O co w tym filmie chodzi?????????????

O co w tym filmie chodzi????????? Czym się tak wszyscy zachwycają??? Piszecie, że "jako całość stanowi po prostu ogromną filmową kopalnię symboli i głębokich refleksji." Podajcie przykłady.
Czy ten film nie wydaje się wam zbyt długi?

  • też myślę, że film był za długi, bez sensu dla mnie tak wyciągnięto pierwszą godzinę, która w sumie nie była aż tak ważna. Myślałam, że ich ojciec umrze już na początku, a on żyje i żyje.. lecz mimo to że całość przedłużona, to podobało mi się ;)

  • Jeden z najbardziej przereklamowanych i pseudointelektualnych filmów jakie widziałem. Żenująca gra aktorska (główny bohater), nie dziwię się, że tak wiele osób to uwielbia - muchy zwykle lecą do ...

  • O życie w tym filmie chodzi.

  • Film jest fenomenalny! 10/10
    Jest arcydziełem Bergmanna, z którym poniekąd sam się utożsamia.
    Film kopalnią symboli i głębokich refleksji - prawda.
    Jest ciężki i długi. Trzeba go oglądać w niesamowitym skupieniu żeby zdołać wszystko "wyłapać".
    Jednocześnie nie jest filmem dla wszystkich.
    Skierowany jest do tej bardziej "inteligentniej" społeczności ;)

  • Szczerze przyznam, że pierwsze półtorej godziny nie nastroiło mnie zbyt pozytywnie. Owszem, obserwacja zwyczajów arystokracji - tych mniej lub bardziej transparentnych aspektów życia tych ludzi - może być interesująca. Jednak takie wprowadzenie do historii Aleksandra może zniechęcać. Początek wieje nudą.

    Druga część pozwoliła mi z większym zaangażowaniem poświęcić uwagę całej głębi tego filmu.

    Chcę w tym miejscu odnieść się do wypowiedzi autora wątku. Twierdzi on, że film jest o niczym. Lukasz_beta, do filmów Ingmara Bergmana nie podchodzi się jak do "Dorwać Gringo", które obecnie wyświetla się w polskich kinach. To nie są proste historie, w których trzeba znaleźć ukryty skarb, zabić złoczyńców, uratować ukochaną czy wreszcie przetrwać studencką imprezę bez widocznych obrażeń i ze zdrową wątrobą.

    Do filmów Bergmana należy podchodzić z odpowiednią czujnością i wrażliwością na mniej lub bardziej oczywiste przekazy i jednocześnie podczas oglądania wciąż dociekać tego, co generalnie autor miał na myśli. Już sam opis takiego oglądania filmu może wydawać się opisem czegoś nudnego i kojarzy się pewnie z interpretacją, której uczą w szkole. Zapewniam jednak, że wnikanie w zamysł reżysera jest świetną zabawą, a w dodatku nauką.

    Chodzi więc o odpowiednie podejście już przed rozpoczęciem seansu, w jego trakcie, ale przede wszystkim już po obejrzeniu filmu. Ja obejrzałem film dziś po południu i do tej pory zastanawiam się, co Bergman nam, mi poprzez ten film powiedział.

    Bergman zajmuje się w swoich filmach ludzkim losem, jednostką w relacji ze światem, a w tym z innymi ludźmi, swoją naturą, Bogiem.

    Obejrzyj film jeszcze raz. Zwróć uwagę zarówno na detale jak i na ogół. Poświęć kilka minut na refleksję, choćby podczas spaceru z psem.

    Przykłady symboli? Choćby lalki. Film opowiada m.in. o tym, jak sam los steruje naszą egzystencją, tak jakbyśmy byli osznurowanymi kukiełkami poruszanymi nieznaną ręką.

    Pozdrawiam.

    • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

    • Dzięki za próbę wyjaśnienia filmu. Sama przed chwilą go skończyłam i tak naprawdę właściwie nie wiem, co obejrzałam. Nie wiem, jak go ocenić. Film ma na pewno niepokojący, nieco magiczny klimat. Są trzy światy: życia (dom babci, święta, radość, erotyzm, bogactwo wnętrz), negacji życia (dom pastora, surowość, martwota, smutek, strach, nienawiść, obskurne wnętrza), i gdzieś pomiędzy nimi świat nadprzyrodzony (dom Izaaka, duchy). Nie jest to spójka opowieść "o czymś", z początkiem i końcem, przez co trudno mi ten film "ogarnąć", zrozumieć, o co w nim chodzi (oprócz tego, że chodzi "o życie", cokolwiek to znaczy). Nie odnoszę się przy tym do prostych filmów akcji, bo jednak między "Dorwać gringo" a tym filmem jest wiele sposobów reżyserii. Na pewno jest tak jak piszesz, przy "Fanny i Aleksandrze" trzeba skupić się na detalach i analizować, analizować, analizować... nie będę nawet udawać, że czuję się na siłach podołać czemuś takiemu. Cóż, mówi się trudno, uznaję z pokorą swoją denność intelektualną wobec geniuszu Bergmana, który na pewno "miał na myśli" coś wielkiego - jak to wielcy ludzie mają we zwyczaju :)

      • Bardzo dobre spostrzeżenie dotyczące trzech światów, podoba mi się.

        Ale skąd ten defetyzm w kwestii interpretacji? Myślę, że każdy artysta (a wśród nich Ingmar Bergman) tworzy, by być zrozumianym. To zresztą jedna z najgłębszych potrzeb wszystkich ludzi. Nie zakładaj, że nie pojmujesz dzieł Bergmana. Samo dążenie do zrozumienia to przecież świetna rozrywka.

        Zresztą, tu nie chodzi o rozumienie Bergmana. Świat, rzeczywistość i my sami jesteśmy rozsypaną układanką i żyjąc na tym łez padole mozolnie staramy się zobaczyć cały obrazek lub przynajmniej jego przyzwoicie duży fragment. Artyści tacy jak Bergman swoimi wytworami starają się pomóc nam w łączeniu kolejnych elementów całości. Chodzi więc o zrozumienie świata, w tym siebie samego. Takie spojrzenie każe odżegnywać się od stawiania znaku równości między rozumieniem dzieła a dążeniem do odkrycia "co autor miał na myśli". Rozumienie to o wiele więcej niż zamysł autora. Jeżeli więc film, książka czy wiersz sprawiły, że inaczej patrzysz na świat, to zadanie stawiane sztuce zostało - moim zdaniem - zrealizowane.

        Nie chcę twierdzić, że każda interpretacja jest dobra, to byłoby przesadą i propagowałoby lenistwo. Jednak nadal wierzę, że nie istnieje nigdy jedno - słuszne - z góry określone rozumienie dzieła. W ten sposób odbiór sztuki może być jednocześnie jej tworzeniem.

        Czy Bergman i jemu podobni zawsze "miał na myśli" coś wielkiego? Wydaje mi się, że często wspaniali artyści w wielki sposób przedstawiają coś małego właśnie :)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: