O co w tym filmie chodzi?????????????

ostatnia wypowiedź: LimboDancer
lukasz_beta lukasz_beta
ocena: 9

O co w tym filmie chodzi????????? Czym się tak wszyscy zachwycają??? Piszecie, że "jako całość stanowi po prostu ogromną filmową kopalnię symboli i głębokich refleksji." Podajcie przykłady.
Czy ten film nie wydaje się wam zbyt długi?

  • vanished vanished
    ocena: 8

    też myślę, że film był za długi, bez sensu dla mnie tak wyciągnięto pierwszą godzinę, która w sumie nie była aż tak ważna. Myślałam, że ich ojciec umrze już na początku, a on żyje i żyje.. lecz mimo to że całość przedłużona, to podobało mi się ;)

    • Abrakadabra Abrakadabra
      ocena: 9

      Pierwsza część moim skromnym zdaniem wcale nie była za długa i świetnie zarysowała kontrast między życiem Aleksandra przed i po śmierci ojca :)

  • k_kozlowski k_kozlowski
    ocena: 3

    Jeden z najbardziej przereklamowanych i pseudointelektualnych filmów jakie widziałem. Żenująca gra aktorska (główny bohater), nie dziwię się, że tak wiele osób to uwielbia - muchy zwykle lecą do ...

    • Abrakadabra Abrakadabra
      ocena: 9

      No tak, jak coś się nie podoba, to od razu jest pseudointelektualne.. Modne słowo - wytrych, tylko co właściwie znaczy. Nie podobał się film - w porządku. Ale więcej argumentów, a nie pustosłowia.

    • Hevpan Hevpan

      Ech, tylko pozazdrościć przynależności do tego elitarnego, bo jakże hermetycznego grona odbiorców, którzy nie podzielają entuzjazmu pospólstwa i nie rozpływają się w zachwytach nad tym filmem.. Podbudowuje ego, co? ;) Może któregoś dnia też przejrzę na oczy i stwierdzę, że PSEUDOINTELEKTUALNE to było ;)

  • Sqrchybyk Sqrchybyk
    ocena: 10

    O życie w tym filmie chodzi.

    • krytyk_filmowy_7 krytyk_filmowy_7
      ocena: 9

      Zauważyliście, że gdy ojciec Aleksandra leży już w trumnie nieżywy (scena gdy jego żona chodzi wokół niego i krzyczy), to gdy uważnie sie przyjżeć, widać że oddycha (ojciec Aleksandra). Jak sie przyśpieszy odtwarzanie filmu, to widać to jeszcze dokładniej, nie tylko oddycha, ale także porusza ramionami.
      Mimo to film rewelacyjny 9/10. O jakich symbolach piszą inni użytkownicy nie jestem w stanie ci powiedzieć. Też chciałbym się dowiedzieć.

      • krytyk_filmowy_7 krytyk_filmowy_7
        ocena: 9

        *przyjrzeć

      • Stanley_Hartman Stanley_Hartman

        Metafor jest w tym filmie sporo. Choćby najbardziej oczywista,
        szekspirowska metafora życia jako teatru. Pomimo pozornej prostoty tej
        historii, tak naprawdę wydaje mi się, że niewiele jest w tym filmie
        dosłowności. I to nie tylko w tych najbardziej oczywistych momentach, jak
        spotkania ze zmarłym ojcem.

        • marstas09 marstas09
          ocena: 6

          Z życiem jako teatrem się zgodzę. Jednak całośc dla mnie nudna. A znam intelektualistę, który de facto się za takiego nie uwarza, ale inni tak mysla, wiec coś jest na rzeczy, że to nudy i beznadzieja. Bergman dla niego jest nudny. Dodam, ze osoba ta czyta książki i to nie takie popłuczyny jak Grochola. A poza tym:

          "De gustibus non est disputandum". Wsio.

          • marstas09 marstas09
            ocena: 6

            UWAŻA! k! z mi się przycisnęło przez przypadek;\

          • SanjurodeValmont SanjurodeValmont

            Intelektualista, bo czyta książki? Intelektualistą, to może być ktoś, kto żyje z pracy i pracą swojego intelektu - profesor akademicki, wybitny artysta, ktoś kto interesuje się wieloma dziedzinami nauki, nie tylko na poziomie "Focusa". Bergman jest przełomowy, jest jednym z najwybitniejszych twórców XX wieku i opinia jednej osoby, która czyta książki, tego nie zmieni.

            A "de gustibus..." dotyczy nie dyskutowania o gustach, nie zabrania dyskutować o sztuce, o jej konkretnych wytworach. Inaczej cała nasza cywilizacja byłaby bezcelowa. Cytowanie ładnych formułek bez namysłu nie jest zbyt rozsądne.

            • Sledz136 Sledz136

              Nie lubię gdy ktoś mnie uprzedza;)

  • leczmlecz leczmlecz
    ocena: 10

    Film jest fenomenalny! 10/10
    Jest arcydziełem Bergmanna, z którym poniekąd sam się utożsamia.
    Film kopalnią symboli i głębokich refleksji - prawda.
    Jest ciężki i długi. Trzeba go oglądać w niesamowitym skupieniu żeby zdołać wszystko "wyłapać".
    Jednocześnie nie jest filmem dla wszystkich.
    Skierowany jest do tej bardziej "inteligentniej" społeczności ;)

    • marstas09 marstas09
      ocena: 6

      Mój inteligentyny mózg "usnął", a przeżyłam "Underground", co jest dla mnie wielkim wyczynem. :p To dopiero dłuuuugaśny film, ciągnie się
      niemiłosiernie... Bergman nie przypadł mi do gustu. Aleksander mnie denerwował, taki mały flegmatyk. Matka też nie lepsza. Już na pierwszy rzut oka widać, ze z biskupa niezłe ziółko. Trzeba było się "na siłę" nie wiązać???

      I peoszę, nie przekonuj mnie do tego flegmatycznego fimu. ^^"

      • child_of_bodom child_of_bodom
        ocena: 10

        gópia jesteś

      • leczmlecz leczmlecz
        ocena: 10

        co kto lubi ;-]

        • piotrskora90 piotrskora90
          ocena: 10

          tak film jest fenomenalny leczu ma racje

      • Sledz136 Sledz136

        "niezłe ziółko" właśnie dlatego chciała z nim być, w każdym z nas jest Werteryzm i masochizm, a w jej przypadku nawet ascetyzm. Życie łatwe lekkie i przyjemne znieczula nas odrealnia, cierpienie natomiast budzi nas i często okrutnie ściąga na ziemię, ale właśnie wtedy wiemy że naprawdę żyjemy. To tylko jedna z rzeczy nie w pełni w filmie wyjaśnionych, ale dających się odczuć. Moim zdaniem traktujesz ten film jako odwzorowanie życia i słusznie tylko że nie jest to odwzorowanie dosłowne, lecz podszyte długą i barwną metaforą.

        • Odudu Odudu

          no i to by było na tyle :)

    • czaker74 czaker74

      "Inteligentna społecznośc" po takiej twojej reklamie, ominie ten film z daleka, bo jej szkoda będzie 5 godz. życia...

  • LimboDancer LimboDancer
    ocena: 8

    Szczerze przyznam, że pierwsze półtorej godziny nie nastroiło mnie zbyt pozytywnie. Owszem, obserwacja zwyczajów arystokracji - tych mniej lub bardziej transparentnych aspektów życia tych ludzi - może być interesująca. Jednak takie wprowadzenie do historii Aleksandra może zniechęcać. Początek wieje nudą.

    Druga część pozwoliła mi z większym zaangażowaniem poświęcić uwagę całej głębi tego filmu.

    Chcę w tym miejscu odnieść się do wypowiedzi autora wątku. Twierdzi on, że film jest o niczym. Lukasz_beta, do filmów Ingmara Bergmana nie podchodzi się jak do "Dorwać Gringo", które obecnie wyświetla się w polskich kinach. To nie są proste historie, w których trzeba znaleźć ukryty skarb, zabić złoczyńców, uratować ukochaną czy wreszcie przetrwać studencką imprezę bez widocznych obrażeń i ze zdrową wątrobą.

    Do filmów Bergmana należy podchodzić z odpowiednią czujnością i wrażliwością na mniej lub bardziej oczywiste przekazy i jednocześnie podczas oglądania wciąż dociekać tego, co generalnie autor miał na myśli. Już sam opis takiego oglądania filmu może wydawać się opisem czegoś nudnego i kojarzy się pewnie z interpretacją, której uczą w szkole. Zapewniam jednak, że wnikanie w zamysł reżysera jest świetną zabawą, a w dodatku nauką.

    Chodzi więc o odpowiednie podejście już przed rozpoczęciem seansu, w jego trakcie, ale przede wszystkim już po obejrzeniu filmu. Ja obejrzałem film dziś po południu i do tej pory zastanawiam się, co Bergman nam, mi poprzez ten film powiedział.

    Bergman zajmuje się w swoich filmach ludzkim losem, jednostką w relacji ze światem, a w tym z innymi ludźmi, swoją naturą, Bogiem.

    Obejrzyj film jeszcze raz. Zwróć uwagę zarówno na detale jak i na ogół. Poświęć kilka minut na refleksję, choćby podczas spaceru z psem.

    Przykłady symboli? Choćby lalki. Film opowiada m.in. o tym, jak sam los steruje naszą egzystencją, tak jakbyśmy byli osznurowanymi kukiełkami poruszanymi nieznaną ręką.

    Pozdrawiam.

    • zuzbiel zuzbiel

      Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

    • Quay Quay
      brak oceny

      Dzięki za próbę wyjaśnienia filmu. Sama przed chwilą go skończyłam i tak naprawdę właściwie nie wiem, co obejrzałam. Nie wiem, jak go ocenić. Film ma na pewno niepokojący, nieco magiczny klimat. Są trzy światy: życia (dom babci, święta, radość, erotyzm, bogactwo wnętrz), negacji życia (dom pastora, surowość, martwota, smutek, strach, nienawiść, obskurne wnętrza), i gdzieś pomiędzy nimi świat nadprzyrodzony (dom Izaaka, duchy). Nie jest to spójka opowieść "o czymś", z początkiem i końcem, przez co trudno mi ten film "ogarnąć", zrozumieć, o co w nim chodzi (oprócz tego, że chodzi "o życie", cokolwiek to znaczy). Nie odnoszę się przy tym do prostych filmów akcji, bo jednak między "Dorwać gringo" a tym filmem jest wiele sposobów reżyserii. Na pewno jest tak jak piszesz, przy "Fanny i Aleksandrze" trzeba skupić się na detalach i analizować, analizować, analizować... nie będę nawet udawać, że czuję się na siłach podołać czemuś takiemu. Cóż, mówi się trudno, uznaję z pokorą swoją denność intelektualną wobec geniuszu Bergmana, który na pewno "miał na myśli" coś wielkiego - jak to wielcy ludzie mają we zwyczaju :)

      • LimboDancer LimboDancer
        ocena: 8

        Bardzo dobre spostrzeżenie dotyczące trzech światów, podoba mi się.

        Ale skąd ten defetyzm w kwestii interpretacji? Myślę, że każdy artysta (a wśród nich Ingmar Bergman) tworzy, by być zrozumianym. To zresztą jedna z najgłębszych potrzeb wszystkich ludzi. Nie zakładaj, że nie pojmujesz dzieł Bergmana. Samo dążenie do zrozumienia to przecież świetna rozrywka.

        Zresztą, tu nie chodzi o rozumienie Bergmana. Świat, rzeczywistość i my sami jesteśmy rozsypaną układanką i żyjąc na tym łez padole mozolnie staramy się zobaczyć cały obrazek lub przynajmniej jego przyzwoicie duży fragment. Artyści tacy jak Bergman swoimi wytworami starają się pomóc nam w łączeniu kolejnych elementów całości. Chodzi więc o zrozumienie świata, w tym siebie samego. Takie spojrzenie każe odżegnywać się od stawiania znaku równości między rozumieniem dzieła a dążeniem do odkrycia "co autor miał na myśli". Rozumienie to o wiele więcej niż zamysł autora. Jeżeli więc film, książka czy wiersz sprawiły, że inaczej patrzysz na świat, to zadanie stawiane sztuce zostało - moim zdaniem - zrealizowane.

        Nie chcę twierdzić, że każda interpretacja jest dobra, to byłoby przesadą i propagowałoby lenistwo. Jednak nadal wierzę, że nie istnieje nigdy jedno - słuszne - z góry określone rozumienie dzieła. W ten sposób odbiór sztuki może być jednocześnie jej tworzeniem.

        Czy Bergman i jemu podobni zawsze "miał na myśli" coś wielkiego? Wydaje mi się, że często wspaniali artyści w wielki sposób przedstawiają coś małego właśnie :)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
WTF:false,ads:true