Może ten film po prostu nie trafia w mój gust, ale moim zdaniem jest to opowieść o grupce głupich rybaków pływających w czasie sztormu po oceanie... Zupełnie oderwany od rzeczywistości bo kto normalny popłynąłby w taką pogodę łowić ryby...
Gra aktorska, efekty specjalne - wszystko jak najbardziej na dobrym poziomie, ale zabrakło mi tu nieco realizmu
"Zupełnie oderwany od rzeczywistości bo kto normalny popłynąłby w taką pogodę łowić ryby"- ten film jest nakręcony na faktach, wydarzenie to miało miejsce w 1991 roku, zginęła wtedy cała załoga kutra rybackiego. Więc jednak ktoś popłynął łowić ryby w taka pogodę.
/topic/1820380/reply/6868978/edit/forum/reply/6868978/canEditw odpowiedzi na post:george334110
rozumiem że jest oparty o prawdziwą historię jednak przy kręceniu tego typu filmów nie można przedobrzyć... rozumiem że Hollywood rządzi się swoimi prawami jednak patrzenie jak dzielni rybacy przedzierają się przez 30 metrowe fale żeby złowić kilka ryb jest dość zabawne
/topic/1820380/reply/6869654/edit/forum/reply/6869654/canEditw odpowiedzi na post:dragon_33
"Zabrakło mi tu nieco realizmu". To co,mieli kręcić ten film w czasie huraganu??? Efekty specjalne podobają się Tobie,ale brakuje realizmu. Zastanów się nad tym,co piszesz.
/topic/1820380/reply/6869226/edit/forum/reply/6869226/canEditw odpowiedzi na post:george334110
Gdy wychodzili w morze była dobra pogoda i nie zapowiadało sie na sztorm. Co do realizmu to na faktach jest tylko to że wypływają w morze i nie wracają a te ich przygody w czasie rejsu jak ta z kotwicą to tylko wyobrażnia scenarzysty bo przecież nie ma żadnego żywego człowieka który by to potwierdził. A te sceny z akcji ratunkowej żaglówki na karaibach to moim zdaniem zupełnie zbędne.
/topic/1820380/reply/6870669/edit/forum/reply/6870669/canEditw odpowiedzi na post:george334110
Zresztą tak naprawdę to wina tego kapitana,bo oni chcieli wracać,a on za wszelką cenę chciał te ryby dalej łowić,a sztorm nie był zwykłym sztormem. Złączyły się ze sobą dwa potężne żywioły więc tym bardziej nie mieli szans.
/topic/1820380/reply/6870756/edit/forum/reply/6870756/canEditw odpowiedzi na post:noellenoelle
No właśnie- wina kapitana. Scenarzyści przedstawili to tak jakby częściowo wina leżała po stronie kapitana (przez jego zawziętość), a w rzeczywistości nie wiadomo czy tak było. Może wszyscy chcieli zarobić i postanowili wybrać się dalej. No chyba, że są jakieś informacje, że akurat było tak a nie inaczej. Jeśli nie, to rodzina zmarłego kapitana ma prawo mieć pretensje do scenarzystów, że przedstawili go w taki sposób.
/topic/1820380/reply/6872201/edit/forum/reply/6872201/canEditw odpowiedzi na post:noellenoelle
widzę, że lubisz się czepiać słówek. Zauważ, że jak płynęli w to magiczne miejsce gdzie było tyle ryb zaskoczył ich sztorm, dopłynęli na miejsce było pięknie i w ogóle, wracali i znów to samo mimo tego, że jak pewnie pamiętasz odebrał wydruk na którym jasno było widać, że tam jest coś więcej niż zwykły sztorm
/topic/1820380/reply/6876084/edit/forum/reply/6876084/canEditw odpowiedzi na post:pablo75
Pamiętaj że w filmie zepsuł im się "lodownik".(coś co produkuję lód do chłodzenia ryb). Jest wyraźnie pokazane dlaczego postanowili wracać. Gdyby przeczekali sztorm w bezpiecznym miejscu ryby by się zepsuły i nici z zarobku. Zaryzykowali i przegrali z żywiołem. Trzeba pamiętać że większość filmu to fikcja, dotąd nie wiadomo co było przyczyną zatonięcia kutra.
/topic/1820380/reply/6877401/edit/forum/reply/6877401/canEditw odpowiedzi na post:pablo75
Czasami zywiol zaskakuje i z spokojnego oceanu robi sie sztorm wiec nie nazwalbym ich "grupa glupich rybakow" Takie sytuacje dzieja sie po dzien dzisiejszy ludzie ryzykuja dla checi zarobku nawet na discovery leci dokument o podobnej tematyce.
/topic/1820380/reply/6947603/edit/forum/reply/6947603/canEditw odpowiedzi na post:agawa87
Oderwane od rzeczywistości to jest twoje spojrzenie na świat. Pro forma - bo parę innych osób już to wytknęło - o żadnym sztormie nie wiedzieli, wypływając. Więcej - docierając na Flemish Cap, zostawili ten sztorm w tyle i spokojnie by go przeczekali, gdyby nie nawaliła lodziarka.
No więc są tam, lodziarka kaput, a oni mają wybór - albo zaryzykować, albo nie ryzykować i przez to stracić cały urobek. Przypomnijmy jeszcze ich sytuację - mieli złą passę, Brown pogroził nawet ich szyprowi, że znajdzie sobie kogoś innego na ich miejsce. Wszyscy byli w trudnej sytuacji finansowej, a ten rejs był dla nich tak naprawdę kwestią "być, albo nie być" - gdyby wrócili bez ryb, byłoby to równoznaczne z bankructwem. Co z kolei rodziłoby w ich życiu kolejne, jeszcze poważniejsze konsekwencje.
Czy zatem w tej sytuacji jest takie dziwne, że postanowili jednak zaryzykować i wrócić? Oczywiście, że nie. Ale ty, rzecz jasna, masz łeb zupełnie oderwany od rzeczywistości - i dlatego zakładasz takie bzdurne tematy.
/topic/1820380/reply/7086353/edit/forum/reply/7086353/canEditw odpowiedzi na post:george334110
Wiedziałem, że zaraz znajdą się jacyś internetowi napinacze, którzy za punkt honoru postawią sobie obrażanie innych użytkowników. No coż jak obejrzysz chociaż połowę filmów jakie ja obejrzałem to będziemy mogli porozmawiać. Jakoś inni użytkownicy potrafią w sposób kulturalny wyrazić swoją opinię... pamiętaj, że zakładając ten temat wyrażam swoją subiektywną opinię i nic Ci do niej... najwyżej możemy podyskutować na temat różnic między naszym punktem postrzegania tego filmu.
Przechodząc do samego filmu to rzeczywiście nie spodziewali się sztormu chociaż płynąc do Flemish Cap zaskoczył ich sztorm, w czasie powrotu spotkało ich to samo mimo odebrania przez kapitana komunikatu o nadchodzącym sztormie więc ja na to patrzę jak na proszenie się o kolejne kłopoty. Piszesz, że powrót bez ryb rodziłby w ich życiu poważniejsze konsekwencje, ale czy mogą być poważniejsze konsekwencje niż utrata życia ? Poza tym pamiętaj, że to co się działo podczas filmu jest pewnym wyobrażeniem scenarzysty - równie dobrze mogli popłynąć i zginąć zanim złowili cokolwiek, jak było nigdy się nie dowiemy.
/topic/1820380/reply/7092430/edit/forum/reply/7092430/canEditw odpowiedzi na post:Der_SpeeDer
"No coż jak obejrzysz chociaż połowę filmów jakie ja obejrzałem to będziemy mogli porozmawiać"
No, toś mnie totalnie zgasił. Żebyś tak chociaż przechwalał się, ile to ty w życiu widziałeś i przeżyłeś, ile to ty rzeczy zrobiłeś, ile książek mądrych przeczytałeś, to rzeczywiście bym się prawdopodobnie poczuł przez chwilę mały. Ale skoro twoim życiowym osiągnięciem, którym się chwalisz, jest ilość obejrzanych filmów, wzbudzasz co najwyżej śmiech politowania. Aha - nie obrażam cię. Jeszcze. Na razie jestem tylko sarkastyczny.
"Przechodząc do samego filmu to rzeczywiście nie spodziewali się sztormu chociaż płynąc do Flemish Cap zaskoczył ich sztorm, w czasie powrotu spotkało ich to samo mimo odebrania przez kapitana komunikatu o nadchodzącym sztormie więc ja na to patrzę jak na proszenie się o kolejne kłopoty"
No, łał, ty po prostu epatujesz wręcz wiedzą w temacie, z każdym kolejnym postem. Skoro natknięcie się na sztorm przy rejsie jest dla ciebie powodem, aby zawrócić, to w twojej wizji świata pewnie rybacy już dawno by poplajtowali. Ryzyko pływania w kiepskiej pogodzie jest ryzykiem zawodowym dla takich ludzi - sam fakt, że po drodze ich jeden sztorm zaskoczył, nie oznacza dla nich bezwzględnie powodu, aby z następnym dać sobie spokój (szczególnie w ich sytuacji). Do tego panom z Andrei Gail nie brakowało brawury - tyle że pewnie dla ciebie ludzie z brawurą to kolejna rzecz "oderwana od rzeczywistości".
"Piszesz, że powrót bez ryb rodziłby w ich życiu poważniejsze konsekwencje, ale czy mogą być poważniejsze konsekwencje niż utrata życia?"
Niektórzy ludzie, po wylądowaniu na bruku, wolą rzucić się pod pierwszy napotkany samochód, niż tak żyć. Poczytaj sobie Sztorm Doskonały, zamiast oglądać kolejne filmy - dowiesz się, w jakiej sytuacji był np. Robert Shatford.
"Poza tym pamiętaj, że to co się działo podczas filmu jest pewnym wyobrażeniem scenarzysty"
A ty pamiętaj, że scenarzysta się opierał na książce Sebastiana Jungera, który poświęcił jej mnóstwo pracy, docierając m.in. do bliskich członków załogi Andrei Gail. Oraz że wtedy radio było już wynalezione, a ostatni komunikat z pokładu kutra został nadany już po obraniu kursu powrotnego.
/topic/1820380/reply/7093625/edit/forum/reply/7093625/canEditw odpowiedzi na post:george334110
To jest strona dotycząca filmów więc nie widzę powodu dla, którego miałbym Ci się chwalić ile przeżyłem, zrobiłem czy ile książek przeczytałem... Nie widzę też powodów dla których miałbym dyskutować z Tobą o miernym moim zdaniem obrazie zwłaszcza, że wszystko co miałem do powiedzenia napisałem już wcześniej. Może gdyby to był np. "Ojciec Chrzestny" bardziej zaangażowałbym się w rozmowę, ale tak niestety nie jest. Film nie wniósł nic do mojego życia więc pewnie za dwa tygodnie nie będę nawet pamiętał, że go oglądałem.
Widzę za to, że Ty siedzisz dość mocno w tematyce rybackiej i jesteś w niej świetnie obeznany... może (jak na prawdziwego Polaka przystało jesteś specjalistą w każdej dziedzinie) to dobrze, że masz jakąś pasję. Nie musisz odpisywać bo z mojej strony ta rozmowa jest zakończona.
Pozdrawiam.
/topic/1820380/reply/7094805/edit/forum/reply/7094805/canEditw odpowiedzi na post:Der_SpeeDer
"To jest strona dotycząca filmów więc nie widzę powodu dla, którego miałbym Ci się chwalić ile przeżyłem, zrobiłem czy ile książek przeczytałem..."
Ale kiedy podajesz w wątpliwość realizm zaobserwowanych w filmie wydarzeń, powinieneś się już wtedy legitymować jakimś życiowym doświadczeniem. Bo inaczej to jakbyś uczył ojca dzieci robić. Wiem doskonale, że są tacy ludzie, którzy DLA ROZRYWKI ryzykują życiem lub kalectwem, uprawiając niebezpieczne sporty ekstremalne... a ty wciskasz, że oderwani od rzeczywistości są ludzie, którzy życie narażają dla zarobku? I to jeszcze rybacy, którzy akurat (do tego żadnej specjalistycznej wiedzy nie trzeba, zapewniam - wystarczy odrobinę mieć w łebku) bardzo często zmuszeni są pływać przy złej pogodzie ("kto normalny popłynąłby w taką pogodę łowić ryby" - po prostu śmiechu warte)? Śmieszny jesteś.
"Widzę za to, że Ty siedzisz dość mocno w tematyce rybackiej i jesteś w niej świetnie obeznany..."
Nie jestem obeznany (taki dowcip - wykazuję się ELEMENTARNĄ wiedzą w danej dziedzinie, której ktoś jakimś cudem nie ma - i wówczas bardzo często słyszę od tej osoby dość marną ripostę z zawartą w niej próbą dowartościowania - czyli insynuację, że podając takie informacje, uważam się za specjalistę; najbardziej uporczywi są w tej grupie ludzie, którzy sobie wmawiają, że swoje posty układam wcześniej przez kilka godzin w prywatnym notesie, ze słownikiem wyrazów obcych u boku), ale lubię marynistykę, latem pływam jachtem na morzu (kiedyś częściej bywało, że po jeziorach, ale na Mazurach ostatnio rzadko bywam) i słucham szant (pieśni kubryku zresztą też - po prawdzie, z lenistwa obydwa te gatunki nazywam zbiorowo szantami).
Pozdrawiam.
/topic/1820380/reply/7095392/edit/forum/reply/7095392/canEditw odpowiedzi na post:george334110