torne torne
ocena: 5

Mieszane mam uczucia po obejrzeniu filmu "Las horas del día". Reżyser (debiut pełnometrażowy) postanowił zrobić rzecz niezwykle ambitną: nakręcić studium osoby o zaburzonej psychiki, jednak bez interpretacji, bez dydaktyzmu. Kamera jest w filmie jedynie obserwatorem. Rejestruje nudną, bezbarwną egzystencję pewnego 30-latka. Jedyna interwencja reżysera polega na decyzji, które sceny znajdą się w filmie, reszta jest pozostawiona bez żadnego komentarza. I w tym tkwi właśnie problem.
Sama postać Abla jest niezwykle intrygująca. Jeśli ktoś zajmuje się psychologią, interesuje się tworzeniem portretów psychologicznych zabójców, tego Abel zainteresuje w równie wielkim stopniu jak mnie. Abel z pozoru jest osobą zupełnie bezbarwną. Nudny, nawet flegmatyczny, niemal zupełnie pozbawiony poczucia empatii. Na intymne tematy potrafi rozmawiać nie patrząc rozmówcy w oczy, zajmując się papierkową robotą, jakby to była rozmowa o pogodzie. Nie rozumie uczuć innych, praktycznie nie dotyka ludzi czy to fizycznie czy też emocjonalnie. Czyni to tylko zabijając. Abel bowiem dusi (a dokładniej, przydusza) swoje ofiary. To bardzo intymny sposób zabijania. Wymaga bezpośredniego kontaktu z drugą osobą. To znaczące, że właśnie tak Abel rozładowuje wewnętrzne ciśnienie psychiczne (którego zupełnie po sobie nie pokazuje). Można się bawić w różne interpretacje. Jednak do tego nie potrzeba pełnometrażowego filmu. Wszystko, co istotne zostało powiedziane w ciągu pierwszych 30 minut. Reszta to już tylko wałkowanie w kółko tego samego. Rosales zapomniał, że opowiadanie o nudzie dnia codziennego nie powinno przekładać się na nudny filmy. A tymczasem w pewnym momencie "Las horas del día" zaczyna wlec się niemiłosiernie.
Tak więc film, poza ciekawą postacią głównego bohatera, nie ma widzowi wiele do zaoferowania. Szkoda.

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: