To nie jest arcydzieło, bo film jest jednowymiarowy

Często można znaleźć komentarze w stylu: ten film jest tak genialny (albo jest arcydziełem), bo jest dwuznaczny: nie wiadomo czy dziecko Szatana i jego sekta są prawdą czy tylko urojeniami głównej bohaterki. Większość jest zdania, że nie ma tu żadnych urojeń, ale są też tacy, którzy przypisują większą wagę psychologicznej warstwie filmu. Osoby te niestety same popadają w swego rodzaju urojenia: po obejrzeniu Wstrętu i Lokatora uważają, że Polański musiał umieścić tutaj drugie dno, odnoszące się do choroby psychicznej. Niektórzy (np. Diana) stoją na stanowisku, że dziwne zdarzenia zachodzące wokół Rosemery są tylko niezwykłym zbiegiem okoliczności. Do tych osób nie dociera nawet końcowa scena, kiedy cała tajemnica zostaje w pełni odkryta. Jest tu ta kropka nad i, aby nie było właśnie niedopowiedzeń. Ale to do nich nie trafia. TU NIC UKRYTEGO NIE MA! Nie obchodzi mnie to, że jacyś tam krytycy doszukują się też przesłanek objawów schizofrenii czy czegoś w tym stylu, bo opieranie się kimś tylko dlatego, że jest zawodowym krytykiem jest dalekie od racjonalnego rozumowania. Bo to jest zwykła NADINTERPRETACJA.

Na to że film jest czystym horrorem, a nie delirycznymi wizjami kobiety w ciąży, wskazuje ogromna liczba argumentów, które pojawiają się właściwie od początku filmu. Po kolei:

- zbyt spokojne, wręcz groteskowo spokojne zachowanie tych dziadków, gdy dowiadują się od policji, że ich adoptowana córka popełniła samobójstwo. Żadnego wstrząśnięcia, teatralne zachowanie, a dziadek przyjmuje tę wiadomość bez żadnego zaskoczenia. (Wprawdzie tłumaczy się, że wiedział, że tak będzie, bo dziewczyna popadała w depresję co parę tygodni, ale to przecież żadna wymówka - depresja a samobójstwo to niebo a ziemia). Dodatkowo kontrastuje to z poprzednią sceną zaprzyjaźnienia się Rosemery z nią: dziewczyna nie ma żadnych oznak depresji, wygląda raczej na szczęśliwą;

- nagłe, bezprzyczynowe oślepnięcie aktora, dzięki czemu mąż Rosemery (Guy) może go zastąpić i osiągnąć większe sukcesy;

- gdy po wypiciu koktailu Rosemery mdleje, Guy zanosi ją do łóżka, i każe się wyspać. Ona mówi, że przecież mieli "zadanie", a on, że to się nie spieszy. Potem jednak gdy Rosemery śni się, że diabeł ją gwałci i budzi się, Guy przyznaje, że gdy ona była nieprzytomna, to on wykonał sam "zadanie" - bez jej zgody. Po pierwsze nagle zmienił zdanie, po drugie jak mąż mógł w ogóle coś takiego zrobić żonie?? W pewnym sensie miał ją zgwałcić.

- podejrzliwy przyjaciel (Hutch) Rosemery dostrzega, że coś jest nie tak, najpierw gubi rękawiczkę, umawia się na rozmowę z Rosemery i nagle bezprzyczynowo wpada w śpiączkę, a potem umiera;

- nowy lekarz, niby taki dobry, ale mało wrażliwy na dokuczliwe bóle ciężarnej Rosemery, które już długo się utrzymują;

- absurdalne zachowanie Guya, który ewidentnie nie chce aby Rosemery spotkała się z dr Hillem, nawet mówi, że to nieuczciwe wobec tego nowego;

- Hutch przed śmiercią chciał żeby Rosemery dostała książkę o czarownikach. Jest tam tanis, jest anagram, który Rosemery odszyfrowuje i dostaje imię i nazwisko tego dziadka Roman Casetevet. Jest synem innego czarownika. Na zdjęciach jest ten sam dom, wiek urodzenia pasuje do wieku dziadka, oczy 13-letniego syna czarownika na zdjęciu są podobne do Romana. Do Guya nie przemawiają żadne logiczne argumenty, które przedstawia Rosemery;

- Guy wyrzuca tę książkę o czarownikach, bo nie chce, żeby to czytała. Jak mąż może zrobić coś takiego żonie?

- W nowo kupionej książce o czarownikach Rosemery wyczytuje, że czary rzucone na ofiary mogły powodować rzekomo naturalne jej oślepienie, ogłuszenie, sparaliżowanie, zabicie;

- W przychodni Rosemery dowiaduje się, że ten lekarz też pachnie często tym tanisem;

- kiedy Guy z tym lekarzem zabierają przestraszoną Rosemery od Hilla, ona ucieka od nich. Kiedy ją znajdują co robią? Rzucają się na nią i wstrzykują jej jakiś uspokajacz albo usypiacz? Jakim prawem? Bo niby jest lekarzem? Napadają niewinną i bezbronną kobietę, a nie wariatkę, która atakuje ludzi albo niszczy mienie;

- ostatnia scena nie pozostawia żadnych niejasności: Rosemery wchodzi do pokoju satanistów, tam kołyska, a w niej leży małe diablątko. W tej scenie nie występuje ani jeden element świadczący, że to jakieś kolejne urojenie, halucynacja czy sen. Wszystko tu jest jednoznaczne.


Powyższe argumenty nie pozostawiają żadnych, nawet najmniejszych możliwości dopuszczenia, że oglądamy kolejną wersję Wstrętu czy Lokatora. Ale pomijając nawet zakończenie, widać ile "zbiegów okoliczności" zdarzyło się wcześniej; prawdopodobieństwo jest praktycznie zerowe. Myśląc w ten sposób żaden bandyta, który nie przyznaje się do winy, nie powinien zostać skazany przez sąd, bo przecież istnieje jakieś maciupkie prawdopodobieństwo, że to nie był on sprawcą.

Dziecko Rosemery przez swoją dosłowność ogromnie film traci na wartości. Gdyby Polański był bardziej odważny, to powieść potraktowałby tylko jako punkt wyjścia do przedstawienia własnej "poschizowanej" wersji. Zakończenie powinno pozostawić widza w niepewności czy te obrazy są tylko urojeniami lub halucynacjami czy też prawdziwymi zdarzeniami. A tak film zostaje całkowicie obdarty z tajemnicy. Reżyser poszedł na łatwiznę; film staje się płaski głównie przez niewyrafinowane zakończenie i zbyt dużą liczbę zbiegów okoliczności, nie pozwalających traktować filmu inaczej jak jednowymiarowej i pustej opowiastki o zmaganiu się wrażliwej, delikatnej kobiety w ciąży z bandą satanistów. W dodatku sam Szatan staje się realną postacią, co nie sprzyja wizerunkowi filmu.

Dlatego nie ma możliwości powiedzieć, że Dziecko Rosemery to arcydzieło. Książka to nie film i chociaż jej nie czytałem, to z tego co wiem, obraz wiernie ją przedstawia. Paradoksalnie to stanowi wielką wadę filmu. Bez roli Mii Farrow oceniłbym go na 6/10. Jednak rewelacyjna i powalająca prawdziwością w każdym ujęciu Farrow (doskonałe wyważenie wyrażania emocji) dodaje temu filmowi to coś pozytywnego, że oceniam cały film na 7/10. Nie mam zastrzeżeń, jeśli ktoś oceni film na 8, nawet na 9, ale 10 jest zwykłą przesadą.

19
  • Filmem się zawiodłam dlatego iż jest identyczny jak książka. Praktycznie wszystko zostało przedstawione, rzadko kiedy się spotykam z tak wiernym odwzorowaniem książki! No może oprócz faktu iż nie zobaczyliśmy dziecka i jego wyglądu. W książce był on opisany (zaczątki różek, szponki, zwierzęce oczy...).
    Co do tematu głównego to...nigdy bym nie pomyślała, że Rosemary ma urojenia. Tego wszystkiego jest zbyt wiele, jak już zdążyłeś sumiennie wyliczyć.

    • Tak, niepokazanie diablątka jest jest jedynym elementem, który dodaje nieco tajemniczości filmowi. Ale w ogólnym rozrachunku za dużo dopowiedzeń, za mało niedopowiedzeń. I tak, są głosy przemawiające za schizofrenią bohaterki... tylko dlatego, że 3 lata wcześniej nakręcił Wstręt, Lokator był znacznie później.

      • Właśnie brakuje mi "tego czegoś" w tym filmie. Trudno to wytłumaczyć, ponieważ zazwyczaj jeśli ekranizacja jest dobra, to czymś się odróżnia od książki, jakaś ciekawa perspektywa itp.; a jeśli słaba to coś zostało niedopowiedziane przez co dzieło traci urok. Tutaj natomiast niby wszystko jest jak z książki, a jednak nie ma tego klimatu.
        Możliwe, że zabrakło tajemnicy. Dodatkowo sasiedzi nie są przedstawieni odpowiednio "mili na siłę". Powinni chociaż na pozór wzbudzać sympatię, w filmie od razu widać że to jakieś ciemne typki. Postaci w filmie określiłabym nawet jako "roboty" o.O Grają to co mają do odegrania i tyle.

    • MeMarie - książka serio taka dobra? :) muszę chyba przeczytać, bo ciekawi mnie opis dziecka..

      • Opisu dziecka nie było zbyt wiele:) Ciekawiej były opisane sny Rosemary, słoneczny klimat miasta kontrastujący z samopoczuciem Rosemary, bardziej życzliwie objawiają się sąsiedzi, czuć rozpacz pułapki w jakiej znalazła się bohaterka...ja słuchałam audiobooka i rozdziały porozdzielane tą złowróżebną muzyką (to chyba jest lullaby) naprawdę przyprawiała mnie o dziwne uczucie złowrogiego oczekiwania na coś. To był strzał w dziesiątkę.
        Film w porównaniu z książką to tak jak hmm miłość romantyczną napisać wzorami chemicznych substancji. Czyli suche fakty.

  • Zapis dyskusji:
    http://www.filmweb.pl/film/Dziecko+Rosemary-1968-1104/discus...

    Zawracam uwagę na ten wątek:
    "Jest jeszcze jedna interpretacja, może usiłująca pogodzić racjonalizm i irracjonalizm. Zakładamy, że sataniści są faktem nie imaginacja. Wierzą, ze Rosemary może stać sie matką szatana. Pozyskują męża obietnicami sukcesów i powodzenia, zaś Rosemary narkotyzują i w kultowym obrzędzie gwałci ja przebrany za Szatana wyznawca. Szatan jest przecież bezpłodny, z tego co czytałem. Ale może przecież posłużyć sie człowiekiem. Następnie Rosemary jest częstowana środkami, które ingerują w płód (czytaj: zniekształcenia fizyczne), stąd długotrwałe bóle. Na świat przychodzi "dziwne" dziecko, stad histeryczna reakcja matki, gdy pierwszy raz je zobaczy...
    Nie ma schizofrenii Rosemary, nie ma też Szatana, jest natomiast spisek i obłąkani czciciele Zła z marzeniem o powołaniu Diablęcia do życia."

    • Nie, jest to kolejna nadinterpretacja. Każdą hipotezę można na siłę wcisnąć, ale aby ją uznać za możliwą, trzeba postarać się ją uargumentować lub dowieść. W filmie nie ma żadnych argumentów przemawiających za tym, że płód został zdeformowany przez koktaile.

      • Przeczytaj przywołaną dyskusję.

        • Czytałem. To na jej podstawie napisałem cały komentarz.

          • Równie dobrze można uznać, że sprowadzenie filmu do jednej, jedynej interpretacji jest jego uproszczeniem i spłaszczeniem.

            • Nie, nie można. Powtarzam: "Każdą hipotezę można na siłę wcisnąć, ale aby ją uznać za możliwą, trzeba postarać się ją uargumentować lub dowieść." Wskaż choćby jeden element/argument występujący w filmie świadczący o możliwej trzeciej interpretacji. Banda staruszków - sekciarzy, którzy deformują płód napojami, aby nieco przypominał diabła? To jakaś surrealistyczna komedia s-f. Taka interpretacja jest zupełnie niedorzeczna.

              • Ale tu niec chodzi o każdą hipotezę, ale o jedną, dość konkretną, opartą na kluczu realistycznym, gdzie nie ma miejsca dla Diabła w Nowym Jorku. Banda staruszków-satanistów czekających na swego Mistrza jest równie groteskowa (jeśli nie bardziej) jak banda staruszków-satanistów deformujących płód.

                • Właśnie, nie jest bardziej groteskowa, przeczytaj co niżej napisałem:

                  "Bo żaden potwór im nie wyszedł, a tylko ludzkie dziecko upośledzone fizycznie, które niczym innym się nie różni od reszty. Bo jeśli te napoje miałyby wpłynąć na szatański umysł dziecka, to skąd niby mieliby wziąć napój tworzący de facto diabła (umysł i świadomość Szatana)? Przecież miało być racjonalnie, nieprawdaż? To już wolę prawdziwego Szatana, który zstąpił z piekieł i sam podał Rosemery swój "napój" gdy spała..."

                  W tym rzecz, że tutaj sekta ma znaczenie realne, bo tworzy REALNEGO diabła. Bez sensu, jak diabeł ma panować jako człowiek? Obejrzyj jeszcze raz końcową scenę, jak przemawia Roman do Rosemery: czekali 2 tysiące lat... Diabeł ma zastąpić Chrystusa, który podobnie został poczęty na ziemi jako człowiek. Chcą dokonać przewrotu w historii religii, aby Szatan stał się Panem, którego ludzie będą wyznawać.

                  Czy wiesz w jaki sposób dana religia opanowuje społeczeństwa? Najpierw powstaje sekta, wokół której pewna grupa osób się zbiera i odprawia rytuały. Stara przyciągnąć jak największą liczbę ludzi do siebie. Z czasem, gdy liczba ta rośnie, dana religia zastępuje starą i opanowuje społeczeństwa. Następuje przewrót. Tak właśnie religie zmieniały się w kolejnych epokach. U nas akurat chrześcijaństwo góruje, co nie znaczy, że zawsze tak będzie i że nic go nigdy nie zastąpi. Dziecko Rosemery mówi właśnie o tym.

                  Dlaczego takie jest zakończenie a nie inne? Dlaczego nie ma masakry albo prawdziwego strachu? Bo nagle film przekształca się z horroru w dramat egzystencjalny: kobieta o wyznaniu katolickim zaczyna uśmiechać się do swojego diablątka, co symbolizuje jej przemianę duchową. Sekciarze wykorzystują miłość matczyną do swoich celów; z czasem Rosemery może porzucić katolicyzm na korzyść satanizmu. Jest to opowieść o sile sekciarzy i w jaki sposób potrafią przyciągnąć kolejne rzesze osób do siebie.

                • "Bo żaden potwór im nie wyszedł, a tylko ludzkie dziecko ..."

                  W tym problem - nie wiadomo, kim jest dziecko. Na ekranie go nie pokazano. Więc wbrew twoim sądom, nic nie zostało dopowiedziane.

                  Piszesz o jakiejś przemianie duchowej Rosemary w ost. scenie. Nie widze żadnej przemiany. Ciągle jest przerażona matka i matka, która kocha swoje dziecko.

                  " z czasem Rosemery może porzucić katolicyzm na korzyść satanizmu..."

                  O, jaka ładna nadinterpretacja. Bo przecież w filmie nie ma śladu choć podstaw do takich gdybań.

                • "W tym problem - nie wiadomo, kim jest dziecko. Na ekranie go nie pokazano. Więc wbrew twoim sądom, nic nie zostało dopowiedziane."

                  Na ekranie nie trzeba było go pokazywać. Rosemery była w ciąży, prawda? Nagle nie jest w ciąży, prawda? Potem nagle słyszy płacz dziecka, niby sąsiadów, dziwne, że się wprowadzili akurat wtedy gdy ona urodziła. Widzi kołyskę, w której kołysze się niemowlęta. Widzi dziecko, które jest dziwne, nieludzkie, bo ma nieludzkie oczy. Krzyczy przerażona, co zrobiliście z jego oczami. Nie mówi o różkach, widełkach, skórze, tylko o oczach. Mało tego, rozmawia o tym dziecku z Romanem, który mówi jej, jak jest: że to oczy jego ojca. Ale nie Guya, bo to nie prawdziwy ojciec, tylko Szatana. Jest więc wszystko dopowiedziane, tylko nie pokazane. Jak coś płacze jak dziecko, ma rozmiar dziecka, wygląda niemal jak dziecko, to można powiedzieć, że to dziecko.

                  "Piszesz o jakiejś przemianie duchowej Rosemary w ost. scenie. Nie widze żadnej przemiany. Ciągle jest przerażona matka i matka, która kocha swoje dziecko."

                  Ty nie widzisz, ja widzę. Końcowa scena uśmiechu do dziecka podczas jego kołysania na to wskazuje. I nie chodzi o pełną przemianę, ale o zaczątek przemiany, która już może się dokonać w wyobraźni widza.

                  "O, jaka ładna nadinterpretacja. Bo przecież w filmie nie ma śladu choć podstaw do takich gdybań."

                  Są podstawy. Guya przyciągnęli, niebezpiecznych zabijają siłą czarów, mają swoje sztuczki, a film mówi o sile działania sekty.

                • "Rosemery była w ciąży, prawda? Nagle nie jest w ciąży, prawda? (...)"

                  Odkrywczy wątek. Zważywszy, że mamy do czynienia z młodą mężatką. Może nie wiesz, ale młode kobiety czasem zachodzą w ciąże. Skoro nikt nie twierdzi, że dziecka nie było, po co te wywody bez sensu?
                  U Polańskiego specjalnie zostały tylko oczy, aby widz nie miał pewnosci, że widzi syna Diabła. To zabieg celowy. I niepewność zostaje.

                  Niejasne: o jakiej przemianie Rosemary - jakoby zaistniałej w wyobraźni widza - piszesz?

                  Nadinterpretacja: Rosemary jako przyszła satanistka. Dlaczego nadinterpretacja? Bo siła Rosemary płynie przecież ze sprzeciwu wobec Zła. Jest dobra, od początku do końca. Nie ma śladu jakiegokolwiek zrozumienia dla uwielbienia wobec Szatana, dla zabójstw, kłamstw, oszustw. Nie ma śladu podstaw, aby uznać, że Rosemary może sklonić się ku kultowi Diabla. Tylko ty to widzisz, zapomniałem... Bo w filmie tego nie ma.

                • "Skoro nikt nie twierdzi, że dziecka nie było, po co te wywody bez sensu?"

                  Jak bez sensu? Wątek się plącze, bo wcześniej dyskusja dotyczyła dziecka zdeformowanego przez napoje. Napisałem, że to ciągle tylko dziecko ludzkie, tylko zdeformowane. Ty, że nie wiadomo czym/kim jest dziecko. A ja podaję Ci teraz argumenty, że wiadomo, że jest to dziecko Rosemery, czyli dziecko ludzkie (płacze, wygląda itd). No i się zaczęło. Więc albo mówimy o dziecku zdeformowanym - jako dziecku dwóch ludzi, albo o dziecku kobiety i Szatana.

                  "U Polańskiego specjalnie zostały tylko oczy, aby widz nie miał pewnosci, że widzi syna Diabła. To zabieg celowy. I niepewność zostaje."

                  A za chwilę dowiadujemy się od Romana, że ojcem jest Szatan. Wszystko się wyjaśnia. Pleciesz, że jest niepewność, bo jej nie ma. Po prostu wmawiasz sobie, że tu jest jakakolwiek niepewność nie przyjmując faktów. Nigdzie nie ma sygnałów, że Ci sataniści są wymysłem, ani że kłamią o tym ojcu.

                  "Nadinterpretacja: Rosemary jako przyszła satanistka. Dlaczego nadinterpretacja? Bo siła Rosemary płynie przecież ze sprzeciwu wobec Zła. Jest dobra, od początku do końca. Nie ma śladu jakiegokolwiek zrozumienia dla uwielbienia wobec Szatana, dla zabójstw, kłamstw, oszustw. Nie ma śladu podstaw, aby uznać, że Rosemary może sklonić się ku kultowi Diabla."

                  Właśnie jest. Przecież ONA NIE STWORZYŁA TEGO DZIECKA. TO TYLKO CZĘŚĆ JEJ. Przecież ojcem jest Diabeł. A ona jest katoliczką, kocha Boga, a nienawidzi Diabła. Dziecko należy do Diabła. Samo jest częściowo Diabłem. I nagle się uśmiecha do niego... przecież to jest ewidentny symbol przemiany duchowej! Czy naprawdę muszę tłumaczyć 10 razy?

                • Dziecko zdeformowane to hipoteza, nie pewnik. Podobnie jak to, że to syn Diabła. Natomiast nikt - poza tobą - nie twierdzi, ze są jakiekolwiek wątpliwości w kwestii tego, czy dziecko istnieje.

                  Od Romana dowiadujemy się tylko tego, co on sądzi o dziecku Rosemary, czy to prawda, to już inna sprawa. Wierzą w Szatana, oczywiście, ale czy to powód żebym ja w niego wierzył?

                  Przemiana duchowa (sic!) Rosemary: bo się uśmiecha do dziecka (!). Zabójcza nadinterpretacja. Przecież ona nie uśmiecha sie do Szatana (czy do tej czesci, ktora w nim jest) - przeciwnie, usmiecha się mimo Szatana, uśmiecha się, bo kocha swoje dziecko, mimo satanistów, mimo gwałtu. Nie ma tu śladu akceptacji dla kultu Szatana, jest natomiast ogromna miłosć do dziecka, jakiekolwiek by było. Chętnie powtórzę drugi raz, ale dziesiaty już raczej nie.

                • "Dziecko zdeformowane to hipoteza, nie pewnik. Podobnie jak to, że to syn Diabła."

                  Na jakiej niby podstawie twierdzisz, że podawane środki zdeformowały płód? Na żadnej! To tylko twoje widzimisię, nieuzasadnione przekonanie. Ba, wiara! To nie jest hipoteza. Poczytaj w wikipedii co to jest hipoteza:

                  Hipoteza (gr. hypóthesis – przypuszczenie) – osąd, który podlega weryfikacji lub falsyfikacji.

                  Masz tu jakąś weryfikację czy falsyfikację? Nie. Natomiast dziecko diabła - to jest hipoteza. Weryfikacja? Mnóstwo. Podawałem mnóstwo argumentów. Nie można tego ściśle "zweryfikować", bo to tylko film, ale jest argumentacja. I to wystarczy. Bo na tym właśnie polega interpretacja dzieła.

                  "Od Romana dowiadujemy się tylko tego, co on sądzi o dziecku Rosemary, czy to prawda, to już inna sprawa. Wierzą w Szatana, oczywiście, ale czy to powód żebym ja w niego wierzył?"

                  Od Romana nie dowiadujemy się co sądzi o dziecku Rosemery. Mówi na głos PRZED WSZYSTKIMI w sali kim jest ojciec dziecka. Dlaczego tak manipulujesz faktami? Tak, to jest powód, żebyś Ty wierzył. Bo nie ma żadnego sygnału, że to jest nieprawda, że oni kłamią, że coś znowu knują, że coś ukrywają, albo że Rosemery słyszy i widzi rzeczy, które pochodzą tylko z jej głowy. Nie. Nie ma takich podstaw.

                  Są tylko podstawy do tego, żeby stwierdzić, że w czasie rytuału satanistów pojawił się jakiś duch zwany Szatanem, który wstąpił w Rosemery. Przecież nie musiał istnieć fizycznie! Czy ja to gdzieś napisałem? Wywołali w swoich gusłach swojego złego ducha, którego Rosemery poczuła całą sobą, widziała jego ohydne łapska, bo tak sobie sama wyobraża diabła (przecież realność zdarzeń może się połączyć tutaj z jej wyobrażeniami), ale samo dziecko już staje się ucieleśnieniem tego ducha. Jak para zaczyna się skraplać, aż zamieniać w lód... Nie trzeba naprawdę wymyślać cudów z jakimiś chemikaliami czy dziwnymi środkami, żeby uzasadnić fakt zajścia w ciążę z Szatanem.

                • Nie, to hipoteza - wskazanie na możliwość wyjaśnienia dziwnego wyglądu dziecka inaczej niż działaniem Diabła. Bo jeśli Diabła nie ma (założenie) , to musimy szukać przyczyn z tego, nie tamtego świata. Tej hipotezy potwierdzić nie sposób, oczywiście.

                  "Od Romana nie dowiadujemy się co sądzi o dziecku Rosemery. Mówi na głos PRZED WSZYSTKIMI w sali kim jest ojciec dziecka. "

                  Nie, on przede wszystkim mówi to, co sądzi o dziecku Rosemary. Wierzy w to, oczywście, ale dlaczego ja mam mu wierzyć?Bo mówi "przed wszystkimi? Zabawne. Jeśli Hitler mówił przed wszystkimi, ze Żydzi to podludzie, to kwestia\wiary czy faktów?

                  "Są tylko podstawy do tego, żeby stwierdzić, że w czasie rytuału satanistów pojawił się jakiś duch zwany Szatanem, który wstąpił w Rosemery. ..."
                  Jest mały problem: Szatan jest bezpłodny - nie odsyłam do Wikipedii, ale może do jakiegoś przystępnej Encyklopedii demonologii. Może widzowie widzieli teatrzyk, a nie "prawdziwego" Demona, który zapładnia (tylko czym?) Rosemary.

                • "Nie, on przede wszystkim mówi to, co sądzi o dziecku Rosemary. Wierzy w to, oczywście, ale dlaczego ja mam mu wierzyć?Bo mówi "przed wszystkimi? Zabawne. Jeśli Hitler mówił przed wszystkimi, ze Żydzi to podludzie, to kwestia\wiary czy faktów?"

                  Już rozumiem, Rosemery i reszcie osób w sali tylko wydaje się, że widzą diablątko (Rosemery w końcu nie protestuje, że ojcem jest Szatan). Albo - jeszcze lepiej - Rosemery wierzy Romanowi, a Roman z resztą (włączając w to oczywiście jej męża) robią w balona Rosemery, wmawiając jej, że ojcem jest Szatan. Ufff, ile tych hipotez można wymyślać. Spoko...

                • Pewnie, że spoko. Tylko trzeba mieć oczy otwarte, a nie klapki. Te lepiej nosic na nogach.

                • Rosemary przechodzi przemianę duchową na zasadzie, że tak, jest przerażona ale jest przedewszystkim matką i w jej sercu rodzi się nadzieja, że jeśli będzie wychowywać go na dobrego człowieka, będzie takim. I to zaneguje jego diabelskość - nie zgadza się przez to aby był nazwany Adrianem. Nazywa go tak, jakby był jej normalnym dzieckiem, jakby nic się nie zmieniło.
                  Akceptuje zmiany. Hipoteza iż tematem głównym filmu jest proces przemiany religijnej jest bardzo ciekawa. I odzwierciedla częste podejście ludzi do niej "to nic, że niektóre dogmaty są głupie a zasady barbarzyńskie - będę dobrym człowiekiem i to Bóg doceni, to się liczy".

                • Ale wy rozpatrujecie dzieło na podstawie tylko filmu czy też książki? Bo raczej jeśli chodzi o temat dzieła, nie powinny od siebie odbiegać. A więc jeśli chcecie więcej odpowiedzi należałoby poszerzyć swoją wiedzę o książkę, gdzie można ich odszukać więcej.
                  Przedstawiona 3 hipoteza jest kusząca, nie powiem. Ale na końcu mamy opis dziecka zniekształconego tak, że przypomina diablątko. Ma nawet rękawiczki, aby się nie zadrapało szponkami. Żaden narkotyk nie ma zdolności zmieniać oczu w zwierzęce, rąk w szpony i wywoływać porost rogów. Chyba, że sataniści byli tak naćpani tanisem, że mieli zbiorowe urojenia. Ale Rosemary przestraszyła się na widok dziecka, wiadomo dlaczego.

                • Polański nakręcił film, nie napisał książki - wniosek jest chyba oczywisty?

                • Mimo wszystko, nadal jestem zdania że książka od ekranizacji nie powinny od siebie odbiegać znacząco jeśli chodzi o temat, przesłanie & all the stuff.
                  Zresztą - nieważne, i tak jestem za najprostszym wyjaśnieniem wydarzeń (sekta i realny szatan, w końcu to tylko fikcja a nie reportaż).

                • Wiesz, praktyka jest inna. Reżyser może posłużyć się wzorem literackim, żeby opowiedzieć swoją historię, nie kopiować pisarza.

      • " W filmie nie ma żadnych argumentów przemawiających za tym, że płód został zdeformowany przez koktaile."
        Widziałs dziecko? Nie. To skąd wiesz, że to "naprawdę" Diablątko, anie zdeformowany.koktajlami "dziwny" płód? Przyjmując intertpretację racjonalistyczną. to dość logiczne wytłumaczenie.

        • To nie jest logiczne wytłumaczenie, a właśnie nielogiczne i niedorzeczne. Sekta tworząca potwora Frankensteina to chory wymysł ludzi usiłujących znaleźć tu racjonalne wytłumaczenie. Bo żaden potwór im nie wyszedł, a tylko ludzkie dziecko upośledzone fizycznie, które niczym innym się nie różni od reszty. Bo jeśli te napoje miałyby wpłynąć na szatański umysł dziecka, to skąd niby mieliby wziąć napój tworzący de facto diabła (umysł i świadomość Szatana)? Przecież miało być racjonalnie, nieprawdaż? To już wolę prawdziwego Szatana, który zstąpił z piekieł i sam podał Rosemery swój "napój" gdy spała...

          • "To nie jest logiczne wytłumaczenie, a właśnie nielogiczne i niedorzeczne. "

            A wiara w Szatana i możliwość spłodzenia jego potomka na ziemi jest z kolei logiczna i dorzeczna, tak?

            • Jest logiczna i dorzeczna na poziomie konwencji danego filmu. Przecież wiadomo, że to jest tylko film (książka), której wydarzenia mają sens gdy rozpatruje się konwencję horroru. Drugie dno filmu to symbole nawiązujące do przemian religijnych (sekta chce by diabeł powstał tak jak kiedyś Chrystus i przygarnął swoimi naukami nowych uczniów). DIabeł staje się symbolem powstania nowej religii, która zastąpi chrześcijaństwo. Na tym poziomie film zachowuje pełną powagę sytuacji: dziecko to diabeł a nie jakiś down! Dopiero wtedy bowiem całość nabiera sensu metafizycznego.

              • Pytanie o konwencje to również kwestia intencji Polańskiego - a tam wyraźnie jest mowa o chęci stworzenia niejednoznacznej fabuły (patrz cytaty w dyskusji Diana-Hauser) . I to właśnie mamy na ekranie, inaczej niż w jednoznacznie podanej powieści. . Ty nie widzisz, inni już tak.

                "DIabeł staje się symbolem powstania nowej religii..."

                Serio nowej? ;)

                • Nie ma tu żadnej kwestii intencji Polańskiego. Nie ma znaczenia, co on chciał pokazać, czy chciał, czy nie chciał. Także z tego powodu, że gadać może jedno, robić drugie oraz raz może powiedzieć tak, drugi raz inaczej. Liczy się tylko to co widać na ekranie - to są jedyne fakty, na których można opierać swoje interpretacje, a w nich wszystko jest jednoznaczne. Gdyby nie było jednoznaczne, to - powtarzam - musiałyby występować sygnały mówiące o tym. Takowych brak. Dlatego mam rację ja, a Ty nie masz.

                • W przypadku artysty istotne są intencje, bo można założyć, że artysta bedzie wiedział jak te intencje przyoblec w ciało.

                  " Liczy się tylko to co widać na ekranie..."
                  I czego nie widać. A nie widać Diablątka, prawda? Więc pewności mieć nie można.
                  Gdyby przyjąc (patrz wersja Diany) że wszystkie niepokojące sygnały sa efektem zaburzeń Rosemary twoja jednoznaczność sypie się niczym domek z kart.

                • Jeśli intencje artysty miałyby się liczyć, to właśnie Twoja i Diany argumentacja pada jak domek z kart: film jest "perfekcyjną" ekranizacją książki, która wszystko opisuje identycznie, tylko dodatkowo wygląd diablątka jest opisane. Gdyby artysta-reżyser miał inne intencje niż pisarz, toby nakręcił inaczej film, nie odwzorowywałby dokładnie książki, miał inny pomysł na film. Tak się nie stało. Twoje założenia nie mogą być prawidłowe.

                  "Gdyby przyjąc (patrz wersja Diany) że wszystkie niepokojące sygnały sa efektem zaburzeń Rosemary twoja jednoznaczność sypie się niczym domek z kart."

                  W pierwszym komentarzu w pełni obaliłem stanowisko Diany, że nie możemy mieć do czynienia z żadnymi zaburzeniami i nie rozumiem jak możesz się jeszcze z tym kłócić. Moje argumenty są tak jasne i logiczne, że nie da się ich odrzucić.

                • W książce pojawiają się różki i ogonek dziecka, w filmie nie - więc gdzie to twoje "identyczne"? Książka nie pozostawia wątpliwosci, film daje podstawy do niejednoznacznego czytania.

                  Nie sądzę, żebyś obalił interpretację Diany, po prostu ignorujesz jej założenia. Wiesz, jest takie powiedzenie, że jeśli ktoś uważa, że ma 100 procent racji,najpewniej nie ma jej wiele.

                • Film daje podstawy do niejednoznacznego czytania tylko dzięki temu, że diabełka nie pokazali? Przecież gdyby pokazali, tobyście i tak skwitowali, że to ciągle jest zdeformowany płód albo halucynacje.

                  Interpretacja Diany została przeze mnie w pełni obalona i tu nie ma żadnych wątpliwości. Możesz sobie mieć inne przekonanie, ale to zwykła pusta wiara. Liczba zbiegów okoliczności, nawet pomijając zakończenie, jest tak wielka, że wręcz nieracjonalne jest twierdzenie, że - przy danej konwencji filmu - sataniści są tylko wymysłem biednej kobiety.

                • Nikt nie twierdzi, ze sataniści muszą być wytworem wyobraźni Rosemary. O to właśnie chodzi, ze nie muszą. Mogą.
                  Powtarzając w kółko jedno zdanie (obaliłem, obaliłem, obaliłem...) nie sprawisz ze, ze stanie się bardziej wiarygodne.

                • O to chodzi, że nie mogą, bo to udowodniłem (czyli obaliłem, że mogą).

                • Diana:
                  "W "Dziecku Rosemary" nie ma nic, czego nie dałoby się wytłumaczyć zbiegiem okoliczności, dziwaczną konfiguracją zdarzeń itd. i chociaż niektóre mogą zastanawiać (ta pozostawiona rękawiczka, ta śmierć przyjaciela), w sumie nie wykraczają poza reguły prawdopodobieństwa, a jak wiadomo, dowolne zdarzenie, nawet najmniej prawdopodobne, o ile możliwe, może zajść w wystarczająco skomplikowanym układzie zmiennych (a takim jest z pewnością świat). I dlatego w świetle przyjętej przeze mnie interpretacji (jednej z dwóch możliwych, z czym nie polemizuję), finał nie rodzi dysonansu, jest przedłużeniem, niezbędnym wręcz dopełnieniem obrazu coraz bardziej popadającego w paranoję umysłu Rosemary. :)"

                  Inne załozenie, inne konsekwencje.

                • Niech Ci już będzie, to się nazywa "wolność myśli". Idąc tym tropem ja uważam, że Rosemery uroiła sobie całą ciążę, nie było żadnego dziecka, uroiła sobie także męża, sąsiadów i nowy dom. W rzeczywistości siedzi w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym, gdzie sobie snuje historie na temat swojego rzekomego życia. Tak to widzę.

                • ... zapomniałeś dodac, że rzecz cała ma miejsce na marsjańskim statku kosmicznym.

                • A po co marsjański, przecież wolisz racjonalizm w filmie. Skoro Ty przyjmujesz takie zabawne założenie, że "skoro nie było widać dziecka w filmie, to znaczy że mogło być zdeformowane albo nawet być normalne", to ja idę za tą samą drogą: skoro nie było widać zakładu psychiatrycznego, to znaczy, że Rosemery mogła tam siedzieć. To jest ten sam rodzaj absurdu co u Ciebie.

                • Niezupełnie. Podważam tylko twoje dobre (czy raczej bardzo dobre?) samopoczucie wynikajace z założenia, ze wszystko wiesz, wszystko rozumiesz, a jeśli ktos przyjmuje mozliwosc istnienia innych interpretacji, to jest niemądry.
                  Przy okazji - gdzie napisałem, ze moim zdaniem, dziecko jest zupełnie normalne?

                • "jeśli ktos przyjmuje mozliwosc istnienia innych interpretacji, to jest niemądry."

                  Ale ten ktoś przyjmuje możliwość istnienia interpretacji bezpodstawnie. Twoją jedyną "podstawą" było to, że dziecka w filmie nie widać (co wynika z wcześniejszej dyskusji). Więc moją jedyną "podstawą" jest to, że zakładu psychiatrycznego nie widać.

                • " Twoją jedyną "podstawą" było to..."

                  Kolejne pudło, nawet niejedno. Bo raz: to interpretacja Diany, nie moja, dwa: jej argumenty dotyczą wielu innych spostrzezeń niz tylko wyglądu dziecka (wystrarczy poczytać dyskusję), trzy: sam skłaniam sie ku intepretacji demonicznej.

                • A jakież to spostrzeżenia ma Diana, bo nie pamiętam? Jedynie co co robiła, to kwitowała wszystko zbiegiem okoliczności i wyobraźnią Rosemery. A te argumenty zostały już tak przewałkowane (czytaj obalone), że stają się nudne.

                • Podstawą interpretacji Diany jest racjonalne (zamiast nadnatiuralnego) tłumaczenie wydarzeń - wystarczy poczytać dyskusje.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: