Wszystko w tym filmie było dobre

...oprócz scenariusza. Historia sama w sobie bardzo ciekawa, wykonanie też świetne, ale w ogóle mnie nie poruszył. Niby było kilka scen, które miały szokować i wzbudzać głębsze uczucia, ale na tle filmu wypadają nieprzekonywująco i jakoś blado. Brakuje jakiegoś zaangażowania w tym filmie, takiego przekonania, że oglądamy historię, a nie tylko aktorów w kostiumach.
Zdjęcia i scenografia perfekcyjne, Eddie tak samo. Dobra Vikander i muzyka :)
Gdyby lepiej przedstawiono miłość między Einarem a Gerdą i drogę przez którą przeszła Lili byłoby znacznie lepiej, tak wszystko dzieje się za szybko i nagle. Nie żałuję tego, że film obejrzałem i polecam by samemu się przekonać

119
  • Ja bym powiedziała, że temat został potraktowany powierzchownie i momentami trochę stereotypowo. Einar początkowo sprawiał wrażenie transwestyty (zachwycony głównie ubraniami żony, to te ubrania i przebieranie się w nie sprawiało, że czuł dreszczyk emocji i podniecenie, mniej ciało kobiece, którego zazdrościł żonie), poza tym...w filmie jednak nie zostało to przedstawione, że od dziecka czuł się inny, raczej w pewnym momencie życia już dorosłego zaczęło się w nim budzić takie pragnienie. Ich związek momentami przypominał bardziej związek przyjaciół/ rodzeństwa niż dwójki małżonków, nie wiem czy tak było również opisywane w biografiach? Zdjęcie natomiast przepiękne :)

  • Dla mnie z kolei wybór Redmayne’a był kompletnie nietrafiony. To dobry aktor, owszem, ale zupełnie pasował do tej roli. On ma w sobie coś… bardzo aseksualnego, bezpłciowego, wręcz niepoważnego i o ile u niektórych aktorów (np.Tilda Swinton) jest to atutem, tak u niego sprawiło, że grana postać była niewiarygodna.
    Dziwiłem się czytając wiele artykułów na temat tego, iż rolę powinna dostać aktorka transseksualna lub kobieta, ale zgodzę się z tym – mężczyzna nie oddał tutaj absolutnie dramatu postaci i z początku można odnieść wrażenie, że jest po prostu transwestytą lub osobą niezrównoważoną psychicznie. Choć koniec końców może płeć aktora tutaj nie gra tak wielkiej roli jak po prostu… gra ;)

  • taka konwencja albo ja kupujesz albo nie. a do scenariusza sie nie czepiaj.jest bez zarzutu.

  • Najpierw przeczytałam Twój komentarz, potem poszłam na film i na prawdę chciało mi sie płakać :)
    Oczywiście nie neguję Twoich odczuć - ale może moje są jakimś promykiem nadziei :D

  • Oprócz scenariusza i reżyserii, chciałeś powiedzieć... Choć scenariusza bardziej.

  • Odniosłam takie samo wrażenie. Śliczne zdjęcia, dobra muzyka, gra też nie najgorsza (szczególnie Alicii), a mimo to kończąc seans byłam znudzona. Brakowało emocji i jakiejś takiej prawdziwości. A co do Redmayne’a, to odnoszę wrażenie, że on tak bardzo się stara, że aż mu wszystko wychodzi karykaturalnie.

  • Dokładnie tak jak mówisz

  • Jeżeli ten film Cie nie poruszył to chyba oglądałeś go z zamkniętymi oczami.Film mega poruszający , emocje zony pokazane genialnie.Jej wielka miłość ponad wszystko. Wspaniały poruszający mocno emocjonalny film z piękną muzyką, scenografią (oscarową) i zdjęciami.

  • Zgadzam się z Twoją opinią - film po prostu bez duszy a historia przecież taka ciekawa... Z mojej strony wygląda to tak jakby ekipa na siłę chciała wywołać łzy i "podniosłość" chwili w tylu momentach, że przestały one mieć takie znaczenie.

    Od siebie dodam, że nie przekonała mnie w 100 % gra Eddiego - trochę przedobrzył tymi "krzywymi uśmieszkami" Lilli - strasznie mnie to irytowało. Ale za to ruchy kobiece jako Lilli - mistrzostwo!

    I jeszcze taka małe pytanie: Czy w Was też filmowa Lilli jako osoba nie wzbudziła sympatii? :>

  • Mam mieszane uczucia co do tego filmu. Temat ciekawy , ładne zdjecia, klimat ale czegos zabrakło.
    Bylo kilka scen poruszajacych ale ogólnie film nie nie wzruszyl. Irytowała mnie gra Redmayne, gral jedna miną ,grymas, uśmiech, ktory w niektorych scenach byl nie na miejscu. Spuszczenie wzroku, odwrocenie glowy. Byl niewiarygodny jako kobieta i zmanierowany. Za to Vikander byla przekonująca, podobala mi sie ukazana cierpliwosc, opanowanie, poswiecenie.

  • Strona wizualna i aktorstwo super. A co do scenariusza. Mam podobne odczucie jak ty.

  • Mnie też jakoś niespecjalnie ten film poruszył. Mam taki jakiś niedosyt po obejrzeniu. Niby miał wzruszać, trochę szokować, ale ja jakoś osobiście tego aż tak nie odczułam. Doceniam pomysł itd. Zdjęcia super i muzyka. Redmayne jak to on... dobry... Po prostu pasował mi do tej roli (może to przez ten typ urody). Vikander na plus dla filmu. Jakoś mnie tak urzekła. Miała w sobie taki pewien rodzaj prawdy, którą udało jej się przekazać. Dodatkowo podobała mi się postać Ulli. Amber Heard fajnie zagrała.
    Rozumiem sen Lily na końcu... Wreszcie doczekała się tego czego pragnęła i odeszła ze świata spełniona. Ale chyba najbardziej z całego filmu urzekła mnie końcowa scena nad tym wybrzeżem, które malował Einar i odlatujący szalik. Chyba jedyny moment przez który jakoś zakręciła mi się łezka w oku. Ogólnie trochę słabo odczułam cały ten film. Chyba spodziewałam się więcej oglądając trailer. Ale tak często bywa... zwiastuny zachęcają, a potem bywamy rozczarowani. Miałam problem z oceną. W moim odczuciu 7 trochę za dużo, a 6 znowu za mało, więc mentalnie daję 6,5 .

  • Wszystko kwestią gustu, ale uważam, że bez tych "poruszających scen" filmy są lepsze. Zależy też co mamy na myśli, mówiąc "poruszająca scena", bo mam wrażenie są to skrajnie metaforyczne, symboliczne rysunki. A tego tu nie było, nie było histerii, wielkich słów, wszystko zostało pokazane bardzo dyskretnie i to mnie właśnie urzekło. Z czułością dotykana koszula nocna i typowo damskie pytania "czy wyglądam ładnie?". Oczywiście, można było szokować scenami seksu, a tuż po nim lamentami głównej bohaterki, ale dyskrecja, poczucie intymności, nawet nie wiem jak to określić, sprawiały, że film był przyjemny i dość łagodny,a nie musiał taki być. Pierwsze co pomyślałam po jego obejrzeniu to, że traktował o miłości do po prostu drugiego człowieka. Cieszę się, ze nie zrobił mi papki z mózgu pokazując cierpienie, ból i tragizm sytuacji, chociaż oczywiście i te mu towarzyszyły. Jak napisałam wszystko kwestią gustu, ale brak brutalności w pokazywaniu zjawisk, które szokują, pozwala je trochę oswoić, zrozumieć. Nie muszę po obejrzeniu filmu pytać Boga "dlaczego?", bo jakoś szczególnie tego nie chcę.

  • Koniec końców film oparty jest na książce, która również przedstawiła tę historię w dość infantylny sposób. Po obejrzeniu ilustracji wykonanych przez Gerdę, zastanawia mnie dlaczego jej relacja z Lili została przedstawiona tak niewinnie? Ilustracje sugerują coś zgoła odmiennego ;) Jak dla mnie film z kategorii "ładne" i traktowany jako nieco sielankowa fikcja jest do strawienia, zwłaszcza jeśli ktoś lubi taką estetykę.

    • Też widzialam ilustracje autorstwa Gerdy i sugerowały mi jej ogromną fascynację związkiem z kobietą. Nie wiem czy chodziło jej o Lily, bo kobieta na obrazach wcale Lily nie przypomina i ma ciało biologicznej kobiety. Może w ogóle Gerda była biseksualna albo interesowały ją takie tematy. Generalnie jak wpisałam Gerda Weneger w google, to mocno się rozczarowałam. Te obrazy w filmie były piękne, przypominały prace Łempickiej. A w realu dostałam brzydkie hentai :(

  • A mnie się podobał, obejrzałam film z ogromną przyjemnością i wzruszyła mnie ostatnia scena - z odlatującym szalikiem. Nie czytałam pamiętników, więc nie będę się wypowiadać odnośnie wierności szczegółów .

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: