kasiak1983

Bo co my tu mamy? Cywilizowanego Amerykanina i dzikich i nieokrzesanych, zacofanych Europejczyków. A Francja oczywiście (jakżeby inaczej) rozpasana seksualnie kraina puszczalskich corek,matek i perwersyjnych ojców! Nie znosze takiego jednotorowego przedstawiania sytuacji.

Główna bohaterka irytująca z tym swoim wiecznym "It`s so funny", jako odpowiedź na każde potknięcie, na każde obnarzenie jej kłamstw.

I zakończenie. W końcu rozeszli się, czy nie? Nie moge pojąć tego, po co reżyserzy każą nam sie domyślac zakończenia. Mam sobie sama dopowiedzieć? To po co cała ta historia? Po co było to opowiadanie, skoro nie wiadomo jak się kończy? Najpierw przekazywanie treści , jak idiotom, czarno na białym, a potem zagadkowe zakończenie. Nie znoszę takiego udawania "ambitnego kina".

Poniżej oczekiwań. 4/10

  • bori_culkin bori_culkin
    ocena: 9

    czego nie rozumiesz? Przecież się zeszli.

    • kasiak1983

      Jesteś pewien? Ja pamiętam, że zdecydowali się rozstać, a potem tańczyli gdzies na ulicy. Nie wiadomo, czy to była jedynie retrospekcja, czy rzeczywiscie do siebie wrocili. W dwie minuty po zdecydowaniu o zakonczeniu związku, pokazują nam niejasną sytuację. Może dla ciebie sytacja jest jasna, dla mnie mocno niedopowiedziana. Film naprawde mnie zawiódł.

      • prewitt
        ocena: 7

        Najwyraźniej nie jesteś w targecie tego filmu. Moim zdaniem to film skierowany do inteligentnych ludzi, po trzydziestce, mających za sobą już sporo mniej lub bardziej pokomplikowanych historii związkowych i mogących dzięki temu się choć częściowo odnaleźć w bohaterach. Mnie się to udało i film mnie z jednej strony świetnie bawił, wyszedłem z kina z szerokim uśmiechem na twarzy, a z drugiej strony odrobinę mnie wzruszył w scenie finalnej rozmowy Jacka i Marion. Było w niej dużo prawdy, o tym jak w jakimś momencie trzeba się przed drugim człowiekiem otworzyć, odsłonić całkowicie, inaczej wszystko się wali.

        To nie jest komedia do rozpuku. To jest lekki film, z którego wychodzi się z uśmiechem, a nie "wyrechotanym".

        Zarzut, że film jest oparty na stereotypach jest kompletnie absurdalny. To nie dokument socjologiczny, o różnicach kulturowych między Europą o Ameryką, który ma wiernie odzwierciedlać rzeczywistość. Chcesz prawdy o tym? To sobie książkę poczytaj albo statystyki, przeprowadź badania. To jest film. Opowieść. Historyjka. Bez większych pretensji do bycia czymkolwiek. Bez zadęcia. Trochę do śmiechu, a trochę do zadumy i chwili refleksji.

        Nie chcę być złośliwy, ale tym, że nie zrozumiałaś zakończenia mnie po prostu zabiłaś. Przecież Marion mówi wyraźnie, że nadchodzi taki moment, kiedy nawet jeśli ktoś budzi cię codziennie kichając ci prosto w twarz, to wolisz te jego kichnięcia od innych ludzi. A potem tańczą na ulicy. Tak, nie rozstali się, po prostu się pokłócili.

        Jak dla mnie mocna 7/10. Gdybym miał oceniać tylko w kategorii tego rodzaju filmów (komedie romantyczne) to dałbym 10/10, ale że skala dotyczy wszystkich filmów to tak nie zawyżę.

        • kasiak1983

          Wprost uwielbiam takie komentarze. Uwielbiam...

          Podobał ci się film, więc trzeba napisac, ze jest dla ludzi inteligentnych, rozumiejących, doswiadczonych. Tym samym uwazasz siebie za inteligentnego, doswiadczonego itp. I jednoczesnie sugerujesz, ze ja taka nie jestem. Na temat swojego zycia i problemów nie bede tu pisac, bo niczego udowadniac na internetowym forum nie zamierzam. Uzewnętrzniac sie przy okazji filmu jest dla mnie żalosne. Tak samo jak udowadnianie, ze sie jest mądrym, bo sie jeden film jakis tam spodobał.Ale tym razem ty mnie "zabiłeś".

          Nie rozumiem dlaczego tak cie zezłościło to, ze film jest oparty na stereotypach? Przeciez jest. To jest fakt. Mnie sie cos takiego nie podoba. A wręcz mnie złości. Po co ten tekst o badaniach?

          Komedią romantyczną ja bym tego nie nazwała. Ten film nie bardzo mi do tego gatunku pasuje. No właśnie...Taka tam historyjka....

          Pozdrawiam

          • prewitt
            ocena: 7

            A ja z kolei uwielbiam jak ktoś na konkretny komentarz, zawierający konkretne argumenty odpowie czepiając się jednego słowa i kwalifikując go od razu do jakiejś "kategorii", co niby ma chyba w założeniu zwalniać od dyskusji. Zawsze mam wtedy wrażenie, że ten ktoś nie jest w stanie merytorycznie odpowiedzieć, więc musi strzelić focha, żeby jakoś wybrnąć z sytuacji i odwrócić uwagę od swoich błędów. :)

            Pisząc o nie trafieniu w target nie pisałem tylko o inteligencji, ale także o wieku i pewnym bagażu doświadczeń. Nie wiem dlaczego wzięłaś do siebie akurat to jedno słowo.

            Napisałem Ci, że film, z założenia rozrywkowy, nie musi spełniać kryterium wierności realiom socjologiczno-kulturowym i nie jest to jego wada. To chyba jasne. Jeżeli uważasz inaczej, to bardzo proszę, udowodnij mi jaki wpływ na ocenę wartości filmu rozrywkowego ma to czy zawiera stereotypy czy nie. Najlepiej na przykładach poproszę. :)

            Sorry, jeżeli prezentujesz swoją opinię na forum, to musisz się liczyć z tym, że ktoś się do niej odniesie, także konkretnie i krytycznie. Taka karma. To nie złośliwość świata, tylko wymóg racjonalnego myślenia i umiejętności argumentowania i uzasadniania swoich sądów.

            Tak, ten film nie jest komedią romantyczną w tradycyjnym rozumieniu. Jest czymś więcej niż komedia romantyczna w tradycyjnym rozumieniu. Na szczęście.

            • kasiak1983

              Ja sie nie czepiam jednego słowa. Bo na jakiej podstawie mozna sugerowac, ze ktos nie posiada bagazu doswiadczen? Czy to nie za wiele, jak na komentarz do filmu?

              Stereotypy w filmie rozrywkowym może nie są najważniejsze, jeslibysmy wzieli film w stylu komedii z Jimem Carreyem w roli głownej. Ale przyznaj, że "2 dni w Paryżu" to nie jest taki film, który charakteryzuje się tylko salwami śmiechu. Dla mnie wazna jest takze cała ta otoczka, bo zajmuje ona sporo miejsca w filmie. Nie można tego przeciez ignorowac. Tego, gdzie są, kogo spotykają itp.

              Tak jak napisałam, ze budowany jest ten film na nieprawdzie, w sensie stereotypy Europejczyk-Amerykanin, tak samo ta historia jest troche dziwna. Dzieki swoim doswiadczeniom, ktorych brak mi zarzuciłes, jestem zdania, ze kłamstwo do tego wypowiadane partnerowi prosto w oczy, nie jest podstawą do związku. To nie były nawet kłotnie. To były perfidne kłamstwa. Nie jestem pewna, czy upokarzanie partnera (zdjecie z balonikiem jako ogolnorodzinna rozrywka ) jest podstawa do jakiejkolwiek relacji. Do tego szurnięta rodzinka, pseudo-artysta , perwers i prostak w osobie ojca... Coż, ja bym na to nie poszła. Powiem wiecej-chyba nikt nie powinien sie na cos takiego zgodzic.

              To moje skromne zdanie.

              • prewitt
                ocena: 7

                Jeżeli przesadziłem to sorry, no offence. Na lekką złośliwość pozwoliłem sobie tylko dlatego, że krytycznie wypowiadasz się o filmie, którego chyba jednak nie obejrzałaś uważnie. Gdyby tak było to nie miałabyś wątpliwości co do zakończenia, bo ostatnia kwestia, która pada w filmie - całkowicie tą sprawę wyjaśnia. Nie chodziło mi o to, że film Ci się nie podoba, bo może Ci się oczywiście nie podobać, tylko o to, że skrytykowałaś go opierając się na bardzo wątłych i subiektywnych podstawach.

                Myślę, że :

                1) chyba od początku oceniasz ten film w kategoriach "kina ambitnego" co sprawia, że przykładasz do niego zbyt surową miarę. Zupełnie niesłusznie. To jest przede wszystkim rozrywka, z może kilkoma głębszymi akcentami. Julie Delpy z całym szacunkiem dla niej, to nie jest Woody Allen ani Bergman i nie ma pretensji do robienia takich filmów. Ja ten film umiejscawiam powyżej prawie wszystkich komedii romantycznych jakie w życiu widziałem a poniżej naprawdę głębokich filmów i to jest jego kategoria wagowa, w której wypada moim zdaniem bardzo dobrze. Rozumiem, że miałaś inne oczekiwania i w zetknięciu z nimi ten film Cię rozczarował, ja spodziewałem się czegoś właśnie w tym stylu i byłem w pełni usatysfakcjonowany.

                2) Miejsce akcji nie ma tu nic do rzeczy. Bo co z tego, że Paryż. Jak Paryż to już musi być ambitnie? Jest mnóstwo kina całkowicie rozrywkowego z Paryżem w tle.

                3) To, że Cię bohaterowie irytują czy irytuje fabuła nie ma wpływu na obiektywną wartość filmu. Mnie się z kolei wydawali bardzo sympatyczni. Lubię tą neurotyczkę w okularach a jej ojciec, jako podstarzały hipis,
                też był genialny, tym bardziej, że to prawdziwy ojciec Julie Delpy. Nie ma to jednak żadnego znaczenia dla oceny filmu jako takiego, bo to tylko osobiste sympatie i antypatie.

                4) Masz przykład genialnego filmu zbudowanego od początku do końca na stereotypie - "Dzień świra" Koterskiego. Gdyby go oceniać w taki sam sposób jak Ty to zrobiłaś z "Dwoma dniami w Paryżu", to trzeba by było dojść do wniosku, że to dno. Bo oparte na stereotypach i nieprawdziwe.
                Nic z tych rzeczy. Ani jeden ani drugi film nie ma pretensji do bycia wiernym obrazem rzeczywistości, tylko jakimś jej odbiciem w krzywym zwierciadle. Jasne, że wykrzywia, zniekształca, tylko co z tego wynika? To filmy muszą być zawsze wiernym odbiciem rzeczywistości? Oczywiście, że nie.

                Jestem przekonany, że istnieją dokładnie tacy Francuzi i Amerykanie jak w tym filmie. Z pewnością istnieją ksenofobiczni taksówkarze nie mówiący po angielsku, z pewnością w metrze można spotkać świrów i z pewnością arabscy chłopcy wyrywają torebki na ulicach. I z pewnością żyją tam też zupełnie inni ludzie. Tylko, że kompletnie nic z tego wynika dla wartości samego filmu, który nie musi być wiernym obrazem profilu społeczeństwa.

                Poza tym myślę, że Julie Delpy ma pełne prawo podśmiewać się i karykaturować własny naród tak jak się jej spodoba a i sami Francuzi najwyraźniej nie mają z tym problemu, żeby śmiać się z siebie. Tradycja jest długa, wymieniając choćby Moliera, comedie francaise, filmy z Bourvilem czy Louis De Funesem, często krytycznie i złośliwie portretujących własny naród. Nie widzę więc żadnego powodu by być świętszym od papieża i obruszać się na to, że film jest budowany na stereotypach, tym bardziej, że ze stereotypami już tak bywa, że często tkwi w nich jakiś fragment prawdy.

                Pozdrawiam

                • kasiak1983

                  Oj, nie wiem, czy Dzień Świra jest oparty na stereotypie. Mnie sie nauczyciel polskiego nie kojarzył w ten sposób. I czy Dzien.. jest oparty na nieprawdzie? W krzywym zwierciadle, tak, ale ten obraz rzeczywistości jednak tam jest. Karykaturalny, przejaskrawiony ( moze ), ale jest. To taki śmiech przez łzy, jak dla mnie. I również obnaża polskie przywary, hipokryzje, głupote . Nie tylko Francuzi mają monopol na ocenianie samych siebie. Ciesze sie, ze powołałes sie na ten film. Nigdzie tez nie napisałam, że "2 dni.." to dno. Poniżej oczekiwan, tak.

                  • prewitt
                    ocena: 7

                    Stereotyp Polaka, nie nauczyciela polonistyki.

                    Już się miałem zamiar nie czepiać, ale nie rozumiem jakim cudem nie widzisz sprzeczności w tym co napisałaś. :) "Dwa dni w Paryżu" to Twoim zdaniem film stereotypowy, czyli w domyśle Francuzi wcale tacy nie są i Amerykanie też nie są tacy jak na filmie. Natomiast "Dzień świra" Twoim zdaniem najwyraźniej już nie jest stereotypowy, tylko "obnaża polskie przywary, hipokryzje, głupote" i tutaj już jednostronność punktu widzenia Cię jakoś nie denerwuje. Choć jest o wiele większa, bo cały film jest w zasadzie na jedno kopyto.

                    "Polskie" przywary? Myślisz, że inne nacje są od nich wolne - tam nie ma hipokrytów i durniów w podobnej ilości? :) Wbrew temu co usilnie próbuje wciskać obywatelom tego kraju masochistyczny nurt w publicystyce, kulturze, rozrywce - zapewniam Cię, że nigdzie na świecie nie brak durniów i nie mamy się specjalnie czego wstydzić.

                    Krytykujesz myślenie stereotypami, a zauważ, że podchodząc do sprawy w ten sposób, sama hołdujesz stereotypom. I oparcie fabuły na tych wymierzonych we Francuzów Cię irytuje, natomiast te celujące w Polaków są już okej. Albo jedno albo drugie. Albo ktoś uważa, że myślenie w kategoriach stereotypów narodowych jest złe, a jeżeli tak, to trzeba podchodzić konsekwentnie, niezależenie od kontekstu i od tego w kogo jest wymierzone. Albo jest okej w kinie rozrywkowym, a jeżeli jest okej, to też zawsze i nie może czasem być w porządku a czasem być wadą. Jak Ci nie przeszkadza na ekranie stereotyp polaczka, skundlonego i zawistnego, to dziwi mnie, że Ci przeszkadza stereotyp aroganckiego, zapatrzonego w siebie Francuza. W obydwu jest mniej więcej tyle samo prawdy i tyle samo kłamstwa.

                    • kasiak1983

                      Nie rozumiem Cie. Nigdzie nie napisałam, ze tylko Polacy lub tylko Francuzi potrafią być durnowaci. Przeciez to truizm.

                      Z Dniem Świra masz rację. Rzeczywiscie moze nie jestem konsekwentna. Ale rzeczony film z Kondratem posługując sie stereotypem, jednoczesnie niektore stereotypy łamie. I nie tylko chodzi o nauczyciela, ale rowniez o zjawisko tzw. Polaka-Katolika, a w filmie pokazana jest ta "wiara" poprzez wieczorną modlitwe. Trudno mi powiedziec, czy to posługiwanie sie stereotypem, czy nie. Ja do Dnia Swira podeszłam jak do obrazu, który , jak juz napisałam, obnaża Polaków. Stawia pod znakiem zapytania to, czym sie szczycimy itd. Ale pewnie ogólnie masz racje, do czego sie niechetnie przyznaję.

                      Pozdrawiam i dobrego tygodnia!

                      • prewitt
                        ocena: 7

                        Umiejętność przyznania komuś racji w dyskusji, bardzo dobrze o Tobie świadczy. Pozdrawiam również

                        • Mluxus
                          ocena: 7

                          Prewitt: gratuluje wypunktowania interlokutorki.
                          Kasiak: gratuluje odwagi cywilnej przyznania komuś racji (i to na forum Internetowym!)

  • milenasy milenasy

    kolejna pseudointelektualistak, ten film to komedia, satyra na pewno zachowania, bawia sie sterotypami, a ty pewnie oczeiwalas poprawnie politycznego filmiku niezwykle intelktualnego i ambitnego

    • ohpeggysue ohpeggysue

      dokladnie, dobrze ze te wywody ucichly marnowanie klawiatury

      • gabrielafrancuz gabrielafrancuz
        ocena: 9

        Gdyby nie było w tym filmie bazowania na stereotypach, to nie miałby on w sobie nic z komedii.
        Kawały też bazują na stereotypach. Zabrońmy opowiadać kawałów, kręcić takich filmów, pisać książek w stylu "Merde! Rok w Paryżu" Stephena Clarke'a. Bo jeden użytkownik Filmwebu z drugim burzy się o stereotypy.

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: