Tragedia posypana cukrem-pudrem

Pełna nadziei na obejrzenie prostego, acz relaksującego filmu, usiadłam wczoraj przed telewizorem... Początek zapowiadał się nawet obiecująco. Ale gdy do gry wkroczyła "dorosła" wersja głównej bohaterki, wszystko się posypało. Film zamienił się w koszmar.

Aktorka grająca Jennę (tak ona miała na imię?) paradowała po ekranie z non-stop wydętymi ustami, niczym ryba nadymka. Ta irytująca maniera była nie do zniesienia. Ponadto jej niekontrolowane (w zamyśle mające ilustrować zachowanie ciekawskiej trzynastolatki?) ruchy głowy i wykrzywianie twarzy w stu grymasach na sekundę były iście żałosne. Tak zachowują się sześciolatki, i to bardzo infantylne, a nie trzynastolatki... Kobieta przerysowywała KAŻDY element, każdą minę, że czasem miałam wielką ochotę podejść do niej, poklepać po plecach i delikatnie powiedzieć; "Słuchaj, Jenna, ja zauważyłam, że jesteś zaskoczona. Naprawdę, nie musisz się tak wykrzywiać, ja zrozumiałam co miałaś do przekazania." Grała kubłami.
Cały film był na maksa przewidywalny. Tak, rozumiem, to nie jest kino wysokich lotów. Nie, nie wymagam zbyt wiele od zwykłej komedyjki. Oczekiwałam po prostu czegoś co nazywa się:
a)niezłym scenariuszem
b)ciekawymi postaciami
c)przyzwoitą grą aktorską
Najbardziej żenująca była scena imprezy dziennikarzy. Tak jak w prawie każdej amerykańskiej komedyjce scenariusz był przewidywalny - główna bohaterka, choć inna od reszty, rusza w tan, hopsa po sali, zdobywając sympatię wszystkich dookoła. Inni do niej dołączają, tańcząc z nią układ taneczny, który oczywiście WSZYSCY znają. Bawią się znakomicie, impreza wypala, dzięki Jennie! Brawooo, wszyscy się cieszą, a pocieszny szef wykonuje chybotliwego moonwalka.
....To brzmi jak scenariusz czegoś bardzo złego, nieprawdaż? :)
Dodatkowo, jeszcze jedno - jak można wywnioskować z początkowych cen filmu, główna bohaterka pracuje w dobrej firmie, na dobrym stanowisku, ale nie jest to szczyt branży. W takim razie - skąd wzięła się piękna, długa limuzyna wioząca Jennę przez piękny, naszpikowany wieżowcami, skrzący się złotem i reklamami Tissota Nowy Jork? Pomijając to, że owa wizja była strasznie nachalna - tak, żeby widz pomyślał - "Jak w tym Nowym jorku jest fajnie, wszyscy piękni, bogaci, stać ich na mieszkanie w drapaczu chmur, nie to co u nas...". To było po prostu żałosne, te wstawki rodem z "wielkomiejskiego życia".
I nie chodzi o to, że ja nie lubię komedyjek, że nie lubię prostych filmów. Nie, ja je bardzo cenię! Tylko jest drobna, acz zauważalna różnica między prostotą, a prostactwem.
Lubię komedie, przy których nie trzeba myśleć. Na przykład: "Mamma Mia!", "Julie i Julia", "Bridget Jones", jest ich wiele. To osobna kategoria, nie wolno ich porównywać z filmami o ściśle artystycznym, bądź w zamyśle autora - inteligenckim charakterze.
Ten film jednak nie spełnił swojej roli. Przełączyłam kanał po jakimś czasie, zniesmaczona.... I będę przestrzegać znajomych, żeby nie oglądali tego filmu, a gdy będą chcieli dać wytchnienie neuronom, niech sięgną po coś innego.
Pozdrawiam. :)

9
  • Zgoda całkowita.
    Pani Jennifer Garner, swoją nadekspresyjną i nieudolną manierą, kładzie każdą rolę.
    Jest przy tym wyjątkowo irytująca.

  • A jak dla mnie juz poczatek zapowiadal ze to bedzie marny film xD lepsze pamietniki z wakacji :D i Garner jak Garner.. Scenariusz porypany jak malo co i kto, zenada straszna..

  • Przecież to, że tańczyli jak w teledysku "Thriller" było uproszczeniem; to nie jest śmiertelnie poważny film, tylko jedna z niezliczonych komedyjek romantycznych. Podobnie to (czego chyba nie zauważyłaś), że trzydziestoletnia trzynastolatka przecież, w króciuteńkim czasie załapuje wszystkie sprawy związane z pracą na takim stanowisku, a ta wymaga wszak wieloletniego doświadczenia.
    Filmów o przeskakiwaniu bohaterów w latach było trochę, ale pomyślałem że sobie w dzisiejszy wolny dzień włączę, choć po amerykańskiej komedii romantycznej nie spodziewałem się wiele. I mile mnie zaskoczyła; pewnie i Twoja ocena byłaby wyższa gdybyś wytrwała do końca.
    Co ważne, a co dopiero teraz, po seansie do mnie dotarło, nie było tam ani jednej wzmianki o seksie, a nawet nie słyszałem przekleństwa. Może też dlatego wydał mi się taki ciepły i inny od tych ostatnich pseudokomedii "romantycznych" made in Hollywood.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: