POLECAM SERIAL 6 CZESCI

TEN FILM TO PRZY TAMTYM JEST TYLKO NAMIASTKA PIEKNEJ KSIAZKI

41
  • A ja polecam książkę. I film, i serial to tylko cudze spojrzenie na świat wykreowany przez Jane Austen. Warto zyskać własne, przy którym tamte to tylko namiastka :-)

    • masz racje, ze ksiazka jest naj:) ale wybierajac pomiedzy filmami to serial jest lepszy:)

      • Serial BBC jest lepszy na pewno w jednym: oferuje trzykrotnie dłuższe obcowanie ze światem Jane Austen :-)
        A serio: pod wieloma względami jest idealną adaptacją, jednak w pewnych momentach zawodzi. Mam wrażenie, że te nieidealne miejsca świetnie wychwycili twórcy filmu, budując swoją wizję na kontraście wobec serialu.

        Przede wszystkim film pokazał bohaterów – którzy w powieści są młodzi lub bardzo młodzi – jako autentycznie młodych ludzi. Jennifer Ehle jest doskonałą aktorką, jej Elizabeth jest jednak zbyt poważna jak na 20-latkę, która w powieści ma nie tylko żywy umysł, ale też usposobienie, uwielbia żartować. Skłonna do śmiechu Elisabeth Keiry Knightley jest zaskakująca wobec poprzedniej kreacji, jednak nie jest w niezgodzie z duchem powieści. Grający pana Wickhama Adrian Lukis dobiegał czterdziestki, a powinien być nieco młodszy od pana Darcy’ego – zresztą Colin Firth też nie wygląda na 28-latka... ale jest tak perfekcyjny w tej roli, że byłabym małostkowa, wypominając mu wiek :-)

        Serial mocno ciąży w stronę satyry, i o ile kreacji sióstr Bingley nie będę się czepiać, o tyle trudno mi się zgodzić z karykaturalną panią Bennet i odstręczającym fizycznie panem Collinsem. Powieściowa Mrs Bennet jest kobietą niemądrą i pustą, jednak bardzo kocha swoje córki. W serialu jest wręcz odrażająca w swojej głupocie i egoizmie. Widz zaczyna się zastanawiać, dlaczego rodzina w ogóle wypuszcza ją z domu, skoro przynosi taki wstyd. W filmie pani Bennet jest nadal irytująca, ale dobra i kochająca i łatwo uwierzyć, że pomimo jej wad rodzina kocha ją i troszczy się o nią. W ogóle filmowa wizja rodziny wydaje mi się znacznie bliższa i powieści, i temu, co wiemy o relacjach rodzinnych w tamtych czasach – w tym samej Jane Austen.

        Co jeszcze... Dumna poza pana Darcy’ego wynikała, jak się okazało, z nieśmiałości („I am ill-qualified to recommend myself to strangers”). Tej cechy zabrakło u pana Darcy’ego Colina Firtha, dlatego wyposażono w nią Matthew Macfadyena. To chyba pierwszy pan Darcy, który ma problemy osobowościowe – i pierwszy pan Bingley, który nie wie, jak się zachować (oświadczyny). Wydaje mi się to bardzo prawdziwe – i znowu: nie jest niezgodne z duchem powieści.

        Longbourn jest nie tylko domem Bennetów, jest też posiadłością ziemską i gospodarstwem, co może oznaczać, że pan Bennet – choć dżentelmen – osobiście nadzorował niektóre prace, a nie tylko czytał w gabinecie... A Elizabeth znała zamieszanie towarzyszące wyganianiu świń z ogrodu :-) W filmie przełamano tradycję pokazywania jedynie dworu, bez towarzyszących mu zabudowań gospodarczych, i jest to ukłon w stronę realizmu.

        Podsumowując: lubię i cenię obie ekranizacje, każdą za coś innego. W obu są absolutnie genialne sceny: w serialu pan Darcy patrzący rozkochanym wzrokiem na Elizabeth grającą na fortepianie, w filmie - rozmowa Elizabeth z Charlottą Lucas o jej zaręczynach. Perełki.

  • Zgadzam się całą sobą. Jestem rozczarowana tak marną adaptacją. (Darcy, jaki by nie był, uwodzi!)

  • Zgadzam się absolutnie! Serial był cudowny. Film, nie dość że pominął lub zmodyfikował znacząco wiele ważnych wątków, to chwilami zupełnie nie szedł w parze z realiami epoki. Bardzo słaba ekranizacja. Zastanawiałam się, czy twórcy w ogóle czytali książkę. A Keira w roli Elizabeth to nieporozumienie. (Bingley czaruje jak zawsze)

  • Zdecydowanie! Obejrzałam ten film, ale byłam zdegustowana, tym co zobaczyłam. Film nie ma w sobie tej magii i uroku, jaki daje nam serial, aktorzy są wręcz fatalnie dobrani (a już Elizabeth i pan Darcy to kompletne pomyłki). Ja rozumiem, że w filmie mieli mniej czasu niż w serialu, ale już choćby "Rozważna i romantyczna" Anga Lee jest zrobiona o niebo lepiej! Elizabeth w wykonaniu Knightely nie ma nic z XIX-wiecznej młodej damy, jest niemiła i opryskliwa. Z tej "ekranizacji" zapamiętam jedno - Elizabeth zdecydowanie zakochała się w Darcy'm tylko ze względu na jego bogactwo - zdecydowanie brakuje tu wyjaśnienia skąd nagle wzajemna niechęć przerodziła się w miłość. Serial nie dość, że pokazuje wszelkie rozterki bohaterów i ich stopniowo zachodzące zmiany, no i zdecydowanie przenosi nas w tamte czasy. Nie polecam filmu!

    • Nie wiem kto lansuje Keirę. Jest jakaś taka sztywna, nieautentyczna, kładzie większość filmów w których wciela się w postaci już wcześniej filmowane. Tak samo nie podobała mi się w Anne Kareninie. Może to wina złych filmów, a nie jej bo akurat w roli Księżnej była dobra. Może po prostu jej nie lubię. Serial za to jest idealny. Przede wszystkim aktorzy pasują do swoich ról i widać irytację, a potem miłość.

      • Czasem się też nad tym zastanawiam, kto ją lansuje. Nie pamiętam żadnej jej roli, w której by mnie zachwyciła. Co najwyżej jest średnia. Najczęściej ma za zadanie po prostu być, bo jest ponoć ładna. No niby jest, ale z drugiej strony jej chudość zabija jej urodę. Zresztą, jej uroda w ogóle nie pasuje do filmów "historycznych". W "Doktorze Żywago" moim zdaniem była fatalna, zresztą cała ta ekranizacja była straszna. a "Duma i uprzedzenie" w wersji serialowej jest po prostu dużo lepsza.

  • Popieram. Ten serial jest nie do pobicia. Chociaż osobiście bardziej doceniam piękno filmowej Jane.
    Oczywiście rozumiem, że to kwestia różnicy epok i doceniam, że klasyczne rysy serialowej Jane znacznie bardziej pasują. Dlatego to moja subiektywna opinia

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: