etymologii Motylińskiej oraz ich przyjaciół: czarodzieja lorda Hokus Pokus i smoka Diplodoka. I ten doskonały humor. Zdecydowanie dzisiaj już nie ma takich komiksów ani takich bajek jak kiedyś. W ogóle już nawet animowanych bajek nie tworzą, tylko komputerowe. Ostatnia bajka Disneya animowana to chyba KSIĘŻNICZKA I ŻABA, moim zdaniem nieudana.

                  Wiesz, moja droga... jeśli chodzi o reklamowanie się czy jak to wolisz nazywać, to co nieco naczytałem się reklam książek i filmów, więc co nieco się nauczyłem z tego. Ale przede wszystkim staram się ukazać swoje dzieła w najciekawszy sposób. I chyba mi się to udało. Cieszy mnie to wielce :) A więc jeśli chcesz poczytać coś mojego, to powiedz tylko, jak mam ci to wysłać, a to uczynię. Liczę jednak na ocenę najlepiej w formie recenzji. Mówisz o tym, iż chciałabyś poczytać o Annie Boleyn. Tak? Sztuka ta to ŻYCIE NA DWORZE KRÓLOWEJ ANNY - pięcioaktowa sztuka. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Jak chcesz, bym ci ją przesłał? Wiesz, ja piszę dlatego, ponieważ planuję zostać sławnym pisarzem. Na razie jedynie umieszczam moje dzieła na forach internetowych. Ale oceny ich są raczej pozytywne :)

                • Wiem jak zginął, tylko nigdy o tym nie czytałam. Chybaby mnie to dobiło... Nie za bardzo lubię Grantiere'a. Jego nihilizm mnie obrzydza. Kiedy słucham soundtracka z Les Mis to aż dreszcze chodzą mi po plecach. Są takie piękne wersje z teatrów... Cała partia Fantyny... Boskie! Osobiście też nie jestem zwolenniczką demokracji, jak już wspomniałam mam niesamowity pociąg do silnych rządów, toteż opowiadałabym się raczej za monarchią.
                  Wg mnie Jean nie był głupim męczennikiem. Jego sumienie...cóż, niektórzy ludzie tak reagują. Dla mnie jego postawa była raczej niesamowita i piękna. Podziwiam też ludzi gotowych zginąć za swoją ideą, zwłaszcza gdy są ateistami. Dla mnie to niepojęte...
                  Bardzo chętnie zobaczę także wersję z Perkinsem. Psychoza z jego udziałem była prawdziwym cudem.
                  Właśnie to dogadanie się dla dobra kraju zawsze mi w nich imponowało. Pokażcie mi jak Donald dogadałby się z Jarkiem...Poza tym kiedyś politykom naprawdę chodziło o dobro kraju, a nie o dobro własnej kieszonki. Jako że wychowałam się na Śląsku i od dziecka byłam uczona o autonomii(której bynajmniej nie popieram), niechęć do Piłsudskiego wyssałam z mlekiem matki. Cóż, nie chciał nas widzieć w Polsce. A Niemką nie chciałabym być. Nie popieram antysemityzmu Dmowskiego, ale mogę go usprawiedliwić. Czasami mniejszości mogą człowiekowi obrzydnąć.
                  Czasami mam wrażenie, że się ze mnie nabijasz.xD
                  Nie trafiłam w tą politologie w ogóle... Cóż, czasami nawet z łuku się chybia. Życzę wytrwałości.xD
                  Tarana jeszcze nie oglądałam ale się zabieram... Jest jeszcze tyle bajek których nie udało mi się obejrzeć będąc dzieckiem... Za księżniczkami też nie przepadałam, chociaż Śpiąca Królewna ma jeden niewątpliwy walor- muzykę z opery Czajkowskiego.
                  Z tym serialem o dynastiach to byłby świetny pomysł. Może po prostu nikomu nie wpadł w ręce taki scenariusz? <wymownie patrzę na Ciebie.xD>
                  Hitler był naprawdę dla swojego narodu wybawieniem. To bardzo drażliwa kwestia, ale tak było. Piłsudski też miał swoje na sumieniu. Obóz w Strzałkowie, testowanie broni biologicznej na jeńcach. Jego metody z podstawianiem furgonetek pod sejm też nie były jakieś specjalnie demokratyczne, czyż nie? Szkoda że nie stworzył Wielkiej Polski. Może wtedy 1939 nie byłby taki tragiczny... My, naród który tak miłuje wolne elekcje, liberum veto, rządy mniejszości i tym podobne zabiegi, lubujemy się w rozlazłej demokracji. Dlatego nigdy nic nie stworzymy.
                  Dziś właśnie wybrałam się na poszukiwanie filmów BBC. Niestety, jak na razie bez rezultatu... Patrz, kocham Opowieści z Narnii a tego jakoś nie uchwyciłam... Jakoś nie narzekałam na Księżniczkę i Żabę, wybitna nie była ale strawna. Kocham klasyczną animację... Ta komputerowa jakoś do mnie nie przemawia.
                  Z komiksów to jeszcze czasem uda mi się wyrwać Giganta. Mam sentyment.
                  Wow! Teraz to mnie zatkało. Genialne marzenie. Też miałam podobne. Ale potem zobaczyłam co z tego wychodzi, dlatego piszę dla kręgu najbliższych znajomych.
                  To ja chcę Annę. Oczywiście, będzie recenzja. Ja czasami punkt po punkcie wypisuję co mi się nie podoba, także... Jak chcesz wysyłać to chyba najlepiej mailem sikiwomen@gmail.com
                  Tylko nie wiem jak szybko uda mi się przeczytać- proszę o cierpliwość


                • O powieści NĘDZNICY i jego ekranizacjach można mówić w nieskończoność, podobnie jak o wielu innych rzeczach. Ale jednak muszę przyznać, że przyjemnie mi się z tobą o tym rozmawia i nie chce mi się tego przerywać. Wiesz, w najnowszej musicalowej wersji powieści Hugo nie podobała mi się księżniczka Mia w roli Fantyny. Ja naprawdę nie wiem, jak ktoś tę chudą szkapę z gębą krowy mógł w ogóle zatrudnić do tak poważnej roli. Choć nie powiem, nieźle grała. Ale jednak o wiele lepiej np. Fantynę zagrała np. Angele Pleasence czy Uma Thurmam. One miały w sobie to "coś". Anna Hathaway czy jak jej tam zdecydowanie tego czegoś w sobie i w swojej roli nie ma. Za to np. Hugh Jackman i Russel Crove są doskonali. A jeśli mówisz o wersji z Perkinsem w roli Javerta to mam ją na DVD. To wersja z 1978 r. Mam również wersję z Geofreyem Rushem z 1998 r. Jednak moim zdaniem twórcy filmowi nieco uprościli całą sytuację i z Javerta zrobili prawdziwego potwora w ludzkiej skórze, który dopiero na samym końcu zmienia się. Choć w jego wersji uwolnienie Valjeana jest bardziej efektowne i podoba mi się zdecydowanie bardziej :) Wiesz, ale Valjean mnie denerwuje. Naprawdę. Może to złe, ale mnie denerwuje i to jak nie wiem co. Nie podoba mi się to, jak wycofał się z życia Kozety po jej ślubie z Mariuszem, którego celowo nastawił przeciwko sobie. Po co? Czy on był kompletnym idiotą? Taki zachłanny był, że nie umiał się dzielić? Wiedział, że Kozeta go kocha jak ojca. A córki nie zostają z ojcami na wieki wieków. To idiotyzm to, co on zrobił. I uważam, że zasłużył na porządny cios łopatą w łeb, żeby doznał szoku i zmądrzał. No wybacz, ale takie uczucia on we mnie budzi.

                  Jeśli chodzi o polską politykę to zobacz, że np. w powstaniu listopadowym ledwo wyrzucili nasi przodkowie Rosjan z Warszawy, zaraz powołali sejm i zaczęli się w nim wykłócać o reformy jakie i kiedy przeprowadzić. A nawet państwa nie mieliśmy, a już je ustawialiśmy po swojemu. I już były walki stronników. Albo podczas powstania styczniowego stronnictwa Białych i Czerwonych wiecznie robiły przeciw sobie niecne intrygi, krzywdzili się, nawet zabijali, byle przewodzić powstaniem. Czy nie uważasz, że to żałosne? Ale tylko Polacy umieją tak robić. Nie sądzisz?

                • Dla mnie idealną Fantyną była Lea Salonga- jeśli chodzi o głos. O wygląd, to już trochę gorzej. Księżniczka Mia grała dobrze, ale bez szału. Co prawda jej "I dream..." jest wzruszające i pięknie zagrane uczuciowo, ale też jakoś niespecjalnie byłam zadowolona...
                  Jako aktorzy sprawują się świetnie, ale wokalnie niestety nie dają rady. Zwłaszcza Gladiator. Nie jego repertuar.
                  Jean umiał się dzielić. Problem z nim polegał na tym, że miał nieustanną potrzebę karania siebie. Lata w więzieniu zrobiły mu mętlik w głowie. Poza tym nie miał nikogo... Wszystkie swoje uczucia przerzucił na tą małą dziewczynkę. Bez niej byłby sam na świecie. Poza tym dla mnie Mariusz jest postacią... No powiedzmy, że nie oddałabym mu swojej córki.
                  Oczywiście, że wybaczam uczucia. Każdy ma prawo do własnych. Ale spróbuj tylko obrazić złotowłosego boga rewolucji(Enjolras) a wtedy dopiero pogadamy.xD
                  Nie myślałam o tym wcześniej... Dobrze, że poruszyłeś ten temat. Faktycznie, tak było. Może to nasza cecha narodowa? Może za szybko staliśmy się krajem demokratycznym i jakoś ominął nas absolutyzm. Mogliśmy wykrzyczeć swoje veto i poprzewracało nam się w głowach? Złota, szlachecka wolność...

                • Przepraszam, moja droga, że tak mi się napisało, ale zanim zdążyłem napisać całość tego, co chciałem napisać, to niestety wiadomość mi się zapisała nie cała. Dlatego właśnie napisałem dwa razu do ciebie. Mogłabyś zajrzeć na wiadomość poniżej, tą długą? Napisałem tam całość mojej myśli :) I jeśli odpiszesz na całość, będę wdzięczny :) Przy okazji wysłałem ci na maila swoją sztukę o Annie Boleyn :)

                • Właśnie się domyśliłam. :)

                • O powieści NĘDZNICY i jego ekranizacjach można mówić w nieskończoność, podobnie jak o wielu innych rzeczach. Ale jednak muszę przyznać, że przyjemnie mi się z tobą o tym rozmawia i nie chce mi się tego przerywać. Wiesz, w najnowszej musicalowej wersji powieści Hugo nie podobała mi się księżniczka Mia w roli Fantyny. Ja naprawdę nie wiem, jak ktoś tę chudą szkapę z gębą krowy mógł w ogóle zatrudnić do tak poważnej roli. Choć nie powiem, nieźle grała. Ale jednak o wiele lepiej np. Fantynę zagrała np. Angele Pleasence czy Uma Thurmam. One miały w sobie to "coś". Anna Hathaway czy jak jej tam zdecydowanie tego czegoś w sobie i w swojej roli nie ma. Za to np. Hugh Jackman i Russel Crove są doskonali. A jeśli mówisz o wersji z Perkinsem w roli Javerta to mam ją na DVD. To wersja z 1978 r. Mam również wersję z Geofreyem Rushem z 1998 r. Jednak moim zdaniem twórcy filmowi nieco uprościli całą sytuację i z Javerta zrobili prawdziwego potwora w ludzkiej skórze, który dopiero na samym końcu zmienia się. Choć w jego wersji uwolnienie Valjeana jest bardziej efektowne i podoba mi się zdecydowanie bardziej :) Wiesz, ale Valjean mnie denerwuje. Naprawdę. Może to złe, ale mnie denerwuje i to jak nie wiem co. Nie podoba mi się to, jak wycofał się z życia Kozety po jej ślubie z Mariuszem, którego celowo nastawił przeciwko sobie. Po co? Czy on był kompletnym idiotą? Taki zachłanny był, że nie umiał się dzielić? Wiedział, że Kozeta go kocha jak ojca. A córki nie zostają z ojcami na wieki wieków. To idiotyzm to, co on zrobił. I uważam, że zasłużył na porządny cios łopatą w łeb, żeby doznał szoku i zmądrzał. No wybacz, ale takie uczucia on we mnie budzi.

                  Jeśli chodzi o polską politykę to zobacz, że np. w powstaniu listopadowym ledwo wyrzucili nasi przodkowie Rosjan z Warszawy, zaraz powołali sejm i zaczęli się w nim wykłócać o reformy jakie i kiedy przeprowadzić. A nawet państwa nie mieliśmy, a już je ustawialiśmy po swojemu. I już były walki stronników. Albo podczas powstania styczniowego stronnictwa Białych i Czerwonych wiecznie robiły przeciw sobie niecne intrygi, krzywdzili się, nawet zabijali, byle przewodzić powstaniem. Czy nie uważasz, że to żałosne? Ale tylko Polacy umieją tak robić. Nie sądzisz? Podobnie podczas II RP. Polacy zamiast walczyć o rozwój kraju biją się między sobą. Żałosne. Zgadzam się, że Piłsudski nie był święty. Ale był dla mnie właśnie jednym z ostatnich "sprawiedliwych". Nie lubię za to Dmowskiego i Witosa. Pierwszego za jego ultrakatolicyzm i zawzięty antysemityzm (choć przyznaję, że mniejszości narodowe nieraz mogą uprzykrzyć życie jak dzisiaj np. Chińczycy), a Witosa za to, że chwilami wręcz celowo szukał utarczki z Piłsudskim. Poza tym przyznasz chyba, że jako premier w ogóle się nie sprawdził. Kofrantego, twojego rodaka (jak mniemam) to cóż.... mam do niego mieszane uczucia. Ale jednak wolę Piłsudskiego. Nie był święty, ale jednak zrobił dla Polski wiele. Chciał wprowadzić rządy silnej, ale sprawiedliwej ręki. Ale niestety sprawiedliwość osłabiła siłę tej rządzącej ręki. I wiesz co? Masz rację. Powinien rozpieprzyć w pył Sejm i Senat, rozpędzić posłów i zostać panem całą gębą jak Hitler. Może nie zaraz tak mordować ludzi tysiącami jak Adolf, ale jednak porządnie się za Polaków wziąć. To by na pewno wtedy w 1939 r. byśmy lepiej stali. Tu się zgadzamy :)

                  No cóż, ja mam nadzieję, że ci się uda zdobyć wersje Szekspira BBC. Naprawdę są one warte tego, by je obejrzeć. Zwłaszcza HAMLET. To dzieło szczególnie ci polecam zwłaszcza, że lubisz grę Dereka Jacoby :) No, ale nie tylko to ci polecam. Znasz OPOWIEŚCI Z NARNII w wersji BBC? Powstały trzy serie po sześć odcinków każdy. Pierwsza seria to LEW, CZAROWNICA I STARA SZAFA. Druga to KSIĄŻĘ KASPIAN (pierwsze dwa odcinki) oraz PODRÓŻ WĘDROWCA DO ŚWITU (pozostałe cztery odcinki). Trzecia to SREBRNE KRZESŁO (sześć odcinków). Polecam. Bo może one nie są zbyt efektowne i nie mają super efektów specjalnych jak nowe wersje Disneya, ale jednak mają w sobie to "coś", czemu nie można się oprzeć :)

                  Owszem, studiuję politologię i to ostatni rok. Licencjata mam, jeszcze tylko obronić pracę magisterską i resztę egzaminów zdać i będę magistrem. A wtedy być może, jeśli zechcesz, to cię odwiedzę. Podoba mi się Śląsk, znałem kiedyś dziewczynę w tych stronach. Niestety nie wyszło nam jak tego oczekiwaliśmy. Ale mniejsza z tym :) Uwielbiam ŚPIĄCĄ KRÓLEWNĘ Disneya. Ma super fabułę, a melodie Czajkowskiego są w niej doskonałe. Ale w jednym wypadku twórcy popełnili poważny błąd. Pamiętasz scenę, jak Aurora jest hipnotyzowana przez złą wróżkę i idzie w kierunku wieży, gdzie znajduje się wrzeciono? W tle tej sceny leci melodia na pewno dobrze ci znana. "Koci taniec", kiedy na weselu Aurory i jej księcia w balecie Czajkowskiego pojawiają się postacie z różnych bajek, w tym Kot w Butach i jego partnerka. Tańczą w rytm melodii przypominającą drapanie kocich pazurków, miauczenie itd. A w bajce Disneya zrobili z tego melodię pełną grozy, napięcie i niebezpieczeństwa, co mi się nie podoba. Do dzisiaj ta melodia przez tych debili twórców budzi wszelkie strachy z dzieciństwa i dreszcze na plecach :) A wiesz na pewno, że w tej bajce jest Król Hubert? :)

                  A znasz może serię książek Kazimierza Korkozowicza o wojnach polsko-krzyżackich (PRZYŁBICE I KAPTURY, NAGIE OSTRZA, POWRÓT CZARNEGO, SYNOWIE CZARNEGO), której głównym bohaterem jest szlachcic Hubert z Borów zwany "Czarnym". Nawet serial na podstawie tej serii powstał - PRZYŁBICE I KAPTURY. Niestety zekranizowali w nim tylko dwie pierwsze powieści. Pozostałe pominęli. I niestety nikt nie nakręcił innych powieści tego pisarza, a jest on genialnym pisarzem, twórcą dzieł historycznych i kryminalnych. Do tego erotoman chyba... hehehehehe. No cóż... wiele scen jest tam erotycznych, a bohaterowie wbrew wizji Sienkiewicza nie są wcale tacy święci i czyści xD A skoro o tym mowa to cóż... mówiłaś patrząc na mnie wymownie (xD) że ktoś powinien napisać scenariusze do takich seriali o polskich władcach, które by je ukazywały bez domieszek świętości. Cóż.... może to nie taki zły pomysł? Tylko jak znam życie i naszych rodaków, dopiero BBC lub amerykanie je sfilmują. Bo Polacy na pewno nie :)

                  Sam pamiętam komiksy GIGANTY. Teksty z niektórych GIGANTÓW wciąż jeszcze pamiętam. Serio serio :) Naprawdę. Wciąż jeszcze pamiętam wiele dialogów z tych komiksów. Zwłaszcza dialogi Donalda, które zwalały mnie z nóg. Ale lubiłem też polskie komiksy np. PRZYGODY JONKI, JONKA I KLEKSA. Boże, jakie to było śmieszne, jakie tam padały komiczne dialogi. Za PRL-u ludzie umieli się śmiać, a humor był na poziomie. Nie to co teraz.

                  Hehehehehehe. Zatkało cię, moja droga? Niepotrzebnie. Mówią, że dzisiaj każdy pisze książki, więc to chyba żadna nowość, że chcę być znanym pisarzem. Już się nabijają w kabaretach, że lekturami są dzieła wielkich wieszczy: Andrzeja Gołoty czy Jarosława Kaczyńskiego albo "Jak dobrze wyglądać po czterdziestce" Krzysztofa Ibisza. No cóż, te żarty niestety jak najbardziej prawdziwe i odpowiadające sytuacji naszej ukochanej Polski, mówią chyba same za siebie, czyż nie? :) Ja jednak zamierzam pisać książki przygodowe, historyczne, kryminalne i fantastyczne oraz sztuki teatralne, głównie historyczne. W planach mam serię 40 kryminałów dziejących się w czasach Piłsudskiego i sanacji - opowiadające o przygodach grupy przyjaciół rozwiązujących dla przyjemności walki ze złem tego świata najtrudniejsze zagadki z tego świata. Klimat stanowić będzie mieszankę dzieł Agathy Christie i nieco elementów z filmów o Jamesie Bondzie (niektórzy wrogowie oraz szalone pościgi czy walki z wrogiem). A do tego wszystko pięknie okraszone tłem historycznym tych czasów :) Wybacz, znów się wychwalam. Ja jestem nieuleczalnym gaduła i chwalipiętą. Ale to prawda, planuję napisać taką serię. A niedługo po skończeniu powieści o hrabi Monte Christo biorę się za sztukę o ostatnich latach życia Juliusza Cezara.

                  A więc, moja kochana przyjaciółko, jeśli mogę, podaj mi proszę, imię swoje. Gdyż moje już znasz. I sprawdź po przeczytaniu tej wiadomości, czy mail z moją sztuką o Annie Boleyn doszedł. I pamiętaj... liczę na recenzję. W zamian dam ci dużo czasu na jej przeczytanie :)

                • Jakoś nie przepadam za Korfantym. Nie jestem Ślązaczką, ale Polką. Także... Jestem za zamordyzmem dla dobra kraju. Pewnie, komory gazowe i obozy dla opozycji to jest chore wynaturzenie, ale pięścią w stół trzeba walnąć! Mówiąc o mniejszościach miałam na myśli nie tylko te narodowościowe ale i seksualne. A także religijne. Szanuję je, ale nie chcę by mówiły większości jak ma żyć.
                  Oglądałam kiedyś właśnie "Starą szafę". Była nieco inna, ale miała klimacik. I założę się, że ostatnie dwie wyszły lepiej niż te gnioty które teraz produkują...
                  A bardzo chętnie przyjmę na odwiedziny, ale co do piękna Śląska...raczej się nie zgodzę. Studiuję w Katowicach i nie mogę na nie patrzeć. Moje Bielsko jest ładne. Aż czasami przystaję by obejrzeć kamienice.
                  Ach, nie zwróciłam uwagi na ten błąd. Ale to jest rzeczywiście melodia którą można odbierać na dwa sposoby. Przez bajkę zawsze będzie kojarzyć się negatywnie. Oczywiście, pamiętam króla Huberta. Min. z tej kłótni między królami.xD
                  Jeśli nie spróbujesz to się nie dowiesz.xD Najpierw napisz ten scenariusz a potem się zobaczy. Przy odrobinie szczęścia... kto wie? Może zostaniesz milionerem?
                  Z Korkozowiczem nie miałam jeszcze do czynienia ale chętnie nadrobię! Zapowiada się świetnie!
                  Seria 40 kryminałów... Podziwiam.xD Ja w planach na razie mam trylogię fantastyczną, bohaterów łączy tylko nazwisko i jakiś tam stopień pokrewieństwa... Niestety, żadna lotna literatura. xD To prawda, piszą wszyscy, ale tylko niektórzy dobrze się sprzedają. I tylko niektórzy przechodzą do historii. Czasem rozłącznie.
                  Chętnie poczytałabym sobie kryminały o takiej tematyce. To bardzo oryginalne i realia musiałyby być świetnie odwzorowane.xD Nie przepadam za Bondem, ale Christie lubię.
                  Chętnie przeczytałabym sobie i o Cezarze. Kocham te czasy...
                  Jak już wspomniałam wcześniej, gadulstwo wcale mi nie przeszkadza. A co do wychwalania... zawsze podziwiałam w ludziach umiejętność autoprezentacji.xD
                  Mail doszedł. Recenzja na pewno będzie. Mogę się przyczepiać do szczegółów, także miej się na baczności.xD A na imię mam, niestety, Małgorzata.xD

                • Wiesz, ja bardzo lubię NĘDZNIKÓW pana Hugo, ale jednak jestem zdania, że naprawdę jest nieco przesadzony ten dramatyzm. I cóż, jeśli ja miałbym wybierać, to wolałbym Eponinę niż Kozetę, którą nawet krytycy literaccy uważają za najmniej dopracowaną postać z powieści. W ogóle ona tak jakoś przypomina nieco taką kobietę z książek Sienkiewicza. Jest tylko po to, żeby móc być nagrodą dla bohaterskiego i szlachetnego męskiego bohatera, co mi się jednak bardzo niepodobna. Wolę bardziej barwne kobiece postacie. Dlatego ciekawsza mi się wydaje Eponina. Ciekawie jednak Kozeta jest przedstawiona w wersji z 1998 r. Nieco taka „niepokorna” dziewczyna, pyskata, zwariowana, odważna i pewna siebie. Zdecydowanie ciekawsza niż ta z książki. I w ogóle film ten mi się podoba ze względu na to, że lepiej on ukazuje całą sytuację, akcja jest bardziej trzymająca w napięciu. No, ale jedna rzecz mnie nieco w tym filmie drażni – Enjolras jest w niej Murzynem. Nie żebym miał coś do Murzynów, ale jednak akcja filmu się dzieje w 1832 roku, a przecież czarnoskórzy wtedy jeszcze nie mieli żadnych praw nawet w USA, a co dopiero we Francji. Ale film kręcili Amerykanie, to czego się można po nich spodziewać? A propos jakie znasz wersje NĘDZNIKÓW? Ja mam na DVD cztery – jedna to z 1978 (grają m.in. Anthony Perkins i Angela Pleasence), z 1998 r. (grają Liam Neeson, Georfey Rush, Uma Thurmam, Claire Danes i Hans Matcherson), z 2002 (grają Gerard Depardieu, John Malkovich i Christian Clavier) oraz musical z 2012 r.

                  Zawsze uważałem, że nasz kochany naród uwielbia po prostu gloryfikować wszystko, co jest z nim związane, a chwilami zachowuje się nawet tak, jakby to on stworzył demokrację, co jest nieprawdą. Zauważ np. że za absolutyzmu Ludwika XIV, a wcześniej kardynała Richelieu, szlachtę umiano utemperować i wszyscy potulnie jak baranki siedzieli. Nie było rokoszy czy innych konfederacji wymierzonych w króla i państwo. A magnaci, którzy ośmielili się mieć własne armie byli poskramiani. A w Polsce nikt się za to wziąć nie umiał. W ogóle chyba Polacy nigdy się niczego nie nauczę. Przez kochaną demokrację i złotą wolność szlachecką Polska straciła na 123 lata niepodległość. A teraz tak ją wychwalają, a na Piłsudskiego się naskakuje za niechęć do niej. A miał chłop rozum, że jej nie lubił, taka prawda. I cieszę się, że jednak Korfantego nie lubisz. No cóż, bo wspominałaś dużo o Śląsku, więc uznałem, że jesteś Ślązaczką. Ale cieszę się, że mówisz o sobie Polka. To brzmi bardziej dumnie  Cóż, ja jestem z Wielkopolski, a jednak uwielbiam Piłsudskiego, a nie przepadam za Dmowskim. Choć zgadzam się z tobą, że mniejszości nie powinny mówić większości, co ma ona robić. I na odwrót. Niech każdy wierzy w swoje religie i swoje bóstwa, niech ma swoje orientacje seksualne i niech zostawi człowieka w spokoju.

                  Hmmmm… mówisz, że mógłbym takie scenariusze napisać i zostałbym milionerem? To jest nawet dobra myśl. Ale pytanie, czy nie okrzykną mnie wtedy zdrajcą, gdy np. pokażę, że powstanie listopadowe czy inne były szaleństwem, które odebrały nam resztki autonomii albo powstanie warszawskie było nikomu nie potrzebnym głupstwem, przez które niepotrzebnie wielu naszych rodaków zginęło? I co z tego, że taka jest prawda. Zlinczują mnie nasi tzw. patrioci i będę miał za swoje  Polacy nie lubią chyba prawdy. A prawda jest np. taka, że Królestwo Polskie, choć marionetkowe, to miało wielką autonomię dla Polaków, a przez powstanie listopadowe je utraciliśmy. A wiesz na pewno, jak powstanie wybuchło? Jak siedmiu generałów, z czego tylko jeden był naprawdę zdrajcą, jeden zginał przez „pomyłkę”, a inni za to, że nie chcieli poprzeć powstania, zostali bez najmniejszych skrupułów zabici przez rozjuszonych powstańców w imię wolności? Ładna mi wolność, skoro od morderstwa za niechęć poparcia dla powstania się zaczyna. Ale taka jest prawda, choć zwykle w szkole o niej nie uczą. Ciekawe dlaczego?

                  Książki Kazimierza Korkozowicza poznałem dopiero rok temu, ale jestem nimi bardzo zachwycony. Napisał on tetralogię o Hubercie z Borów zwanym „Czarnym”, ale też trylogię JEŹDŹCY APOKALIPSY o tzw. dymi triadach (które Putin ukazał tak „doskonale” w swoim antypolskim filmie ROK 1612) oraz pięcioksiąg OSTATNI ZWYCIĘSCA o wojnie Sobieskiego z Turkami. I jeszcze genialne kryminały takie jak MARUTA czy choćby mój ukochany LEGENDA ZA 10 MILIONÓW DOLARÓW. Doskonałe dzieła. Koniecznie powinnaś poznać. Jeśli chodzi o kryminały ciekawe są też te autorstwa Konrada T. Lewandowskiego o nadkomisarzu Jerzym Drwęckim. Opowiadają właśnie o pierwszych latach sanacji i w tle mają wielką politykę tamtych czasów. Polecam :)

                  Wiesz, spotkałem się ze stwierdzeniem, że bajki Disneya, choć wszyscy je kochamy, to właśnie przez nie mieliśmy największe koszmary w dzieciństwie. Coś w tym chyba jest. Ostatnio oglądałem KRÓLEWNĘ ŚNIEŻKĘ I SIEDMIU KRASNOLUDKÓW i miałem ciarki na plecach, kiedy macocha Śnieżki zmienia się w wiedźmę, a wszystko to jest dokładnie pokazane. No normalnie chyba Disneya powaliło. Takie coś w bajce dla dzieci pokazać? Jego debiut filmu animowanego to horror, nie bajka dla najmłodszych. Już nawet TARAN I MAGICZNY KOCIOŁ krytykowany tak przez krytyków za straszne sceny nie dla dzieci (sceny takie jak ożywienie za pomocą tytułowego kotła armii kościotrupów czy śmierć czarnego charakteru, którego zabija moc kotła zdzierając z niej kości i skórę, co jest dokładnie pokazane) – nawet to nie jest tak strasznie pokazane jak przemiana macochy Śnieżki w bajce Disneya czy choćby te drzewa „atakujące” Śnieżkę w lesie. Nie uważasz? Albo scena ze ŚPIĄCEJ KRÓLEWNY, jak zła wróżka hipnotyzuje Aurorę. I właśnie o tym już mówiłem. Ta melodia, która leci w tej scenie, to słynny „Koci taniec”, który pierwotnie miał bawić, a teraz jedynie przewodzi ciarki na plecach i przypomina, jak w dzieciństwie baliśmy się, że zaraz stanie się coś złego i strasznego. Mówię ci, to niewybaczalny błąd  Ale scena pojedynku na rybę i tacę pomiędzy królem Hubertem a królem Stefanem jest po prostu mistrzowska. Uwielbiam ją :)

                  Masz na imię Małgorzata? Jakie to śliczne imię. Naprawdę bardzo mi się ono podoba. Możesz mi nie wierzyć, ale podoba mi się to. Kojarzy mi się z pewną książką Michaiła Bułhakowa. Na pewno domyślasz się, o jaką mi powieść chodzi. Nawiasem mówiąc powstał polski czteroodcinkowy serial na jej podstawie, gdzie zagrała cała plejada polskich aktorów (Władysław Kowalski, Anna Dymna, Gustaw Holoubek, Zbigniew Zapasiewicz, Mariusz Benoit, Zbigniew Zamachowski i wielu innych). Warty obejrzenia. A Małgorzatę gra właśnie Anna Dymna  Cóż, mnie się twoje imię bardzo podoba i ciebie zaczynam coraz bardziej lubić. Mam nadzieję zatem, że moja sztuka o Annie Boleyn ci się spodoba. I żywię nadzieję, że odpowiednio ją zrecenzujesz. Co do wyłapywania błędów to wyjdzie mi na dobre. Bo dzięki temu poprawię je i już ich nie będzie :) Dlatego będę czekał na twoją odpowiedź w sprawie mej sztuki. I oby ci się ją przyjemnie czytało.

                  I mam nadzieję, że sprawdzi się twoja przepowiednia, że zostanę milionerem. Mam wielkie plany wobec mojej twórczości. Zwłaszcza w sprawie mojej serii 40 kryminałów z czasów sanacji i Piłsudskiego. Mam w głowie cały plan serii. Nie ma co gadać, to się nadaje na scenariusz doskonałego serialu. Choć jak znam życie, na pewno pozmieniają w moich książkach tyle, że nie da się tego wytrzymać. Dziś już nie powstają wierne książkom ekranizacje :) A skoro o ekranizacjach mowa polecam ci OPOWIEŚCI Z NARNII w wersji BBC. Skoro widziałaś już pierwszą część, pozostałe na pewno też ci się spodobają. Mnie nowe OPOWIEŚCI Z NARNII w wersjach Disneya się podobają, zgoda. Ale jednak tego czaru co te stare wersje nie mają i nie zdołają go za nic powtórzyć. Poza tym idioci tak pozmieniali fabułę drugiej i trzeciej części, że aż to woła o pomstę do nieba. W jedynce zmieniono niewiele, a sceny kiedy Łucja obejmuje mocno Edmunda (a jest ich kilka) to moje ukochane sceny. Nigdy nie miałem siostrzyczki młodszej, ale chciałem ją mieć. I chciałem, by się tak do mnie łasiła jak Łusia do Edzia :) A moja ukochana scena z nowych OPOWIEŚCI Z NARNII to ta, kiedy rodzeństwo Pevensie wita Edmunda po jego ucieczce z obozu Czarownicy. Kiedy Łucja tak słodko i mocno go przytula. Jaka piękna scena :)

                  I na serio, strasznie mi się podoba twoje imię, Małgorzata. Małgosia. Piękne imię. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, będę żywił nadzieję poznania cię w realnym świecie. Oczywiście jeśli nie chcesz, nie będę tego robił. Ale gdybyś nie miała nic przeciwko, to bym się ucieszył :)

                • Ja też wolałabym Eponię. Niestety, Mariusz postąpił jak standardowy facet. Kozeta moim zdaniem też jest dobrze zarysowana. Bywają i takie kobiety. Czasami ładna buzia i gustowna sukienka to więcej niż oddanie i odwaga. Poza tym XIX wiek to były trochę inne standardy. Kobiety traktowało się też inaczej. Większość mężczyzn z pewnością wolałaby pokorną Kozetę od potrafiącej iść pod prąd Eponii.
                  Mnie czarny Enjolras wkurza niemiłosiernie... Znam wszystkie wersje, ale oglądałam tylko tą francuską z Depardieu i musicale. Nie tylko ten kinowy. Powiem że w tej kwestii orientuję się już bardziej. Chociaż polska adaptacja była pomyłką.
                  Praktycznie rzecz biorąc nasz naród był prekursorem demokracji(oprócz tej antycznej), nie Anglia jak powszechnie się sądzi. Druga sprawa, czy ta demokracja rzeczywiście jest taka piękna i cudowna. Dla mnie na pewno nie. Poza tym...czy naprawdę lud jest na tyle inteligentny by o sobie decydować? Może to idiotyczne co mówię, ale dawniej władcy przygotowywani byli do rządzenia od urodzenia. Uczyli się manier, dyplomacji, jakiejś wiedzy o świecie, taktyki wojennej, zmuszeni byli do poznania nauk wszelakich... Wisiał nad nimi miecz Damoklesa w postaci buntów. O ile łatwiej ściąć jedną głowę niż wysadzić cały parlament. Teraz do koryta może się dopchać każdy.
                  Poza tym ojciec uczył syna, a syn swojego syna. Dynastia miała jakiś projekt który rywalizowała. Miała też swoich doradców ZNAJĄCYCH SIĘ NA RZECZY. U nas tego brakuje.
                  Geograficznie rzecz biorąc mieszkam na Śląsku i jestem Ślązaczką. Ale to Śląsk Cieszyński. Bo matce jestem Hanyską. Dla mojej rodziny kto nie jest Ślązakiem, jest Gorolem a wiadomo jak ich traktują. Kocham moje Bielsko- było pod zaborem Austriackim i o wiele więcej w nim Krakowskich niż Katowickich wpływów.
                  Jeśli orientacja seksualna (homo czy hetero, nie ważne) nie jest manifestowana publicznie, to wszystko dobrze. Ale jeśli w szkole organizuje się warsztaty z homoseksualistami lub w przedszkolu zmusza chłopców do ubierania sukienek to coś jest nie w porządku. A wierzyć można we wszystko. Ja tylko nienawidzę bezmyślnego ateizmu(albo chrześcijaństwa). "Tak bo tak. Nie bo nie". Grrrr.... Naprawdę, wszystko wymaga argumentów(wcale nie muszą być solidne. Wystarczy, że człowiek próbuje argumentować)!
                  W szkole nie uczą bardzo wielu rzeczy, bo tak jest łatwiej... Nie wiedziałam tego o powstaniu. Dlatego myślę, że jednak coś takiego by się przydało. Nie bój się linczu społecznego. Zawsze możesz wydać pod pseudonimem. Wiem, że powstanie było bezsensem. Ale dla mnie było (może i idiotyczną lecz) heroiczną walką o wolność. Ostatnim zrywem dumy i miłości dla ojczyzny. Takim no pasaran! Takim nigdy się nie poddajemy! Lepiej umrzeć w boju niż żyć na kolanach! Moja dusza biegłaby razem z nimi, niestety ciało mam zbyt tchórzliwe.xD Mogło być głupie, niepotrzebne, z pewnością oznaczało śmierć wielu cywili. Ale gdzie nie ma nadziei... tam trafiają się szaleńcy. I dla mnie ci szaleńcy są bohaterami. Bezsensownymi ale jednak. Ich krew wiąże mnie z tą ziemią. I nie obchodzi mnie co inni o mnie myślą gdy to mówię.xD
                  Za książki polecane przez Ciebie na pewno się zabiorę. :)
                  Mnie najbardziej przerażała piosenka Skazy z "Króla Lwa". Bałam się, że ten groźny lew wyjdzie z telewizora i zacznie mnie okrążać, zapędzając w kozi róg... Śnieżki nie pamiętam tak dokładnie. A muzyka ze Śpiącej...chyba masz rację.xD
                  "Mistrza i Małgorzaty" w tej wersji jeszcze nie widziałam. Kocham książkę Bułhakowa, ale nie zmienia to faktu, że bardzo nie lubię swojego imienia. Trudno kogoś polubić przez Internet, tak myślę.xD Sztukę będę czytać na pewno, problem mam tylko z czasem... Może znajdę go trochę i do 11 listopada wyślę Ci recenzję. Błyskotliwa nie będzie, ale zawsze coś.
                  Właśnie o ekranizację książek trzeba bać się najbardziej! Jeśli napiszesz i wydasz- musisz dać mi znać, na pewno kupię.xD O ile odwdzięczysz się tym samym(żartuję, nie musisz.xD). Och, wierz mi- nie chciałbyś mieć młodszej siostry. Kocham to małe stworzonko, ale równie mocno nienawidzę(i nie takie małe bo już większe o głowę...). Mi też scena Łucja-Edmund podoba się najbardziej. Także ta gdy rodzeństwo przytula go po bitwie. Aż czuć moc tych uścisków!
                  Nie mam nic przeciwko żywieniu nadziei. Co prawda jeszcze nigdy nie poznawałam nikogo przez Internet, no ale...

                • Jedyne, co mi się w Eponinie nie podoba, to fakt, iż znęcała się ona nad Kozetą. Ale cóż, czego oczekiwać od dziecka, kiedy rodzice tak samo się zachowują. Jedynie brała z nich przykład. Takie to rzeczy już na tym świecie się dzieją. Mimo wszystko jednak Eponina widać wyraźnie chciała zerwać z tym światem, w którym żyła. I naprawdę szkoda, że zginęła zanim to osiągnęła. Zawsze mi się podobały w książkach czy filmach nieco śmielsze kobiety. A nie takie, które na samo wspomnienie seksu czy innych takich spraw się rumienią, mdleją albo oburzają na mężczyzn, że są oni niemoralni. Ech.... dziwne to były czasy. Ale jednak miały swój urok. Gdyby do naszych czasów dodać nieco eleganci tamtych dni oraz tego poczucie honoru i własnej godności, wszystko byłoby zupełnie inaczej. No, a Eponina jest naprawdę kobietą porywającą i interesującą pod każdym względem. W wersji z Depardieu gra ją naprawdę śliczna aktorka. Cóż, masz rację, wtedy były inne czasy i inne wzorce dla kobiet. Nie lubię specjalnie walniętych feministek chcących zagonić mężczyzn do kuchni, obciąć włosy i nosić spodnie - dla mnie to wbrew naturze. Dla kobieta zawsze winna być kobietą. Odważną, dzielną, bojową, ale jednak kobietą. Dobrą, wrażliwą, wyrozumiałą, a także w tych sprawach... ale na pewno wiesz, o co mi chodzi :) Dlatego podoba mi się właśnie Kozeta w wersji z 1998 r. Tam wyraźnie Kozeta jest odważną dziewczyną. Spotyka się z Mariuszem na ławce w parku (Pan Bóg raczy wiedzieć, co oni tam robią - Valjean się o tym dowiaduje i pyta się jej "Oddałaś mu się?", ale ona nie odpowiada na to pytanie). I podoba mi się w tej wersji, że Valjean nie ma w niej takiej tendencji do karania siebie samego. Nie ukrywa przed Kozetą swej przeszłości i kiedy naciska ona na niego, mówi jej prawdę. A ona go przytula i okazuje zrozumienie. Dlatego niepotrzebne jest tutaj zakończenie smutne i ten film porządnie się skończył. Poza tym podoba mi się genialna gra Liama Neesona, który podbił me serce rolą w GWIEZDNYCH WOJNACH, UPROWADZONEJ oraz LIŚCIE SCHINDLERA i jeszcze w ROB ROYU. Genialny i świetny aktor. No, a Uma Thurman jako Fantyna też nie pozostawia wiele do życzenia. Może Geofrey Rush jest nieco zbyt brutalny i podły jak na Javerta, ale temu aktorowi doskonale wychodzi granie bydlaków i cóż.... jest w tym bardzo dobry. Tylko ten czarnoskóry Enjolras mnie wkurza. Ale nawet Hans Matcherson jako Mariusz jest doskonały. Podoba mi się ta wersja, bo nie jest tak dobijająca, a nawet ma wątki niemalże z filmu sensacyjnego. Widać w tym rękę Amerykanów. Prawdziwe kino akcji, ale też wzruszające. Do tego obsada doskonała. To była pierwsza wersja NĘDZNIKÓW, którą widziałem. Także po porównaniu z książką i jej pesymizmem mocno się niestety zawiodłem na panu Hugo.

                  Masz rację, to prawda. Nasz naród od samego początku swoich czasów miał takie jakby tendencje do demokratyzmu. Już w słowiańskich czasach były wiece, zgromadzenia, rady, głosowania. Potem na jakiś czas byli władzy. A potem już w XII wieku zaczęto nadawać przywileje duchowieństwo i rycerstwu, by ich sobie pozyskać. I tak się zaczęła nasza długa droga na samo dno moralne i rozbiorów. Taka prawda, moja droga. I masz rację. W Anglii parlamentaryzm rozwijał się dość długo. I tylko za rewolucji Olivera Cromwella Anglia osiągnęła tak krytyczny stan. Ale tylko na jakiś czas, potem znowu powróciła monarchia. A w Polsce? Król był już w XVI wieku po Konstytucji Nihil Novi jedynie chyba ozdobą, dodatkiem do pięknego tworu, jakim był sejm szlachecki. Dlatego jestem przeciwnikiem demokracji, a zwolennikiem władzy scentralizowanej wokół króla o silnej władzy oraz grupie ministrów, która jest od dziecka, jak sama to wskazałaś, szykowana do swojej roli. Bo tylko takie wychowanie daje gwarancję, że władza utrzyma państwo. Nasz system daje pierwszemu lepszemu chamowi władzę do łapy, a efekty tego są takie, jakie są. Wiesz... co do dynastii z ojca na syna przypomina mi to słowa podłego księcia Bogusława Radziwiłła z POTOPU, kiedy mówi on, że w Polsce można posadzić na tronie byle pana Piekłasiewicza z Psiej Wólki. Choć to zdrajca, to jednak te słowa były niestety bardzo mądre. Choć oczywiście on nie mówił to z czułości wobec Polski. Ale nie zmienia to mądrości jego słów.

                  Cóż.... w sumie już teraz piszę pod pseudonimem literackim i zamierzam kontynuować ten zwyczaj. Kiedyś napiszę książkę o Jeszui Ha-Nocri zwanym potocznie Jezusem. Opiszę w nim własną wizję jego życia. Nie mam jednak zamiaru pisać, czy był Synem Bożym czy nie. Zostawmy to teologom. Ja opiszę w nim historię człowieka innego niż pokazuje nam Biblia, bo Jezus w wielu sprawach był wyniosły i pyszny (choćby rozmowa z Piłatem). W powieści MISTRZ I MAŁGORZATA mamy inną sytuację i powieść ta mocno mnie zainspirowała. No, także zamierzam napisać książki o prawdziwej wersji wielu wydarzeń. Przykładowo jak naprawdę wyglądało porwanie króla Stasia podczas konfederacji barskiej oraz różne inne niepotrzebne nikomu zrywy narodowe, przez które wytraciliśmy elitę naszego społeczeństwa. Ostatnio czytałem w gazecie FOCUS HISTORIA wywiad z pewnym profesorem, który dowodzi, że powinniśmy patrzeć na Polskę realnie, nie przez pryzmat symboli. Przykładowo nie powinniśmy patrzeć na Janusza Radziwiłła jak na zdrajcę, który marzył o polskiej koronie, a raczej realiście, który jako Litwin chciał ratować swój własny kraj przed najazdem z dwóch stron (Szwecja i Rosja). Albo powstanie listopadowe jako niepotrzebny nikomu zryw, które odebrał nam resztki autonomii, które otrzymaliśmy od cara dotąd nie traktującego nas jak osobistych wrogów swej dynastii. Należy moim zdaniem zerwać z takimi mitami jak określenie "Cud nad Wisłą", a raczej zwrócić uwagę na to, co miało miejsce naprawdę. Profesor ów napisał też, że w tamtych czasach traciliśmy przez takie powstania całą naszą elitę intelektualną i wojskową. Bo wielu z takich "inteligentów" wolało umrzeć niż dać się złapać lub choćby poddać. I przez to, jego zdaniem, wytraciliśmy wieli ludzi, którzy w czasach bycia pod zaborami mogli powoli, bo powoli, ale skutecznie, tworzyć z Polski naród. Jego zdaniem to marnotrawstwo i zgadzam się z nim.

                  Choć przyznać muszę, że wzruszyły mnie twoje słowa, że ich krew wiążę cię z naszą polską ziemią. I tu masz rację. Mimo wszystko byli oni bohaterami, choć niekiedy zupełnie niepotrzebnie i bez powodu szli na bój. Bo czasami trzeba nam cwaniactwa oraz umiejętności radzenia sobie w trudnej sytuacji niż symbolicznej śmierci. Bolesław Prus doskonale skrytykował romantyzm w LALCE dowodząc, że nie symbole są nam potrzebne, ale praca u podstaw i że jeden człowiek, jeśli weźmie się solidnie za uzdrawianie swego kraju, może bardzo wiele. Szkoda tylko, że ten człowiek miał głowę napchaną Aldonami, Grażynami i innymi utopiami miłości doskonałej, przez co poniósł wielką klęskę. W ogóle LALKA to jedna z moich ulubionych książek. A twoja? Powinno się w szkole uczuć o tych symbolach, chwalić bohaterstwo, ale również ganić głupotę, szaleństwo, brak rozwagi i pokazać prawdę o naszych powstaniach. I jeszcze w tym wywiadzie co czytałem profesor wspomniał, że np. lubimy gloryfikować powstania nieudane (listopadowe, krakowskie, styczniowe, warszawskie), a nie chwalimy powstań, które się udały (wielkopolskie, śląskie). Jego zdaniem uwielbiamy robić z siebie męczenników i ofiary innych. Cóż... to moim zdaniem również złe podejście. Dlatego zachwyciły np. dzieła Kazimierza Korkozowicza, o których ci już mówiłem i które polecam. A znasz może książki Józefa Hena? Ja znam tylko jedną - zbiór opowiadań PRZYPADKI STAROŚCICA WOLSKIEGO ukazujące walkę pewnego starosty z samowolą szlachecką i magnacką władzą (w jednym opowiadaniu walczy nawet ze słynnym Diabłem Stadnickim). Opowiadania niekiedy dość brutalnie, ale pokazują bez domieszek, co się działo wtedy. I że Polacy swoją ukochaną demokracją, z której są tak dumni, sami do tego doprowadzili. Dlatego właśnie pochwalam Piłsudskiego czy Cezara za to, że walczyli z tym bardzo głupim ustrojem. Jednak jestem pewien, że będę zaliczany po moich historycznych publikacjach do osoby, którą należy zlinczować za brak patriotyzmu. Albo spotka mnie po prostu publiczny ostracyzm :) Ale mam to w nosie. Dzisiaj nie pali się na stosie, więc nie mam się czego bać. Poza tym nie ja pierwszy takie coś napiszę i pewnie nie ostatni :) Ale trzeba o tym pisać, moja droga. Trzeba. I uczyć w szkole o tym też trzeba :) Niedawno nawet kupiłem sobie popiersie Piłsudskiego i trzymam je na biurku xD hehehehehehe. Wiem, że to zwariowane, ale czułem, że nie mogę inaczej i muszę tak zrobić :)

                  Wiesz, napisałaś, że wszystko wymaga argumentów. Nie wiem, jakiego wyznania jesteś, ale cóż.... możesz być pewna, że ja uszanuję twoje zdanie. I zapewniam cię, że na swoje poglądy również mam własne argumenty i to jak mniemam mocne. Choć, jeśli reprezentujemy różne religie, może dojść do wojny na argumenty jak pomiędzy Hrabią Henrykiem a Pankracym w NIEBOSKIEJ KOMEDII. A szkoda by było. Bo po co się sprzeczać? Wydajesz się być osobą niezwykle miłą i wiem, że trudno polubić kogoś przez komputer. Ale ja wiem, że lubię bardzo z tobą pisać i zawsze czekam na twoją miłą odpowiedź. I bardzo mi się podoba twoje imię :) Zdecydowanie polecam ci czteroodcinkowy serial MISTRZ I MAŁGORZATA z 1988 r. Genialna produkcja, a Holoubek jako Woland jest po prostu... można odnieść wrażenie, że został stworzony do tej roli. Żal, że ten aktor już nie żyje. Widać w nim jakąś wyższość i władczość. A teksty Wolanda w jego wykonaniu... może to głupie, ale czuć w sposobie ich wypowiadania pana Holoubka jakąś lekką szatańskość :) I za to właśnie podziwiam jego role. Z kolei np. Mariusz Benoit jako brutalny i cyniczny, ale w gruncie rzeczy dobry Azzazello czy zabawny Zbigniew Zamachowski jako Behemot są wspaniali. I jeszcze Janusz Michałowski jako Fagot mnie rozbawił np. gdy tłumaczy kelnerce restauracji, że pisarz jest pisarzem, ponieważ pisze, a nie dlatego, że posiada legitymację. Nieco mnie zawiedli Władysław Kowalki i Anna Dymna jako Mistrz i Małgorzata. Nie wiem, ale moim zdaniem co nieco zabrakło w ich roli. Choć jestem wielkim fanem pani Dymnej, to jednak w jej roli czegoś mi brakowało. Za to Zbigniew Zapasiewicz jako nienawidzący świata mizantrop Piłat wyszedł równie genialnie co Holoubek jako Woland. Ci dwaj panowie rządzą tym filmem. I wokół nich kręci się cała akcja. W ogóle w tym serialu 4 odcinkowym wystąpiła sama śmietanka polskiej kinematografii, niektórzy nawet zagrali podwójne role. Nawet do postaci epizodycznych brali kogoś znanego. Trudno mi wszystkim wymienić. Jeśli więc, jak sama mówisz, kochasz tę powieść podobnie jak i ja, obejrzyj polską jej ekranizację. Nie będziesz zawiedziona :)

                  OPOWIEŚCI Z NARNII - LEW, CZAROWNICA I STARA SZAFA moim zdaniem wytwórni Disneya wyszły genialnie. Umieli pokazać coś naprawdę genialnego. W książkach pana C.S. Lewisa scena witania się rodzeństwa z Edmundem po jego uwolnieniu z rąk Czarownicy wygląda tak - podają sobie dłonie i tyle. Nic poza tym. Zero czułości. W filmie zaś jest to tak piękne, że uwielbiam te sceny Edmund i Łucja. Mała, słodka Łusia. Nawet wtedy, kiedy Edmund spotkał Czarownicę, to po rozmowie z nią spotyka Łucję, a ta go obejmuje. To jest takie piękne i niestety tego piękna zabrakło mi w pozostałych częściach. Jak gdyby okazało się, że jak są dorośli, to nie wypada im już tej czułości okazywać. I nie podoba mi się w trzeciej części, że Łucja nosi spodnie. Nie jestem szowinistą, ale dla mnie spodnie to atrybut mężczyzn. Nie gniewaj się, ale takie mam zdanie :) Dlatego wersji Disneya części I mówię całym sobą TAK! pozostałym już mówię NIE. I wolę te wersje w wykonaniu BBC. Mniej skomplikowane i bardziej teatralne. A propos teatru znasz film PINOKIO Roberta Benginiego? Krytykowany mocno za zbytnią jego teatralność, która jednak moim zdaniem jest po prostu wielkim atutem tego filmu. Czyli rozumiem, że masz młodszą siostrę? :) Ale wiesz - dwie kobiety czy dwaj mężczyźni często się będą żreć. Podobnie jak przyjaciele tej samej płci. Natomiast przyjaciele płci przeciwnej czy rodzeństwo płci przeciwnej to już co innego. Zawsze chciałem taką siostrę jak np. Łucja Pevensie. Kochałbym ją całym sercem. Jednak jestem jedynakiem.

                  Wspomniałaś, że ekranizacji należy się bać najbardziej. Niestety masz absolutną rację. Weźmy np. TRZECH MUSZKIETERÓW czy HRABIEGO MONTE CHRISTO. Nie doczekały się one naprawdę bardzo wiernej ekranizacji, choć wiele razy je filmowano. Nawet 8 odcinkowy serial z Gerardem Depardieu HRABIA MONTE CHRISTO zamiast pokazać wszystko z powieści, tak mocno pozmieniał fabułę, że woła to o pomstę do nieba. Co nie zmienia faktu, że zbieram wszystkie filmy i bajki nawet o muszkieterach oraz hrabi Monte Christo :) Mam już niezłą kolekcję. Niezły bzik ze mnie, co nie? Zbieram bajki i filmy o muszkieterach, zdjęciach z filmów o nich, piosenki z bajek.... naprawdę takiego drugiego jak ja to chyba nie ma :) Tym bardziej powinniśmy się poznać w realnym świecie. Nie mówię teraz, zaraz, już. Jeśli jednak poczujesz w sobie odwagę, to daj znać, a poznamy się :)

                  Do 11 listopada wyślesz mi recenzję, powiadasz? No cóż, trzymam cię za słowo. I jeśli zechcesz, podzielę się z tobą inną moją twórczością :)

                • Nie nazwałabym tego znęcaniem... To była raczej walka. Biedna Eponia nic nie miała. Żadnych perspektyw. Kozeta znów była rozpieszczona i jeszcze miała dostać Mariusza? No tego to żadna normanda kobieta by nie zniosła... Nie należy kłaść uszu po sobie... Faktycznie, może chwilowo Eponia walczyła zbyt ostro, ale jej cel tego wymagał. Myślę, że jednak wyzwoliła się z tego kręgu. Sam fakt, że przyszła na barykadę świadczy właśnie o tym.
                  Ja tam jestem jednak za tym, żeby przywrócić trochę...hmm...jakby to określić? Nie podoba mi się, że kobiety tak łatwo dziś się oddają, czasem nawet bez zabiegów ze strony mężczyzn. A potem zwalają winę na nich, abortują płody i urządzają Marsze Szmat.
                  Poczucia godności i honoru, też niestety brakuje...
                  Koniecznie muszę zobaczyć wersję amerykańską. Nie zmienia to faktu, że twórczość pana Huga kocham i uważam, że świetna jest taka jaka jest. Nic dodać, nic ująć. Ale ja zaczytuję się w cierpiętniczym Mickiewiczu, więc takie wątki do mnie trafiają.
                  Chociaż jestem kobietą, jestem antyfeministką. Mój kolega mówił, że feminizm kończy się tam gdzie trzeba wnieść fortepian na 9 piętro. To prawda. Takie to do przodu, ale jak jej facet drzwi nie otworzy... Aż strach pomyśleć!
                  Cieszę się, że co do władzy monarszej mamy podobne zdanie. :) Nieczęsto się to zdarza.
                  Co do Jezusa, to mimo że jestem chrześcijanką(co powtarzam, bo naprawdę lubię wierzyć. To daje mi poczucie bezpieczeństwa), lubię patrzeć na jego postać z różnych perspektyw. Kocham na przykład kontrowersyjną książkę "Ostatnie kuszenie Chrystusa". Paradoksalnie, podoba mi się, ile wg niej Jezus musiał poświęcić dla swojej misji. Bardzo podobały mi się ostatnie słowa tego dzieła. Lubię też myśleć o Marii Magdalenie jako nieszczęśliwie zakochanej w nim kobiecie, którą odrzuca. Patrzenie przez ten pryzmat jest bardzo ciekawe. To słynne Noli me tangere, które kieruje do niej po Zmartwychwstaniu... Planowałam napisać kiedyś nawet opowiadanie "Wszystkie kobiety Chrystusa". Nie mam zamiaru przypisywać mu jednak jakiś stosunków... Dziwnie bym się z tym czuła. Wszak w moim mniemaniu to Syn Boga. Ale ciekawi mnie kwestia jak spoglądała na niego własna matka, siostra Joanna(ponoć miał taką. Chciałam ukazać jej życie w cieniu swego boskiego Brata. Podziwiała go i nienawidziła jednocześnie) i w końcu odrzucona Maria Magdalena która jednak była z nim do końca.
                  Dla mnie Jezus jest mądrym człowiekiem, co nie zmienia faktu, że niektóre słowa są dla mnie bardzo kontrowersyjne i długo się z nimi oswajałam. Na przykład coś w stylu: "porzuć swojego ojca i chodź za mną". Teraz wiem o co mu chodziło, ale kiedyś...
                  Twój pomysł bardzo mi się podoba i jeśli już do niego przystąpisz- wiesz gdzie szukać recenzji.xD Albo chociaż czytelnika.xD
                  Mój umysł rozumie argumentację Twoją i profesora z Focusa, ale moja dusza uparcie się z nimi nie zgadza. Ja niestety uwielbiam takie zrywy, nawet bezsensowne. Być może dlatego,że mnie nie dotyczą i nigdy nie przywaliły mi w twarz. Patrzę na nie z perspektywy czasu i dla mnie są wielkie. Chociaż zdaję sobie sprawę z ich bezsensowności. O tym nie musisz mnie przekonywać. Co mogę poradzić na to, że serce szybciej mi bije gdy słyszę takie hasła?
                  Złoty środek proponowany przez Ciebie, jeśli chodzi o edukację, to dobre rozwiązanie. Problem polega na tym, że sama jestem bardziej romantyczką niż pozytywistką. Mimo pragmatyzmu rodziców. Lalkę bardzo lubię. To jedna z nielicznych powieści tego okresu potrafiąca mnie zainteresować. Bardzo dobry wątek miłosny. Wokulski w końcu przejrzał na oczy, a ta jego panienka była ucieleśnieniem wszystkiego, czego nie znoszę w kobietach. Podziwiam go jednak za to, ile włożył pracy, by znaleźć się obok tej głupiej pannicy. To kolejna książka ukazująca ślepotę mężczyzn- często mają prawdziwe skarby pod ręką a gonią za mrzonkami pięknymi na zewnątrz, lecz zgniłymi w środku.
                  Prus świetnie skonstruował wątki i nakreślił sylwetki ludzkie- dokładnie tak jak lubię. Z zasady nie czytam lektur(to znaczy nie czytam ich na czas), ale ta została przeczytana tak jak należy. Naprawdę kawał świetnej pracy. Chociaż przyznam, że przez Sienkiewicza i Żeromskiego przebić się nie mogę. Tyle razy próbowałam, zawsze kapitulowałam gdzieś w połowie. Chociaż pozornie fabułą nic nie zbywa. Np. filmy wg ich powieści bardzo lubię. To pewnie świadczy o mojej niskiej inteligencji, ale trudno. Tak jest i już.
                  Popiersie Piłsudskiego jest genialne! Naprawdę! Masz wielkiego plusa. Mimo, że jak wspomniałam nie przepadam za Marszałkiem, to jest wspaniały gest.
                  Nie przejmuj się ostracyzmem. Ludzie to w dużej mierze....(nie, nie będę kończyć). Sama nie raz spotkałam się z atakami na moją osobę z różnych, błahych powodów. Powstania Śląskie to bardzo ciekawy temat, o którym się nie mówi. Bo nas nikt w Polsce nie lubi.xD Ale jeśli już o podobnych akcjach mowa... Pewnie profesor (Jasiewicz) dał w Focusie wywiad o Holocauście.. Popieram jego tezy, a sam spotkał się z wielką nagonką internautów. Nie mówię, że żydzi są be i fe, ale faktycznie... Dlaczego my mamy cały czas bić się w pierś?
                  Religie... Jestem ciekawa jakiego wyznania jesteś. Nie będzie mi to przeszkadzało, o ile uszanujesz moje.xD Ja atakuję tylko wtedy, gdy muszę się bronić. Sama jestem chrześcijanką(niby praktykuję w kościele katolickim, niektóre święta i środowiska mi się podobają, ale poglądy mamy czasem rozbieżne). Moje argumenty są bardzo subiektywne i tyle. Bo to w końcu WIARA, prawda? W mojej rodzinie jest prawdziwy misz-masz, także jakoś się już nauczyłam tolerancji wyznaniowej. Paradoksalnie mój ojciec, najmocniejsza etycznie w naszym rodzie osoba, jest ateistą. Prawdę mówiąc uwielbiam sprzeczki. Nie uważam wtedy kogoś za wroga, lecz za osobę z którą wymieniam sprzeczne poglądy. Czasami pewnie, czuję na nią złość, ale zazwyczaj szybko mi to przechodzi. Dyskusja jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
                  Zapewniam, że nie jestem miła. W rodzinie mają mnie za prawdziwą... (no, nie będę przeklinać), dla reszty społeczeństwa jestem aspołeczna. Zamykam się w wąskim kręgu znajomych(bardzo wąskim) bo jestem minimalistką i nie potrzeba mi wiele do szczęścia. Wiem, pewnie uważasz mnie za dziwną.xD Trudno.
                  Mi też pisze się z Tobą bardzo dobrze, a to nie często się zdarza, zwłaszcza na filmwebie. Tu ludzie lubią się przezywać i obrzucać łajnem, udowadniając ci, że na pewno nie masz racji.
                  Na pewno zobaczę tego "Mistrza i Małgorzatę", o ile tylko uporam się z zaległym materiałem na studiach i o ile oczywiście gdzieś to znajdę...
                  Bardzo lubię głos pani Dymnej. Mam takie szczęście, że mój ojciec mieszka w wiosce w której osiadła rodzina pana Dymnego(min chyba brat). Dlatego sam wielokrotnie widział panią Anię i bardzo dobrze o niej opowiada. To miłe wiedzieć, że to nie tylko dobra aktorka ale i naprawdę wspaniała kobieta, nie robiąca nic na pokaz. W przeciwieństwie do dzisiejszych celebrytów...
                  Kurczę, nie zwróciłam uwagę na to jak było w książce z rodzeństwem narnijskim. To naprawdę smutne... Przecież...Hmm... Rodzeństwo kocha się albo nienawidzi. Uścisk dłoni nie oddaje niczego. Aż trudno mi sobie to wyobrazić.
                  Nienawidzę chodzić w sukienkach,spódnicach... Raz próbowałam ale wtedy okropnie skacze się przez płot. Musiałam iść w potarganej spódnicy na rozpoczęcie roku. Bo przecież nie wrócę się do domu przebrać(moje lenistwo powinno być przysłowiowe). Nie miałabym nic przeciwko chodzeniu w kiecce gdybym dostała ładne nogi, a same wdzianko byłoby bardziej praktyczne. Co do filmów fantastycznych/historycznych też stanowczo wolę kobiety w sukienkach. Szczególnie, że niektóre naprawdę są dziełami sztuki. Mi w trzeciej cz nie podobała się "płytkość" Łucji. "Chcę być piękna..." No ja Cię proszę. Dziewczynka miała tak wiele dobrych cech, po co jej uroda? Czy tylko to się liczy?(Tak, Małgosiu, niestety.xD)
                  Rodzeństwo jednak daje siłę. Daje taką moc... Poczucie bezpieczeństwa...Świadomość, że nie jest się samemu... Pinokia oglądałam ale wiele lat temu i szczerze mówiąc, nie wiele z niego pamiętam. Wiem jednak, że kocham teatralność.
                  Takie zbieractwo jest cudowne! Zazdroszczę Ci, że masz prawdziwe pasje! Naprawdę! Masz się czym chwalić.
                  Ja jestem bardzo odważna. Jak to mój ojciec mówi, ja nie mam się czego bać(pieniędzy nie mam więc nikt mnie nie okradnie, porywacz ze mną miałby przechlapane, a morderca...cóż jestem tak nijaka że nawet nie miałby motywu). Boję się innej rzeczy. Przez Internet super się pisze, ale w realu... Nie lubię rozczarowywać ludzi. Nie lubię też jak uciekają z krzykiem.
                  Przepraszam za błędy ale siedzę w szkole i czas mi się kończy, więc piszę chaotycznie. Tak p.s. to właśnie przepadł mi wykład.xD Dlatego doceń to!xD
                  Na pewno przeczytam i będę chciała więcej.

                • Jak widzę te moje literówki i błędy w stylu "pana Huga" to zastanawiam się czy w chwili poczęcia tej odpowiedzi byłam poczytalna... Zwalę to(istotnie tak było!) na brak czasu i pośpiech. To nie usprawiedliwia jednak mojego mózgu. Pokornie więc proszę o wybaczenie...

                • Wiesz, mnie akurat chodziło o to, że kiedy Kozeta była małym dzieckiem pod opieką Thenardierów, to Eponina i Anzelma się nad nią znęcały. Co niestety jest bardzo poważną plamą na życiu i osobowości Eponiny. Myślę jednak, że okazała się ona o wiele bardziej szlachetna niż ktokolwiek z jej rodziny – no może jeszcze Gavroche, ale jednak i on był w dużej mierze lekkoduchem i robił coś chyba jedynie z kaprysu, nie z przekonań. Mimo wszystko płaczę zawsze jak on umiera. Bydlaki, strzelać do dzieci. Nawet gdybym nie kochał rewolucji , stanąłbym po jej stronie za zabicie niewinnego dziecka przez żołnierzy. Nie żal mi szaleńców, którzy sami z własnej woli i głupoty idą na śmierć. Jak powiedział Wokulski, gdy Rzecki wspomniał mu, iż pewnego szaleńca za próbę zabicia Bismarcka mają ściąć, odpowiedział „I dobrze zrobią, żeby nie mnożył się ród szaleńców”. Nie wiem, czy to dokładnie taki cytat był, ale jednak rozumiesz myśl. Mnie właśnie najbardziej zabolała śmierć małego, biednego chłopca. I jego pieśń w chwili śmierci „Śmieję się jak Walet Kier! A kto winien? Pan Wolter! Że w sakiewce widać dno, temu winien pan Rousseau”.
                  Rozumiem cię i nie oceniam tego, że porywa cię twórczość pana Hugo taka, jaka jest. Ale ja zdecydowanie wiele bym w niej zmienił. No, ale to ja. Bo ja nie lubię pesymizmu. I w ogóle naprawdę nie lubię rewolucji. Nie wiem, czy chciałbym walczyć o swoje idee w taki sposób. Ja chyba zostałbym np. przy zostaniu politykiem i w parlamencie toczyć walkę o swoje prawa. Widziałem niedawno film LINCOLN o tym, jak przeszła do Konstytucji USA poprawkę o równouprawnieniu Murzynów. Doskonały film, podoba mi się. Taką walkę to ja rozumiem. Przynajmniej nikt w niej nie ginie. Dlatego potępiam rewolucję. Danton powiedział, że ona jest jak Saturn i zżera własne dzieci. I chyba coś w tym jest, nie sądzisz? A propos wiesz, że powstała kontynuacja NĘDZNIKÓW? Dwie powieści stanowiące jedną całość: KOZETA – UTRACONE ZŁUDZENIA oraz MARIUSZ. Żałosne. Ledwo przeczytałem, o czym one są, a załamałem się totalnie. Toż to profanacja czysta i nic więcej.

                  Cieszę się, że nie jesteś feministką, moja droga. Przynajmniej w relacjach z tobą nie będę miał problemów takich jak maniakalna obrona praw kobiet. No, ale co do tego, co powiedziałaś, że kobiety zbyt łatwo ulegają mężczyznom, to akurat nie do końca w tym tkwi problem. Moim zdaniem problem tkwi w tym, że coraz mniej ludzi młodego pokolenia wierzy w coś więcej niż tylko w pieniądze i własny byt. Kiedyś ludzie wierzyli w piękne i wzniosłe idee. Dzisiaj niewielu już w nie wierzy. I dlatego właśnie dawne czasy wydawały wielu znamienitych ludzi, a nie nasze obecne. My staczamy się na samo dno. No, a co do relacji damsko-męskich uważam, że każda strona powinna się nieco wysilić.

                  Mamy więc, jak widzę, podobne zdanie w wielu sprawach, zwłaszcza w kwestii monarchii i demokracji, co mnie cieszy. Jeśli chodzi o Jezusa, powiedzieć ci muszę, że dla mnie on był raczej prorokiem i dobrym człowiekiem, którego potem jego uczniowie przerobili na Boga. Podobnie było z Buddą. No, ale to moje tylko zdanie. W mojej ewentualnej książce o nim zamierzam opisać go jako proroka i wielkiego człowieka, którego jednak nauki zaprzepaściła banda oszustów nazywających siebie apostołami z największą kanalią – św. Piotrem na czele. I u mnie Jeszua (lub jak wolisz Jezus) był żonaty z Marią Magdaleną, mieli dzieci, a zmartwychwstania nie było, jedynie zręczny podstęp Piłata, którego żona należała do zwolenników Jeszui i wierzyła w jego religię, przez co namówiła męża, by go ocalił. I ocalił on podając mu na gąbce wodę z narkotykiem, który go uśpił. Potem mamy złożenie do grobu, po cichu uwolnienie go i ucieczka z najbliższymi. Oraz małe podsumowanie co Piotr, Paweł i reszta zrobili z religią wielkiego człowieka. Jak zniszczyli ją dodając do niej to, co sami wymyślili i jak inni potem ich następcy szli za ich przykładem, także dzisiaj już wierzymy w religię Piotra i Pawła, a nie w religię Jezusa. Może takie coś ci się wyda, jakby to ująć, szokujące i heretyckie. Ale ja właśnie tak postrzegam Jezusa. Mam nadzieję, że Bóg jest tak sprawiedliwy i miłosierny jak w niego wierzę. I nie spali mnie za te słowa w piekle, jeśli okażą się one mylne. Jak sądzisz?

                  No widzisz, moja droga. A ze mną to jest taka sprawa, że ja jestem po trochu tym, a po trochu owym. Jak dla mnie nie było jak dotąd na świecie jeszcze idei idealnej, doskonałej, która by wszystkie poglądy miała słuszne. Dlatego wybieram z nich co mnie odpowiada i tworzę z tego własny światopogląd. Lekka mieszanka, ale jednak. LALKĘ Prusa podziwiam. I zgadzam się z tobą, niektórzy mężczyźni bywają bardzo ślepi. A taka piękna i dobra jak anioł pani Stawska była tuż obok niego. A ten gamoń… nie wiadomo czego szukał. Choć przyznaję się, że masz rację. Sposób, w jaki starał się do niej zbliżyć był chwilami godny podziwu. No bo tak się narażać, by zrobić majątek, wybić się ponad swój stan i stać się kimś? Tego nie umie byle kto. Podziwiam Wokulskiego za to. Dla mnie to wielki człowiek. Ale niestety wielki człowiek upadł jak dziecko. A np. wysadzenie ruin zamku w Zasławiu uważam za idiotyczny, głupi kaprys. Jak to powiedział Szuman „Czterdziestoletni chłop nie może się zachowywać jak uczeń”. Miał rację. A nawiasem mówiąc widziałaś obie ekranizacje LALKI? Ja widziałem, ale najbardziej do mnie przemawia serial z 1977 r. niż film z 1968 r. Zdecydowanie lepsza obsada i lepszy sposób ukazania całej problematyki powieści. Szkoda tylko, że tak NĘDZNIKÓW ani MUSZKIETERÓW nikt nie zekranizował w formie kilkunastuodcinkowego serialu, gdzie pokazaliby dosłownie wszystko. To by dopiero było dzieło.

                  Naprawdę uważasz kupienie popiersia Piłsudskiego za coś szlachetnego i mądrego? Bo się bałem, że to takie głupie, wręcz fanatyczne tak jak salutowanie przez nazistów do portretu Fuhrera. Ja jednak musiałem, po prostu musiałem, widząc takie popiersie i to nie drogie (20 złotych) kupić je i mieć na biurku na honorowym miejscu. Myślałem jeszcze, by nabyć może… coś związanego z Dumasem, którego uważam za największego pisarza świata. Niestety jego popiersia nigdzie nie znalazłem.

                  No cóż, skoro zapytałaś mnie o religię i szczerze powiedziałaś, jaką sama wyznajesz, to powiedzieć ci muszę, że nie jestem katolikiem. Choć wychowano mnie w tej wierze odsunąłem się od niej z własnej woli. Nie przemawia ona do mnie w żaden sposób. Bardziej czuję pociąg emocjonalny do poglądów Marcina Lutra, choć nie wszystko, co on głosił, pochwalam. Prawdę mówiąc stworzyłem w swoim sercu własne poglądy religijne. Dla mnie Bóg istnieje, ale nie ma Syna Bożego czy innych takich cudów niewidów. Bóg sprawiedliwie każdego osądzi nie po tym, jakie poglądy wyznaje, ale za to, czy ma dobre serce czy nie. Czy czyni dobrze czy też źle. Każdemu do końca życia jego daje szansę na to, by czynił dobro. Bo jedno tylko ma on przykazanie dla nas „Miłujcie się”. Inne ludzie sami sobie dodali. Nie uznaję kultu świętych, Matki Boskiej kultu także, figurek ani krucyfiksów. Jestem ich wielkim przeciwników. I uważam też, że Kościół jako instytucja dojąca z ludzi pieniądze i rozsiewająca w umysłach ciemnotę to obraza samego Boga i nauki Jezusa, na których ponoć to coś zwane religią Boga zostało zbudowana. Ładna mi religia miłosierdzia, która przez setki lat mordowała w imię Boga nie gorzej od muzułmanów.

                  Wiesz, kiedy tak opisujesz siebie, to naprawdę jakbym widział samego siebie. Ja też jestem dość aspołeczny. Nie mam wielu bliskich wokół siebie. Moi znajomi i przyjaciele są zwykle daleko ode mnie. Do rodziny nie czuję przywiązania (poza matką i babcią). Nawet kuzynki, z którymi bawiłem się jako dziecko, teraz są jakimś obcymi wręcz ludźmi. Bo nawet ich nie poznaję. Bywam niekiedy strasznym egoistą, jednak tylko na pozór dbam jedynie o siebie. Niekiedy wręcz bezczelnie podmawiam się o coś dla siebie od znajomych (książkę czy film, które sam zdobyć nie mogę), ale jednak odpłacam za to oddaniem i sympatią szczerą z serca płynącą. I niekiedy zbyt szybko tracę cierpliwość. Nie wiem, czy dyskusja i wymiana argumentów z tobą nie skończyła by się rzucaniem mięsem w siebie nawzajem. Ale jednak próbuję tą chęć kłótliwości w sobie zwalczyć i prawdę mówiąc chętnie bym z tobą podyskutował. Nawet bardzo chętnie.

                  Polecam ci więc polską ekranizację MISTRZA I MAŁGORZATY. Zdecydowanie najlepsza, jaka kiedykolwiek mogła powstać. Najlepiej obrazuje całą sytuację. A zakończenie serialu, czyli scena pożegnania z Wolandem oraz ułaskawienia Poncjusza Piłata oraz ofiarowanie wiecznego spokoju Mistrzowi i Małgorzacie wzrusza mnie do łez. Lubię również wymianę poglądów pomiędzy Wolandem a Mateuszem Lewitą. Kolejna genialna przemowa mistrza Holoubka. I podobnie jak ty podziwiam panią Dymną. Ma bardzo ciepły i przyjemny głos. Chętnie bym ją poznał, ale niestety to jest chyba niemożliwe.

                  No cóż, ja akurat bardzo lubię OPOWIEŚCI Z NARNII, dlatego zwróciłem na to, jak w książce autor tak nijako to napisał, a jak w filmie Disneya to pięknie jest pokazane. Naprawdę szkoda tylko, że w pierwszej części tak to zrobili, a w pozostałych już nie. Zdecydowanie gdybym miał młodszą siostrzyczkę, jak to zawsze marzyłem, bardzo często bym ją przytulał i całował. Hehehehehehe. Również podzielam twoje poglądy na Łucję. Edmund owszem, że czuł się gorszy od Piotra i zazdrościł mu, to doskonale go rozumiem. Poczucie bycia słabszym, gorszym, mniej wartym jest bolesne. Wiem coś o tym. Jestem co prawda jedynakiem, ale lepiej niż ktokolwiek wiem jak to jest, gdy wszyscy wokół mają cię za gorszego. No, a poczucie bycia gorszą w przypadku Łucji jest, jak sama zauważyłaś, żałosne. Oparte jedynie na wyglądzie zewnętrznym z pominięciem wewnętrznej osobowości. Moim zdaniem to żałosne. Łucja mnie zawiodła.

                  A przy okazji znasz książkę O CZYM SZUMIĄ WIERZBY? Nie dawno ją znowu przeczytałem i powiem ci, że wciąż nie straciła ona swojego uroku. Podobnie jak jej kontynuacje (ZIMA WŚRÓD WIERZB, TRIUMF ROPUCHA i NAD RZEKĄ I TAM DALEJ). Napisał je co prawda inny autor, ale jednak doskonale oddają ducha swej poprzedniczki. Choć prawdę mówiąc to jednak autor chwilami jakby zapominał, że to powieści dla dzieci i pisze je tak, jakby jej odbiorcami byli dorośli. Więcej ci powiem. Im dalej w las, tym więcej drzew. Tak samo jak czyta się serię o Ropuchu, Borsuku, Kreciku i Szczurku to widzisz, że książki stają się coraz bardziej poważne, mniej bajkowe, a bardziej dorosłe. Nie wiem, czy tak powinno być, ale jednak tak właśnie jest. Nawiasem mówiąc teraz jako dorosły dostrzegam wiele rzeczy, które jako dziecko nie widziałem. Przykładowo Ropuch miał pieniądze, bo robił interesy. Ale pozostali? Żaden z nich nie pracował w świecie ludzi, nie zarabiał. A jednak mają np. kurczaka na zimno, ser, szynkę, wino, a nawet wygrzebuje Krecik z piwnicy nieco drobnych na świąteczny obiad. I pytam się, skoro nie pracowali, to skąd to wszystko mieli? Spadło im z nieba? xD hehehehehe. Oczywiście jako dziecko się tego nie dostrzega, ale jako dorosły to i owszem.

                  Cieszę się, że tak miło mówisz o moich pasjach, kochana Małgosiu. No cóż, mam prawdziwego bzika, ale mam kilka takich wielkich pasji. Jestem np. miłośnikiem historii, książek i filmów, ale jednak z tego wszystkiego wyciągnąć możesz kilka takich prawdziwych pasji związanych z nieustannym kolekcjonowaniem tego, co jest z tymi pasjami związane. Może to dziwne, ale to lubię. I cieszę się, że uważasz to za powód do dumy.

                  Rozumiem cię doskonale i wiedz, że doceniam to, iż odpisujesz mi podczas wykładów. Wiele to dla mnie znaczy, że chcesz ze mną pisać. I wiedz, że wciąż Man nadzieję na to, iż poznamy się niedługo może nawet w realnym świecie. Mam nadzieję tylko, że cię nie zawiodę. Bo ty raczej nie zawiedziesz mnie. Nie ma szans. I pamiętaj, 11 listopada czekam na recenzję mojej sztuki, całej. Tak jak obiecałaś xD. Wierzę w ciebie i wiem, że ci się uda.

                • Też miałam styczność z kontynuacją, ale nie doczytałam... Puste życie Mariusza, który snuje się od kochanki do kochanki i obraca w nieciekawym towarzystwie. Zniszczyło to symbol miłości, ale też i jego postać.
                  Sama chyba nie potrafiłabym zabijać, nawet dla idei. Mam za miękkie serce. A ostatnio zmiękczyło się jeszcze bardziej. Czego żałuje, bo nie raz mam ochotę komuś wybić zęby, a potulnie schodzę z drogi. Ale cóż, pracuję nad sobą i pomnażam hart ducha.
                  Osobiście najbardziej w kobietach wkurza mnie ich wykorzystywanie mężczyzn. To takie chodzące bankomaty. Z drugiej strony trudno mi powiedzieć, jak sama bym się zachowała gdyby ktoś tak ochoczo wręczał mi pieniądze. Chociaż nie, pewnie bym się krępowała. Także wkurza mnie materializm i duchowa pustka ludzi. Ale tak wychowało nas starsze pokolenie... Edukuj się, pracuj, umieraj... Dzieci od najmłodszych lat uczy się "asertywności" która najczęściej polega na "nie pomagaj innym", uczy się też cwaniactwa pozwalającego przeżyć w wyścigu szczurów. Ale po co biec? I tak wszystkich nas zrówna śmierć.
                  A człowiek jest niestety, tylko tym co zostawi po sobie. Po co trupowi pieniądze? Zgniją razem z nim.
                  Inna sprawa, że dziś nie ma już pięknych, wzniosłych idei.
                  Co do Jezusa powiem Ci tak... Ty okropny heretyku! Mam nadzieję, że będziesz palił się w Piekle! Chociaż nie wiem czy są takie tortury które powinny Cię spotkać za podobne bluźnierstwa! Radziłabym iść do egzorcysty, bo na pewno Szatan Cię opętał!
                  Spokojnie, tylko Cię przyzwyczajam do ataków.xD W moim życiu wątpiłam już tyle razy... Zastanawiałam się nad różnymi sposobami postrzegania Jezusa(z niezrozumiałych powodów wolę tą formę). Nie mam nic przeciwko jego małżeństwa z Marią Magdaleną. Lubię dywagacje na ten temat. I podobnie jak Ty, uważam, że religia została wypatrzona tak przez Kościół jak i przez Apostołów. Nawet w listach św. Piotr napisał coś w deseń "co prawda Jezus nie przekazał mi wytycznych co do tego, ale...". No właśnie! Ale co?! Taka samowolka mi się nie podoba.
                  Czytałam gdzieś książkę o Marii Magdalenie w której wysnuta była bardzo podobna teza uśpienia Jezusa na krzyżu. Długo nad tym myślałam, ale ja wolę wierzyć, że było wg Pisma, by mieć nadzieję. Niektórym nie zostało nic poza nadzieją. Ja wierzę, że wreszcie będę szczęśliwa w tym pięknym pozaświecie. Jeśli ktoś by mi to zabrał...
                  Jeśli nie oglądałeś jeszcze "Ostatniego kuszenia..." to polecam. Na końcu jest taka scena gdy jeden z apostołów głosi Zmartwychwstanie Jezusa, Jezus do niego podchodzi i mówi (przekładając na dzisiejsze):"przestań kłamać, to wielka ściema". A apostoł odpowiada, tak jak ja:"ściema przynosząca nadzieję". (spłaciłam to niemożebnie, więc film musisz zobaczyć!)
                  Ekranizacji lalki nie widziałam. Tz. urywki na pewno, bo pamiętam, ale całości jakoś się nie udało. A ja lubię tam "zakończenie życia" Wokulskiego. To był taki środkowy palec dla Izki. Niech się dziewczyna martwi i ma wyrzuty sumienia. Głupia. flądra. Piękna jest też scena, gdy daje jej odczuć, że jednak umie angielski...
                  Może słowa "szlachetne" bym nie użyła, ale to piękne tak kogoś podziwiać i mieć go pod ręką.xD I bardzo oryginalne. Ani trochę fanatyczne.
                  Co do Kościoła i świętych też się zgodzę. Ja uznaję tylko tych co mi się podobają. I to nie tak, że się do nich modlę. Raczej traktuje ich na zasadzie- "cześć, Asiu, co słychać. Daj mi trochę swojej odwagi, dobrze?". Dla mnie niezrozumiały jest kult maryjny. Ona była tylko matką Syna Boga. Nie rozumiem czemu niektórzy kochają ją bardziej od Boga i jej własnego syna? Poza tym nie potrafiłabym się modlić do kobiety. Ani do Papieża którego jedyną zasługą było yo, że był z Polski...
                  Na resztę odpiszę w najbliższym czasie... Wyganiają mnie z biblioteki! Na pewno do tego wrócę! Nie gniewaj się za błędy!


                • Także wróciłam i jak zwykle jestem załamana stanem mojej odpowiedzi... Dlatego często ich nie czytam. Mogłabym się przerazić.
                  Zanim będę kontynuować, muszę Ci się wyżalić. Ten bydlak Martin(od "Gry o Tron') zabił moją ukochaną bohaterkę. Czytałam w tramwaju i rozryczałam się jak głupia... Ludzie patrzyli na mnie dziwnie. I tak dobrze, że uczucia przerodziły się w płacz, bo jeszcze chwila a chyba bym coś rozwaliła... Moja Brienne... Utożsamiałam się z nią chyba trochę(wiem, to głupie).
                  A teraz ad rem(miałam się niby uczyć, ale co tam...). Nie martw się, też jestem bardzo kłótliwa. Jak wchodzę do pokoju to czasem rozmowy się urywają. Zasze muszę wtrącić swoje 3 grosze i jak mówią pewne osoby "zawsze jesteś kontra". Co by się nie powiedziało "wiem lepiej" i inaczej. Cóż... Ale nigdy na nikogo za podobne rzeczy się nie obrażam.
                  Jestem dość żałosna bo znajomych nie mam prawie wcale. Do tego jestem bardzo nieufna i raczej cicha(wszyscy wydają mi się fałszywi). Chyba, że jestem z kimś bardzo bliskim wtedy się otwieram i nie mogę przestać gadać... Na uczelni nie stworzyłam sobie więzów bo nie odzywam się do nikogo. Już drugi rok. Do rodziny jestem bardzo przywiązania, niestety bez wzajemności. Miałam tylko jedna przyjaciółkę która była dla mnie naprawdę WSZYSTKIM, ale odkąd wyjechała i stała się zupełnie innym człowiekiem, zerwałam z nią kontakt. Brakuje mi jej, ale moje zasady i mój sposób życia(możliwe że czasem smutny i żałosny) są dla mnie najważniejsze. Nie wiem po co to mówię. Jestem dziwna, wiem. Ale zawsze miałam książki. One Cię nie zdradzą, nie wyśmieją i nie mogą uciec...(aż się boję co myślisz.xD)
                  Przepraszam, ale czy Ty mi teraz mówisz, że inni mają Cię za gorszego? Mam nadzieję, że się przesłyszałam, naprawdę. Nie lubię gdy ktoś tak o sobie myśli(tylko ja mam prawo być na końcu łańcucha!)
                  Książki "O czym szumią..." nie czytałam, ale za to oglądałam kiedyś taką bajkę... Totalnie urocza. Chyba muszę sięgnąć... Ale praktyczne podejście.xD Może po prostu dzielili się i zdobywali jedzonko własną pracą?
                  I jedna uwaga, mam nadzieję, że się obrazisz. Wszystkie zwroty grzecznościowe w stylu "kochana" i "droga" zawsze wydawały mi się sztuczne i troszeczkę mnie irytują.
                  Nie ma szans, że zawiodę? To zabawne. Mogę się w ciemno założyć. xD

                • No cóż… jak widzę mamy podobne zdanie na temat kontynuacji NĘDZNIKÓW. Podobnie również uważam o kontynuacji MISTRZA I MAŁGORZATY oraz kontynuacji DRACULI. Naprawdę żałosne dzieła i moim zdaniem nie powinno się szargać pamięci wielkich pisarzy pisząc takie badziewie. Podobnie jak powstała książką UPADEK HRABIEGO MONTE CHRISTO (znany też jako MARTWA RĘKA), napisana rzekomo na podstawie notatek Dumasa. Moim zdaniem okropność. Przerobiła historię piękną i wzniosłą na horror, gdzie prawie wszyscy bohaterowie, łącznie z hrabią, giną. Okrutne i smutne. Kiedy ostatnio to czytałem, choć z góry powziąłem postanowienie nie uznawać tego badziewia za kontynuacji powieści wielkiego Dumasa, to jednak płakałem nad losami hrabiego, którego zniszczył podły i mściwy Benedetto, nagle robiący z siebie anioła sprawiedliwości. Płakałem jak małe dziecko i wciąż mi się chcę płakać. Tym większą mam chęć napisania kontynuacji, która zaprzeczy tej podłej profanacji dzieła mistrza. Więc nie dziwię ci się, że płakałaś nad losami swojej postaci ze swego ulubionego serialu. Ja sam również… no cóż… płakałem np. nad losami Anny Boleyn z serialu DYNASTIA TUDORÓW.

                  Ja natomiast jestem gotów zawzięcie słowami oraz uczynkami walczyć o swoje idę. Ale jednak nie mam chęci najmniejszej nawet za nie umierać. Byłbym gotów się ich wyrzec, byleby przeżyć. Wyrzekłbym się ich jednak tylko oficjalnie, nie oficjalnie zaś wciąż bym w nie wierzył. Taki już jestem, moja droga. I podobnie jak ty nie umiałbym za moje idee zabijać. No cóż… widzę, że mamy podobne zdanie w sprawie współczesnego społeczeństwa. Niestety tak jest, jak mówisz. Cholerny i głupi wyścig szczurów nasz świat dopadł. Smutne to, ale prawdziwe. Wszystkich się uczy, że za wszelką cenę muszą zwyciężyć. A ja tak nie umiem. Dlatego pewnie nigdy nie zostanę politykiem ani kimś w tym rodzaju. Bo mam zbyt miękkie serce co do tego. I zbyt wiele zasad moralnych. I miło mi słyszeć, że potępiasz kobiety za wykorzystywanie mężczyzn. Prawdę mówiąc doskonale wiem, o czym mówisz. Niestety sam miałem kiedyś dziewczynę, która uważała, że wszystko może ode mnie brać, ale sama dawała niewiele, poza mglistymi obietnicami. A jak jej powiedzieć, że ja jej dałem tyle, a ona nic, zaraz się obrażała, wyzywała mnie od materialistów i że wszystkie prezenty może mi oddać. I że jej nie rozumiem. Ech…. Takie to moje życie. Wciąż jestem sam. Ty pewnie masz wielbicieli i to licznych.

                  I masz rację, moja droga. Człowiek zostawia po sobie coś zawsze. I m.in. również dlatego piszę książki. Przede wszystkim piszę dlatego, że to kocham i jest to moja pasja. Ale jednak również z tego powodu, że chcę zostać na zawsze zapamiętany. Non omnis moriar, jak napisał Horacy.

                  Uffff…. Uspokoiłaś mnie. Bo kiedy zaczęłaś pisać do mnie o heretykach itd. to już się przeraziłem, że jesteś kolejną osobą posądzającą mnie przez moje poglądy o konszachty z diabłem. Hehehehehe. Ale jednak na szczęście to była jedynie demonstracja tego, co mnie spotka, jeśli napiszę i opublikuję książkę taką, jaką powiedziałem. Mimo wszystko jednak ja zostaję przy wizji Jeszui człowiek. Bo weź, że jeśli Jeszua jest jednak Synem Bożym, po zmartwychwstaniu opuści żonę i dzieci. Maria Magdalena już nigdy nie będzie mogła z nim być. Wybacz, ale mnie taka wizja nie przemawia. Zdecydowanie wolę wersję, że Piłat usypia go na krzyżu, organizuje fałszywy pogrzeb i pomaga mu uciec razem z rodziną pod przybranym nazwiskiem. No bo zobacz, moja droga… nie wydaje ci się dziwne, że Jezus umarł tak szybko na krzyżu, choć normalnie trwało to nawet kilka dni? Czemu nie dobito go łamiąc mu golenie? Czemu krew pociekł strumieniem z boku (z trupa by nie pociekła tak obficie)? I czemu Ewangelie są pełne sprzeczności np. tego, kto odwiedził nowonarodzonego Jezusa – trzej mędrcy jak u Mateusza czy pasterze jak u Łukasza? Czemu tylko Mateusz pisze o rzezi niewiniątek, a inni kronikarze (nawet Józef Flawiusz nienawidzący Heroda) nie? Co robił Jezus w okresie 12-30 lat? Czemu Jezus miał zajmować się sprawą wina na weselu w Kanie Galilejskiej, skoro takimi sprawami zajmował się tylko pan młody? Czemu w każdej ewangelii Jezus na krzyżu mówi co innego? Czemu tylko u Jana jest niewierny Tomasz? Czemu właśnie 12 apostołów, a nie np. 20? Czemu w różnych ewangeliach kto inny dowiaduje się pierwszy o zmartwychwstaniu? Czemu u Mateusza podana jest suma srebrników, jakie wziął Judasz za zdradę, u Marka są pieniądze bez podania sumy, a innych nie ma pieniędzy? Czemu Judasz u Mateusza się wiersza, w Dziejach Apostolskich skacze ze skały? To za dużo tego dlaczego, nie sądzisz? Za dużo, by nie uznać tego za nędzne oszustwo moim zdaniem. I cieszę się, że masz takie samo zdanie o Kościele, co ja. Banda kłamców i oszustów. Na kłamstwie zbudowali swój Kościół, Piotruś święty dodał sobie, co chciał do nauki Jezusa, a inni poszli w jego ślady dodając takie pierdoły, że krew zalewa z gniewa. Nie wiem też, czy wiesz, ale z Maryi dziewicę zrobił pewien walnięty święty w III wieku n.e. żeby móc „uczyć” i molestować przy okazji młode dziewice, bo był walnięty na punkcie dziewic. By je do siebie przyciągnąć wymyślił bajkę o dziewictwie Maryi, że nie miała ona więcej dzieci – choć sama Biblia mówi, że to nieprawda. A teraz do dzisiaj powtarzają wszyscy te brednie. Żałosne.

                  Ech, filmu OSTATNIE KUSZENIE CHRYSTUSA obejrzałbym, ale w naszym arcykatolickim kraju to chyba niemożliwe. Przecież takiego filmu nie puszczą w telewizji. Ale naprawdę wolę wersję, w której ani Jezus ani Maria Magdalena za nikogo się nie poświęcają i żyją szczęśliwie do końca swych dni. Wspomniałaś o nadziei. No cóż, dla mnie nadzieją jest już samo to, że Bóg według mnie istnieje. Istnieje po to, by ofiarować każdemu człowiekowi sprawiedliwość. Dla mnie samo to jest nadzieją. Lepszą niż to, że niby ktoś umarł za moje grzechy. A skoro o grzechach mowa co to za pierdoły z tym grzechem pierworodnym? Nie sądzisz, że to głupie? I jeszcze np. dlaczego tworzą wciąż wizerunki Jezusa lub inne, skoro w Biblii w drugim przykazanie obok „Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną” pisze, że nie wolno tworzyć wizerunków żadnych, do których się potem będzie człowiek modlił? Oczywiście chrześcijanie się mogą tłumaczyć, że chodzi o wizerunki innych bóstw. Ale dla mnie jak Bóg zakazuje tworzyć wizerunku i modlić się do niego, to nie wolno tworzyć wizerunku czegokolwiek, by się do tego wizerunku potem modlić. Także wizerunku Boga. I czemu modli się człek do krzyża czy obrazku świętego? Dla mnie to łamanie zasad ustanowionych już w Starym Testamencie nawet. Zresztą dla mnie Bóg jest wszędzie. Nie tylko w kościele. Nie trzeba mieć różańca, krzyżyka, czy kościoła pod nosem, by się móc pomodlić i zostać wysłuchanym. I jeszcze co to za durne przysięgi? Małżeńskie, duchownych (przysięga czystości itd.), zwykłych ludzi? Czyż Jezus nie zabronił przysięgać mówiąc, że TAK ma znaczyć TAK? Zaś NIE znaczyć NIE?

                  LALKA jest genialną książką i widzę, że tobie również się podoba ta scena, gdy Wokulski pokazuje Izce, że jednak zna angielski i doskonale o wszystkim wie. Choć jednak ja nie wierzę w jego śmierć w ruinach zamku. Jak dla mnie przeżył i zajął się badaniami razem z Geistem i Ochockim. Polecam ci serial z 1977 roku. Doskonały po prostu. I niesamowicie doskonale dobrana obsada aktorska.

                  O CZYM SZUMIĄ WIERZBY widziałem trzy bajki – jedna 30 minutowe Disneya. Druga pełnometrażowa brytyjska. I jeden serial animowany lecący jako dobranocka. I jeszcze chyba był taki teatrzykowy lub kukiełkowy taki serial. I jeszcze film aktorski jest, ale z tego, co widziałem, niestety kompletne badziewie z pozmienianą fabułą. Jednak książki są genialnie. Hehehehehehe. To wymyśliłaś, że pomagali sobie i mieli jedzonko zdobyte własną pracą xD. Normalnie jak w modlitwie Timona z serialu „Timon i Pumba”. Jak się miał pomodlić przed obiadem powiedział „Z nieba nam spadła, dzięki za jadło. No i już!”. xD A propos zauważyłaś pewnie, że większość książek dla dzieci XIX wieku miała tematykę dość poważną? Moim zdaniem nawet zbyt poważną jak na dzieci. Weź np. KSIĘGĘ DŻUNGLI oraz DRUGĄ KSIĘGĘ DŻUNGLI. Na pewno znasz. Prawda?

                  Wybacz, nie będę już do ciebie mówił ciągle „Kochana” czy „Droga”, skoro cię to razi. Muszę to zapamiętać. I niestety bardzo dobrze mnie zrozumiałaś, Małgosiu. Niestety doskonale rozumiesz, co mówię. Właśnie to miałem bowiem na myśli, że wielu ludzi wciąż uważa mnie za gorszego. Ale to złożona historia, choć jeśli chcę, opowiem ci ją dokładnie. Dowiesz się, w jaki sposób już do końca życia będę miał kompleks bycia innym, gorszym od wszystkim. Teraz mam studia zaoczne, więc nie mam zbyt wiele styczności z innymi studentami. Tym lepiej, bo kiedy miałem, traktowali mnie zawsze jak gorszego. Może to mnie się tylko tak wydawało, ale nigdy mi nie pomagali, nikt nie był chętny do rozmowy ze mną (zresztą o czym mieli gadać? O książkach, filmach lub bajkach?), nie byli chętni do odwiedzenia mnie i spędzenia czasu poza uczelnią. Teraz jest o niebo lepiej, choć dokucza mi samotność. Prawdę mówiąc nie czuję przywiązania do nikogo poza tymi ludźmi, którzy ofiarowują mi prawdziwą miłość czy przyjaźń. I nie ma dla mnie rodzina jakieś większej świętości. Dlatego wkurza mnie, gdy mama mi mówi, że coś nie wypada zrobić np. powiedzieć podłej i chamskiej ciotce, która nam dokucza, co się o niej myśli. Walę prosto z mostu i niech sobie na mnie plotkują. W butach to mam.

                  A propos zapomniałem się ciebie zapytać, co studiujesz, Małgorzato? I na którym już roku jesteś? Naprawdę chciałbym cię poznać w realnym świecie. Mam nadzieję, że zechcesz się ze mną spotkać może jeszcze w tym roku. Jednak nie naciskam. I nie wierzę, bym mógł się na tobie zawieść. No i jak ci idzie czytanie mej sztuki?

                • Moja odp pewnie będzie poporcjowana, ale trudno mi znaleźć czas na odpisywanie.
                  Wczoraj zabrałam się za czytanie sztuki, było już późno i przez to dziś nie byłam na pierwszym wykładzie.xD Niestety, nie doczytałam do końca. Recenzję wyślę Ci mailem jak już dobiegnę do końca.
                  Dla mnie profanacją, chyba największą obok Les Mis, była Pocahontas II. Robienie z Johna totalnego idioty... Cóż... Musieli jakoś wmanewrować ją w związek z tym nowym....
                  Bardzo lubię aktorkę która gra Annę W "Dynastii Tudorów". Wciela się też w jedną z postaci "Gry o tron"- naprawdę zachęcam do przeczytania/obejrzenia. Rozumiem, że to zbyt popularny temat, co odstrasza, ale naprawdę warto!
                  Ty pewnie masz wielbicieli i to licznych- nic mnie już dawno nie rozbawiło jak to zdanie. Nie mam, nigdy nie miałam i mieć nie będę. Jestem straszną osobą i wcale się nie dziwię, że ludzie stronią ode mnie... Sama bym uciekła, gdybym mogła.
                  Ja osobiście kocham Jezusa powracającego w chwale. Najlepiej w wielkim blasku i z podkładem muzycznym- może być Haendel lub Mozart. Bardzo podobają mi się piosenki katolickie, o zmartwychwstaniu. Opowiadają o zwycięstwie nad śmiercią. A ja kocham wielkie zwycięstwa.
                  Niektóre relacje historyków też są pełne sprzeczności. Ale nie tylko. Wystarczy prosty eksperyment- posadź kilku ludzi przed jedną rzeźbą i każ im ją opisać. Każdy będzie widział coś innego, patrząc na to samo. Poza tym, wydaje mi się,że niektóre kwestie zostały po prostu mocno uproszczone przez piszących ewangelię. Poza tym jaki pożytek byłby z 4 identycznych ewangelii? Wiadomo, że każdy doda coś od siebie. Najbardziej zaskakuje mnie właśnie wesele w Kanie. A nazywanie braci "kuzynami" irytowało mnie od zawsze. Jak i fakt, że wg niektórych księży Piotr miał teściową, ale żony już nie. To dopiero biblijny cud!
                  c.d.n...

                • To co Jezus robił w wieku 12-30 lat opisują apokryfy. Sporo "legend" bierze się właśnie z nich. A to że Kościół ich nie uznał to już zupełnie inna sprawa.
                  Myślę że wiele zależało też od tradycji judaistycznej zapowiadającej Mesjasza. Musiało być właśnie tak, żeby proroctwo się wypełniło. Nie rozumem o co chodzi Ci z liczbą apostołów. Co to za różnica ile ich było? Może Jezus miał właśnie taki kaprys? Dla mnie takie niuanse(ile srebrników itp) są nieistotne.
                  Z tym dziewictwem Maryi to niezła historia. xD Dzięki że ją przytoczyłeś!
                  Co do grzechu pierworodnego... Bóg często w Starym Testamencie przeklina pokolenia. Co do samej instytucji tego grzechu...nie uważam żeby niewinne dziecko było złe. To średniowieczne narzędzie do straszenia wiernych. Co innego sam chrzest traktowany jako przyjęcie do wspólnoty.
                  "Ostatnie kuszenie..." jest szeroko dostępne, więc nie ma jakiegoś problemu ze zdobyciem go. A naprawdę warto, zwłaszcza jeśli taka tematyka Cię interesuje. :)
                  Tworzenie wizerunku to tylko wizja artystyczna. Nie popadajmy w skrajność jak muzułmanie. :) Ale co innego tworzenie wizerunku a co jego czczenie. Np. objazdowe figurki czy ŚWIĘTY OBRAZ MATKI BOSKIEJ CZĘSTOCHOWSKIEJ. Jak obraz, zwłaszcza skradziony Ruskom, może być święty?
                  A przysiąg będę bronić. Kocham średniowieczną wiarę w jej moc. Takie potwierdzenie honorowe. Piękna instytucja... Sama zawsze dotrzymuję i jako osoba nieufna czuję się dobrze, jeśli ktoś też się zobowiąże. Poza tym, gdyby nie taka przysięga, to jaka byłaby gwarancja, że np. mąż nie skoczy w bok? Żadna.
                  Wg. mnie także śmierć Wokulskiego jest upozorowana. Nie był taki głupi by ze sobą skończyć, lecz na tyle mądry by inni byli przekonani o jego zgonie. Zwyczajnie mogło być mu wstyd...
                  Myślę, że kiedyś dzieci były po prostu dojrzalsze. Autorzy musieli jakoś do nich dostosować książki.
                  Przestań, nie jesteś gorszy od innych! Bzdurą jest w ogóle tak uważać. Też mam ogromny kompleks niższości, nawet to leczę, ale wiem, że tak nie powinno być. Każdy z nas jest cudowny. Naprawdę każdy. Z naszymi wadami i zaletami. Mam też manię prześladowczą, dlatego NIKOMU nie wierzę. Ciężko się z tym żyje.
                  Jeśli chcesz możesz mi o tym opowiedzieć. Jeśli nie tu, to na mailu. :)
                  Jestem na II roku prawa. Nie mam nic przeciwko spotkaniu, tylko nie bardzo wiem jak miałoby się to odbyć. Zwłaszcza, że nie wiem gdzie mieszkasz a moje środki i czas są ograniczone.

                • Rozumiem, Małgosiu. Naprawdę bardzo się cieszę, że czytasz moją sztukę, choć głupio mi bardzo mocno z tego, moja droga, że przez moją sztukę nie byłaś na wykładzie. Zrozum, ja naprawdę nie chciałbym, żebyś miała przeze mnie kłopoty. Bardzo miło mi się z tobą pisze i choć nie znam cię w realnym świecie wolałbym nie wywoływać w twoim życiu kłopotów. Mam jednak nadzieję, że nie wyniknie z tego wszystkiego żadnych problemów. Że uda ci się pogodzić ze sobą wykłady i obowiązki z przyjemnością odpisywania i czytania mojej sztuki.

                  Zgadzam się, Gosiu. Nie inaczej, bajka POCAHONTAS II – PODRÓŻ DO NOWEGO ŚWIATA to po prostu czysta profanacja. Zgadzam się z tobą, że w dwójce postać Johna Smitha, który w jedynce był prawdziwym szlachetnym bohaterem, zrobili z niego w kontynuacji zwykłego dupka, żeby nie powiedzieć gorzej. Lepiej, żeby w ogóle nie kręcili dwójki, jeśli ma takie coś powstać. Jeśli chodzi o kontynuacje bajek Disneya, to niektóre się sprawdziły. Weźmy np. KRÓL LEW 2 – CZAS SIMBY. Moim zdaniem doskonała kontynuacja. Choć KRÓL LEW III – HAKUNA MATATA już nieco zwariowaną i walniętą jest komedią, ale jednak ciekawą. Podoba mi się również trylogia o Aladynie. Bajka ALADYN jest doskonała. Bajka POWRÓT DŻAFARA, choć postać papugi Jago mocno chwilami wypiera tytułowego bohatera, to jednak jest świetna. Zaś bajka ALADYN I KRÓL ZŁODZIEI, stanowiąca zakończenie historii najbardziej mnie wzruszyła, zwłaszcza relacje Aladyna i ojca. Podoba mi się to, że w niektórych nowych produkcjach poruszają wątek ojca i syna. W starych bajkach zwykle to pomijali. W nowych zaś już nieco bardziej o ten wątek zadbali. A wracając do kontynuacji to bajka BERNARD I BIANKA W KRAINIE KANGURÓW będąca kontynuacją bajki BERNARD I BIANKA jest moim zdaniem genialna. Właściwie to dwójka tutaj wyszła nawet lepsza niż jedynka, co jest rzadko kiedy spotykane. Doskonałą kontynuacją jest bajka ZAKOCHANY KUNDEL II – PRZYGODY CHAPSA, świetnie odtwarza klimat poprzedniej części. Bajka BAMBI II jest równie piękna co bajka BAMBI. Ale to są, moim zdaniem, wyjątki potwierdzające regułę. Weźmy już np. kontynuację LISA I PSA (już jedynka jest sama w sobie bajką kiepską, ale co dopiero dwójka). Żałosne są dwie kontynuacje PIĘKNEJ I BESTII. No, a co do MAŁEJ SYRENKI II – POWRÓT DO MORZA i jeszcze MAŁEJ SYRENKI III – DZIECIŃSTWO ARIEL chyba robili je jedynie dla samej kasy. W ogóle fabuła kiepska, nieciekawe pomysły, złe rozwiązania. No, albo KOPCIUSZEK (sam w sobie mało ciekawy), a jeszcze dodali KOPCIUSZEK II – SPEŁNIENIE MARZEŃ oraz KOPCIUSZEK III – CO BY BYŁO, GDYBY. Jak dla mnie żałosne i bezczelne wyłudzanie pieniędzy na bilety do kina. I jeszcze KSIĘGA DŻUNGLI II się nie sprawdziła. Mam mieszane uczucia do DZWONNIKA Z NOTRE DAME II oraz do bajki ATLANTYDA II – POWRÓT MILO, no i jeszcze MÓJ BRAT NIEDŹWIEDŹ II. Nie są tak doskonałe jak jedynki, ale jednak są dobre, choć mogłyby być lepsze. Z kolei zaś NOWE SZATY KRÓLA i NOWE SZATY KRÓLA II – KRONK: NOWE WCIELENIE uważam za klasykę zwariowanej, nieco głupkowatej, ale doskonałej komedii. Za to np. trylogia TOY STORY uważam, że w tym wypadku jedynka jest kiepska, dwójka bardzo dobra, trójka jest doskonała. Ponoć szykują czwartą. Podobnie jest z bajkami, ale już nie Disneya – EPOKA LODOWCOWA. Każda z czterech części lepsza jest od poprzedniej. Widać, że twórcy naprawdę się postarali. Szkoda, że Disney schodzi na psy. Zrobił np. bajkę DŻUNGLA, mającą być odpowiedzią na MADAGASKAR. W ogóle im ta odpowiedź nie wyszła.

                  No cóż, jak widzę więc chyba nie spodoba ci się powieść o Jeszui Ha-Nocri, jaką zamierzam napisać. W niej bowiem zamierzam stworzyć postać proroka, którym moim zdaniem był prawdziwy Jezus. Człowiek, którego kłamstwa jego następców uczyniły Bogiem. Człowiek, który wcale nie chciał być Bogiem, chciał być człowiekiem i miał wielkie ideały, które jednak nie zdołały się przyjąć. I przy okazji zamierzam w tej powieści pokazać, jak polityka i ludzka zawiść potrafią zniszczyć wszystko, co piękne. Hehehehehe. A żebyś wiedziała, że to niesamowity cud. Piotr ma teściową, a żonę już nie. A propos wiesz, czemu Piotr się wyrzekł Jezusa? Bo ten uzdrowił mu teściową xD. Albo znam taki dowcip: „Wraca Jezus na ostatnią wieczerzę, a widzi wszyscy uczniowie piją, hulają i bawią się. Woła Piotra i pyta się, skąd oni wzięli pieniądze na to wszystko? Na co Piotr odpowiada <A nie wiem, mistrzu. Judasz coś sprzedał>” xD. Albo jak Jezus wstaje z grobu po trzech dniach. Wychodzi zadowolony i radosny i nagle słyszy za sobą „A ty co? Groty za sobą zamknąć nie umiesz? Co ty w stajni się rodziłeś?!” xD. Albo idą trzej królowie do stajenki odwiedzić narodziny dzieciątka. Idą i ostatni z nich walnął się głową w strop i zawołał „O JEZU!”. A na to Maria do Józefa, słysząc to, „Słyszałeś? Jezus! Jakie to ładne imię. A ty ciągle tylko Staszek i Staszek!” xD. Dobre, co? Wiem, że ksiądz czy pobożny katolik uznałby takie dowcipy za profanację. Mam nadzieję, że ty nie. Wiedz, że ja wcale nie chcę się nabijać z Jezusa czy cokolwiek z tych rzeczy. Uważam jednak, że można się pośmiać z tego, co jest napisane w Biblii, a co wcale nie do końca, jak oboje wiemy, nie było taką prawdą.

                  Wiesz, jeśli chodzi o liczbę apostołów nie jest ona dziełem przypadku. To czysta żydowska chęć uwielbienia liczby 12 jako liczby szczęśliwej. 12 synów Jakuba, 12 rodów żydowskich. 13 zaś to liczba niezwykle pechowa. 13 osób przy ostatniej wieczerzy spowodować miało nieszczęście. I bynajmniej tego nie zmyślał. No, a co do Dziewictwa Maryi na pewno od dawna cię musiało ciekawić, czemu nawet w Biblii pisze, że Jezus miał rodzeństwo, a do dzisiaj wciskają nam pierdoły, że ona po urodzeniu Jezusa do końca życia była dziewicą? To bzdura wymyślona dopiero w III w. n.e. przez walniętego chrześcijańskiego uczonego, który wbił sobie do łba, że kobiety winny naśladować Maryję i pozostawać dziewicami, by być bliższe Bogu. I uroił sobie, że Maryja też nią była. Albo był walnięty albo był erotomanem, który chciał wabić do siebie młode dziewczęta i „uczyć je” słowa Bożego. Bo to nieco podejrzane, nieprawdaż, że nauczał wiele młodych dziewic o tym, że ich dziewictwo to świętość, prawda? I to uczył je sam na sam. A one się do niego wręcz garnęły. Czytałem artykuł o tym panu, który to wymyślił. Autor artykułu twierdzi, że twórca teorii dziewictwa Maryi musiał być po prostu nędznym erotomanem. Trudno mi w to nie uwierzyć. Nie ma za co. Znam wiele takich ciekawostek xD.

                  Widzę, że nie we wszystkim się zgadzamy, ale jednak zgadzamy. No cóż, ja również mogę podziwiać obraz Matki Boskiej Częstochowskiej czy obraz Jezusa (namalowany przez chorą psychicznie Faustynę, która uroiła sobie, że Jezus kazał siebie samego namalować) nie są piękne. Bo są. Ale jednak modlić się do nich jak do Boga? Wybacz, ale jednak podobnie jak ty uważam, że to co najmniej nienormalne. No, a co do przysiąg niestety muszę się nie zgodzić. Bo wybacz, ale niby jaką masz gwarancję, że mąż złoży ci przysięgę i będzie ci wierny? Nie masz żadnej. Przysięga to tylko słowa. A słowo łatwo złamać. Mój ojciec, który porzucił mnie i matkę jest tego najlepszym dowodem.

                  Cóż… o książkach możemy jak widzę rozmawiać godzinami, bo mamy oboje dużą wiedzę na ten temat. Cieszy mnie to, bo mało kto poznany przez mnie i jest w wieku zbliżonym do mnie był taki jak ty. Nie chcę ci prawić głupich komplementów, ale jednak taka jest prawda, jak mówię. Mimo wszystko jednak muszę ci powiedzieć, że moje poczucie niższości ma całą swoją historię. Jeśli chcesz, podzielę się nią z tobą na mailu. Tak jak napisałaś. Opowiem ci ją ze szczegółami. Kiedy ją poznasz, na pewno lepiej pojmiesz co i jak. No, a co do spotkania, pytałaś, jakby miało ono wyglądać. Myślę, że najlepiej by było, gdybyś przyjechała do Poznania, bo mieszkam w jego okolicach. Mogliśmy pochodzić po mieście kilka godzin, spędzić czas, porozmawiać, pójść gdzieś na frytki albo coś. A po kilku godzinach złapałabyś pociąg powrotny i mogłabyś wrócić. A jakbyś jednak chciała wrócić później lub nie złapałabyś pociągu na czas, zawsze możesz się u mnie zatrzymać. Dość miejsca jest u mnie. Spokojnie. Nie chcę cię uwieść czy coś w tym guście. Po prostu… może ty wstydliwe… ale szukam przyjaciół. A z powodu mojej inności… trudno mi to osiągnąć.

                  PS. Wysłałem ci na maila moją historię, o którą prosiłaś. Zapoznaj się z nią, proszę i oceń sama.

                • Daj spokój. I tak bym nie wstała. Lubię sobie rano pospać... Tak przynajmniej do 9.xD
                  Myślę, że II Disney chciał naprawić prawdę historyczną o indiańskiej księżniczce. Nagle się zreflektowali. Jaką różnicą jest nazwisko faceta? Poza tym John S. był naprawdę męski, a John R... Szkoda gadać... Nie rozumiem tego, tym bardziej, że temu studiu filmowemu nigdy nie zależało na wiernej ekranizacji. O Pocahontas też źle świadczy jej wybór...
                  Wg mnie za dużo w bajkach rozbitych rodzin. Ze świecą szukać bohaterów którzy mają komplet rodziców. Zawsze jakiegoś brakuje. Za Alladynem jakoś nie przepadałam, chociaż w dzieciństwie oglądałam animowany serial o jego przygodach. Piosenka z czołówki była cudowna.Ze wspomnianych przez Ciebie tytułów o większości nawet nie wiedziałam(wstyd! Nadrobię!). O Toy Story mam dokładnie takie samo zdanie. Co do Dzwonnika... W ogóle mi się nie podobał. Po pierwsze- gorsza jakoś grafiki, po drugie- brak klimatu, po trzecie- gdzie się podziały naprawdę dobre piosenki i po czwarte- zakończenie jest naciągane. Takie rzeczy się nie zdarzają.
                  Jestem w ogóle orędowniczką animacji klasyczne, także mam nadzieję, że Disney do niej powróci.
                  Dlaczego ma mi się nie spodobać Twoja książka? Moje poglądy swoją drogą, docenienie dzieła swoją. Kocham mnóstwo książek z którymi się nie zgadzam. Wg mnie każdy ma prawo do przedstawienia swojej wizji.
                  Te kawały są genialne!!!XD Ten ostatni znałam, ale reszta... Super!xD Uwielbiam taki humor.
                  Są przypadki, w których ludzie są tak skupieni na przysiędze, że jej dotrzymują. Chociażby ze strachu przed karą. Moja koleżanka postępuje wg pewnych zasad, nie dlatego, że w nie wierzy, ale dlatego, że boi się gniewu Boga. Pewnie, moje zasady w dużej mierze pokrywają się z etyką katolicką ale ja w nie wierzę(imperatyw kategoryczny Kanta- tym się posługuję). Nie boję się kary w przyszłym życiu. Postępuję jak postępuję bo tak CHCĘ. Ona bo MUSI.
                  Jednak przysięga to zawsze to jakiś gwarant.
                  Dla mnie cała ta historia z Faustyną... No przepraszam. Wiele świętych jest świętymi tylko dlatego, że byli Polakami...
                  Do Poznania jedzie się bardzo długo, ale myślę, że w przyszłości ten pomysł wypali. Tylko na razie czasu brak. I pieniędzy. Można by było spotkać się w połowie drogi- we Wrocławiu.
                  P.S. Może przyjąłbyś wreszcie łaskawie zaproszenie do znajomych?

                • Rozumiem i nieco mnie uspokoiłaś, że nic się nie stało. Mimo wszystko mam nadzieję, że nie stanie się nic złego przez to, że poświęcasz czas czytaniu mojej sztuki. Bardzo bym chciał, żeby ci się ona spodobała i będę z naprawdę wielkim drżeniem serca czekał na twoją jej recenzję. Powiem ci, że ja się nie mogę jej już doczekać xD

                  Wiesz, a to akurat jest prawda to, co mówisz. Zauważyć się tego nie da, że w większości bajek Disneya panuje jakiś kompleks sieroctwa. Bo praktycznie większość bohaterów Disneya traci oboje rodziców lub tylko jednego, zaś drugi musi się nim opiekować lub zajmują się nim obcy ludzie. No bo Śnieżka czy Kopciuszek mają macochy, Bella, Ariel czy Jasmina mają jedynie ojców, Bambi traci matkę i musi się nim ojciec opiekować (który notabene wcześniej niewiele się synem interesował), Cody (chłopiec z bajki BERNARD I BIANKA W KRAINIE KANGURÓW mieszka jedynie z matką), podobnie jak i trzy kotki Berlioz, Tolouse i Marie z bajki ARYSKOTRACI albo jak Jim Hawkins z bajki PLANETA SKARBÓW (ojciec ich zostawił, wychowuje go matka). Taran (z bajki TARAN I MAGICZNY KOCIOŁ) Artur (z bajki MIECZ W KAMIENIU) lub Quasimodo wcale nie mają rodziców i opiekują się nimi obcy ludzie, którzy jednak nie zawsze są wobec nich fair – Artur jest popychadłem sir Hektora, Quasimodo zaś żyje tak, jak żyje. Aladyn z kolei w ogóle rodziców nie ma i wychowuje go ulica, (podobnie jest z kotkiem Oliverem z bajki OLIVER I SPÓŁKA). Tarzana i Mowgliego wychowują zwierzęta. Penny (dziewczynka z bajki BERNARD I BIANKA) wychowuje się w sierocińcu. Herkules zostaje porwany od rodziców i wychowuje się między ludźmi, gdzie jest traktowany jak obcy. Księżniczka Aurora jest odebrana rodzicom i wychowywana przez trzy wróżki nie znając swej prawdziwej tożsamości. Słusznie to zauważyłaś – mamy mnóstwo rozbitych rodzin i sierot. Ale może jest to celowe przesłanie? Służące temu, żeby pokazać, iż człowiek pozbawiony bliskiej sobie osoby wcale nie musi mieć gorsze życie niż człowiek, który ma całą rodzinę. I wcale nie musi być gorszy ten, którego wszyscy uważają za gorszego. I masz rację. W sumie jedynie chyba Mulan czy Simba mają całe rodziny – chociaż nie, Simba przecież traci ojca i wychowują go zwariowani Timon i Pumba. Kolejna sierotka. Rodzina jest np. w bajce PIOTRUŚ PAN czy choćby w NOWYCH SZATACH KRÓLA też mamy całą rodzinę będącą pięknym przesłaniem dla każdego. Ale to są, jak słusznie zauważyłaś, wyjątki. Przy okazji zauważ, że zawsze bohaterka nie ma matki, ale ojca. Zaś bohater nie ma ojca, a ma matkę. Rzadko kiedy jak np. Bambi czy Kurczak Mały główni bohaterowie bajek Disneya są wychowywani przez rodzica tej samej płci. Ciekawe, prawda? Może to też celowy zabieg mający na celu podkreślić kontrast podejścia do życia rodzica i dziecka (z uwzględnieniem słuszności tej drugiej strony, oczywiście).

                  Tak, w sumie to prawda. Bo przecież prawdziwa Pocahontas ocaliła od śmierci Johnsa Smitha, ale została żoną innego Anglika, Johna Rolfa. Jednakże sposób, w jaki twórcy filmowi powrócili do historii jest moim zdaniem raczej mało udany, jeśli w ogóle jest w nim coś udanego. Cóż, masz rację, że DZWONNIK Z NOTRE DAME II jest niezbyt udany, a kolory są nieco za jasne, w ogóle animacja pozostawia wiele do życzenia. Mimo wszystko bajka mi się dość podoba. Jedna z raczej lepszych kontynuacji. Za to np. już PIOTRUŚ PAN II – WIELKI POWRÓT to jedna wielka, klasyczna pomyłka. Humor z pierwszej części w drugiej staje się irracjonalny, nie mówiąc już o kapitanie Haku, który raczej jest głupszy niż wygląda. I jeszcze ta ośmiornica zastępująca krokodyla. Gigantyczna porażka.

                  A propos bajek Disneya inna ciekawostka. Zauważyłaś, że czarne charaktery zwykle mają pomagierów, którzy z natury są od nich głupsi i często się im wrednie podlizują? Weźmy choćby takiego księcia Ightorna z GUMISÓW i jego pomagiera ogra Tołdiego. Wezyr Dżafar ma papugę Jago, profesor Ratigan (WIELKI MYSI DETEKTYW) ma sługę – głupiego jednonogiego nietoperza Fictheta. Hades z HERKULESA ma Bóla i Panika. Gaston (PIĘKNA I BESTIA) ma przygłupiego pochlebcę Le Fou. W ogóle przykładów można mnożyć i mnożyć. Wydaje się, że taki kontrast mądry i groźny czary charakter mający głupiego wazeliniarza za wspólnika jest chyba jedną z zasad, jaką rządzą się bajki Disneya. Również w polecanej przeze mnie bajce TARAN I MAGICZNY KOCIOŁ groźny Rogaty Król ma stwora o nieznanym imieniu, który co chwila się śmieje jak idiota, a do tego wiecznie się podlizuje swemu panu i praktycznie za każdym razem wszystko partaczy.

                  A wiesz, skoro o bajkach mowa, to powiedz mi, proszę czy znasz jakieś bajki Dona Blutcha?

                  No cóż… mam nadzieję, że jeśli kiedyś wydam swoją książkę o proroku Jeszui Ha-Nocri, oczywiście wcześniej ją pisząc, to ją przeczytasz. I również mam nadzieję, że ci się ona spodoba. Nie chciałbym bowiem, byś oceniła ją negatywnie, choć zdecydowanie gdyby miała ci się ona nie spodobać, to już lepiej powiedz wprost co i jak niż żebyś miała kłamać. Zdecydowanie zawsze wolałem niemiłą prawdę niż miłe kłamstwo. Chociaż czasami chyba warto skłamać lub przemilczeć prawdę (najlepszym tego przykładem jest nowelka Prusa KAMIZELKA). Cóż… a żebyś wiedziała, moja droga. Cieszę się, że się ze sobą zgadzam. Niektórzy święci są świętymi tylko dlatego, że są Polakami. A weź takiego np. św. Stanisława ze Szczepanowa, który został świętym dlatego, że zbuntował się przeciw królowi i stał po stronie opozycji dowodzonej przez podłego możnowładcę Sieciecha promującej na tron upośledzonego psychicznego brata Bolesława Śmiałego, Władysława Hermana. A my czcimy tego zdrajcę jako patrona Polski. Ironia losu, co nie? Albo św. Andrzej Bobola, który na świętość zasłużył jedynie tym, iż Kozacy podczas powstanie Chmielnickiego zabili go w okrutny sposób za to, iż odmówił porzucenia katolicyzmu. No wybacz, ale nie uważasz, że robienie świętego z kogoś, kto tylko umiał pięknie umrzeć, to przesada? A w ogóle nie wiem, czy wiesz, ale my mamy czterech patronów Polski. Serio. Św. Wojciech, św. Stanisław ze Szczepanowa, św. Królowa Jadwiga i św. Andrzej Bobola (jeśli się nie mylę). Jest ich czterech co najmniej. Wszyscy są patronami Polski. No to już co najmniej śmieszne jest. Nie sądzisz? Poważnie podobają ci się dowcipy, jakie ci opowiedziałem? Nie chciałem bowiem obrazić twych uczuć religijnych ani nic z tych rzeczy. Ale uważam, że z Biblii można się przecież również pośmiać. Cieszę się, że uważasz podobnie.

                  Cieszę się, że nie odrzucasz pomysłu spotkania się w przyszłości. Oczywiście nie musi to wcale być Poznań. Wrocław może być jak najbardziej również. Dla mnie to żaden problem. Miło by było poznać cię w realnym świecie.

                  PS. A propos…. Mówiłaś o przyjęciu cię do znajomych. Co dokładnie masz na myśli? Gdzie mnie zaprosiłaś do znajomych? Bo chyba nie zauważyłem tego.

                • Moim zdaniem to sieroctwo jest wywołane po prostu oszczędnością na rysowaniu i scenariuszu. Po co malować jeszcze jednego rodzica? Oczywiście, że są bajki gdy są niezbędni, ale tak? Nie szukałabym w tym jakiegoś przesłania. Tym bardziej że np. w baśniach dla dzieci też nie ma rodzin pełnych.
                  Mówiąc szczerze, II część Piotrusia Pana podoba mi się bardziej. Jakoś nigdy nie mogłam się przekonać do jej poprzedniczki, chociaż powieść uwielbiam. :)
                  Moim zdaniem głupi pomagier ma jakby złagodzić charakter złego. Disney nie chce, żeby dzieci nadmiernie się bały. Żeby nie było zbyt mrocznie... Chce też trochę ośmieszyć Ciemną Stronę...
                  Co do Dona Blutcha miałam na początku napisać, że nie znam, ale wpisałam sobie do wyszukiwarki i okazało się, że znam go bardzo dobrze! W dzieciństwie płakałam na "Wszystkie psy idą do nieba", pamiętam też Calineczkę(chociaż mi się nie podobała) i straszący mnie po nocach Powrót króla Rock and "Rulla". Kojarzę też "Amerykańską opowieść". Ale jego Anastazja... Jedna z kilku moich ukochanych bajek z dzieciństwa. Stąd wzięła się moja miłość do Rosji. A te piosenki...Lea Salonga przeszła samą siebie. Poza tym bardzo bliski był mi wątek rozłączenia wnuczki z babcią... Niesamowita historia i piękna grafika!
                  Staram się nie kłamać. Oczywiście, czasami mi się nie udaje, ale jeśli chodzi o ocenę... Sama piszę i wolałabym być konstruktywnie skrytykowana, niż gdyby ktoś mi powiedział, że to co piszę jest świetne, a skrycie myślał co innego. Mamy więc taki samy stosunek do prawdy. A Maryja Królowa Polski? Koronowany obraz...
                  Wierzę w Boga i uznaję Jezusa, ale to nie przeszkadza mi podchodzić do wiary z dystansem. Poza tym obrażaniem uczuć było by np. naplucie na krzyż czy napisanie na ścianie kaplicy obraźliwych słów, a nie kawały.
                  Mam problemy z dojściem do komputera, a co za tym idzie z czytaniem sztuki. Przedłużam więc deadline do 12, chociaż mam nadzieję wyrobić się szybciej. Nie gniewaj się. :) Będziesz strasznie zły jak zapoznam Cię z pierwszymi rozdziałami mojej książki? Nie wiem czy jest ją sens dalej pisać, a pewne osoby nie potrafią powiedzieć mi prawdy w oczy...
                  To osobiście bardziej pasowałby mi Wrocław. Lubię poznawać nowych ludzi.
                  P.S. Miałeś już nie mówić "droga".xD I jak widzę już się zorientowałeś o jakie zaproszenie mi chodziło.

                • Oszczędnością, powiadasz? W sumie co nieco w tym jest. Choćby przyjrzyjmy się bajce BAMBI, gdzie ojciec głównego bohatera ze względu na jego imponujące poroże był bardzo trudny do rysowania, stąd pojawia się zaledwie kilka razy i zwykle na krótką zawsze chwilę. Taka mała oszczędność czasu xD. Chociaż muszę ci powiedzieć coś, co na pewno zauważyłaś. Mianowicie w starych bajkach Disneya mamy sceny, które się powtarzają. Jakby to ująć – brali z jednej bajki jakąś scenę i dawali ją do innej bajki, ale z innymi postaciami. Przykład? W krótkometrażówce O CZYM SZUMIĄ WIERZBY Disneya mamy scenę, jak Szczurek i Krecik wyrywają łasicom akt notarialny Ropuszego Dworu i uciekają z nim po domu, a łasice wyrywają go im tylko po to, by go stracić. Taka sama scena jest w KSIĘDZE DŻUNGLI, jak małpy, Baloo i Bagheera wyrywają sobie nawzajem Mowgliego. Scen takich jest cała masa np. taniec misia Baloo jest powtarzany przez taniec Małego Johna w ROBIN HOODZIE. Obejrzyj na youtube filmik LENIWI RYSOWNICY DISNEY’A, a zobaczysz w praktyce, o co mi chodzi. Zobaczysz, że podobieństwo wielu scen jest tak wielkie, że trudno mówić o pomyłce lub przypadku. I w sumie chyba masz rację. Pewnie tu chodziło o efekt komiczny, żeby dzieci się mniej bały tych złych postaci, a także zło musiało zostać nieco ośmieszone. Nie mówiąc już o tym, że gdyby zło we wszystkim było genialne, to przecież łatwo by ci dobrzy ulegli ich potędze. Więc musiano pokazać, że dobro jest mądrzejsze, sprytniejsze, doskonalsze. Choć muszę ci powiedzieć, że jak widzę taki duety jak np. książę Ighotorn i jego ogr Tołdi albo profesor Ratigan i nietoperz Fidget zawsze się duszę ze śmiechu xD.
                  Bajka Disneya PIOTRUŚ PAN jest cudowna. Ukochana bajka mego dzieciństwa i znakomity polski dubbing. Dobrze, że nie zrobili z tą bajką to, co zrobili z ZAKOCHANYM KUNDLEM. Nie zrobili nowego dubbingu. Zachowali stary, który jest sam w sobie doskonały. Szkoda, że ZAKOCHANEGO KUNDLA sprofanowali nowym dubbingiem. Gwiazdy polskiej kinematografii doby PRL-u w tej bajce świetnie się spisali: Wieńczysław Gliński (Tramp), Kalina Jędrusik (Lady), Kazimierz Brusikiewicz (Reks), Kazimierz Wichniarz (Lord), Ignacy Gogolewski (Jim – pan Lady) i Aleksander Dzwonkowski (Bóbr) są genialni i nie wiem, po co dali nowy dubbing, nie potrzebnie jeszcze zmieniając wszystkie dialogi. Bezsensu. Dobrze, że mnie udało się zdobyć tę bajkę ze starym dubbingiem.
                  Bajki Dona Blutcha uważam za genialne, choć musisz przyznać, że są one o wiele groźniejsze niż bajki Disneya często zresztą krytykowane za nadmierną grozę. Ale ci, co je krytykowali za to musieliby sobie zobaczyć np. WSZYSTKIE PSY IDĄ DO NIEBA (obie części – sceny z szatanem w kociej postaci do przyjemnych nie należą) czy choćby POWRÓT KRÓLA ROCK AND ROLLA, gdzie podły Książę Sów jest tak przerażający, a pod koniec bajki rośnie do gigantycznych rozmiarów i o mało wszystkich nie zabija. Albo weźmy bajkę TROLL W NOWYM JORKU, gdzie genialnym czarnymi charakterami są królowa trolli (wiedźma jakich w bajkach mało) i jej mąż pantoflarz. Wiele groźnych scen. Bajka ZAKOCHANY PINGWIN jest względnie najmniej groźna, choć zły pingwin Drake albo sceny, kiedy Hubi i Rocko uciekają przez lampartem morskim lub stadem orek wywołują grozę swoim naturalizmem. CALINECZKA w sumie jest mniej groźna z nich wszystkich, choć fabuła za to pozostawia co nieco do życzenia. Czy się nie mylę, czy też DOLINA PAPROCI oraz PEWNEGO RAZU W LESIE też są jego? A pierwsza bajka jest chwilami tak straszna, że mrozi krew w żyłach – zły duch uwięziony w drzewie, a potem uwolniony przez bezmyślnych drwali prowadzi ich do wycięcia całej tytułowej doliny. Brrr…. Albo zwierzęta umierające od gazu w tej drugiej bajce. Albo obie części AMERYKAŃSKIEJ OPOWIEŚCI, z czego dwójka jest moim zdaniem mniej groźna i bardziej komiczna. I bardziej mi się podoba. Za to jedynka (zwłaszcza scena, jak fale przybierają postać groźnego i złośliwego mężczyzny atakującego statek, na którym płyną główni bohaterowie) jest okropna. No i jeszcze uwielbiana przez nas ANASTAZJA. Genialna bajka, choć sceny oddawania duszy piekłu przez Rasputina i w ogóle te jego czary budzą niezłą grozę (zwłaszcza scena, jak zahipnotyzował Anastazję, by wyskoczyła za burtę statku). Co ten Blutch chciał dzieci zastraszyć na śmierć czy co? I pomyśleć, że to Disneya oskarżali, że dzieci starszy.
                  A skoro o strasznych bajkach Disneya mowa, jaką byś wymieniła bajkę Disneya, która cię nieźle nastraszyła? Ja bym wymienił: KRÓLEWNĘ ŚNIEŻKĘ (na pierwszym miejscu), ŚPIĄCA KRÓLEWNA (scena hipnotyzowania Aurory), DZWONNIK Z NOTRE DAME (pamiętasz scenę, jak Frollo śpiewa przed kominkiem? Mroczna. Ale w tej bajce więcej scen przeraża), TARAN I MAGICZNY KOCIOŁ (prawie ciągle straszy choćby postacią Rogatego Króla) oraz WIELKI MYSI DETEKTYW (scena walki Bazyla i Ratigana na Big Benie). I jeszcze częściowo mnie nieźle nastraszył BAMBI (jak zabijają matkę Bambiego). A najbardziej płaczesz na jakiej bajce? Ja na DZWONNIKU oraz na zakończeniu PIĘKNEJ I BESTII oraz ZAKOCHANEGO KUNDLA (jak Lord został przygnieciony przez wóz i wygląda na to, że umrze, ale potem się okazuje, że cudem jednak przeżył). Wracając jeszcze do Dona Blutcha to nie wiem, czy jego nie jest też MAGICZNY MIECZ, ale jednak też nieco ciarki mam na plecach, jak ją oglądam. I czekaj…. Była jeszcze taka bajka o psie imieniem Rover, co z miasta trafił na wieś i zakochał się w miejscowej suczce. I musiał z trudem przystosować się do życia na wsi. Chyba nosiła tytuł ROVER. Kojarzysz? Też chyba Dona Blutcha. Ta też nieźle mnie nastraszyła – zwłaszcza, że nie rozumiałem, kim są gangsterzy występujący w tej bajce. Tematyka tej bajki chwilami jest zbyt poważna jak na dzieci.
                  Widzę zatem, że nawet jeśli będziemy mieli zupełnie odmienne zdanie, to na pewno się ze sobą dogadamy, Małgorzato. Co mnie bardzo cieszy. Wyglądasz mi na osobę rozsądną i z którą można się wdać w dyskusję nawet na temat, na który mamy odmienne poglądy i to bez obawy, że grozi nam sprzeczka. Cieszy mnie i myślę, że możemy sobie kiedyś porozmawiać w cztery oczy na jakiś kontrowersyjny temat. Mam nadzieję, że moja „mroczna natura” nie da mi się wtedy jednak we znaki xD. Hehehehehe. Ale tak na poważnie również zdecydowanie bardziej wolę szczerość niż kłamstwo. Dlatego wierzę, że jeśli ocenisz moją sztukę bądź inne dzieło, zrobisz to szczerze. Liczę więc w tej sprawie na ciebie. Ja również wierzę w Boga, choć mam własne poglądy na jego temat i własny sposób wiary w niego. Myślę jednak, że jakbyśmy o tym porozmawiali i bym ci powiedział co i jak, na pewno uznałabyś, że jeśli nie w całości, to przynajmniej w większości ze mną się zgadzasz. I cieszę się, że dowcipy o Jezusie nie uważasz za profanacji. Są bowiem i tacy, którzy MISTRZA I MAŁGORZATĘ uważają za profanację. Na pewno się domyślasz, dlaczego.
                  Nie ma sprawy, Małgosiu. Ja mogę nieco poczekać na recenzję mojej sztuki. Mnie samo podnieca to, że możesz napisać taką recenzję. Profesjonalna recenzja mojej sztuki. To jest dopiero myśl. Niesamowicie przyjemna i podnoszą na duchu. Nie mogę się jej doczekać, ale spokojnie. Nie poganiam cię ani nic. Poczytaj sobie na spokojnie i dokładnie. I potem dopiero napisz recenzję. xD I jeszcze raz przepraszam za te zwroty „Droga”. Postaram się ich nie dawać. I owszem, zaraz po zadaniu pytania załapałem, o co z tym zaproszeniem chodzi xD. No, a co do spotkania, to cieszę się, że pasuje nam obojgu Wrocław. Mówisz, że lubisz poznawać nowych ludzi. Mam więc nadzieję, że chętnie poznasz mnie :)

                • A może to ośmieszenie ma też odstraszyć dzieci od kibicowania złej stronie? Mi to się notorycznie zdarzało.xD Widziałam filmik o leniwych rysownikach, ale moim zdaniem powinien nosić tytuł- leniwi scenarzyści.xD
                  Ja oglądałam Zakochanego Kundla z nowym dubbingiem i przyznam się, że nic nie wiedziałam o starym. Chyba go gdzieś poszukam...
                  Och, tak- Zakochany Pingwin! Pamiętam te sceny... Jako mała dziewczynka bardzo się bałam, że lew morski zje biedne pingwiny. To była jedna z tych bajek, w których naprawdę podejrzewało się, że zakończenie nie będzie szczęśliwe. Fabuły już nie pamiętam zbyt dobrze, ale wspomnianą scenę aż za bardzo. Jako dziecko akurat uwielbiałam taką grozę w bajkach. Niestety, nie widziałam bajek o lesie. Ale z tego co mówisz, muszą być naprawdę straszne. Chociaż diabełki Rasputina...
                  Disneya nie tylko oskarżali o straszenie ale i o satanizm albo propagowanie seksu, co zawsze mnie śmieszy. Ok, niby facet który postawił tą tezę ma jakieś argumenty, ale zgodzę się tylko z jednym. A mianowicie z tym, że zła wróżka z Śpiącej Królewny, faktycznie może budzić skojarzenia z szatanem(ale nie dopatruję się w tym sympatii dla ciemnych mocy. Przecież bohaterowie z nią walczyli a nie sprzymierzali się). Reszta to nadinterpretacja.
                  Najstraszniejsza bajka Disneya? Trudno mi stwierdzić.... Chyba Król Lew- piosenka Skazy. Tak, w sumie to jedyna bajka jaka mnie straszyła. Byłam raczej odważnym dzieckiem.xD A co do płaczu- Król lew- śmierć Mufasy, Pocahontas- rozstanie z Johnem, Eldorado(wiem, że nie Disney)-Miguel opuszczający miejsce w którym czuł się dobrze, Książę Egiptu- pożegnanie braci, Hercules szukający domu, Dzwonnik-kiedy zrywa łańcuchy by uwolnić Esmeraldę, zakończenie Anastazji... Pewnie w każdej wyszukałabym jakiś wzruszający moment.xD
                  Rovera nie kojarzę ani trochę ale Magiczny Miecz tak... Nie pamiętam jednak czy zakończenie mi się podobało- zależy jakie było. O ile niewidomy pozostał niewidomym to chyba tak. Kocham legendy Arturiańskie, ale ta bajka zbyt mocno zbaczała z tematu o ile pamiętam...xD
                  Nie mam nic przeciwko mrocznej naturze. A rozsądną bym siebie nie nazwała. Jestem cholerykiem i bardzo łatwo mnie zdenerwować a wtedy rozsądek gdzieś paruje. Ja także mam swój sposób wiary, do którego dochodziłam latami i nie wykluczone, że jeszcze kiedyś się zmieni. Ale to będzie tylko moja decyzja a nie odgórny nakaz.xD
                  Nie nazwałabym mojej recenzji profesjonalną.xD To będzie raczej chaos.xD

                • Hmmmm… może i masz rację. W końcu musiano jakoś uzasadnić dzieciom, że zło jest złem, a dobro jest dobrem i zdecydowanie lepiej się trzymać tej dobrej strony. Co nie zmienia faktu, że niektóre czarne charaktery wręcz bawią – weźmy księcia Ighotorna czy kapitana Haka. Więcej bawili niż przerażali. Nie sądzisz? xD. No właśnie, skoro więc widziałaś ten filmik o leniwych rysownikach Disneya to na pewno wiesz, o co mi chodziło. A taka inna ciekawostka – wiesz, że w niektórych bajkach rysownicy dla żartu rysowali postacie z wcześniejszych swoich bajek? W bajce PIĘKNA I BESTIA w początkowej scenie widać łanię jedzącą trawę, a potem rozglądającą się dookoła. To mama Bambiego wyjęta ze sceny, kiedy zaatakował i zabił ją myśliwy. Ponoć w MAŁEJ SYRENCE widać na początku bajki, gdy zjawia się w operze król Tryton na widowni Myszkę Miki, Kaczora Donalda i Goofy’ego. Ale nie mogę się ich nigdy dopatrzeć. Podobnie jest w DZWONNIKU Z NOTRE DAME, kiedy Quasimodo obserwuje w jednej ze scen Paryż, to widać na ulicy Bellę z książką, człowieka trzepiącego trzepaczką latający dywan z ALADYNA oraz Pumbę z KRÓLA LWA upieszczonego z jabłkiem w pysku. Sęk w tym, że nigdy nie mogę znaleźć tej sceny w bajce. xD No i jeszcze taka mała ciekawostka. Na pewno zauważyłaś, że niektóre postacie z bajek Disneya są rysowane na wzór innych, wcześniejszych. Przykładowo Gofer z PRZYGÓD KUBUSIA PUCHATKA był narysowany na wzór Bobra z ZAKOCHANEGO KUNDLA. I jeszcze mewa Blagier z MAŁEJ SYRENKI posłużył za wzór do albatrosa Orvile’a i jego brata Wilbura z bajek o Bernardzie i Biance. Czy Robin Hood (będący lisem) posłużył potem za wzór do lisa Toda z bajki LIS I PIES.

                • A propos kojarzysz taką bajkę PRZYGODY MAŁEGO NEMO W KRAINIE SNÓW? Piękna i wspaniała bajka z mego dzieciństwa, właśnie anime. Ale chwilami jest tak groźna, zwłaszcza gdy pokazują walkę złych koszmarów z dobrymi snami, jak widzimy na początku bajki koszmar głównego bohatera, że ściga go latający pociąg lub w środku bajki koszmar, że zatapia go wylewający się ocean… No i jeszcze sama walka małego Nemo z Księciem Koszmarów…. Brrr… wciąż mam ciarki, gdy sobie tego księcia przypomnę.
                  Mnie się bardzo miło z tobą rozmawia i trudno mi nieco uwierzyć, że jesteś cholerykiem i kiedy wpadniesz w trans złości, trudno z tobą wytrzymać. Myślałem, że tylko ja taki jestem. Ale może dlatego tak bardzo poczułem do ciebie sympatię. Jesteś jakby żeńską wersją mojej skromnej osoby, ma się rozumieć z dużymi zmianami xD. Tym bardziej musimy się więc poznać. A co do recenzji, ja wierzę w to, że ona będzie doskonała. Wbrew temu, co o niej mówisz. Ja wierzę w to, że będziesz umiała stworzyć wiekopomne dzieło recenzenckie, które będzie opisywać twoje prawdziwe odczucia wobec mej sztuki. Przede wszystkim jednak mam nadzieję, że ci się ona spodoba xD.

                • Wiesz, tak sobie przypomniałem, że mocno mnie swego czasu nastraszyła bajka PINOKIO Disneya. Niektóre sceny są przerażające. Sama przemiana Knota w osła jest ukazana strasznie, zaś potem pościg groźnego kaszalota za Pinokiem i jego ojcem jest mrożący krew w żyłach. No, a ZAKOCHANY PINGWING Dona Blutha sceną ucieczki przed lampartem morskim albo przed stadem orek budzi naprawdę wielki strach. Albo AMERYKAŃSKA OPOWIEŚĆ, gdzie opisałem już wyżej scenę burzy morskiej żywcem chyba wziętej z horroru. Albo wspominany przez ciebie POWRÓT KRÓLA ROCK AND RULLA, która prawie ciągle jest przerażająca. No i te diabełki Rasptunia z ANASTAZJI. Ale pomyliłem się – DOLINA PAPROCI ani PEWNEGO RAZU W LESIE nie są Blutha. Ale obie są chwilami groźne. W drugiej scena, jak przez głupotę ludzi rozbija się cysterna z gazem, gaz się ulatnia i zwierzęta umierają. Scena na pewno nieźle by nastraszyła niektóre dzieci. Ale to i tak nic w porównaniu z DOLINĄ PAPROCI z okrutnym duchem uwięzionym w drzewie, który potem przypadkiem uwolniony sprawia, że drwale mający jedynie wyciąć stare, spróchniałe drzewa zaczynają niszczyć całą tytułową dolinę… ten duch jest taki, że aż mrozi krew w żyłach. Podobnie narysowany jest jak Szatan z bajki FANTAZJA 1940. Widziałaś tę bajkę? Niezła, zwłaszcza podoba mi się utwór UCZEŃ CZARNOKSIĘŻNIKA ukazujący niemą bajkę dołożoną do muzyki Paula Dukasa. I nawiasem mówiąc bajka stworzyła doskonałą ikonę bajek Disneya – Myszkę Miki ubraną w szaty czarodzieja i ze szpiczastą niebieską czapką w białe gwiazdki. Jeśli masz jeszcze stare bajki Disneya na VHS, to na pewno pamiętasz, że zaczynały się one od postaci właśnie tak ukazanej Myszki Miki prezentującą napis „Walt Disney przedstawia”. Aż się łezka w oku kręci.

                  I niech cię nie zdziwi, że podzieliłem wiadomość na kilka części. Miałem niestety jakiś mały problem i nie chciało mi wpisać całej wiadomości. Pisało, że jest niezgodna z regulaminem. Cóż... chyba pozwalam sobie w niej niekiedy na zbyt swobodną przemowę i pewnie stąd ten problem. Ech.... nie mają się czego czepiać xD

                • Wiesz, tak sobie przypomniałem, że mocno mnie swego czasu nastraszyła bajka PINOKIO Disneya. Niektóre sceny są przerażające. Sama przemiana Knota w osła jest ukazana strasznie, zaś potem pościg groźnego kaszalota za Pinokiem i jego ojcem jest mrożący krew w żyłach. No, a ZAKOCHANY PINGWING Dona Blutha sceną ucieczki przed lampartem morskim albo przed stadem orek budzi naprawdę wielki strach. Albo AMERYKAŃSKA OPOWIEŚĆ, gdzie opisałem już wyżej scenę burzy morskiej żywcem chyba wziętej z horroru. Albo wspominany przez ciebie POWRÓT KRÓLA ROCK AND RULLA, która prawie ciągle jest przerażająca. No i te diabełki Rasptunia z ANASTAZJI. Ale pomyliłem się – DOLINA PAPROCI ani PEWNEGO RAZU W LESIE nie są Blutha. Ale obie są chwilami groźne. W drugiej scena, jak przez głupotę ludzi rozbija się cysterna z gazem, gaz się ulatnia i zwierzęta umierają. Scena na pewno nieźle by nastraszyła niektóre dzieci. Ale to i tak nic w porównaniu z DOLINĄ PAPROCI z okrutnym duchem uwięzionym w drzewie, który potem przypadkiem uwolniony sprawia, że drwale mający jedynie wyciąć stare, spróchniałe drzewa zaczynają niszczyć całą tytułową dolinę… ten duch jest taki, że aż mrozi krew w żyłach. Podobnie narysowany jest jak Szatan z bajki FANTAZJA 1940. Widziałaś tę bajkę? Niezła, zwłaszcza podoba mi się utwór UCZEŃ CZARNOKSIĘŻNIKA ukazujący niemą bajkę dołożoną do muzyki Paula Dukasa. I nawiasem mówiąc bajka stworzyła doskonałą ikonę bajek Disneya – Myszkę Miki ubraną w szaty czarodzieja i ze szpiczastą niebieską czapką w białe gwiazdki. Jeśli masz jeszcze stare bajki Disneya na VHS, to na pewno pamiętasz, że zaczynały się one od postaci właśnie tak ukazanej Myszki Miki prezentującą napis „Walt Disney przedstawia”. Aż się łezka w oku kręci.

                • Kurczę, dziś rozryczałam się na Zakochanym kundlu... Im jestem starsza, tym łatwiej się wzruszam. To chyba znaczy, że moja wrażliwość ewoluuje? A może wreszcie rozumiem co to znaczy mieć psa?xD
                  Właśnie przeszukałam internet w poszukiwaniu wspomnianych przez Ciebie scen i o ile mi ich nie wskazali na obrazku, to sama bym się ich nie dopatrzała.xD To zaskakujące i ciekawe rozwiązania. :) To takie smaczki...
                  Gofer faktycznie zawsze kojarzył mi się z bobrem.xD
                  Nemo jakoś nie kojarzę, ale może dlatego, że nigdy nie przepadałam za mangą...
                  Bez przesady z tym wiekopomnym działem recenzatorskim, naprawdę...xD Postaram się.xD
                  Wg mnie trudno poczuć do kogoś symaptię przez Internet.
                  Fantazję kojarzę, niestety nigdy całej nie widziałam...Jak wiele zaległości muszę nadrobić. Tyle filmów i bajek do obejrzenia, tyle nauki, tyle książek do przeczytania...I tyle do napisania! Jak znaleźć czas?!xD Teraz akurat powróciłam za sprawą siostry do Serii Niefortunnych Zdarzeń czytanej w dzieciństwie. Znasz może?
                  P.S. Masz może konto na lubimyczytać?

                • Wiesz, jeśli chodzi o wzruszanie się, to naprawdę doskonale cię rozumiem, moja droga. A jeśli chodzi o bajkę ZAKOCHANY KUNDEL to płaczę, kiedy jeden z przyjaciół Lady Lord (w nowym dubbingu Wiarus) zostaje przygnieciony przez wóz rakarza i wygląda na to, że nie żyje. Ale potem na końcu się okazuje, że jednak przeżył i wszystko jest w porządku. Płaczę również na końcu PIĘKNEJ I BESTII oraz na DZWONNIKU Z NOTRE DAME i niekiedy też na HERKULESIE. Ja kiedyś miałem psa, ale obecnie niestety nie mam. Najbardziej teraz pragnę mieć kota. Najlepiej samca i to czarnego z zielonymi lub żółtymi oczkami. Nazwałbym go Behemot. Na pewno się domyślasz, dlaczego xD

                  Wiesz... a mogłabyś mi, moja droga, pokazać dokładnie, w którym momencie widać te sceny? Mówisz, że znalazłaś w necie. Jak to zrobiłaś? Ja próbowałem znaleźć, ale niestety mi się to nie udało. Okropność. Możesz mi w tej sprawie pomóc? Byłbym ci wdzięczny. Bo w DZWONNIKU Z NOTRE DAME oraz w MAŁEJ SYRENCE chciałbym zobaczyć dokładnie kiedy, gdzie i jak są takie sceny, gdzie wykorzystano inne postacie z bajek Disneya. Jeśli chodzi o PIĘKNĄ I BESTIĘ łatwo dostrzec na początku w lesie mamę Bambiego. Ale te pozostałe szczegóły tylko czytałem. Niestety za nic w świecie nie mogłem ich dostrzec. Pomożesz mi? xD

                • Mam dokładnie takiego kota jakiego chcesz na zbyciu. Moja kotka ostatnio urodziła pięć kociąt i jeden jest wypisz wymaluj taki sam!xD To nasz(mój i siostry) ulubieniec... Mam też na zbyciu 8 szczeniaków... Posypało się tego w tym roku.xD Moja babcia jest czymś na kształt Violetty Villas jeśli chodzi o ilość zwierząt.xD Zgadnij kto potem musi się tym zajmować...
                  Ale to z jednej str cudowne- wyrobiłam w sobie ogromną miłość do zwierząt i coś na kształt altruizmu.
                  Już daję Ci linki do tych scen, nawet postacie są podpisane ale i tak słabo widać. Proszę:
                  http://www.youtube.com/watch?v=w7HaMUzs_Gw - Bella, dywan i Pumba w Dzwonniku.

                  Tutaj jest świetna strona o podobnych:
                  http://www.listal.com/list/intertextual-disney (kilka stron, i naprawdę ciekawe!)

                  Co do Arielki i Miki nie mam filmiku, ale na obrazkach też to widać:
                  http://www.google.pl/imgres?sa=X&biw=1280&bih=880&am...

                  Koniecznie załóż sobie konto! To naprawdę przydatna sprawa. Ja tam lubię jak coś kończy się łzawo. Mam taki melancholijny charakter.xD
                  P.S. "Moja droga" to śpiewał Frank Sinatra, Ty miałeś zaprzestać takiego tytułowania mnie.xD

                • Oj tak, bardzo chciałbym mieć małego czarnego kotka. Tylko musiałabyś do mnie przyjechać i i go podarować. Bo chyba w paczuszce to jakoś nie da się go przesłać. No to dużo masz szczeniaczków, nie ma co. Ale na serio strasznie bym chciał kotka takiego właśnie, jak ci opisałem. A jakiej rasy są te szczeniaczki, Małgosiu? :) Ja sam bardzo lubię zwierzęta, choć nie wszystkie. Nie cierpię owadów żądlących, zwłaszcza os i szerszeni. Ale to chyba zrozumiałe i naturalne :)

                  Obejrzałem te linki, które mi podałaś. Zwłaszcza tę stronę ze zdjęciami i muszę przyznać, że naprawdę rysownicy Disneya mieli poczucie humoru, że swoje postacie wykorzystywali w różnych bajkach. Przykładowo w WIELKIM MYSIM DETEKTYWIE te zabawki w kształcie słonika Dumbo czy Bestii :) Ale te szczegóły z MAŁEJ SYRENKI oraz DZWONNIKA Z NOTRE DAME bez filmiku sam bym nie dostrzegł, bo niestety są one tak malutkie, że trudno je dostrzec :) Ale jak oglądałem te zdjęcia to przypomniałem sobie, że rzeczywiście w bajce 101 DALMATYŃCZYKÓW widać postacie z ZAKOCHANEGO KUNDLA, podobnie jak w OLIWERZE I SPÓŁCE.

                  No cóż, muszę w takim razie koniecznie sobie tam konto założyć. Lubię Czytać to się nazywa?

                • Owszem, ja sam wiele bajek i filmów chciałbym obejrzeć. Niektóre z nich w ogóle nie widziałem, inne z kolei widziałem tylko raz w życiu lub bardzo dawno temu. I niestety wciąż nie mam do nich dostępu, ale szukam. Co do tej Serii Niefortunnych Zdarzeń nie spodobało mi się wcale, bo wszystko się tam ciągle kończy źle. To niestety nie specjalnie mi odpowiada. Wolę happy endy :) A więc będę czekał na twoją recenzję. Jestem naprawdę jej ciekaw. No i twojego zdania o mojej sztuce. Może to dziwne, ale naprawdę polubiłem cię przez Internet. Naprawdę.

                  PS. Nie, nie mam konta, ale jednak muszę sobie założyć.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: