byłem przekonany, że to mokument :)

niektóre postaci, w tym najbliżsi bohatera, zachowują się co najmniej dziwnie i są momentami tak sztuczni, że wszystko sprawia wrażenie pastiszowej inscenizacji. Sceny odtwarzania przed narratorem nagranych okrzyków przedśmiertnych bohatera i jego konkubiny są jakby żywcem wyjęte z Monty Pythona (z całym szacunkiem dla bliskich ofiar). Zresztą sam Herzog jest w tym wszystkim bardzo nadęty (choć niewidoczny, ale odczuwa się to), co zresztą nie dziwi, biorąc pod uwagę jego wcześniejsze dokonania. O samej treści przewodniej i zachowaniu głównego bohatera nawet nie wspomnę, bo to groteska do kwadratu.
Jednym słowem - wybałuszyłem gały ze zdziwienia, kiedy przeczytałem, że główny bohater to postać autentyczna, a ukazane w filmie wszystkie idiotyzmy są jak najbardziej prawdziwe (w sensie: nie zainscenizowane - przynajmniej nie na potrzeby filmu Herzoga). Mając tę wiedzę o podłożu filmu tym bardziej nie mogłem pojąć kompletnego braku dystansu reżysera do całej wprawy. Owszem, Werner-niezłomny penetrator patologii przyrody, daje wyraz swego negatywnego stosunku do poczynań Pana T.T., jednak jako twórca nie dystansuje się do swego wytworu, który na tychże poczynaniach bazuje. Podchodzi z powagą i właściwym sobie patosem do spraw i sytuacji, które - mimo całego tragizmu - są w istocie żenujące. Ale, cóż... ecce Herzog.
Mimo wszystko 6. Dla zdjęć, nietuzinkowego tematu i...uroczego klimatu, który - przed powzięciem odpowiedniej wiedzy - można śmiało traktować jako pełen ironii, wytrawny mokument.

2

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: