Aż nie do wiary...

że Christopher Nolan, wizjoner kina, mistrz, twórca misternych i wielopłaszczyznowych opowieści, nakręcił tak słaby film. Powiem więcej -film zły! Co my w tym filmie mamy - rzędy karnie stojących zanurzonych w wodzie (z niewiadomego powodu) żołnierzy, trzy Spitfire'y dysponujące niemal nieograniczoną ilością paliwa i amunicji, kilka Stukasów (?) i Heinkli, no i cywilną łódkę, która w magiczny sposób wyławia kolejne ofiary niemieckich ataków. Generalnie - dostajemy dziwaczny erzatz wojny, który nie angażuje nas przez chwilę w żaden sposób w oglądany obraz. Możemy najwyżej powiedzieć: "Aha, Dunkierka, ale dlaczego film jest taki nudny?" Bo, niestety, film jest nudny i, co najgorsze, od początku aż do końca. Jest nijaki.
Najgorsze, że odnosimy wrażenie, iż obcujemy z filmem niskobudżetowym, bo przypuszczalnie lwią część budżetu pochłonęło wynagrodzenie dla reżysera i odtwórcy (?) głównej (?) roli Toma Hardy'ego. Nie da się też nie wspomnieć o posiadaczu czterech sutków, gwieździe niezbyt ambitnej grupy One Direction, czyli Harry Stylesie, który w tajemniczy sposób, "przypadkowo", ze "zwyczajnego castingu" zadebiutował w tym obrazie. W zasadzie nie ma żadnego powodu, aby dokładniej rozpisywać się nad wszystkimi słabościami tego filmu, który być może przemawia do angielskiej widowni, lecz dla innych jawi się jako nieciekawe, nic nie mówiące obrazki, ukazujące jedynie słabość brytyjskiej floty i brytyjskiego lotnictwa.

206
  • Bzdury, wszędzie bzdury... Na serio coś nie halo z wami jest albo z krytykami...

  • Podzielam opinię, spodziewałam sie po Nolanie prawdziwej uczty filmowej a wyszłam z niesmakiem. Film zupełnie obojętny, losy bohaterów nijak nie poruszyły moich uczuć a nieścisłości kolą w oczy - choćby temat z prywatnymi łódkami, które miały być rekwirowane przez wojsko do transportu żołnierzy, a kiedy przypłynęły na wszystkich byli ich właściciele :(

  • Każdy ma prawo oceniać film jak chce, chociaż z ta oceną nie mogę się zgodzić. W tym filmie nie chodzi o wybuchy, nie chodzi o to zeby pokazać stronę militarną wojny. Można sie przyczepić że jak na 400 tys żołnierzy i 800 łodzi to na ujęciach trochę ich maławo, ale trzeba też zrozumieć że nie o to w tym filmir chodzi. Reżyser mówi nam "skupcie się na postaciach", nie bohaterach juz nawet nie żołnierzach ale zwykłych ludziach którzy kierując się instynktem przetrwania zrobią wiele żeby się wydostać z piekła. Dziwi Cię, że stoją w kolejkach niewiadomo po co? To ja zapytam a co im pozostalo? Wiedzą, że jedyną drogą ucieczki jest znaleźć się na statku, łodzi czy czymkolwiek co pozowli im odpłynąć z tego miejsca, stoją więc owładnięci, otępiani jedną myślą czekać na ratunek, być jak najbliżej bo kto pierwszy ten lepszy, bo może nie wystarczyć dla kogoś miejsca. Być może dla kogoś lepszą narreacja jest ta w stylu Przelczy ocalonych, gdzie z gory rezyser narzuca wizje oceny, od pierwszej sekundy nie ma sie watpliwosci ze mamy do czyniena z bohaterem a ciężar patosu jest nie do zniesienia. Dunkierka to dla mnie film piekny, kameralny a Nolan wspial sie na wyżyny.

    • +malwina
      Cóż, oceniamy ten film po swojemu i bardzo dobrze! Powiem więc, skąd u mnie tak niska ocena. Reżyserskim zamierzeniem było "skupienie się na postaciach", jednak przeciętny widz nie ma obowiązku dysponowania głęboką wiedzą historyczną i potrzebuje nieco szerszego kontekstu oglądanego obrazu. Ewakuacja żołnierzy spod Dunkierki była zakończeniem haniebnej dla Francji operacji wojskowej, kiedy to wspierana przez Anglików najpotężniejsza europejska armia po prostu uciekła z pola walki, a opanowanie Francji przez Hitlera miało dalekosiężne znaczenie dla losów II Wojny Światowej. O tym w filmie nie ma ani słowa! Nie ma też żadnej wzmianki o tym, że ewakuacja odbywała się pod ciężkim ostrzałem z ziemi i powietrza. Tych kilka niemieckich samolotów nie ukazuje całej grozy sytuacji. Widzimy tylko szeregi otępiałych żołnierzy czekających na... właśnie, na co właściwie? Jeśli mamy wczuć się w odczucia bohaterów filmu, to powinniśmy wiedzieć, co dzieje się poza plażą. Niestety, nie wiemy. Po prostu brakuje szerszego opisu całej operacji.
      Trudno też "Dunkierkę" uznać za film kameralny, bo "kameralność" ogranicza się do kilku scen z okrętu i łódek, a to zdecydowanie za mało na miano kameralności. W zamian dostajemy kilku papierowych bohaterów i nic ponadto.
      "Przełęcz ocalonych" nie stanowi tu żadnej przeciwwagi, bo to również film kompletnie nieudany, bardzo "gibsonowski" i niekoniecznie całkowicie zgodny z prawdą historyczną. Nawiasem mówiąc, został przeze mnie oceniony dość nisko.
      Wracając do "Dunkierki", z pewnością jest to obraz znacznie silniej oddziałujący na Anglików i Francuzów, bo stanowi cząstkę ich bardzo osobistej, związanej z II WŚ, historii. Oglądana moimi oczami "Dunkierka" to film cząstkowy, niepełny i niejasny. Przedstawienie postaw psychologicznych, poza zestrzelonym i uratowanym przez angielską łódkę pilotem, zdecydowanie nieudane, bo niedopowiedziane i płytkie. Jednak wydaje mi się, że Nolan zdecydowanie lepiej czuje się w innej tematyce, gdzie jego obrazy świadczą o jego niewątpliwym mistrzostwie.
      Oczywiście to tylko moje refleksje.

      • Przelecz miala konkretnego bohatera i przekaz. Film zupelnie inny i z ponad trzykrotnie mniejszym budzetem niz Dunkierka, co miejscami dalo sie odczuc.
        Dunkierka jest idealnie skrojona pod wszelkie nagrody.

        • +Qjaf
          I to mnie właśnie martwi, że film nijaki i wyprany z emocji jest tak wysoko oceniany zarówno przez "oficjalną" krytykę, jak i "zwykłych" widzów, ma zdecydowaną szansę na niemal dowolne nagrody.
          Być może ktoś się jednak ocknie i pokaże pustkę "Dunkierki" w całej należnej jej okazałości.
          P.S. O "Przełęczy ocalonych" wspominałem tylko w nawiązaniu do postu, na który odpowiadałem.

          • Bo to nie film, nie fabularny, nie kameralny.
            To scena, tylko jedna i to wszystko.
            Nie ma tu historii lub narratora, ktory ci opowie o wydarzeniach, o ktorych tak chcesz sie dowiedzieć. Nolan wrzuca cię miedzy ludzi, którzy już te wydarzenia mają za sobą.
            Przed - bezmiar wody ...i światła domu...
            Szaleństwo, które rodzi ta scena jest trudne do przedstawienia - być może nie do pojęcia dla ludzi 'normalnych', nie skażonych traumą, również dla mnie.

            Żądanie fabuły a nawet wątków miłosnych (widziałem i takie zarzuty) jest dla mnie niezrozumiałe.
            To żądanie aby wojna wyglądała ładnie.
            Można, owszem, Czterech pancernych miło się oglądało.

      • Wydaje mi się, że źle Pan zinterpretował " nolanowską "podpowiedź...skupcie się na postaciach czyli na ich przeżyciach , lękach, pragnieniach, na walce pomiędzy zwierzęco-ludzkim zaszczuciem strachem właśnie poznanej wojny i poczuciem, wydaje się bezzasadnym, zawodu jaki przynieśli narodowi. Ten film znakomicie wpisuje się w dyskusje o choćby Powstaniu Warszawskim i jego ( prawdopodobnie zaaranżownaym prze Stalina) tragicznym bilansem jakże możliwym do przewidzenia . Wojnę wygrywa się jej przeżyciem , a nie ślepym bohaterstwem. To też wybrzmiało w finałowych dialogach Dunkierki. Kontekst historyczny warto znać zanim usiądzie się do seansu a finalnie pozostaje człowiek i jego osobiste pragnienie przeżycia - to jest akcja tego filmu...pościgi i strzelaniny są u innych. Howk!

        • +lukapolak
          Z ręką na sercu przyznaję, że nie miałem pojęcia o jakiejkolwiek nolanowskiej podpowiedzi odnośnie sposobu interpretowania jego filmu. Zresztą, gdybym nawet ją znał, to i tak bym ją zignorował, bowiem takie podpowiedzi uznałbym za dodatkowy dowód słabości "Dunkierki", a w zasadzie każdego filmu. Film ma bronić się sam, ma to tego wiele narzędzi - obraz, dźwięk, fabułę, kunszt aktorski, scenariusz, montaż. W moich (na szczęście niejedynych) oczach ten się nie obronił i na tle wcześniejszej twórczości Nolana jest bardzo zły i niewarty zapamiętania. Jestem natomiast bardzo ciekawy, jaki będzie jego następny film, bo syndrom "Matriksa" i "Szóstego zmysłu" może okazać się zaraźliwy. Innymi słowy - metoda, która sprawdziła się w jednym, a nawet paru filmach, nie zawsze jest uniwersalna i w pewnym momencie doprowadza twórcę do ściany. Albo do nicości.
          A tak na marginesie, jako człowiek zdający na maturze historię dość dobrze znam kontekst historyczny i Dunkierki, i Powstania Warszawskiego, jednak wydźwięk "Dunkierki" wolałbym przemilczeć, aby nie narażać się na jeszcze większe ataki.

        • Jednak samo słowo "Dunkierka" do czegoś zobowiązuje. To jest tak jakby Nolan napisał alternatywną wersję operacji "Dynamo", w której pozostałaby jedynie sama świadomość, że trzeba ewakuować kilka setek tysięcy żołnierzy, a wiadomo, że może się to nie udać do końca. I to wszystko. Jeżeli już przedstawia się jakiś kawałek historii to warto by go było przedstawić w szerszym kontekście - moim zdaniem wpłynęłoby to na znaczne zwiększenie realizmu przedstawianej historii. Nolan równie dobrze mógł napisać historię nieudanego lądowania Muminków na Księżycu. Byłoby tragicznie, dramatycznie, z muzyką Zimmer'a. "Dunkierka" to jakiś dziwny twór, w którym zabrakło realizmu, albo inaczej... brakło tego co czyniło tę ewakuację tak ważną - pokazanie tragicznej sytuacji żołnierzy osaczonych w jednym punkcie, z dużą dozą niepewności czy uda im się z tego wyjść cało. Środki jakie zastosował Nolan po prostu są niewystarczające. Poza tym na pewno można oddać (jeszcze lepiej) człowieka i jego olbrzymią chęć przeżycia w właśnie takiej ... scenerii: bombardowania, olbrzymia skala ewakuacji, śmierć bliskich towarzyszy broni, lub też zupełnie nieznanych ludzi.
          Pościgi i strzelaniny też przecież były. Co z całym rozdziałem dziejącym się w powietrzu?
          Aktorstwo niestety też niezbyt dobrze wpłynęło na postrzeganie filmu w bardziej pozytywnym ujęciu. Kenneth Branagh - to chyba jego najgorsza rola w całej jego karierze. Po prostu nie ma się z kim utożsamić, nie ma kogo opłakiwać, nie ma emocji.
          Ogólnie cały film jest o niezbyt chwalebnej dla Brytoli operacji, którą z klęski dumnie przekształcili w zwycięstwo, a to już zupełnie "rujnuje" obraz żołnierza brytyjskiego (plus Francuzi).

          Rozumiem, że jest to wizja Nolana, ale jeśli zabiera się za coś takiego to warto by było historię opowiedzieć do końca, bez niedomówień i przekłamań, albo reżyserskich sztuczek. Nie ma czegoś takiego jak alternatywna Historia. Chyba, że umówimy się, że wszystko należy traktować z bardzo dużym przymrużeniem oka, ale prawdopodobnie skończyłoby się na "Oczach szeroko zamkniętych".

          • I to jest dla mnie idealne wprost podsumowanie "Dunkierki". Właśnie skończyłem seans w domowym zaciszu i jestem... jestem potwornie wprost zawiedziony. Film absolutnie "o niczym", tak kompletnie pozbawiony jakichkolwiek emocji, nijaki... po prostu słaby - a wielka szkoda bo temat do wykorzystania jest wprost znakomity.

    • Nie widziac jeszcze filmu, a slyszac pierwsze opinie, juz smialo moge powiedziec ze ludzie myla zla klasyfikacje ze slabym filmem. Zapewne tak jak w przypadku Zjawy Inarritu, gdzie ludzie spodziewali sie filmu akcji a dostali dramat psychologiczny tak i tutaj Nolan nie nakrecil filmu wojennego ale dramat wojenny, jest wielkie rozczarowanie. Ale to, ze postanowil nakrecic film w innym stylu niz poprzednie, a ktos nie lubi dramatow nie znaczy ze film jest slaby. Naprawde myslicie ze taki rezyser nie potrafilby nakrecic przyzwoitego filmu wojennego? Watpie..Facet zna sie na tym jak malo kto. Rozczarowanym przypominam zwiastun ktory juz wtedy zapowiadal cos innego niz Szeregowiec Ryan.

      • Szczerze, to myślę, że lepiej byłoby Ci oceniać film, oraz opinie innych ludzi na temat tego filmu, dopiero po obejrzeniu tego "dzieła" . Osobiście idąc na ten film nie spodziewałem się specjalnej jatki czyli, jak to ujęłaś filmu wojennego, a właśnie bardziej wojennego dramatu ze świetnie zarysowaną fabuła i postaciami, które złapią za serce i na długi czas zapadną w pamięć. Wychodząc z kina zastanawiałem się, po co w ogóle ten film powstał, jeśli miał być to obraz wojny, to został przedstawiony słabo, nieprecyzyjnie i bez należytego, rozmachu, jeśli miał to być dramat, to wypada jeszcze gorzej, postaci są nijakie, nieciekawe i w zasadzie to po 45 minutach filmu tak nudne, że nie wiemy nawet do końca kto jest kto, bo bardziej interesuje nas popcorn we własnych rękach. Jedyne, co tak naprawdę ratuję ten film to jest absolutnie genialna muzyka Hansa Zimmera, która ani na chwilę nie spuszcza z tonu i nie przestaje zachwycać. Myślę, że większe wrażenie zrobiły by na mnie autentyczne nagrania, niż to co zostało odwzorowane w tym filmie. Film miał swoje dobre momenty ( moralność żołnierzy w odniesieniu do francuza, czy historia stworzona na tym stateczku cywilnym), jednak jest ich mało i są zwyczajnie dobre, przyciągają na chwile uwagę, a nie wprowadzają w osłupienie, doprowadzają do łez, czy nawet zmuszają do refleksji. Film jest po prostu płaski i niema czym się obronić.

    • Trochę racji masz ale najpierw trzeba pokazać piekło a potem się z niego wydostawać. A my dostajemy kilka wystrzałów i ludzi stojących w kolejce po morską wodę. Film o niczym, dosłownie.

  • podbijam, bo zewsząd 9, huraoptymizm krytyki.

  • Pięciominutowa scena Dunkierki z filmu "Pokuta" wywołała we mnie zdecydowanie więcej emocji niż cała "Dunkierka" Nolana.

  • Załóżcie jakiś klub.

    • +paulina_1701
      Wydaje mi się, że na Filmwebie jest już taki klub, chociaż (jak dotychczas) nieformalny. Ten klub zrzesza tych wszystkich, którzy mają własne zdanie i nie dają się ogłupiać krytykom, mają odwagę, by szczerze wypowiadać się na forum, umieją uzasadniać swoje niejednokrotnie kontrowersyjne opinie dotyczące oglądanych filmów. Najważniejsze, że członkowie tego klubu wierzą, iż fora służą wymianie poglądów i pomagają wszystkim uczestnikom rozwijać wiedzę o sztuce filmowej i wzmagają umiejętność należytego i pogłębionego odbioru dzieł, które otrzymują nie tylko od reżyserów, ale i od wszystkich pozostałych twórców zaangażowanych w ten niełatwy proceder.

      • To nie jest tak, że ludzie chodzą do kina bo krytycy dobrze oceniają film. Spora część filmów dobrze ocenianych przez krytyków ma małą frekwencję. Dunkierka ma jest bardzo dobrze nakręcona od strony technicznej, ma świetną ścieżkę dźwiękową, fabuła jest spora lepsza od typowego blockbustera puszczanego latem, zwłaszcza dla ludzi nie znających tła historycznego. Jako blockbuster ten film może się podobać.

      • To, że masz "swoje zdanie" nie oznacza, że nie jest ono głupie. Najbardziej mnie boli, że "Dunkierka" nie zasługuje na TAK niskie oceny jak 3. Biorąc pod uwagę, że reżyseria była perfekcyjna, muzyka dobra chociaż mogła irytować, od strony technicznej film dopracowany w każdym szczególe, do tego świetne aktorstwo, szczególnie na drugim planie (Cillian Murphy, Kenneth Branagh, Mark Rylance) no nie składa się to w żadnym razie na film "słaby", a taką ocenę wystawiłeś. Jest to film conajmniej dobry, i mówię to po obiektywnym wypunktowaniu wartości poszczególnych elementów, których jak mniemam nawet nie wziąłeś pod uwagę. Niestety teraz, jak film nie ma masy komputerowych ludków, wielkich wybuchów, krwi i pourywanych kończyn, to taki człowiek, zawiedziony wraca, siada do kompa, wchodzi na fw i bezmyślnie wali 3.

        • świetne aktorstwo, szczególnie na DRUGIM PLANIE. W tym filmie nikt w sumie nie wysuwał się na pierwszy plan, ale zgadzam się, że Rylance i Murphy zagrali bardzo dobrze, lecz za mało mieli do pokazania. Żaden aktor nie miał możliwości na szersze ukazanie swojego talentu, bo po prostu na żadną kreację nie poświęcono wystarczająco czasu.
          Muzyka strasznie mnie irytowała podczas seansu, do wielu scen kompletnie nie pasowała, a tykanie zegara było kompletnie niepotrzebne. Dźwięk świetny, aspektów technicznych w ogóle nie ma co się czepiać za bardzo. Reżyseria perfekcyjna nie była, mogło to zostać lepiej zrobione. Perfekcyjna reżyseria to jest w "Lawrence of Arabia" na przykład, a nie tu.
          Ale jak reżyseria mogła być perfekcyjna, skoro scenariusz jest po prostu słaby? Na dodatek historia jest chaotycznie opowiedziana, a sam film wydaje się być niedokończony.
          Dlaczego ktoś ma chwalić ten film pod niebiosa, tylko dlatego, że Nolan go nakręcił? Żaden reżyser nie jest i nigdy nie był nieomylny.

          • Może ciężko to zrozumieć, ale to że żaden z aktorów nie szarżuje i nie walczy o Oscara (bo nie o to tu chodzi) działa tylko i wyłącznie na plus filmu, a prawda jest taka, że aktorzy wcześniej wspomniani, robią w filmie co do nich należy, pokazali klasę i talent, nawet jeżeli zostali zepchnięci na dalszy plan. Poza tym, jeżeli ktoś oczekiwał tu łzawych przemów, filozoficznych sentencji i pogłębiania bohaterów to w filmie było by mało czasu na pokazanie tego na czym Nolanowi najbardziej zależało i za co jestem wdzięczna czyli pokazanie ludzi; trochę bohaterskich, trochę tchórzliwych, wystraszonych, zawieszonych we wszechobecnej beznadziei. Ktoś tu chyba oczekiwał drugiej "Przełęczy" Ale czy chcemy oglądać kolejne kopie filmów, kręcone według schematów, może czas docenić kino autorskie, czuję w kościach, że za lat kilka gdy film zostanie doceniony nawet przez największych sceptyków ocenki na tej konwersacji znacznie wzrosną :))

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: