Naćpany Rain Man

Z zainteresowaniem śledzę kolejne poczynania Bodo Koxa. Jest to gość, który nie przekonuje mnie do końca swym poczuciem humoru, a czasami odrzuca manierą. Ale, kurde... Ma swój styl i widać że konsekwentnie realizuje się jako filmowiec w taki sposób w jaki mu się podoba. Dlatego "Dziewczyna z szafy" ma moje poparcie.

Całość jest zmyślnie zrobiona, pełna cytatów z klasyki, doprawiona kilkoma niesmacznymi dowcipami i nieźle zagrana (jak na obsadę, która w większości dopiero raczkuje). Wydźwięk filmu zdaje się być jednoznacznie lewicowy (i tu mi się oberwie, bo to słówko kłuje w oczy wielu czytających) co przysparza pewnych kontrowersji. Religijna sąsiadka jest bowiem złem wcielonym, marihuana idealnym lekiem, a w finale eutanazja okazuje się najlepszym wyjściem. Jeśli chodzi o ostatnie 20 minut, to w ogóle skojarzyło mi się ono z "Miłością" Haneke: ciasne mieszkanka, umierający bohater oraz ten finał, będący "jedynym" możliwym wyjściem w oczach reżysera. Wypisz, wymaluj, te same emocje, mimo, że "Dziewczyna z szafy" jest z początku zwariowaną komedią. Może to dziwne skojarzenie, ale takie właśnie mi przyszło do głowy.

4

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o