_Garret_Reza_ _Garret_Reza_
ocena: 4

Sceny dialogu nakręcone z maksymalną drętwością, ujęcia portretowe, przez które wydaje się, że postać jest sama w pokoju i gada do ściany. Aktorstwa nie stwierdzono. Fabuła prosta, a i tak ją zamotano – sługa ma ukraść mózg geniusza, ale ten wylatuje mu z ręki (słoik i mózg odbija się od podłogi, nienaruszony), więc zabiera mózg upośledzonego (cóż za peszek, że tylko dwa były na składzie). Ten wkładają (sługa i jego pan, Odkrywca) do ciała, które ożywa (wystawione na widok kilku lamp imitujących błyskawice). Ożywiony jest fajny, epickie odkrycie... I nic. Odkrywca bierze ślub. W tym czasie jego sługa pokazuje ożywionemu ogień, ten się wścieka a odkrywca, zamiast zlać swego sługę, bije się z ożywionym, cholera wie po co. Zamyka go potem w klatce, z której jakoś się uwalnia... Resztę znacie, nie chce mi się pisać dalej.

Ożywiony zachowuje się jakoś dziwnie, jego przerażający krzyk nie może się równać z moim budzikiem, więc nie wiem, czemu wywoływał przerażenie. Ogólnie to powie trzy razy „Raw. Raw.” I będzie. Dziwna sprawa.
Nie wiem, mam wrażenie że oryginalnie miał tu być wątek człowieka który pokonuje śmierć i staje się bogiem, ale gdzieś go zgubiono i ostał się naukowiec, który z nudów ożywił człowieka (czy tam puzzle z tkanki). Ot tak, dla hecy.

Sceny akcji nakręcono bardzo niemrawo, przez nie czułem senność na filmie, który trwa krócej niż reklamy na Polsacie. Reasumując, nie ma tu niczego, za co powinno się dać filmowi choćby punkt dodatni. Same minusy.

Więc może to swego rodzaju zrozumienie z mojej strony – wiadomo, lata 30, sztuka filmowa w ogóle dopiero raczkuje... Ale nie, przecież już wtedy powstawały wysokiej klasy - filmy Chaplina czy „Grand Hotel”... Więc chyba ten film nie był po prostu aż tak nie przyjemny w oglądaniu, by dawać mu negatywną ocenę. To póki co jedyne uzasadnienie tak wysokiej oceny z mojej strony. Peace Out...


5/10

  • kangur_msc_CM kangur_msc_CM
    ocena: 7

    Ja widzę plusy: komiczna postać ojciec Dr'a Frankenstein'a (o ile dobrze pamiętam), końcowa scena, jak na swoje lata elegancko wykonana, scena z małą dziewczynką - jak dla mnie świetna, no i charakteryzacja samego potwora - rewelacyjna. Wydaje mi się, że wtedy film musiał robić apore wrażenie. Wg mnie nie jest tak dobry jak "Niewdzialny człowiek", ale podobał mi się bardziej od "Draculi" - choć tu przyczyna może być fakt, że "Draculę" Czytałem, a "Frankensteina" nie.

    • _Garret_Reza_ _Garret_Reza_
      ocena: 4

      Ojca Franka nie pamiętam. Scena końcowa wyraźnie niedorobiona, choćby moment, w którym monstrum jest przygniecione przez upadającą belkę - wyraźnie widać, że wykonano tę scenę poprzez powolne opuszczenie belki na potwora i przyśpieszenie taśmy filmowej.

      "Niewidzialnego człowieka" nie widziałem, choć zamierzam.

      • hellboyjr
        ocena: 8

        Jak rozumiem Twój temat to żart,bo na poważnie żadną miarą brać go nie można,a tym bardziej w tym tonie komentować...

        • _Garret_Reza_ _Garret_Reza_
          ocena: 4

          Jak rozumiem, twój komentarz mam traktować tylko jako coś, co trzeba wykasować. okey.

    • radus_filmaniak radus_filmaniak

      Komiczna postać ojca Dr'a Frankenstein'a jest minusem, a nie plusem, bo to w końcu miał być horror, a nie komedia.

      • kangur_msc_CM kangur_msc_CM
        ocena: 7

        Nie widzę powodów, dla których w horrorze nie mogło by być elementów komicznych.

        • radus_filmaniak radus_filmaniak

          a ja widzę powody:) No i co?:)

        • radus_filmaniak radus_filmaniak

          Thriller może mieć elementy komiczne, ale nie horror. Billboard jest dobrym przykładem takiej mieszanki.

        • radus_filmaniak radus_filmaniak

          No i nie widzę powodów, by słowo mogłoby pisać oddzielnie;) Ale może podasz jakiś ciekawy argument przekonujący mnie, że komiczne wstawki w horrorze to dobre rozwiązanie. Moim zdaniem bardzo często horror balansuje na krawędzi, za którą jest komedia, więc nie jestem przekonany do Twojej tezy. Ale nie jestem na tyle stary, by nie zmienić zdania:)

          • kangur_msc_CM kangur_msc_CM
            ocena: 7

            Nie mam argumentów, bo niby po co. Ja osobiście lubię horrory z humorem i w sumie, jak sam wspomniałeś, nie jest to rzadkim zjawiskiem. Wiele klasyków gatunku to horroro-komedie (Marte zło, Martwica mózgu). Przekonywać Cię nie będę, bo niby po co. Nie lubisz - ok, ja lubię.

  • radus_filmaniak radus_filmaniak

    Dokładnie, obiektywnie patrząc to ten film jest na 1/10. Totalne dno i myślę, że komercyjny sukces zawdzięcza tylko i wyłącznie temu, że jest ekranizacją powieści Mary Shelley. Ja daję 2/10, bo to 1931 rok. Film jest tak absurdalny, że aż obraża widza, choć może nie tego masowego.

    • kangur_msc_CM kangur_msc_CM
      ocena: 7

      A kto to jest ten masowy widz?

      • radus_filmaniak radus_filmaniak

        Polecam "Bunt mas" Josego Ortegi y Gasseta i książkę Antoniny Kłoskowskiej "Kultura masowa" Po przeczytaniu tych książek będziesz wiedział kto jest tym masowym widzem:)

        • kangur_msc_CM kangur_msc_CM
          ocena: 7

          Ale to mi zalatuje jakąś niejasno ubliżającą fanom Frankensteina tezą, że są oni tym masowym widzem. Ja uważam się za bardzo indywidualnego widza i do gustów tzw. mas mi daleko, a mimo to Franek mi się podobał.

          • radus_filmaniak radus_filmaniak

            To dobrze, że uważasz się za indywidualnego widza. Nie uważam, że jest inaczej, bo podobał Ci się Franek. Śmiem twierdzić, że takich indywidualnych miłośników Franka jest mniej niż tych masowych. Jesteś fanem gatunku horror, więc patrzysz na to troszeczkę inaczej - moim zdaniem mniej obiektywnie, ponieważ jesteś bardziej świadomy/a jak wiele Franek wniósł do gatunku horror. Patrząc na ten film jako miłośnik w ogóle kina, a nie głównie horrorów, trzeba głośno powiedzieć, że ten film, to totalny kicz i nie wierzę, że dla Ciebie jest to arcydzieło.:) Wyobrażam sobie, że bardziej cenisz ten film, niż nim się zachwycasz. Na początku USA miało monopol na robienie filmów - szczególnie w dwudziestoleciu międzywojennym. Te filmy miały być uniwersalne, czy inaczej dla każdego jak Mc Donalds i Coca Cola. Zachwycanie się tego typu produktami (również Frankiem) nie wypada pewnym ludziom. To miałem na myśli.

            • kangur_msc_CM kangur_msc_CM
              ocena: 7

              Oczywiście nie twierdzę, że Franek to arcydzieło, ale uważam, że nazywanie go dnem to także przesada. Obsada jest niezła, charakteryzacja i efekty jak na tamte lata także. No i w moim przypadku film sprawdził się jako rozrywka, a to jest w moim mniemaniu główną funkcją kina rozrywkowego, w tym również horroru. Mówisz, Zachwycanie się tego typu produktami nie wypada pewnym ludziom... rozumiem, że chodzi o wytrawnych kinomanów. Ale spójrz na to tak: Franek cieszy się dobrą opinią zarówno u krytyków, jak u publiczności i przede wszystkim u fanów horroru. Wydaje mi się, że horrory Whale'a musiały kiedyś robić duże wrażenie na ówczesnych widzach. Sama "masowość" czy "komercyjność" jeszcze nic nie znaczy, podobnie głośne, znane i cenione na portalach są filmy takie jak "Ojciec chrzestny", "Siódma pieczęć" czy "Złodzieje rowerów" i w żaden sposób nie ujmuje to ich wielkości. Ponadto mam za przeproszeniem gdzieś co komu wypada. Wcale nie uważam, aby "wybitnemu znawcy" zasiadającemu w jury w Canes, który na co dzień analizuje i ocenia tzw. "ambitne dzieła" nie wypadało obejrzeć w kolegami przy piwie "Strasznego filmu" i zachwycać się tą rozrywką.

              • radus_filmaniak radus_filmaniak

                Masz rację, szczególnie z tym, że bardzo często filmy komercyjne są wybitne. Ale i też są takie, które powszechnie są uważane za (bo tak wypada uważać) wybitne, a tak naprawdę są denne jak filmy Wajdy, który zrobił szalenie dużo nieudanych ekranizacji. Ja do Franka podszedłem bardzo entuzjastycznie, mając na uwadze, że to klasyk. Bardzo mnie zdenerwował ten film, poczułem, że zmarnowałem 8 zł w supermarkecie. Dla mnie nie był on rozrywką, tylko męczarnią. Czułem zażenowanie jak na polskim "Idolu", czy "Mam talent" albo na jakimś filmie Wajdy od którego oczekiwałem zbyt dużo, bo "każdy" wmawiał mi, że to wybitny film. Takie były moje odczucia. Na pewno Franek robił kiedyś duże wrażenie, bo to był sukcesor filmów o żywych trupach. Jednak realizacja tej produkcji pozostawia wiele do życzenia. Ja chyba nie potrafiłbym wypić tego piwa z ludźmi, którzy dobrze się bawią oglądając Franka. Mam nadzieję, że Ci wybitni znawcy zachwycają się innymi filmami przy piwie. Chcę w to wierzyć. Uważam, że Franek był ważnym filmem, bo zapoczątkował jakiś trend. Robił wrażenie nie dlatego, że był dobry, tylko dlatego, że w ogóle kino robiło wtedy wrażenie. Tak jak filmy Wajdy - materia miernej jakości, ale forma, która nazywa się polską kulturą, tożsamością, czy historią wystarczy, by dzieci, młodzież musiały to oglądać i i się tym zachwycać, bo inaczej polonistka stawiała jedynkę. Nie powiem, że Franek, to dobry film, bo zapoczątkował, to czy tamto, że to rok 1931 i tak dalej. Chyba nie o to chodzi.

                • radus_filmaniak radus_filmaniak

                  Przyznam Ci rację, że charakteryzacja była ok, ale gra aktorska na poziomie współczesnej polskiej komedii.

                  • radus_filmaniak radus_filmaniak

                    Powinno być pionierem filmów o żywych trupach, a nie sukcesorem.

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: