Dla tych, których rozczarował powrót Abramsa na stołek reżysera - bawcie się dobrze XD

( Drzwi do gabinetu Imperator Kennedy powoli otwierają się, smuga światła wpada do pomieszczenia. U progu drzwi stoi J.J. Abrams, jego sylwetka rzuca długi cień, oświetlona blaskiem światła z korytarza. Na drugim końcu długiej sali znajduje się biurko, za nim odwrócone w stronę wielkich okien czarne krzesło z wysokim oparciem. Reżyser wchodzi do pokoju, jest lekko przygarbiony, rozgląda się nerwowo po gabinecie, jakby przytłoczony całą sytuacją. Wykonuje ledwie kilka cichych kroków, po czym drzwi wejściowe do pomieszczenia zamykają się samoistnie. Niespodziewany szczęk zamykanych skrzydeł drzwi sprawia, że Abrams nerwowo się wzdryga. Nagle tajemniczy, mroczny głos stawia reżysera do pionu, rozkazując mu podejść do biurka. )

- Imperator Kennedy: No podejdziesz tu w końcu, ku*rwa, czy sama mam wstać..?

( Czoło reżysera zlewa się potem )

- Abrams: Nie, nie..! J-już idę, wasza wszechwładność..

( Abrams staje przed biurkiem. To szeroki mebel wykonany z czarnego metalu. Krzesło zaczyna obracać się, ukazując reżyserowi oblicze tyrana. Reżyser staje odruchowo na baczność. )

- Imperator Kennedy: Wiesz, dlaczego cię tu wezwałam...?
- Abrams: Ee, czy to ma związek z tym całym przypałem z Trevorrovem..?
- Imperator Kennedy: Przypałem...!?
- Abrams: No, cały fandom chuczy, że zwolniłaś Pani Colina, tak jak zwolniłaś Lorda i Millera...

( Imperator Kennedy marszczy czoło, próbując skojarzyć, o kim Abrams mówi. )

- Imperator Kennedy: Kogo, kur*wa...?
- Abrams: No, tych dwóch kolesi, co to wygrzebali jakiś stary serial ze śmieci i nakręcili remake... No ten, z Channingiem Tatumem, i z tym drugim, tym grubym, śmiesznym...
- Imperator Kennedy: A co mnie to obchodzi co oni kręcili..? Co ja mam z tym wspólnego..?
- Abrams: No przecież to oni kręcili Hana Solo, zanim ich zwolniłaś i zastąpiłaś tym rudym od Kodu Da Vinci...
- Imperator Kennedy: A, te chu*jki.... To tak się nazywali...? Nieważne. Było nie podskakiwać. Jak któryś ci*pas myśli, że wchodząc na plan SW wchodzi na swój plan, to chyba ugrzązł własną głową we własnej du*pie. Nieważne. Nie o Solo tu chodzi. Chodzi o epizod IX.
- Abrams: OK, ale co ja mam z tym wspólnego?
- Imperator Kennedy: A jak myślisz, geniuszu? Rusz czasem głową...

( Pot spływa na okulary Abramsa, który drżącą ręką ściąga je, i przeciera szkła podkoszulkiem. Wkłada je z powrotem na nos. Kennedy wygląda na coraz bardziej zniecierpliwioną. Imperator wciska kilka klawiszy w konsoli swojego biurka. Nad ich głowami pojawia się błękitny hologram z diagramem zysków z box-office'u. )

- Imperator Kennedy: Lucas popełnił poważny błąd. Zaryzykował. Próbował wcisnąć coś nowatorskiego w Gwiezdne Wojny, i to był jego błąd. Po ch*uj stroić w nowe piurka kurę, która i tak już znosi złote jaja..?
- Abrams: Po nic..?
- Imperator Kennedy: To było retoryczne pytanie.
- Abrams: Przepraszam.
- Imperator Kennedy: Wracając do tematu... Kręcimy dalej. Ludzie pokochali Star Wars, więc im damy Star Wars. Będą mieli gwiezdne wojny w kinie, w telewizji, na koszulkach, butach, kur*wa gaciach, na przepychaczce do kibla i na owocach również. Zarobimy na tym kupę kasy. Rzecz w tym, by nie kombinować za bardzo.
- Abrams: Czyli...?
- Imperator Kennedy: Czyli, jedziemy dalej z tematem. Widzisz, fani to nie jednolity materiał. Są fani, którzy lubią Star Wars, ale albo je kupią albo nie kupią, no, i są ultrasy, które kupią wszystko, byli by przypominało im OT, które widzieli pierdyliard lat temu kiedy byli dziećmi, czyli jakoś za czasów gdy Syberia była jeszcze ciepła. I to jest nasz target. Łatwo ich zadowolić. Polatasz im Sokołem po ekranie, dasz Hana i Chewbaccę, i masz ich w garści. Nie narobisz się, za to zarobisz. Ci co wolą innowacje to niepewny odbiorca. Mają wysokie wymagania. Ch*uj im w du*pę. Bierzemy to co pewne. A zadowolony ultras sprzeda nerkę, byle by dostać raz jeszcze to samo. Poprzednio się sprawdziłeś. Chcę ci zaproponować, byś, heheh, "reżyserował", hahah, epizod IX.

( Imperator Kennedy przysuwa Abramsowi kontrakt tuż pod nos. Reżyser bierze papier do ręki, choć robi to niepewnie. )

- Abrams: To ja mogę kręcić IX..!?
- Imperator: Więcej. Musisz kręcić IX. Tylko znasz zasady. Żadnej innowacji, żadnych nowości, tym razem masz tam zmieścić nie Gwiazdę, nawet nie Planetę, a całą, ku*rwa, Galaktykę Śmierci, kumasz? Trevorrow przyszedł na plan, i wyobraź sobie, chciał palant wrzucić swoje trzy grosze! Wydawało mu się, że przyszedł na plan - uważaj teraz - jako TWÓRCA! Łapiesz to!? Chciał wpływać na kształt filmu! Jeszcze się kłócił, ku*rwa, jakby coś znaczył! Nie chciał Galaktyki Śmierci. Więc poleciał.
- Abrams: G-Galaktykę Śmierci..? To się nie uda, to niewykonalne, jak Galaktykę Śmierci..?
- Imperator Kennedy: No jak to jak? Zwyczajnie. Coś wymyślisz. Z resztą, co to ma być? Próbujesz mi powiedzieć, że coś się nie podoba? Może jeszcze chcesz samodzielnie podejmować decyzje..? Chłopcze, ty nie jesteś tu od decyzji, ty jesteś od robienia co ci każę, jasne? Jak ma być Galaktyka Śmierci, to będzie Galaktyka Śmierci, jak wejdziesz na plan, to masz z tymi aktoreczkami napie*rdalać selfie jedno po drugim, wszyscy mają szczerzyć banana od ucha do ucha, że niby fajnie się wam pracuje, że niby jest git atmosfera na planie, fani mają myśleć, że jest fajnie pozytywnie, jasne? A jak się coś zes*ra, to i tak masz tweetować, że pachnie ku*rwa fiołkami, jasne..!? Masz prawo zaparkować dup*skiem na stołku reżysera tylko dlatego, że sama się nie rozdwoję, dotarło!!?

( Abrams jest przerażony i przystaje na warunki Imperator Kennedy. Podpisuje kontrakt. )

- Imperator Kennedy: No, to witaj na planie IX. I spie*rdalaj już, mam robotę.

19
  • * Ciąg dalszy

    ( Abrams posłusznie kieruje się w stronę wyjścia. Imperator jednak zatrzymuje go jeszcze na chwilę. )


    - Imperator Kennedy: Nie zapomniałeś o czymś...?

    - Abrams: O czym.?


    ( Imperator spogląda wymownie na reżysera. )


    - Abrams: A, tak. I'm Yo bitch.

    - Imperator Kennedy: Co tam mamroczesz pod nosem..? Dostałeś wylewu i nagle przestałeś mówić..? Głośniej, Dzej-Dzej..!

    - Abrams: IM YO BITCH!!

    - Imperator Kennedy: Ślicznie. A teraz spie*rdalaj. Tym razem na serio.


    ( Drzwi otwierają się samodzielnie przed reżyserem, który szybko wychodzi z gabinetu Imperator Kennedy. Drzwi się zamykają, a smuga światła robi się coraz cieńsza, aż znika, kiedy skrzydła drzwi zamykają się. Kennedy obraca się ponownie fotelem w stronę gigantycznych okien swojego biura. )

    • o fan Lucasa sie znalazł. Do was po prostu nie dociera za co wszyscy nienawidza prequeli. Nowatorstwo nie ma tu nic do rzeczy. A ch*jowy scenariusz.

      • Wszyscy? Tylko ultrasi OT zwani "prawdziwymi fanami" i snobistyczna śmietanka filmwebu, która krytykuje te filmy "bo tak wypada", kierując się argumentami słabego intelektualnie youtubowego śmieszka Plinketta. Brak słów. Ch*jowy scenariusz to ma Przebudzenie Mocy będące familijną rozrywką dla prostego ludu i kopiujące pomysły Lucasa z 1977 roku.

        • Nie ważne kto nienawidzi. umiesz czytać ze zrozumieniem? mówię że nowatorstwo nie wpłynęło na ich negatywne opinie, tylko scenariusz (postacie, dialogi - które zostały spartaczone).

          Owszem scenariusz Przebudzenia Mocy również ssie ale co to ma do rzeczy? żeby wybronić PT potrafisz tylko porównywać do TFA? To są właśnie zaślepieni fanboye.

          • Nie ważne? Ważne. Stwierdzasz, że istnieją pewne kwestie, za które "wszyscy" nienawidzą prequeli - scenariusz, postacie, dialogi. Tak się jednak składa, że popełniasz gafę intelektualną, bo istnieją ludzie, którzy prequele jednak lubią. Nie masz więc racji.

            • ok niech sobie będą ja pie*dole. Chodzi mi tylko o te negatywne opinie o PT. Nie wynikaja z nowatorstwa Lucasa. Tylko innych rzeczy.

              • wynikajo z cebulaztwa.

              • Okej, czyli przyznajesz mi rację, dzięki wielkie.

                A co do drugiej kwestii. Nowatorstwo w budowaniu świata przedstawionego jest krytykowane pod hasłem "sztucznego CGI zamiast practical effects!". Nowatorska, rozwinięta otoczka polityczna również - "nudna polityka, a komu to potrzebne, nie było tego w starej trylogii!". Nowatorskie walki na miecze też są hejtowane - "to nie walka, ale taniec!" Autorytet hejterów, Plinket, nawet design pojazdów krytykował. Więc nie, nie jest tak, że krytykowane są tylko dialogi i scenariusz, ale wszystko, zmasowany hejt nawet na największe zalety nowej trylogii. TFA jest efektem owego hejtu, czyli nowatorstwo zostało zupełnie usunięte.

                • Nie wyobrażam sobie by prequele podobały się komukolwiek poza dziećmi i autystykami (im nie będą zapewne przeszkadzać koszmarne dialogi i komiczna psychologia), ale dzieci i autystyków na świecie nie brakuje, więc filmy te zawsze będą miały garstkę oddanych fanów.

                • Star Wars powstają dla rozrywki, nie dla głebi psychologicznej.

                • Rozchodzi sie o to, jak dobrze historia jest opowiedziana, a nie, czy cechuje ja psychologiczna glebia.

                • Wiesz co, nie zgodzę się z Tobą. Abstrahując od kretyńskiego komentarza na początku, w którym - świadomie lub nie - atakujesz ludzi mających inną opinię, byłbym gotów podyskutować.
                  Fanem SW jestem od dziecka, pierwszy film jaki widziałem był ANH, był to rok... nie wiem, na pewno przed '96.
                  Nie jestem dzieciakiem, SW uwielbiam od zawsze, nie wykryto też u mnie autyzmu... i pomimo tego lubię Prequele.

                  Zarzucasz im że nie posiadają głębi? Jeden z nich faktycznie nie, pozostałe jak najbardziej tak. Łatwiej było, w dobie kultu demokracji i niesmaku wobec rządów totalitarnych, pokazać złe Imperium rządzone przez tyrana oraz Rebelię walczącą o przywrócenie demokracji. I w tym względzie stara trylogia była... płytka. To było banalne.
                  W NT to tło było bardziej wyraziste, Lucas musiał pokazać, dlaczego ludzie w ogóle chcą buntować się przeciwko demokracji. I pokazał to nieźle. Najechana planeta, królowa próbująca walczyć o nią w senacie i ściana obojętności z jaką się zderza. Korupcja, niezdolność do działania, przedstawianie czarnego jako białe, komisje i bałagan proceduralny. To się udało. W AotC również, kiedy okazuje się że po tym wszystkim członkowie korporacji nie zostali nawet skazani. I w ROTS też to widzimy, kiedy Anakin stwierdza, że władza w rękach Kanclerza to mniej gadania a więcej działania. Bo - w trakcie konfliktów zbrojnych - jest to prawdą.

                  OT w porównaniu do NT... nie miało w tym względzie wiele do zaoferowania. Głównie zniszczenie Alderanu w 4 części. Ani jednej informacji o pacyfikacjach jakichkolwiek strajków... nic. Celem Rebelii była walka sama w sobie, przynajmniej tak to przedstawiono.
                  Gdyby nie wycięte sceny z ROTS, to ROTS również lepiej by pokazywała sens rebelii w OT niż jest to pokazane w samym OT.
                  I nawiasem mówiąc, R1 robi w tym względzie naprawdę fantastyczną robotę, bez problemu przebijając obie trylogie.

                  Dalej - fajnie wpleciony motyw mitologicznego fatum - główny bohater poznaje fragment tragicznej przyszłości, i wszystkie jego działania, które mają spełnieniu się jej zapobiec, ostatecznie do niej doprowadzają. I to jest naprawdę fajny element.

                  Kolejna rzecz: rozterki Vadera i przebudzenie się Anakina które są efektem bezwarunkowej miłości ze strony syna... są świetne. Miłość, która doprowadza do odkupienia.
                  Ale NT tutaj nie odstaje - postać Anakina wcale nie była płytka - ostatecznie bowiem, to prawdziwa, szczera miłość doprowadza go do upadku. Być może przedstawienie tego kuleje, nawet mocno... ale! Sam pomysł jest stosunkowo głęboki. Rozterki typu: jak wiele można poświęcić dla ukochanej osoby? - są świetne.

                  W starciu OT i NT OT ma pewną przewagę - od lat jest klasykiem, ma swoje prawa, i coś co w OT jest głupie nie ma prawa być krytykowane, ale NT zjeżdża się za to od góry do dołu.
                  Bo Lucasowi należały się słowne baty za gungan... tylko problem w tym, że za ewoki również. Kiedy widzimy, jak prymitywne pluszaki pokonują "doborowy legion żołnierzy Imperium"... coś tu nie gra, prawda?

                  Głównym atutem OT w starciu z NT jest... spójna, stosunkowo zamknięta i niewielka historia. OT ma znacznie mniej bohaterów niż NT, co wychodzi jej na dobre. Vader to kultowy czarny charakter, do którego Lucas praktycznie nie potrzebował nawet aktora. I jest to bohater, który widzowi towarzyszy od początku do końca - jest klimatyczny, epicki, tragiczny, wspaniały. I dlatego jego poświęcenie, rozterki są czymś na co zwracamy uwagę. Jest z nami przez 3 filmy, przywiązujemy się.

                  Inaczej jest w NT - na dzień dobry dostajemy obrzydliwych - fizycznie i moralnie - Neimodian, którzy odpychają. Dopiero Sidious i Maul przykuwają uwagę. Maul to sprawa otwarta, ludzie do dziś się spierają czy wykorzystano jego potencjał. Zdaniem większości nie, ale jest też drugie pytanie: jaki był jego potencjał? Dorównywał Vaderowi? W pewnym aspekcie tak: był... cool, fajnie wyglądał, miał rogi, był zły... miał fajny, wyjątkowy miecz, niesamowicie walczył i był... bardziej tajemniczy niż Vader. I podobnie jak Vader - aktor grający go nie musiał być nawet dobrym aktorem.
                  Problem w tym, że za Vaderem kryła się głębia... a za Maulem - moim zdaniem pustka. Nie pasował tematycznie.
                  Zupełnie inaczej było z Hrabią Dooku w E2. Dooku był arystokratą, człowiekiem wpływowym. Był zaangażowany politycznie, brzydził się demokracją, Bliżej mu było, na pierwszy rzut oka, do monarchii np. I ta postać wpisuje się w to, o czym jest ta trylogia - jest świetnym przeciwnikiem dla demokracji. Jest również pewnym dowodem na to, że Jedi również mają pewne wypaczenia, i jednostki i silnie zarysowanych poglądach i niezależne tam nie pasują (tak samo jak Qui-Gon w TPM). Relacja z Jinnem mogłaby dodać głębi jego relacjom z Qui-Gonem czy nawet relacjom z Anakinem przez pryzmat Qui-Gona. Ale co z tego wyszło? Również gówno niestety. I tutaj się powołam na Twoj pierwotny argument, dotyczący młodych widzów; im się nie podobają tacy bohaterowie jak Dooku, bo nie są... czadowe? Nie wyglądają, nie przyciągają uwagi. Nawet we "Władcy Pierścieni" wiele osób uważało że dowódca Nazguli jest "fajniejszy" od Sarumana.
                  Poza tym, Vader miał 3 fimy, Dooku... 2? A w praktyce jego zsumowany udział w obu filmach był mniejszy, niż Vadera w jednym. To się nie mogło udać.

                  I nie jest to tylko problem tzw. łotrów. W pięciu częściach Sagi mamy zachowany pełen układ: trójka głównych bohaterów na pierwszym planie. Luke, Leia i Han w starej, Anakin, Padme i Obi-Wan w nowej. I tutaj olbrzymim problemem jest... TPM. Które to rujnuje.
                  Jest to być może najlepszy film SW jeśli kryterium oceny będzie: "fajny film familijny na niedziele". Ale jako część Sagi jest... jest tak beznadziejny, jak to tylko możliwe. Totalnie źle rozplanowany, skupiający się na bohaterach nieistotnych dla Sagi. Bo takimi są Jinn i Maul. Film jest generalnie o Qui-Gonie, jego relacjach z Kenobim, Anakinem... nawet Padme. Pomijając jar-Jara czy matkę Anakina. Qui-Gon jest wszędzie, wchodzi w relację ze wszystkimi... a potem ginie i praktycznie do niego nie wracamy. Stracone dwie godziny, jedna trzecia trylogii.
                  Film powinien skupić się początkowo na Kenobim, jego relacji z Padme i Anakinem. Jinn mógłby tam być, ale na takiej zasadzie na jakiej był Kenobi w OT. Mógłby zainspirować Anakina do zostania Jedi... mógłby go nawet uwolnić. A potem zginąć z ręki... byłego mistrza? Co już na początku zaserwowałoby nam kawał negatywnej relacji Dooku i Anakina.
                  Anakina który... powinien być starszy. W wieku Padme. Wtedy wygrany wyścig, czy świadomy udział w wygraniu ostatniej bitwy... byłyby przekonujące a nie śmieszne i infantylne. A Christensen - co by o nim nie mówić - miałby tyle samo czasu na odtworzenie tej roli co Ford, Hamil, Fisher, McGregor czy Portman. A patrząc na to jak beznadziejny był w E2 i jak poprawny był w E3 można zakładać, że mógłby być lepszy, mając jeden film więcej.
                  Wojna w TPM to też mały konflikt nieistotny dla Sagi. Jeśli niewielką wojnę domową Imperium z Rebelią pokazywano przez trzy części... to pokazanie że legendarne Wojny Klonów zaczynają się pod koniec drugiej a kończą praktycznie na początku trzeciej... to kpina.
                  I ostatnie - wątki romantyczne. Ten z ST jest fajny, naturalnie wygląda. NT? Toporny, męczący, mdły. Ale czy brak mu głębi? NIE! Założenie było bardzo dobre - motyw zakazanego romansu, jak np, w Tristanie i Izoldzie. Świetny z założenia, tragicznie przedstawiony... głównie ze względu na skopane dialogi i ... grę aktorską. Ratowany za to muzyką Williamsa, w której było coś pięknego, mistycznego i tragicznego zarazem. Do dziś potrafię odpalać soundtrack z SW i słuchać go z przyjemnością. Duel of the Fates, Imperial March, Binary Sunset, Battle of Heroes, Imperial Throne Room. No i oczywiście klasyczny motyw przewodni wszystkich części. Ale tylko Across the Stars sprawia mnie w taki specyficzny, sentymentalny nastrój... w którym sobie wyobrażam jak dobre mogłoby być NT.

                  Konkluzja jest taka: PT są serią mającą potencjalnie więcej do zaoferowania, ale są też bardziej skopane. Mają i więcej zalet i więcej wad. Uwielbiam obie trylogie, bo uwielbiam SW. Uwielbiam też Rogue 1. Aczkolwiek zgodzę się z odpowiedzią kolegi Ryloth skierowaną do Ciebie: ja za to nie rozumiem, jak komuś się może podobać TFA.

                • A ja sobie nie wyobrażam, by Przebudzenie Mocy mogło podobać się nawet i autystykom. Co teraz?

                • Mało wiesz o świecie wogóle .

                  Staraj sie zrozumieć ; Są na świecie starsi fani którzy lubią prequele oglądać .

              • Dialogi i Jar-Jar były słabe, plus jeszcze wątek romantyczny. Cała reszta była świetna, mógłbym powtórzyć słowa kolegi powyżej, ale nie widzę sensu XD

                Star Wars to jeden z tych filmów, które nie dzieją się "Tu i teraz"... To całe uniwersum, zbudowane od podstaw. Z resztą, chyba największe kinowe uniwersum, którego akcja dzieje się na przestrzeni dekad, a nawet tysiącleci, gdyby patrzeć jeszcze na EU. To setki bohaterów, to miks baśni, religii i mitów przeniesione w kosmos... To całe światy, flora i fauna, jakie mogą zrodzić się jedynie w wyobraźni artystów, a my ujrzeć je możemy jedynie na ekranach kin... Star Wars to coś więcej niż tylko postacie i fabuła które je napędza. To też wszystko to, co ich otacza... Dlatego ten świat ma taki potencjał - te uniwersum niczym się nie ogranicza, poza wyobrażnią twórców. A przynajmniej powinno. I co? I taki potencjał został zastapiony zimną kalkulacją producentów, którzy nie kierują się jakością, a dochodowością. I ty myślisz, że w przypadku Star Wars w rekach Kennedy naprawdę chodzi o filmy i fanów? Nie, chodzi jedynie o zysk. Zrobili deal stulecia - sprzedali jeszcze raz to samo, a fani jeszcze pocałowali ich w sygnet.

                • Tyle, że w tym EU też były powtarzane schematy:
                  - kolejni Shitowie, Imperium, Obcy najeźdźcy, przejścia na Jasną i na Ciemną Stronę Mocy, siostra zabijająca brata, itp.

                  Jak dla mnie, tzw. "nowa trylogia" broni się, ale tylko częściowo od strony kreatywnej i realizatorskiej (nowe planety, lokacje, pojazdy, postaci, efekty specjalne) ale scenariusz, częściowo aktorstwo i dialogi kładą przynajmniej "Atak Klonów". TFA nie ma może wymienionych wyżej zalet ale nie posiada też tych wad.

                • TFA jest tak przeciętne, że bez trudu można mu przyznać tytuł najgorszej części SW. Pięknie zniszczyła cały dorobek sagi + Rogue One. Rimejk i reboot w jednym.

                • Rogue One to mdły fan service. Ale rozumiem, dlaczego ci się podobał. Niczego innego od osoby z nieironicznie użytym fillerem w avatarze się nie spodziewam ;)

                • Fan service? Przecież Przebudzenie Mocy to był bezczelny fan service - zrobienie mdłej kopii Nowej nadziei, by ultrasi się ekscytowali i nikt nie krytykował.

                • Rogue One to czysty fan service.

                  Vader, Leia, Postacie z Rebels, Saw Gerrera. Yavin 4. Mustafar, AT-AT - to tak na szybko. Jedyny cel tego filmu to właśnie fan service. TFA ma podobną fabułę, ale jednak tego czego w RO było mnóstwo tam aż tyle nie ma.

                • TFA totalnie skopiowało Nową nadzieję i galaktykę z OT, nie dodając w sumie nic od siebie, a ty mówisz, że Rogue One, który zupełnie nie przypomina reszty filmów SW to fan service? R1 to chyba pierwszy i ostatni porządny spin-off (jakieś originy o Hanie Solo, komu to potrzebne), a nawet dalej - pierwszy i ostatni porządny film Disneya.

                • Ponieważ Rogue One to czysty fan service. I w ogóle kto powiedział, że fan service jest czymś złym ? To dość tani zabieg, ale sam jestem fanem i też mi się to podobało więc nie traktuję tego jako wady xD Rogue One było dla mnie niezłe, ale prawdę mówiąc bardzo uwierały mnie słabo napisane postacie i w gruncie rzeczy dość nudna fabuła. Bitwa nad Scarif wynagradza, ale to wciąż nie tak dobry film jak TFA, które jest bardzo dobre poza wątkiem Starkillera, który jest fatalny, ale jakoś można go przeżyć, bo Kylo vs Han i Kylo vs Rey i Finn to dużo ważniejsze rzeczy w końcówce siódmej części.

                • Dla DIsneya fan service to czysta żyła złota. Wystarczy że byle jak skopiowali Nową nadzieję i fani prędziutko zapewnili 2 mld przychodów. Cała ta fabuła z TFA to wygląda jakby ktoś pisał ją na kolanie - to tacy Janusze scenariuszy, że nawet skopiować nie potrafili umiejętnie. Rogue One to arcydzieło w porównaniu z TFA, a STarkiller to tylko wierzchołek góry lodowej i kolejny przykład kretynizmu twórców filmu.

                • Zgadzam się z Tobą w zupełności. Gdybym nie był fanem SW to "Łotr" na pewno podobałoby mi się dużo mniej (widzę to chociażby po swoich znajomych i ich reakcjach na TFA oraz R1), bo tam jest większe zatrzęsienie odniesień/smaczków czytelnych głównie dla wielbicieli tego uniwersum, które kompletnie nie robią wrażenia na przeciętnym widzu. Kuleje trochę rozwinięcie bohaterów, w zamian zaś otrzymujemy najlepszą bitwę w kosmosie ever oraz wiadomą scenę z Vaderem, która podnosi moją ocenę o jedną gwiazdkę ;)

                • Zgadza się, R1 to film dla fanów, fajny ale nie dla każdego. Znajomi pytali "a gdzie miecze świetlne..?" Czyli nie skumali sensu kręcenia tego filmu XD Bitwa ciekawa, ale chyba lepsza z początku ROTS... ale to moje zdanie. Tam działo się równie wiele, ale wizualnie jakoś bardziej przemawia. Za to scena z Vaderem aż tak dla mnie epicka nie jest, choć dobra niewątpliwie, to robi wrażenie. Co by nie było, R1 jest dla "nas", nie dla "nich" ;P

                • Bardziej niż o niezrozumienie chodziło mi o minusy czysto filmowe (słaby rozwój większości postaci, czy głupie rozwiązania odnośnie zadań, które rebelianci wykonywali na Scarif: motywy z przełącznikiem, czy mechanicznym "wyciąganiem" danych), równoważone przez zalety, odczuwalne głównie przez fanów. TFA moim zdaniem po prostu bardziej "trzyma się kupy" jako film.

                • Postaci pomyślane na jednorazowy występ, taka ekipa bardziej nawet niż samobójców, polubić i szybko zapomnieć. Szkoda, no ale tak wyszło.

                • Moja siostra nie ma pojęcia o czym jest SW a właściwie z tego co widziała uważa OT za bajeczkę. Za to RO podobało jej się bardzo i jakoś nie miała problemu ze zrozumieniem treści choć fanem nie jest zdecydowanie. Scena z Vaderem, nad która wszyscy tak pieją z zachwytu jest niepotrzebna i głupia - robi z niego idiotę.

                • Bo OT to taka baśń s-f dla chłopaków (głównie) :D ...a dlaczego niby miałaby nie zrozumieć treści R1? Chcesz powiedzieć, że Łotr Ci się podobał, ale za wyjątkiem sceny z Vaderem?

                • No zobacz - po co Vader patyczkował się ze wszystkimi jak mógł wyrwać nośnik z informacjami za pomocą Mocy i ewentualnie wtedy sobie "poszaleć" ? To właśnie sprawia, że uważam tę scenę za niepotrzebną i sprawiającą niefajne wrażenie odnośnie Vadera. Niby taki badass a taki nie wiem, idiota? Dlatego obecnie uważam, że wizualnie jest spoczko i nie powiem robi wrażenie ale gdyby troszeczkę ją zmienili, miałaby także sens.
                  Osobiście mi bardziej podobało się RO niż TFA (które może w moim odczuciu teraz uratować tylko to, co będzie w najbliższym epizodzie). Komuś się podoba TFA? Spoczko, każdy ma prawo do własnych odczuć. Ja TFA uważam, w chwili obecnej za najbardziej pusty (w sensie chociażby moralnych wyborów) , nic nie wnoszący epizod. Poprzednie były pod tym względem lepsze, do tego stopnia, że dla mnie taki Jar Jar był praktycznie nie zauważalny, podobnie jak (przyznaję) nie do końca udane CGI (i to w OT jak i w PT). Ale epizody 1-6 dla mnie ratują się historią i przekazem (i nie mam tu na myśli bajkowe "dobro zawsze zwycięża"), której wg mnie brakuje w TFA.

                • Dodam jeszcze, że ja bardzo wysoko oceniłam RO i widziałam już całkiem sporo razy. TFA przy 3-cim razem mnie już nudził bardzo. A właściwie to już za 2-gim nie specjalnie zachwycał

                • A czy było potwierdzone, że Vader wiedział o tym nośniku - konkretnie czego szuka, a nie po prostu dokonał abordażu, by zrobić porządek na miejscu?

                  Pełnię historii będziemy mogli ocenić dopiero po epizodzie IX.

                • Z treści RO wnioskuję, że wiedział i zdaje się, że to dość widoczne jest (chyba, że mu powiedziano, do którego statku trafiły plany). Przyleciał po to, by posprzątać po tym co spaprał Krennic czyli m.in. a może przede wszystkim uniemożliwić przeciek planów DS.

                  Tak zgadzam się, że pełnię historii będziemy mogli ocenić po ostatnim epizodzie 3-ciej trylogii. Choć nie ukrywam, że Mroczne widmo oceniłam wyżej niż TFA już na dzień dobry. Choć gorzej niż oceniam obecnie. I zapewniam Cię, że nie byłam negatywnie nastawiona do żadnego z tych epizodów. Miałam taki sam hype na oba, idąc do kina na oba cieszyłam się równie mocno. Z seansu Mrocznego widma wyszłam zawiedziona ale z seansu TFA wyszłam wścielke zawiedziona. I ja mówię tu o swoich odczuciach niczego nie narzucając.

                • Z R1 wnioskuję, że wiedział o przesłaniu planów na tamten statek, i tyle. Jak zaś wiemy (również z ANH) plany mogą podróżować w formie dysku, sygnału, skrzynki czy nawet R2 i cholera wie jak jeszcze. Teraz Vader robi wjazd na chatę i co widzi? Trafia na żołnierzy, którzy do niego strzelają, więc co robi? Wycina ich w pień. Czy to takie nielogiczne z jego strony?

                  Ja też nie byłem negatywnie nastawiony przed żadnym seansem i praktycznie z każdego wyniosłem coś pozytywnego, chyba po prostu lubię to uniwersum.

                • EU to były małe publikacje,książki komiksy, gry... Rdzeniem były zawsze filmy. Kilka dekad prac nad tym światem poszło do kosza, by nakręcić raz jeszcze to samo. NT kreatywnie jest doskonałe, ale faktycznie, teksty i gra kulały. Fabuła była nawet lepsza niż w OT, bo OT było mniej skomplikowane niż intryga Sidiousa z NT.

                  W takim filmie jak SW samo aktorstwo to za mało, by film był dobry. To nie jest pierwszy lepszy film który dzieje się tu i teraz. W takim filmie jak Star Wars kreacja świata jest równie ważna co fabuła i inne elementy. Tutaj wszystko jest zbudowane od podstaw, i ograniczone jedynie przez wyobraźnię twórców. Producenci otworzyli sobie drogę do trylogii kasując EU, więc mieli nieograniczone możliwości fabularne. Zamiast pchnąć świat do przodu, odgrzali kotleta i koniec. Film nie ma wad NT, ale te kwestie, w których jest lepszy czyli aktorstwo i dialogi to za mało, by był dobrym Starwarsowym filmem. Dialogi czy aktorstwo to standard w każdym filmie, TFA nie ma nic, co by sprawiło, by było wyjątkowe jako film sam w sobie, i nic, co by uczyniło TFA wybornym sequelem sagi.

                • Mam podobne odczucia. Choć PT pod wieloma aspektami kuleje, to jednak historia i ogólny przekaz jest na tyle dobry, że przynajmniej ja nie zwracam uwagi na np. momentami kiepskie CGI czy scenę kominkową z AofC, która mnie strasznie drażni. Choć co do CGI to uważam, że nie powinno być brane przy ocenie filmu - to jest coś co szybko się starzeje. Dziś oglądając takie RO (bitwa nad Scarif) możemy być zachwyceni ale ja nie dam sobie uciąć czegokolwiek, że za 5 czy 10 lat będziemy równie mocno zachwyceni.

                • Tak naprawdę, ludzie myślą na krótki dystans.


                  Paradoks polega tam tym, że ludzie uważają CGI za technikę, która bardzo rzuca się w oczy po latach. Wg nich praktyczne efekty dłużej trzymają klasę.


                  A teraz, tłumaczę na czym polega paradoks ich myślenia - omijanie CGI nie przedłuży żywotności efektów, bo i te praktyczne z czasem sparcieją. Pewne efekty na ekranie, plenery planet czy technologii itd. da się przedstawić na ekranie w dzisiejszych czasach póki co WYŁĄCZNIE za pomocą CGI.


                  Zatem, co pozostaje po tych latach, kiedy zarówno CGI i praktyczne efekty w danym filmie trącą myszką?


                  Wkład własny w rozwój i egzotykę uniwersum, jaki można osiągnąć za pomocą jednych i drugich efektów. Skoro jeden film będzie jechał na CGI, a drugi na praktycznych efektach, czym te filmy będą bronić się po latach, kiedy już OBYDWA będzie się odbierać jako przestarzałe?


                  Będą się bronić przede wszystkim swoją stroną wizjonerską. Tym, co tak mocno kuleje u Disneya w TFA. A przewagę w tym daje akurat CGI, nie practical effects.


                  Niestety, od uja fanów nie potrafi wyjść myśleniem poza ciasne umysłowo skupienie się na powtarzaniu sloganu za ciemnym ludem o "wyższości praktycznych nad cyfrowymi". To, że powie tak 8 na 10 ludzi nie znaczy, że maja rację. Statystyka tylko mówi nam, kto jest "za" a kto "przeciw" danemu rozwiązaniu. To, że tych 8 może się mylić, to już mają w du*pie.

                • Jasne, że CGI daje możliwość stworzenia barwniejszych światów - jakoś nie wierzę w to, że takie Coruscant można było by stworzyć beż CGI - to jest praktycznie nie możliwe.
                  A standardowe efekty specjalne - oj kuleją i to mocno w OT. Jeszcze mam w pamięci scenę rancorem z RotJ. To, że ona obecnie w miarę dobrze wygląda (choć momentami też trąci myszką) to tylko dzięki poprawieniu cyfrowemu OT.

                  Ja tylko mówię, że obojętnie czy to CGI czy to praktyczne efekty są DODATKIEM. I nie można jakiegoś filmu mimo wszystko uważać za lepszego bo zostały w nim użyte praktyczne efekty. Efekty są dodatkiem pomagającym przedstawić historię .

      • użytkownik usunięty

        Przez takich jak ty sw jest już stracone

      • Przeciwnicy prequeli powinni sobie z sw dać spokój . Przyczynili sie do upadku tego wspaniałego uniwersum

    • O tym, mógłby być film.

  • Zgadzam się.

  • Świetnie. I jakże prawdziwe (niestety)

  • Ta wypowiedź jest lepsza niż całe TFA

  • Abrams za sterami części IX wydaje się średnim pomysłem, bo zamiast zapewne zamiast szansy na film świetny (jak w wypadku TFA) dostaniemy film poprawny, ale z drugiej strony TFA wciąż prowadziło swoje wątki lepiej zarówno od Starej Trylogii jak i od Prequeli więc tragedii nie ma. Choć patrząc na zwiastun TLJ Johnson powinien dostać tę pracę.

    • Co ja tu napisałem xD Niestety nie mogę już edytować więc poprawię, że zapewne zamiast szansy na film świetny (jak w wypadku TLJ) dostaniemy film poprawny.

      • Czy ja wiem, czy TFA prowadziło swoje wątki lepiej? W tej chwili mamy za sobą kilka dekad istnienia uniwersum, ilości planet, kultur, religii, bohaterów i wydarzeń historycznych nie sposób zliczyć. Nagle pojawia się TFA, które wycina EU, i rzuca nas w środek bliżej niewyjaśnionego konfliktu. Wychodzi, że choćby bohaterowie stanęli na głowie, to i tak jakiś Skywalker czy inny potomek tego rodu i tak zejdzie na CSM. Bo tak widać działają prawa fizyki z tym świecie. Only SKywalker bad guy can be. Luke dokonał cudów w OT, tutaj skitrał się na wyspie. Bo się boi. Han został bohaterem, generałem, mężem i ojcem, co jest doskonałym momentem, by dostać kryzysu wieku średniego i rzucić to wszystko, by dalej bujać się z chewiem po galaktyce. Jako niedomyty przemytnik. Każda postać poza Finnem ma dziwny origin, ( akurat historia szturmowca po praniu mózgu nie wymaga więcej wyjaśnień, porwano go rodzicom i koniec. ). Rey w groteskowy sposób podważa sens szkolenia Jedi, i statusu Anakina jako Wybrańca. Snoke wyskoczył z kapelusza. Między OT a TFA minęły 3 dekady, a świat nie poszedł do przodu nic a nic, retro retro i jeszcze raz retro. Wymieniać można bez końca. TFA to poprawny film, jedzie na sprawdzonych patentach, niestety, film jest w kanonie. I to, że jest dawno po premierze, kurz opadł, i co?

        • To nie TFA wycina EU, ale Disney to zrobił. I musiał to zrobić. EU było wewnętrznie sprzeczne i w wielu miejscach idiotyczne, poza tym wiązało ręce twórcom nowej trylogii. Wycięcie tego kanonu było na razie najlepszą decyzją z samej góry odkąd Disney ma SW. To co w EU jest dobre i tak stopniowo będzie przenoszone do kanonu tylko lekko się to dostosuje (jak na przykład Thrawna). I owszem ten film prowadzi wątki lepiej przynajmniej w pierwszej części. Nowi bohaterowie są lepiej zarysowani niż w poprzednich trylogiach, a fabuła ma naprawdę świetne tempo. Ogólnie porządnie to zrobiono, ale konkurencja też niezbyt duża, bo Mroczne Widmo jest fatalne, a Nowa Nadzieja najgorsza ze Starej Trylogii.

          Teraz zamiast po kolei chcę się odnieść do kilku rzeczy osobno. Po pierwsze mówisz, że wszystko nie ma znaczenia, bo prędzej czy później jakiś Skywalker przejdzie na CSM, tak jak i uważasz, że Rey podważa status Anakina jako wybrańca. Te dwie rzeczy się jak dla mnie łączą, bo są kwestią nowej wizji Disney'a. Krótko mówiąc widać, że twórcy mają jakiś pomysł jak to pociągnąć i napisać sens sagi na nowo, ale jeszcze tego nie pokazali (w końcu był dopiero jeden film). Ja to widzę tak, że dowiemy się dlaczego ta historia się zawsze powtarza i odpowiedzią będzie błędna interpretacja przepowiedni lub w ogóle percepcji Mocy przez Jedi, którzy przez odrzucenie CSM skazywali się na jej ciągły powrót, bo ewidentnie Disney idzie w filozofię równowagi między dobrem i złem. A status Anakina jako wybrańca ? Cóż, od ostatniego zwiastuna wiadomo już, że jego rola ostateczną nie była, a ta przypadnie Rey, albo Rey i Kylo/Benowi. I dobrze. Dużo gorzej czułbym się patrząc na Gwiezdne Wojny bez tej drugiej warstwy, gdyby stały się po prostu zwykłymi filmami o walce w kosmosie.

          Luke się nie tyle boi, co nie widzi sensu walki. I jest to w stu procentach logiczne. Znał historię Jedi, postąpił jak oni i ich historia się powtórzyła. Po co walczyć i budować na nowo, skoro znowu będzie tak samo ? Dlatego szukał pierwszej świątyni Jedi i jakiejś wskazówki, prawdy. Wystraszył to on się dopiero Rey na zwiastunie. Bo zobaczył jakąś dziewczynę, która większą Moc od wszystkich poza jedną osobą jaką spotkał. Czy miał na myśli Vadera czy Kylo przekonamy się zapewne dopiero w kinie. Ale zwiastun sugeruje, że chodzi o tego drugiego, więc możliwe, że on i ona są ludzkimi manifestacjami dwóch stron Mocy. Aczkolwiek to tylko jedna z teorii bez specjalnego poparcia. Rzecz w tym, że na to też jest tu ewidentnie pomysł. Ucieczka Hana również jest zupełnie logiczna. Nie ma nic dziwnego w tym, że nie mógł patrzeć w oczy Lei po tym jak ich syn przeszedł na CSM. Snoke jest postacią, o której nie wiemy nic. Zanim go ocenisz zobacz kolejne dwa filmy, jestem pewien, że rzucą na tę postać dużo światła. A świat nie poszedł do przodu, bo jest spustoszony po poprzedniej wojnie i wymęczony kolejną. Wojna Klonów też dawno nie była. To nie są warunki sprzyjające rozwojowi.

          TFA jest dobrym filmem, bez większego wyrazu, ale to dobra rzecz i dobry początek. Solidnie doprowadziło nas to do TLJ, które musi już być zupełnie inne, bo inaczej faktycznie będzie ta trylogia zapewne będzie słaba, ale jestem spokojny. Na wiele dobrego wskazuje tak treść poprzedniego filmu, jak osoba reżysera, jak i również zwiastun. 13 grudnia wiele się wyjaśni.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: