Naćpany Rain Man

Z zainteresowaniem śledzę kolejne poczynania Bodo Koxa. Jest to gość, który nie przekonuje mnie do końca swym poczuciem humoru, a czasami odrzuca manierą. Ale, kurde... Ma swój styl i widać że konsekwentnie realizuje się jako filmowiec w taki sposób w jaki mu się podoba. Dlatego "Dziewczyna z szafy" ma moje poparcie.

Całość jest zmyślnie zrobiona, pełna cytatów z klasyki, doprawiona kilkoma niesmacznymi dowcipami i nieźle zagrana (jak na obsadę, która w większości dopiero raczkuje). Wydźwięk filmu zdaje się być jednoznacznie lewicowy (i tu mi się oberwie, bo to słówko kłuje w oczy wielu czytających) co przysparza pewnych kontrowersji. Religijna sąsiadka jest bowiem złem wcielonym, marihuana idealnym lekiem, a w finale eutanazja okazuje się najlepszym wyjściem. Jeśli chodzi o ostatnie 20 minut, to w ogóle skojarzyło mi się ono z "Miłością" Haneke: ciasne mieszkanka, umierający bohater oraz ten finał, będący "jedynym" możliwym wyjściem w oczach reżysera. Wypisz, wymaluj, te same emocje, mimo, że "Dziewczyna z szafy" jest z początku zwariowaną komedią. Może to dziwne skojarzenie, ale takie właśnie mi przyszło do głowy.

5
  • "jednoznacznie lewicowy" - trochę mu daleko do lewicowości, prędzej jest liberalny lub nawet libertyński. Lewicowość to jednak coś innego.

  • Dorabianie do "przesłania" tego filmu jakiejkolwiek politycznej ideologii to ostatnia rzecz, jaka przyszłaby mi do głowy. Jakoś nie zauważyłem przesłania, by marihuana była idealnym lekiem - raczej że jest odskocznią od szarej rzeczywistości. Czyli że maryśka nie jest dobra. W dodatku scena, w której Jacek siedział w radiowozie ze skrętem, jest bardzo mocno przesadzona - musieli dodać mu jakichś dopalaczy czy wzmacniaczy do trawki, żeby miał aż taką jazdę. I jakoś nie zauważyłem, by ta stara, nałogowo paląca papierosy zołza Kwiatkowska była religijna. Może z wyjątkiem sceny, gdy po wypiciu napoju z dosypanym proszkiem ma wizje piekła i strasznej czarnej postaci.

    A czy masz jakiś pomysł, jaki konkretnie proszek Magda dosypała do szklanki tej starej zołzie Kwiatkowskiej? I w ogóle po co ona to zrobiła, co chciała osiągnąć w ten sposób? Czy chciała ją przestraszyć, poskromić? Bo ta scena była mocno surrealistyczna.

    Wbrew wielu opiniom z dyskusji na ten temat, osobiście nie uważam sceny samobójstwa za plusa tego filmu. To było mocno naciąganie - bo ok, Magda i Tomek byli zamknięci w sobie, żyli w świecie własnej wyobraźni i mieli problemy w komunikowaniu się ze światem, i dzięki temu coś ich łączyło, ale jakoś nie widać chemii, dzięki której nie mogą bez siebie żyć.
    Nie widać, jak Magda patrzy na Tomka z uczuciem, jak patrzy mu głęboko w oczy z fascynacją i miłością. Nie widać, jak się całują, nie słychać, jak wyznają sobie miłość ani jak Magda wyznaje mu miłość. Dopiero po spotkaniu Magda mówi Jackowi, że Tomek jest fajny - i to wszystko. Resztę widzowie muszą sobie dopowiadać i się domyślać. To irytujące. Bo trudno jest widzowi uwierzyć w prawdziwe i mocne uczucie łączące tych dwoje. W to, że Magda nie może żyć bez Tomka. To nie zostało tu uchwycone.
    Tak więc moim zdaniem twórca nie miał pomysłu, jak skończyć film, więc wymyślił rytualne samobójstwo. I to nie miało sensu.
    W ogóle portret psychologiczny Magdy nie został tu odpowiednio dokładnie przedstawiony. Zbyt mało było zbliżeń na jej twarz, poza tym mogli zastosować taki zabieg, że przy pokazywaniu jej twarzy byłoby słychać jej głos mówiący, co ona myśli, bez poruszania ustami. W filmach zachodnich czasem się to robi, więc dlaczego nie zrobić tego w polskim filmie? Czy twórcy zabrakło odwagi, by to zastosować? Bo to by naprawdę dużo wniosło do lepszego poznania i zrozumienia Magdy.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: