Poetycki banał

Film bardzo dobry, a mógłby być arcydziełem, gdyby od sceny w wannie został inaczej poprowadzony. Trochę tego nie kupuję. Za szybko też został ucięty wątek snów - który przecież jest najbardziej genialną rzeczą w filmie! Świetny pomysł, ale czegoś mocno brakuje.

11
  • Zgadzam się, mógłby być bardziej satysfakcjonujący. Przez pierwsze półtorej godziny przyjemnie widza kołysze, wciąga i intryguje tym oniryzmem, ładnymi zdjęciami, a później trochę jednak burzy to wrażenie pospolitym zakończeniem. Scena w wannie bardzo mi się podobała (zwłaszcza zacięcie płyty), natomiast w dalszej części rzeczywiście zabrakło pomysłu. Chociaż radioodbiornik polskiej produkcji był miłym akcentem :)

    • Dokładnie! Umówmy się, ale ten nagły telefon z wyznaniem był zwyczajnie tani. Dobrze by było, gdyby w tym miejscu wrócili do snów - motyw ocalenia wpletli w oniryzm, a nie poszli na skróty jak w komedii romantycznej. Ba, mogli zastosować otwarte zakończenia, jakąś nieoczywistą formę - wtedy te wszystkie obrazy zostałyby we mnie na dłużej, a tak - uciekły po seansie. Szkoda.

      • Ja również zgadzam się, że film mógł być jeszcze lepszy, gdyby tą historię poprowadzono inaczej. Kojarzy mi się z kinem Kaufmana i przypomniał o niedocenionej "Anomalisie". Swoją drogą to ciekawe, że węgierscy reżyser sięgają tak subtelnie po zjawiska nadprzyrodzone:) Nie mam może teraz recepty na idealne zakończenie, ale taki finał mi również nie pasował. Niekoniecznie oczekiwałbym tu czegoś dramatycznego, a nawet fajnie, że zakończenie jest dla bohaterów pozytywne, tylko sama jego forma i taki romantyczny banał (bohaterowie zbliżyli się cieleśnie, jelenie znikły, na śniadanie wyszło słońce:)) nie wydawał mi się spełniony w estetyce filmu. Podobnie rozwiązanie z samobójstwem w wannie uważam, za zbyt pospieszne (spowodowana raptem jedną rozmową z mężczyzną), ale samą scenę ratuje właśnie ta estetyka.

        • Co do sceny w wannie, to mnie urzekł jej komizm i autentycznie się na niej uśmiałam :) W zasadzie teraz myślę, że chyba mogliby zakończyć film po odebraniu przez główną bohaterkę tego "zbawczego" telefonu. Obyłoby się bez zbędnego niesmaku i w błyskotliwym momencie.

        • Hmm. Dla mnie po rozmowie w stolowce bylo pewne ze ona teraz sprobuje sie zabic.
          Z jej perspektywy to byl koniec, nie potrafilaby juz do niego dotrzec. Trzeba zauwazyc jak wielka prace ona wykonala w poprzednich dniach. Nic wiecej nie potrafilaby juz zrobic.

          Scena wyznawania sobie milosci tez uwazam ze przedziwna, podobnie jak seks. Jaki facet dalby sie rade kochac z taką kobietą? On musial to tez przepracowac.

          Koniec szybki, ale pokazanie czegokolwiek poza poczatkiem zwiazku to bylby material na kolejny film. Natomiast watek snow sluzyl z perspektywy rozwoju opowiesci do tego, ze zaczeli ze soba rozmawiac. Normalnie ta dwojka ludzi nie mialaby mozliwosci zawrzec ze soba kontaktu.

          • jak dla mnie seks był mocno "naciągany". W kontekście jej problemu wręcz nieprawdopodobny, co zburzyło realizm całości.

            • Hmm... Nie znam się na tej chorobie, nie jestem lekarzem, ale mi to pasowało do zachowania bohaterki. Zakładając, że film nie jest tylko dla psychiatrów, to moje poczucie kompletności jest równie uprawnione, co twoje poczucie naciągnięcia sceny. Z tym z resztą nie będę dyskutował, bo z medycznego punktu widzenia mogło właśnie tak być.

              W zakończeniu jest natomiast scena, która pokazuje, że jest ono celowe i przemyślane. Czy mogłoby być inne? Zapewne, jak w przypadku każdego dzieła.
              Scena kak ona ściera te okruszki ze stołu, a on na to patrzy. Widać w tym, że oni się dobrali i że prawdopodobnie będzie dobrze. Nikt nie lubi takiego zachowania, od razu cię ono denerwuje, a on po prostu popatrzył i tyle. On wie jaka ona jest i po długiej walce ze sobą, bo to w filmie trochę trwało stwierdził, że warto jest zaryzykować kolejny związek.
              Ciekawe jest to, że oni są z dwóch różnych biegunów i człowiekowi kompletnie odwrotnemu w konstrukcji jakim jest pan dyrektor pasuje jego nieomal zupełne przeciwieństwo.

              Zakończenie jest więc pozytywne nie tylko w takim powierzchownym sensie: Andrzej z Marią dobrali się i żyli długo i szczęśliwie. Reżyserka delikatnie uśmiecha się zza kadru, że ludzie potrafią się dobierać nawet jeśli różnią się fundamentalnie w swojej psychicznej konstrukcji. Tak bym to odczytał.

              • Moje zastrzeżenie budził fakt, jaki ona miała problem z dotykiem/otwarciem sie. Nie jest to w ogóle punkt widzenia medyczny, bardziej wynikający jedynie z oglądania filmu. Przyznam, że ona była mi bardziej bliska, niż mężczyzna, który mimo wszystko jawił mi się, jako gbur, aczkolwiek ta szorstkość wynikała z jego problemów w relacjach:) Stąd ich spotkanie nie nastąpiłoby nigdy, gdyby nie te sny, które ich ośmieliły, co samo w sobie jest bardzo ładnym pomysłem na film.

                • Zgadza się, ale ona od początku o tym wie, nie lubi w końcu nawet światła / ciepła słonecznego na skórze. Potem jakiś czas nad tym pracuje. Czy jest to tak łatwe do zmiany jak pokazano w filmie? Trudno powiedzieć, pewnie raczej nie. Pytanie tylko, czy to nie był bardziej problem psychiki w tym sensie, że ona czegoś nie lubiła i nie widziała najmniejszego powodu aby to zmieniać, bo w sumie po co? Dopiero tak konkretnie zaczęła to robić jak zorientowała się, że on chce ją dotknąć.

                  Jestem gotów bronić tezy, że nawet jak już się przemogła, dalej nie wiedziała dlaczego dla niego ten dotyk jest taki ważny. :D
                  Film w każdym razie skłaniający do refleksji nad ludzkim życiem i recepcją świata.

                • Właściwie to stwierdzenie, że nie rozumiała, dlaczego dotyk jest dla niego taki ważny, jest bardzo trafne. Ja też podskórnie chyba odniosłam takie wrażenie. Bohaterka była raczej nie do końca dojrzała emocjonalnie (a więc też w sferze seksualnej). Podejrzewam, że w wyniku jakiejś traumy - tym bardziej, że chodziła do psychologa dziecięcego , który - zdaje się - leczył ją od dziecka. I zdecydowanie wolała to od terapii dla dorosłych.

                  A niechęć do światła to faktycznie ciekawy motyw, ale nie mam pomysłu, skąd to się mogło wziąć/jakie mogło mieć znaczenie :)

                • Maria ma problem z dotykiem, bo jest typową osobą ze spektrum autyzmu. Neurotypowi mogą mieć problem ze zrozumieniem tych zachowań. W Polsce zwłaszcza, gdzie autyzm kojarzy się powszechnie ze słabo kontaktującym, wyalienowanym osobnikem, mamy problem z identyfikacją tych niezrozumiałych reakcji. Tymczasem jest to często niemal niezauważalny neurologiczny " defekt", powodujący określone konsekwencje w zachowaniach społecznych i niezrozumiałą dla większości nas, percepcję świata. Wybór tej postaci jest celowy, dzięki jej autyzmowi, reżyser mogła zademonstrować samą esencję miłości, odartą z ozdobników i gry wpisanej w uwodzenie. Miłość wymaga jednak udziału duszy, reprezentowanej przez sny, i ciała, podkreślonego jej problemem z dotykiem i jego suchą, obezwładnioną ręką. Obie te sfery są nakreślone przez reżyser z ogromną subtelnością, a jednocześnie niemal matematyczną, kliniczną, w najlepszym tego słowa sensie, precyzją. Jeden z najpiękniejszych, najsubtelniejszych i perfekcyjnie przemyślanych filmów o samotności, miłości. Skończony bez jednej zbędnej sceny, ba ..ujęcia. Masterpiece. 10plus

  • Zapraszam do recenzji: https://recenzjekultury.wordpress.com/2018/03/12/dusza-i-cia...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: