tam skąd przybywam nie ma boga...

Wstrząsające wyznanie i wstrząsający film, stawiający bohatera i po części także odbiorcę dzieła w sytuacji bez wyjścia, bez możliwości manewru lub ucieczki z imadła nazistowskiego obłędu, powodującego że człowiek staje się maszyną do odczuwania strachu i zaspokajania potrzeb podstawowych kosztem uczuć wyższych. Po obejrzeniu filmu inaczej ocenia się wszelakie jazdy związane na naszym podwórku z lustracją i spiżowym bohaterstwem, które wydaje się nie istnieć. Istnieje tylko stopień bezwzględności zła któremu "spiż" potrafi się oprzeć. Film w dychę. Bardzo w stylu Volkera ale chyba najbardziej przygnębiający...

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
    o