GERRY

Gus van Sant nie przestaje mnie zaskakiwać (pierwszym filmem jego autorstwa był równie dobry "Słoń"). Ten film nie jest dla każdego. Osoba oglądająca musi być "odporna" i cierpliwa (miłośnicy prostych filmów nie mają tu czego szukać). Głównymi zarzutami wobec "Gerry'ego" były głównie niepotrzebne dłużyzny. Właśnie ten brak akcji pozwala nam ciągłe myślenie (niektórzy wręcz nazywają to medytowaniem) i większe zżycie z bohaterami. A właściwie z bohaterem (mają te same imiona, posługują się podobnym językiem zarezerwowanym jakby dla nich). Mężczyzni w trakcie podróży gubią (a może sami porzucają) swój cel. Nie wiemy tak naprawde co, ale może to poszukiwanie Boga, albo jakieś idei dla której warto żyć. Na początku zachowują się beztrosko, opowiadają sobie śmieszną historyjkę (o teleturnieju), ale czasem dojrzewają. Porusza ten pusty (bez Boga?) ale piękny krajobraz. W zasadzie bohater nie ma planu jak się odnaleźć w tym okrutnym(?) (natura sprawia tu wrażenie istoty panującej nad losem bohaterów), surowym świecie. Oszczędność dialogów tylko jeszcze bardziej spaja widza z Gerrym. Wszystko podkreślają fenomenalne zdjęcia i muzyka. W filmie jest naprawde kilka genialnych scen czy ujęć (scena zeskoku ze skały czy widok ciemnych sylwetek wlokących się bez celu). Zauważylem również pewną prawidłowość. Bohaterowie najpierw jadą autem, potem idą pieszo (jest moment, że biegną) by z biegiem czasu poruszać się coraz wolniej (jakby się starzeli). Pod koniec akcja znów wraca do początku (ponowna jazda samochodem) - czyzby cykliczność. Za nie przypadkowe uważam również umieszczenie dziecka w samochodzi (symbol niewinności - być może staje w opozycji do Gerry'ego). Dochodzi jeszcze tutaj symboliczne zabójstwo samego siebie. W filmie Damon był tą "milczącą", ukrytą (?) stroną bohatera. Nawet kamera wciąż jest bliżej Afflecka i częściej za nim podąża (również mam tu na myśli ujęcie w którym kamera obejezdża głowe mężczyzny). Wydaje mi, że van Sant jest egzystencjalistą (to tylko moje przypuszcznie). Ogólnie dziwny to film, ale skłaniający do refleksji. Damon i Afflec spisali się świetnie - mimo, że grali praktycznie bez słów. Siłą filmu jest to, że reżyser pozostawił nam swobodę interpretacyjną.

  • Małe sprostowanie: "Słoń" to pierwszy film tego reżysera, który obejrzałem.

  • użytkownik usunięty

    tak. spokojnieszy jest ten film. ale czy Ty naprawdę "medytowałeś" podczas dłużyzn? ja ani na chwilkę nie MYŚLAŁAM tylko CZEKAŁAm az się w końcu cos wydarzy. Jak nie poczytam czyichs opinii to niewiele mam z takiego filmu. Ja sie tam cudów nie dopatruję. mogliby więcej wyjaśnic mniej improwizowac.

  • użytkownik usunięty

    Miłośnicy dobrych filmów też nie mają tu czego szukac, chyba, że chcą się ponabijac z bandy snobów doszukujących się głębi przesłania i obecności Boga (ale to akurat tylko polskie snoby) w dwóch ziarenkach piasku na koszuli Matta w 83 minucie filmu.

  • Napisałeś że "miłośnicy prostych filmów nie mają tu czego szukać", a sądząc po screenach, po opisach itp. Zdaje mi się, że on właśnie jest prosty. Chodzi mi o wizualną warstwę - jest minimalistyczny. Mówiąc prosty film, miałeś na myśli, proste głupkawe komedie z Hollywood? Czy ten film naprawdę jest skomplikowany?

    • Post sprzed pięciu lat wali już trochę banałem, więc wybacz. Co do Twojego pytania - podejrzewam, że miałem na myśli właśnie to o czym wspominasz. Film jest dramaturgicznie i narracyjnie bardzo prosty. Ale jest właśnie prostota spod znaku chociażby niedawnej "Valhalli", czyli pozornie niewiele się dzieje, ale jednak... I chyba właśnie to są najtrudniejsze filmy, bo niełatwo rozpoznać granicę czy twórca czasem z nas nie zakpił. A może rzeczywiście miał coś ważnego do powiedzenia? Z tym filmem dalej mam problem, musi jeszcze chyba przeczekać w mojej głowie.

  • Tak to już jest z genialnymi filmami, albo je kochamy albo mieszamy z błotem!
    A tak na marginesie : scena z "Gerrego" jest genialnie przeniesiona do późniejszego "Słonia", pytanie dla spostrzegawczych jaka to scena? :)

  • A co by było jakby jednego i drugiego Gerrego spotkał Blake? Ale w trochę innych okolicznościach:

    https://vimeo.com/86021616

    Pozdrawiam
    ;)

  • Ciekawe spostrzeżenia. Ja interpretuję akcję tego filmu jako uproszczoną analogię ludzkiego życia. Bohaterowie rozpoczynają wędrówkę, szukając czegoś bliżej nieokreślonego - sensu życia, jakiejś idei dla której warto żyć czy ogólnie pojętego celu, który chce się w życiu osiągnąć.
    Dziecko na końcu filmu interpretuję jako otrzymanie drugiej szansy na rozpoczęcie życia jakby od nowa, pomimo wcześniej popełnionych błędów - zejście z wyznaczonego szlaku i zgubienie się w bezkresie natury.
    Jeszcze wracając do punktu kulminacyjnego (spoiler) - Affleck mówi: "I'm leaving" co oznacza, że się poddaje w życiu, przestaje walczyć i jest gotowy umrzeć. Chyba nieprzypadkowo jest to ostatnia kwestia filmu. Damon wie, że nie uratuje już przyjaciela i zostając z nim, również zginie. Nie chcąc go skazywać na powolne konanie na pustyni, robi to co robi i odchodzi, chcąc uratować chociaż samego siebie.
    Skłaniam się też ku temu o czym wspomniałeś, czyli że dwaj bohaterowie to dwie strony jednego człowieka - to samo imię, podobny sposób mówienia; Damon jako ta silniejsza część osobowości przezwycięża swoją ludzką słabość poprzez uduszenie tej słabszej strony samego siebie, czyli Affleck'a, dzięki czemu jest w stanie przeżyć i otrzymuje kolejną szansę na naprawienie swoich błędów.
    Świetny film, intrygujący i skłaniający do refleksji, z rewelacyjną scenografią oraz muzyką, chociaż reżyser trochę przesadził z tymi dłużyznami. Nie żebym się nudził, ale całość wyszła jednak nieco zbyt pretensjonalnie.

  • Czasem coś co było zwykłym nie wypałem stało się wielkim dziełem.To ludzie decydują i widzą to co chcą zobaczyć....

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o