Nolan który zawodzi...

... czyli ostatnia rzecz której się spodziewałem.

Wybaczcie, że nie będzie zbyt pięknie. Może będzie trochę z sarkazmem, ale po prostu muszę wypunktować parę spraw nt. "Dunkierki", ponieważ oczom nie wierzę, jak wysokie oceny potrafi zbierać. Oczywiście wolałbym się mylić, bo z tym filmem Nolana wiązałem ogromne nadzieje, a wyszedłem totalnie rozczarowany. Muzyka, dźwięk sam w sobie, zdjęcia i montaż wypadają bardzo dobrze, ale o tym pisali już inni. Nadmieniam tylko, że wszystko co napiszę to moje zdanie (co wydaje się oczywiste ale nie wszyscy to rozumieją).

Co w tym filmie zawiodło? Chyba tylko i aż brak realizmu.

Nolan pokazał nam nowy obraz wojny. Być może obraz jakiego jeszcze nie było. W którym to walka o przetrwanie polega na tym, że tylko 10% żołnierzy na plaży strzela do samolotu (co można jeszcze tłumaczyć brakiem amunicji). W którym szeregowi żołnierze mogą schować się pod poziomem molo żeby podsłuchać rozmowę admirała - i nikogo to nie interesuje. W którym można patrolować ulice miasta, wpaść w totalną zasadzkę a następnie wrócić na plażę i prowadzić klasyczny "high live". Czyli w skrócie... załatwiamy potrzeby fizjologiczne za wydmą (?) w akompaniamencie pogrzebu. Tutaj niesiemy rannego kolegę. A zaraz później spotykamy grupę innych żołnierzy i przejmujemy statek wyrzucony na plażę. To wszystko można robić, bo przecież DOWÓDZTWO to pojęcie które w tym filmie nie istnieje. Tutaj każdy żołnierz robi co chce. Nikt nie ma swojego oddziału. Można nawet utopić się w morzu, bo przecież nie ma pojęcia "dezercji" i to zupełnie normalne. Nawiązuję do sceny, kiedy jeden z żołnierzy idzie plażą a następnie wchodzi do wody i znika pod falami. Fantastyczna. Ale tak jak mówiłem, panuje wszem i wobec wolna amerykanka. Nikt nie wie, że zza winkla wyglądają Niemcy kiedy my przechadzamy się po mieście. A pięciu francuzów na barykadach to wszystko, co powstrzymuje niemiecką inwazję. Podobnie zresztą w łodzi. Wróg radośnie strzela w kadłub a 400tys. żołnierzy Alianckich nie wie, że chowa się za wydmą. Piszę o braku dowództwa, ale przecież jest jeden admirał. W konwencji tego filmu, to on chyba tam (jak Boga kocham) został za karę. Jest Pan Dawson (którego motywacje w pełni rozumiem) który zabiera ze sobą na samobójczą wyprawę dwóch młodych chłopaków. Pojawia się śmierć jednego z nich, ale jest nakręcona i naciągnięta tak kiepsko, że przecieram oczy ze zdumienia patrząc na nazwisko reżysera.

Gdzie miliony ton zaopatrzenia? Skrzynek. Ciężarówek. Czołgów. Motocykli Gdzie chaos na plaży? Gdzie ranni i prowizoryczne punkty pomocy? W którym miejscu czuć, że było to takie nieprawdopodobne (w istocie) przedsięwzięcie logistyczne, skoro przez lwią część filmu widzimy tylko statek Pana Dawsona zmierzający w kierunku Dunkierki? W ciągu tygodnia ewakuowano ponad 350tys. ludzi a tutaj tego nie ma. Coś tam czasami odpływa, ale szybciutko tonie. Farrier lata bez silnika w zasadzie drugie tyle co z pełnym bakiem i daje się zabrać w niewolę, no bo niby dlaczego miały lądować wśród swoich? I tak dalej i tak dalej.

A wystarczyło pokazać wojnę z punktu widzenia trzech stron: brytyjskiej, francuskiej i niemieckiej. Pokazać ich motywacje i przemyślenia. Brytyjczycy? Bezpieczny powrót na wyspę. Do domu. Francuzi? Wręcz przeciwnie. Porzucenie ojczyzny ale i ludzka chęć przeżycia. A Niemcy? Tutaj właściwie sprawę "otoczenia w Dunkierce" załatwiłyby sceny z bunkra dowodzenia, gdzie niemieckie dowództwo obraduje nad mapami w klimacie dymu papierosowego i kłóci się z decyzjami Fuhrera.

Zastanawialiście się, jaką ocenę zebrałby ten film, gdyby w pozycji "Reżyser: " nie widniało nazwisko Christopher Nolan?

39
  • Bardzo trafnie to wypunktowałeś, jednak z tym zarzutem ze tylko 5 francuzów broniło dostepu do plazy to sie nie zgadzam. Po pierwsze "czołgi wroga się zatrzymały" (Hitler wrecz umozliwil ta ewakucje, nie bylo parcia armii niemieckiej). Po drugie ta scena była ukazana z perpektywy jednego zołnierza, a uliczki sa waskie.

    • Wiem, znam aspekt historyczny. Alianci nie musieli jednak o tym wiedzieć. Tak czy inaczej, tych pięciu francuzów na barykadach to moje najmniejsze zastrzeżenie co do tego filmu, właściwie pomijalne, bo w każdym filmie zdarzają się błędy. Ponadto, to rzeczywiście mogła być ciasna, boczna uliczka. Problem tylko w tym, że to wszystko wydaje się nieautentyczne. I ten stan tylko się pogłębia z każdą kolejną minutą.

  • Ludzie się czepiają tego samolotu, ale no.. jest coś takiego jak siła nośna. Działa to tak jak szybowiec, albo niektóre ptaki - przecież nie machają skrzydłami cały czas. Samo zestrzelenie samolotu to rzeczywiście trochę naciągane, ale że utrzymał się w powietrzu tak długo to dla mnie nie jest ok.

  • Niestety muszę dodać do tej listy dalsze 3 punkty, które mnie z kolei bolały najbardziej:

    1) nieskończona amunicja bohaterskiego Farriera. Początkowe wersje Spitfire'a (mamy przecież rok 1940) miały po 300-350 sztuk amunicji na karabin maszynowy (60 na działko). Przy ich szybkostrzelności amunicji starczało na raptem kilka sekund ciągłego strzelania, tymczasem w filmie Farrier przy kiepskiej celności zestrzelił 5 samolotów... (i dalej nic);
    2) statki, zwłaszcza trafione bombami, toną godzinami, czasami dniami, rzadziej minutami. Tymczasem w filmie toną dosłownie w ciągu sekund;
    3) pierwszą rzeczą jakiej uczono pilotów myśliwców na wypadek lądowania na wodzie jest uprzednie otwarcie owiewki kokpitu, bowiem wstrząs o wodę często doprowadza do jej uszkodzenia i trwałego zatrzaśnięcia. Oczywiście w naszym przypadku pilot, choć miał sporo czasu, nie tylko jej nie otworzył ale uprzednio nawet zamknął (kiedy zrezygnował ze skoku ze spadochronem).

    Rozumiem, dramaturgia, prawa filmu, ok, ale bądźmy poważni.

    • Niescislosci historyczne dotycza szczegolnie pominiecia udzialu francuskich zolnierzy (120 tys. ewakuowanych). "Cywilne" statki, ktore niby tak ochoczo podplywaly, aby ratowac uciekinierow w rzeczywistosci zwykle byly rekwirowane przez wojsko. Uratowaly nie wiecej niz ledwie pare tys. zolnierzy. Koncowka filmu nie mowi wprost, ale sugeruje, ze te lajby mogly byc kluczowe. Dla niektorych sa to glupoty, ale jesli slysze, ze to realistyczna wizja wojny to chyba nie bardzo:)

      • Niestety, im więcej przemyśleń, tym więcej błędów mi wychodzi. Dodatkowe dwa:
        1) zestrzelone samoloty - naprawdę po krótkiej celnej serii zaraz płonie silnik i samolot po prostu opada? Z autentycznych nagrań z kamer w myśliwcach II w.ś. wynika coś zupełnie innego. Gdzie uszkodzenia skrzydeł (w które przecież najczęściej trafiano z uwagi na kształt samolotów i rozmiar poszczególnych jego elementów), stateczników pionowych, gdzie dosłownie rozpadające się maszyny?
        2) brak spadochronów - z żadnego, słowem żadnego samolotu w filmie nie wyskoczył pilot lub inny członek załogi. O ile w przypadku myśliwców można teoretycznie założyć, że zginęli od kul (wszyscy??), to w przypadku bombowców to już przesada. W ten sposób personel latający wykruszyłby się obu stronom do jesieni 1940 roku...

        • Ten film idealnie nadaje sie dla 15 latkow i mowie calkiem powaznie, bo pokazuje w jakims sensie sytuacje zolnierza. Kapitalny dzwiek robi robote i dla nastolatka bedzie stanowic jakies przezycie (pod warunkiem, ze owy nie widzial klasyki kina wojennego tj. 10, a moze wiecej filmow).
          Niestety reszta jest ledwie niezla. A co do aspektow historycznych to mysle, ze 99% ludzi, ktora szla na ten film tylko haslowo kojarzyla "Dunkierke" z wojna. Swiadomosc jest mizerna, a Ty piszesz jeszcze o samolotach. Ludzie maja wiedziec, ze lataja i koniec. Wystarczy:D

          Pozdrawiam!

        • W punkt sivyok :-)

      • A odnosząc się do cywilnych statków to też ciekawostka - w filmie wyraźnie przedstawiono, że były rekwirowane i obsadzane przez marynarkę wojenną, jednak w dalszej części filmu tych marynarzy nie widać, wszystkie łodzie bohatersko prowadzą cywile :]

    • to nie jest film dokumentany

  • Czytając komentarze, widzę, że kompletnie nie zrozumieliście filmu i jego przekazu. To nie jest film wojenny ani historyczny, nie jest to też film o technice! Widzę, że wszyscy tu wypowiadający się to wielcy znawcy od prowadzenia wojny, latania samolotem i pływania statkiem! Okazuje się jednak, że ta wątpliwa wiedza czerpana jest z wojennych filmów fabularnych, bo przecież nie z własnego doświadczenia! Nieścisłości historyczne, techniczne! Liczenie żołnierzy, czy na pewno w filmie pokazano tyle ile podają źródła historyczne. Powtarzam jeszcze raz tym, którzy tego nie rozumieją: TO NIE JEST FILM DOKUMENTALNY! Ale gdyby film podobał się każdemu, to znaczyłoby tylko tyle, że jest przeciętny! Za granicą zbiera pozytywne opnie. Z pewnością zostanie nagrodzony.

    • "Zagranica" obsypuje oscarami kino Tarantino i filmy o wszelkich dewiacjach, na które obecnie jest moda...
      Żaden argument ;-)

    • https://www.youtube.com/watch?v=QijbOCvunfU

      Ta scena jest tym, czym nie jest "Dunkierka" Nolana.

      Jeśli ktoś mi powie, że oceniłem ją za słabo, być może nie będę się kłócił. Ale 10? Na litość boską, za co? Czy to jest w ogóle film który chciałoby się obejrzeć drugi raz? Całość ciągnie się niemiłosiernie. Postacie są tekturowe. Wszystko sprawia wrażenie braku autentyczności. Wreszcie brak w tym wszystkim jakiegokolwiek rozmachu. To ma być kino wojenne ocenione na arcydzieło? Nikt nie mówi o latających jelitach, nikt nie siedzi z notesem podczas filmu żeby liczyć wystrzelone naboje. Problem w tym, że w tym filmie tych nielogiczności i nieautentyczności jest za dużo. To wygląda jak film w filmie. Wycięta scena z jakiejś dłuższej historii o żołnierzach. Wtedy może miałby sens. A tutaj nawet się dobrze nie rozkręci a już się zwija.

      Zagranica pewnie ma takie pojęcie o historii, jak ja o zaawansowanej genetyce. Podobało im się, bo nakręcił to Nolan. Takie jest moje zdanie. Koniec kropka. Zwykłe wchodzenie sobie w tyłek na salonach w akompaniamencie "ochów" i "achów", bo tak wypada. Najlepiej z kubkiem kawy ze znanej sieci, w kinowym fotelu.

      • Powiem tak, scena z Atonement kompletnie do mnie nie przemawia, jest typowa, przesycona wieloma różnymi elementami, obrazami, nie powiem dość ładnymi, ale to już widzieliśmy gdzieś. I faktycznie jest to kompletne przeciwieństwo Dunkierki, gdzie tych różnych elementów i szczegółów jest 1000 razy mniej, jest tu pewna surowość i prostota obrazu. Jest to celowy zabieg reżysera, aby nie odwracać uwagi widza od budowanego napięcia. Pomijam już kwestie fenomenalnej ścieżki dzwiękowej i zdjęć, bo to jest oczywiste.Postacie są tekturowe? Hmm nie zgodzę się, pewne gesty postaci w tym filmie, spojrzenia mówią więcej niż 1000 wypowiedzianych słów. Daję mocne 10 Dunkierce, uważam, że jest to film wybitny pod wieloma względami, których nie będę wymieniać, bo szkoda czasu na przekonywanie kogoś. Film nie musi się każdemu podobać, opinie są bardzo skrajne. Proszę sobie wyobrazić, że obejrzałam ten film w kinie 4 razy i na pewno wrócę do niego wielokrotnie na dvd. To nie jest na szczęście typowe kino wojenne, ale po Nolanie można się było tego spodziewać. Są ludzi i w pL i za granicą, którzy się na czymś znają. Ktoś może nie znać się na genetyce, atak sie skada, że ja akurat tak i filmów też już trochę oglądałam, więc sie proszę nie oburzać wysoką oceną, bo jest ona w pełni uzasadniona.

      • Wg. mnie do Dunkierki świetnie pasuje określenie "MNIEJ ZNACZY WIĘCEJ ":)

    • Nie jest historyczny, nie jest dokumentem, nie jest o wojnie. Niestety nie jest też dramatem ani thillerem, bo nie usnąć na nim to sztuka. Generalnie ten film "nie jest" niczym, jest nijaki z nijakimi postaciami, brakiem napięcia i angażowania widza w historię i to jego główny problem. Warstwa techniczna dodaje kilka gwiazdek do oceny ale to niestety wszystko. Klapa totalna.

  • hehe czytam jeszcze ten główny komentarz i boki zrywam :)

    Gdzie miliony ton zaopatrzenia? Skrzynek. Ciężarówek. Czołgów. Motocykli Gdzie chaos na plaży? Gdzie ranni i prowizoryczne punkty pomocy? W którym miejscu czuć, że było to takie nieprawdopodobne (w istocie) przedsięwzięcie logistyczne, skoro przez lwią część filmu widzimy tylko statek Pana Dawsona zmierzający w kierunku Dunkierki? W ciągu tygodnia ewakuowano ponad 350tys. ludzi a tutaj tego nie ma. Coś tam czasami odpływa, ale szybciutko tonie. Farrier lata bez silnika w zasadzie drugie tyle co z pełnym bakiem i daje się zabrać w niewolę, no bo niby dlaczego miały lądować wśród swoich? I tak dalej i tak dalej.

    MOJE PYTANIE BRZMI: PO CO TO MIAŁOBY BYC POKAZANE? HEHE LATA BEZ PALIWA DRUGIE TYLE CO Z? AKURAT TO JEST OCZYWISTE DLACZEGO NIE LADOWAŁ WSROD SWOICH

    A wystarczyło pokazać wojnę z punktu widzenia trzech stron: brytyjskiej, francuskiej i niemieckiej. Pokazać ich motywacje i przemyślenia. Brytyjczycy? Bezpieczny powrót na wyspę. Do domu. Francuzi? Wręcz przeciwnie. Porzucenie ojczyzny ale i ludzka chęć przeżycia. A Niemcy? Tutaj właściwie sprawę "otoczenia w Dunkierce" załatwiłyby sceny z bunkra dowodzenia, gdzie niemieckie dowództwo obraduje nad mapami w klimacie dymu papierosowego i kłóci się z decyzjami Fuhrera.

    I TO MIAŁBY BYC DOBRY FILM!? PRZECIEŻ TO BYŁOBY TYPOWE, BANALNE I NUDNE JAK FLAKI Z OLEJEM.SORRY, ALE WOLĘ WERSJE NOLANA, NIE ZE WZGLĘDU NA JEGO NAZWISKO, ALE DLATEGO, ŻE JEST PO PROSTU LEPSZA, ORYGINALNA A NIE POWIELANIE CIAGLE TEGO SAMEGO W NIESKOŃCZONOSC.

  • JESLI PATRZYMY NA DUNKIERKĘ JAKO FILM WOJENNY OPOWIADAJĄCY O WYDARZENIACH HISTORYCZNYCH, TO FAKTYCZNIE WIELE SIĘ Z NIEGO NIE DOWIEMY, ALE TEŻ NIE TAKA JEST JEGO FUNKCJA. JESLI NATOMIAST SPOJRZYMY NA WIZJę NOLANA JAKO NA FILM JEDYNIE ZAINSPIROWANY WYDARZENIAMI HISTORYCZNYMI, TO POWINNISMY TO WIDZIEC W ZUPEŁNIE INNYM SWIETLE. TE WSZYSTKIE DETALE, PRZEMYSLENIA, MOTYWACJE, "LOGICZNOSCI" lub ich brak (wg mnie nie było nielogicznosci ale mniejsza z tym0 PRZESTAJA MIEC ZNACZENIE, BO NIE ICH DOTYCZY FILM. TEN FILM OPOWIADA O ZUPEŁNIE CZYMS INNYM. MOZE NAWET NIE OPOWIADA, TO ZŁE SŁOWO. JEGO FUNKCJĄ NIE JEST OPOWIEDZENIE NAM WYDARZEŃ I HISTORII BOHATERÓW, ALE SPRAWIENIE ABY WIDZ POCZUŁ JAK TO JEST BYC W SYTUACJI BEZ WYJSCIA, JAKIE TO UCZUCIE ZNAJDOWAC SIE NA BOMBARDOWANEJ PLAZY NIE MAJAC W ZASADZIE GDZIE UCIEC, JAK TO JEST NIE MÓC WYDOSTAC SIE Z TONACEGO STATKU CZY Z SAMOLOTU. CHODZI O LUDZKIE PIERWOTNE LĘKI. NAPRAWDĘ TEN FILM Z WYDARZENIAMI WOJENNYMI NIE MA WIELE WSPÓLNEGO.

    Mnie ten film poruszył (na pewno poprzez napięcie, a nie epatowanie drastycznymi scenami), ale wydaje mi się, że nie kazdego musi. Każdy ma inny stopień wrażliwości. Dla mnie ten film jest przepełniony estetyką, smakiem, niezwykłą subtelnością (również w budowaniu postaci, emocje i napięcie ukazane w spojrzeniach). Jest to taka perełka pośród masy filmów powielających ten sam schemat, które swoim przepychem przypominają "kolorowe jarmarki". Z tym filmem jest trochę tak jak z urodą. Mozna postawić w rzędzie 10 klasycznie pięknych ludzi i jedną, która nie ma moze takiej klasycznej urody, ale jest piękniejsza, bo ma "cos" w sobie niezwykłego czego brakuje pozostalym. Ten film ma w sobie to "coś" dla mnie i myślę, że nie tylko dla mnie, bo jest jednak doceniany.

  • Co do tego strzelania. Oczywiście nie mieli mało amunicji, bo pozostawili jej kilkadziesiąt tys. ton. Raczej nie mieli po co strzelać. Ile to samolotów zostało zestrzelonych z broni ręcznej? Nawet jak trafi to dużo nie zrobi. Lepiej było się położyć na piasku bo prawdopodobieństwo, że zginiesz od bomby było tutaj wyjątkowo małe. Piasek bardzo dobrze wyłapuje wybuchy artylerii i bomb. Tak dobrze, że paradoksalnie w Dunkierce więcej ludzi zginęło od broni palnej niż od wybuchów. W II WŚ o ile pamiętam 2/3 ofiar wojny wśród żołnierzy to Jedak ofiary jakiś tam wybuchów. Więc inaczej. Kto by ryzykował życie, stojąc i strzelając, skoro można łatwo przeżyć, a strzelanie raczej bezskuteczne.

    Brak dowództwa? Ale oni już dostali rozkazy. Czekać na transport, a że burdel to już inna sprawa. to jednak była ewakuacja, gdzie jednak ginęli też ludzie. Przecież nikt nie będzie się nikogo pytał czy choćby może pójść na stronę.

    Jak wróg strzelał do łodzi to już na plaży nie było tych 400 tys. Rozumiem że to był ostatni dzień więc z plaży już prawie nikogo nie ewakuowano. Większość wypłynęła ostatniego dnia z portu (nie z żadnego molo w Sopocie).

    Hardy mógł sobie i 10 minut szybować. Samolot to nie kamień tylko taki szybowiec z silnikiem. Bez paliwa (lżejszy o te kilkaset kg) może utrzymywać się długo w powietrzu. nawet samolot pasażerski, ważący kilkadziesiąt ton, może, jeśli nie jest uszkodzony, poszybować do lotniska (były takie przypadki). W tłokowym myśliwcu jest to stosunkowo łatwe, bo nie potrzebuje dużej prędkości aby utrzymywać siłę nośną. Co innego, że tym "szybowcem" akurat trafił na sztukasa i go zestrzelił. O ile szybować można w miarę łatwo po prostej, to każdy manewr jest już mocno utrudniony i właściwie mamy tylko możliwość robienia manewrów w dół (nabranie prędkości jednak sporym kosztem aktualnej wysokości - drastycznie skracamy czas szybowania). Celowanie w nurkujący samolot, mając na liczniku 2-3x mniejszą prędkość i trafienie go. No szczęściarz. Niech zagra w totka.

    Czemu nie wylądował u swoich. Tak mrużąc jedno oko. To już koniec ewakuacji. Alianci zajmują już tylko głównie Dunkierkę. Resztę energii potencjalnej i kinetycznej oraz ewentualną możliwość ponownego zawrócenia zużył na tego sztukasa. Do tego nie ma pojęcia gdzie są Niemcy. Ląduje gdzie może. Lądowanie to też kilkaset metrów. nawet jeśli samo hamowanie jest dość szybkie to odległość szybowania to może być nawet 1-2 km. Inaczej. Aby wylądować u swoich musiałby polecieć parę km za swoje linie i idealnie wymierzyć gdzie wytraci energię na tyle aby przyziemić (za szybko nie może za wolno też nie). Ostre manewry odpadają bo plaża jest jednak wąska. Do tego ma te dziesiątki tys. pojazdów i dział zostawionych na plaży :D (oczywiście tu już żartuję, taki przytyk do filmu).

    Co mi się osobiście nie podoba? A to że ewakuacja trwała 8-9 dni, a na filmie mamy to jakoś dziwnie poszatkowane. Mam wrażenie, że to były tylko dwa dni. Same przeskoki super, ale np. Scena gdzie admirał mówi o maks 30-45 tys ewakuowanych. To był pierwszy dzień (26 maja), kiedy jeszcze obawiano się szybkiego uderzenia sił pancernych. Trzeciego dnia już przekroczono tą liczbę. A co na filmie? Pierwszy dzień i już strzelanina w środku miasta? Można się w tym trochę pogubić.

  • Zgadzam się w zupełności, mam takie same odczucia. Nastawiałem się właśnie na taki film, a otrzymaliśmy przeciętniaka z dobrą muzyką.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: