Rittner Rittner

Swoją płytkością obrazuje zapaść kultularną ostatnich dwóch dekad, właściwie wchodzi w obszar prymitywizmu, w obszar intelektualnej pustki. Krytykujecie PRL, ok, ale róbcie to przynajmniej w ambitny, głęboki sposób, próbując przynajmniej zadawać pytania o przyczyny, o psychike, o powody.

  • lightning_3

    moim zdaniem film nie krytykuje tego okresu , akcja dzieje się gdzieś na zapadłej wsi i mogła by wyglądać podobnie zarówno dziś jak i dużo wcześniej np w latach 20

  • piaskowy

    Czy można opluć coś, co jest same w sobie plwociną? Ten film nie jest ambitny? Ten film nie rzuca pytań? Oglądałeś go w ogóle?

    • Rittner Rittner

      Lepiej spróbuj dojrzeć w jakiej "plwocinie" obecnie tkwisz, jaki raj fundują Ci za plecami chłopcze wychowany na dobrobycie na kredyt.

      • piaskowy

        Wypraszam sobie osobiste wycieczki. Używaj argumentów, a nie epitetów. Widać, że albo nie oglądałeś tego filmu, albo kompletnie go nie zrozumiałeś. Choć rzecz dzieje się w czasach komunistycznego bagna, reżyser jednoznacznie, na każdym kroku, aż do bólu pokazuje nam, że z tamtego bagna jeszcze nie wyleźliśmy, jako społeczeństwo, jako państwowość. Jest w tym filmie taka symbolika, że na rzyganie bierze i wspominając tamten czas, i obserwując obecną rzeczywistość.

        • Rittner Rittner

          Rzyganie, plwociny. Może takiego języka używasz w domu, ale daruj sobie to w internecie. Nie użyłem wobec Ciebie żadnego epitetu, więc nie dramatyzuj. Miej świadomość, że Polska to wieczne bagno, z tą różnicą, że za PRL mieliśmy sztukę, którą ceniono na całym świecie.

          • piaskowy

            Dziwny gość z ciebie, plujkujesz na lewo i prawo a innych pouczasz. Bagno, rzygowiny, plwociny, i syf. Ponad połowę życia przeżyłem w tamtej rzeczywistości. Miałkość wszystkiego (film, literatura, teatr) co powstało po 89 roku wywodzi się z takiej, jak twoja postawy, postawy grubej kreski. Michnik zafundował nam powolne gnicie w zdemoralizowanym państwie sterowanym przez esbecki aparat Kiszczaka i Bzyka. Na kłamstwie, fałszu i obłudzie nigdy niczego wartościowego nie zbudujemy. Tajniacy spacyfikowali zryw narodu, a zdrajcy zapewnili im nietykalność. jesteśmy murzynami we własnym kraju. Od 45 roku.

            • Rittner Rittner

              Co uważasz za miałkość? Hasa, Zanussiego, Kieślowskiego, czy nawet Wajdę? Może Kantora, Hanuszkiewicza? Drzeżdzona, Stachurę, Ewę Lipską? Lutosławskiego, Serockiego, Góreckiego? Wiesz, ilu reżyserów takich jak Tomasz Żygadło, autor wspaniałej Ćmy, po 89r nie miało możliwości robienia filmów?

              • piaskowy

                Miałkość polskiej kultury po 89 roku. Wszystkie nazwiska, które wymieniłeś, to moja biblia. Okazuje się, że mamy podobne poglądy, ale Ty "przyogólniłeś", nagiąłeś Smarzowskiego do tej całej sieczki, którą i ja krytykuję. Więc mówię, dziwię się, że nie poznałeś się na maestrii "Domu złego".

                • piaskowy

                  Kosiński to hochsztapler literatury. Wajda jest jak bezzębny tygrys. Spalił Katyń, spalił jak amator. A teraz ośmiesza się z Wałęsą.

                  • Rittner Rittner

                    Wajda ma ten sam problem co Herzog. Wypalenie się. Powtarzali im tak długo że są dobrzy aż przestali szukać, uznali, że znaleźli, a to jest błąd.

                    • piaskowy

                      Herzog kręci niesamowite dokumenty, absolutnie nie stoczył się jak Wajda do roli politycznej marionetki.

                • Rittner Rittner

                  Wybacz, ale nie widzę żadnej maestrii. W ogóle mam problemem z dojrzeniem samego reżysera w jego filmach. Myślę Tarkowski, to czuję ten spokój, subtelność, niby nie ma jakiegoś charakterystycznego montażu, pracy operatora, ale gdy widzę 10sek jakiegokolwiek jego filmu to wiem, że to on. Podobnie jest z Hasem, Paradzanowem, czy nawet z Herzogiem. Oni mają indywidualność, możesz ich lubić, albo nie, ale wiesz, że w filmach dają coś własnego. A Smarzowski? Widzę sceny, ale te sceny nic nie mówią o pracy reżysera, nie widzę jego pracy, jakby stosował ten sam sposób pracy w swoich telenowelach i ten sam w filmach. W tych filmach nie ma reżysera. Jest epatowanie płytkością, sami bohaterowie z jego filmów są płytcy, ale zadaje sobie pytanie gdzie jest ręka reżysera? Tego nie znajduję.

                  • piaskowy

                    Właśnie dostrzegasz tą rękę! Brawo! Najlepszym sędzią piłkarskim jest ten, którego jakby nie było, a widowisko toczy się wg. własnej dramaturgii. Podobny zabieg stosuje Smarzowski, jest najważniejszym twórcą, od niego wszystko zależy, a ma się wrażenie, że wszystko rozgrywa się bez jego udziału! Widz wchodzi w akcję filmu, jak w prawdziwe życie. Przecież nie pytasz, kto Ci reżyseruje Twoje życie? Maestria to te niesamowite wręcz niuanse, koronkowe, nasycone, a jednocześnie czytelne. To gra aktorska, w której jakby nie było aktorów, a autentyczne postacie. Von Trier może tylko pomarzyć o takiej naturze grania! Świetnie to zauważyłeś, nie widzę reżysera, widzę sceny, czyż to nie majstersztyk? Czyż to nie marzenie twórcy? I daj spokój już z tą płytkością. Dawno nie widziałem takiego nafaszerowania symboliką, toż to Wajda za najlepszych lat! Nie widziałem "Róży", ale "Dom zły" stawiam obok "Przesłuchania". I jakoś nie przeszkadza mi, że najukochańsze kino to "Dersu Uzała", "Rękopis...", "Instytut Benjamenta" czy "Stalker". Na półce obok Wariacji Goldbergowskich Goulda stoi "Last Rights" Skinny Puppy. Bo to różne oblicza tej samej choroby przenoszonej drogą płciową...

          • bezumbezum

            jak Ci tak strasznie brakuje komuny to wyjedż sobie do Korei

  • lukgrz123

    Kolega się wybitnie uwziął na Wojciecha Smarzowskiego. Jedzie równo jego wszystkie filmy jak leci. Ciekawe ile mu za to płacą -.-

    • Rittner Rittner

      Nie muszą mi nic płacić, żebym wiedział, że ten pan nadaje się tylko do kręcenia telenowel. Zastanów się nad pracą kamery w jego filmach, weź pod uwagę czysty warsztat reżyserski, sposób pokazania zdarzeń, osób. Nie dostrzegasz jakie to płytkie i słabe? Dlaczego nikt w Europie tych filmównie chce oglądać tak jak kiedys Hasa, Wajde, Kieślowskiego, Żuławskiego?

      • piaskowy

        Wszystko co piszesz wygląda dokładnie odwrotnie. W końcu jest reżyser, który potrafi odnaleźć się we współczesnej stylistyce, nie tracąc artyzmu. Nagrody i sława są w pełni uzasadnione. Przygotuj się bracie na katusze, Smarzowski już jest wielki, a będzie jeszcze większy.

        • Rittner Rittner

          Sława? Hehe gdzie? W państewku nad Wisłą, który jest prowincją Europy? Żarty sobie stroisz? Polska nie jest miarą niczego, żadne zjawisko kultularne nie powstało tutaj od 20lat, które by miało wpływ na Europę, kulturę Europy. Wielki to jest Twój dyletantyzm na temat artyzmu, sztuki. Kino rosyjskie ostatnich lat sobie pooglądaj to zrozumiesz dlaczego świeci sukcesy na całym świecie, a nie autora jakieś Brzyduli, Na wspólnej itd.

          • piaskowy

            Chachacha... współczesne kino rosyjskie? A co masz na myśli? Tak się składa, że Rosjanie nie zrobili tak samo jak my, nic co mogłoby stać nawet na półce obok dzieł kina radzieckiego.

            • Rittner Rittner

              Mylisz się Kolego. Rosyjskie kino ostatnich lat odradza się na nowo prezentując naprawdę bardzo ciekawe spojrzenia i na przeszłość, i na teraźniejszość Rosji. Na początek chocby Faust nagradzany ostatnio na całym świecie, chocby Wenecja. Milczące dusze, chociaż akurat tego filmu nie jestem wielbicielem, ale... Nie będę orginalny jak napiszę w tym miejscu film Wyspa. Kino rosyjskie można obejrzeć choćby na Wojnie i pokoju, tv religia, naprawdę jest tego sporo. Np. film Przemiana na podstawie Kafki, może nie tak znakomity jak Zamek z lat 90, ale także wart uwagi. Schowajcie mnie pod podłogą, bardzo przygnębiający film. Biograficzny film o Brodskim. Mógłbym Ci napisać jeszcze wiele tytułów kina rosyjskiego, ale myślę, że najwaźniejsze jest to że autorzy nowego kina rosyjskiego nie boją się wyzwań, biorą na warsztat godne uwagi tematy i robią to naprawdę znakomicie. I czy to jest temat stalinizmu, czy choćby taki Kafka, to ma to świeżość, swoją wartości. Robią również różnych Tarasów , ale to nie dominuje w ich kinie jak w naszym Popiełuszko, Czarny czwartek, Róża, Dom zły, czyli filmy te same o tym samym na tym samym złym poziomie.

              • piaskowy

                Mieszasz gatunki, style, reżyserów i odbiorców. Trudna dyskusja. Kino ogólnie straciło swą moc, czasy zmieniają się. Nie ma i nie będzie już filmów wpływających na obraz świata. Tak jak nie pojawi się Da Vinci, nie pojawi się Has. Szkoda, że spłycasz kino Smarzowskiego. Dla mnie "Dom zły" to poezja, uczta, nie wolno stawiać go obok gniotów na poziomie "Katynia" Wajdy. Obserwuję, że kino Smarzowskiego staje się kinem kultowym, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Kręcenie reklam, seriali, nie ma tu nic do czynienia. Bez patosu, prosto i "kameralnie", skromnie. I z wielką mocą, jak u Munka. Pamiętasz "Eroicę"? Szkoda, że nie widzisz tego samego rysu, tego samego spojrzenia, wręcz maestrii. Obejrzyj jeszcze raz, na spokojnie. Od pierwszych ujęć, taki sam siarczysty mróz, ten sam worek papierosowych odpadów, to same pijaństwo, znam to aż do bólu, i nawet mnie ta maestria przeraża. Bo piękno musi przerażać.

                • Rittner Rittner

                  Nie, nie, nie, aż chce się powiedzieć za Schulzem: nie tykajcie czasu! Nie tykajcie Munka! Eroicka to klasa sama w sobie. Mógłbym uznać, że Smarzowski też szuka ironii jak Munk, chce oskubać rzeczywistość z patosu, tej pompy społecznej, fałszywej powagi. Nie udaje mu się to jednak. A nie udaję bo zadowala się płytkością, bombardowaniem tępymi postaciami, jakimś prymitywizmem ich działań. Tak, żaden alkoholik uliczny nie powie takiego dialogu jak Fijewski w Pętli, genialne słowa Hłaski, w tych słowach jest jednak fałsz postaci, pewnie takiemu pijakowi bliżej do postaci z Domu złego, gdzie ludzie są niezdolni do takiej percepcji, takich myśli, Smarzowski w tym względzie bardziej jest realny, ale ale ale nam potrzeba w kinie, w sztuce przeszukania, wydobycia pełni rzeczywistości, potrzeba nam takich słów jak te Fijewskiego, bo żeby usłyszeć tępy bełkot pijaka to można stanąć pod monopolowym, a kino jest od poszukiwań, wchodzenia w głąb. Has to osiąga. Smarzowski nie. Smarzowski powiela.
                  Dla mnie Nieruchomy poruszyciel, przy całej swojej wtórności, jest o niebo lepszy od Smarzowskiego, to zawieszenie, bogactwo postaci, taki nawet Generał, zastanawia nas koleś, jest skomplikowany, ma myśli. A bohater Domu złego? Bez wyrazu.

                  • Rittner Rittner

                    Powiela taką uliczną rzeczywistość. Może stąd jego kultowość. Choć ja uważam, że obecny system wytworzył taką potrzebę, żeby odciąć się za wszelką cenę od dzieł PRL. I ludzi odcinają się od tego, bo to jest złe wg nich. I Smarzowski wypełnia i lukę po tej amputacji, i w dodatku sam amputuję bo mówi PRL be, Ruskie to same gwałty itp. I podoba się. Dlaczego Nieruchomy poruszyciel nie stał się kultowy? Nie tylko dlatego że jest bardzo skomplikowany, ale dlatego że nie chce wpisywać się w te stereotypy, w tą amputację Smarzowskiego. A jest kinem nieporównanie lepszym.

                    • piaskowy

                      Odcinanie się??? Kino Smarzowskiego jest odcinaniem się od PRLu? Człowieku, nie wiesz co mówisz. Masz jakiś stereotyp w głowie i nie potrafisz zaakceptować, że w końcu ktoś językiem filmu otwiera ludziom oczy. Każda scena, każdy szczegół jest prawdziwy, przerażająco prawdziwy. Uliczna rzeczywistość to manipulacja, w której sieci znajduje się całość naszego życia polityczno-społecznego. I choćby w tym kontekście, Smarzowski brutalnie dokonuje demanipulacji. Przecież z "Domu złego" aż bije po oczach tak niesamowita konstatacja... "kur...a, przecież tu nic się nie zmieniło"....

                    • piaskowy

                      Niańczymy to urodzone ze zdrady, w miejscu zbrodni dziecko. Nie zgadzasz się z tym? Dobranoc.

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: