Jestem zszokowany faktem, że są fani SW, którym ten film się podobał.

Nie cierpię hejtować ani krytykować dla samej krytyki, ale autentycznie ciężko jest mi się doszukać pozytywów w tym filmie.

Ilość PRZEZABAWNYCH (ironia alert) scen jest przeogromna i to mój główny zarzut. Oczywiście mam świadomość tego, że SW to space opera a nie dramat wojenny, ale na miłość boską, dobrze wiemy że da się stworzyć film w tym uniwersum gdzie odpowiednie proporcje między komedią, przygodą i pewną dawką "mroku" są zachowane. Tutaj tego nie ma. Nieudolna komedia zdominowała cały film. Szkoda czasu na wymienianie wszystkich scen, po których miałem ochotę wstać i się przejść z żenady.

Linia fabularna to żart. "Hej, mamy jakieś 18 godzin do czasu aż skończy nam się paliwo w krążowniku na którym przebywa cała nasza ekipa, więc dwóch naszych ludzi poleci na pewną planetę do pewnego kasyna żeby przekonać pewnego typa SUPER-WŁAMYWACZA który lubuje się w czerwonych klapach żeby dostał się na wielki statek złowrogiego Najwyższego Porządku w celu wyłączenia nadajnika który umożliwia namierzanie naszych statków kosmicznych w hiperprzestrzeni". Jasne, brzmi nieźle, czemu nie? I tak nie mamy innego wyjścia. No, może poza tymi transporterami, na które i tak każdego wpakujemy.

W ogóle, serio, Najwyższy Porządek, te same typki, które z planety (!) zrobiły broń parę razy większą od Gwiazdy Śmierci nie potrafią dogonić krążownika. Nie mają też posiłków, które mogłyby wyskoczyć z nadprzestrzeni blokując krążownik. Oczywiście, że nie, no przecież skąd???

Snoke. Tutaj brakuje słów xD. Typ, który miota Rey jak workiem kartofli, szkoli Rena, ma pod sobą cały Najwyższy Porządek nie zauważa, że mu się na krześle koło dupy telepie miecz świetlny. Ale rozumiem, w końcu powiedział, że Ren "zabije swojego największego wroga". TAKIE GŁĘBOKIE, DWUZNACZNE, NIEBANALNE.

Ta Azjatka, której imienia na szczęście nie pamiętam - ta, która razem z Finnem poleciała w jakże fascynująca przygodę polegająca na schwytaniu SUPER-WŁAMYWACZA... To jest cytat dekady (parafrazuję, bo nie pamiętam słowo w słowo): "Wygramy wojnę nie zabijając wrogów, tylko ratując tych, których kochamy". I całusek pod koniec. No ja pi$$%dolę. Sun Tzu byłby dumny.

I PO CO te kozo-konie na tej śmiesznej planecie z kasynem?

No i mój faworyt: Latająca Leia.

Szkoda, że ten chłopaczek w ostatniej scenie nie wsiadł na tą miotłę i nie poleciał ścigać Voldemorta. Wtedy byłbym spełniony.

Ja nie wymagam od SW mega spójnej logiki i rozbudowanej wielowątkowej fabuły, naprawdę. Chciałbym po prostu oglądać film, gdzie nie czuję się traktowany jak 12-letnie dziecko.

1069
  • To jest papka dla durnych burgerów - im wystarczy dać dużego podwójnego z figurką ze SW i będą całować w dooope.

  • A chociaż Luke był ok?

    • Nawet Luke byk słaby. Mocne opcje to Poe Dameron I BB-8. Trochę obronił się w mojej głowie Kylo Ren ale tylko trochę. To by byli na tyle.

      • Luke w końcu był ok, przestał być świętym cherubinem w blond włosach. Ogólnie postacie ok - Rey i Kylo Ren stali się w końcu "jacyś" w porównaniu do tfa (do bohaterów starej sagi nie porównuję, bo to byłoby świętokradztwo) ale fabuła to stek bzdur gdzie idiotyzm goni kretynizm.

        • Nie był ok i reszta postaci nie była ok. Czy we nie widzicie, że Disney i inni producenci uderzają w tradycyjne wartości? W każdej produkcji czy to animowanej czy fabularnej zabijają albo odbierają dzieciom ich rodziców. Tutaj uderzyli także w podział dobro-zło, całkowicie zaburzają proporcje sugerując młodzieży , że mają prawo być źli i chaotyczni a dążenie do równowagi i dobra jest daremne i w finale skończy się negatywnie.

          • Podpisuje się pod tym obiema rękami i nogami. I nie zapomnijmy o anty męskiej propagandzie wszędzie gdzie się da, nie tylko w tym filmie
            U tych złych rządzą faceci, a u dobrych kobiety. Była scena w której Poe dostał zjechany przez nowego przywódce (inna kobieta zastąpiła Leia) za agresje i impulsywność i inne cechy mężczyzn, które sprawiają, że są źli.

            • "inna kobieta zastąpiła Laia" Polska język, trudna język

            • Jak to antymęska propaganda? Wręcz przeciwnie. Film jasno pokazuje, jak kobiece rządy w 24 godziny doprowadziły do zniszczenia całej armii. Z wielkiej rebelii z krążownikami, myśliwcami, transportowcami, fregatami szpitalnymi itp, po kilkunastu godzinach uchowało się kilkanaście osób uciekających w nieznane archaicznym Sokołem Millenium. Faceci zwyciężyli ponosząc minimalne straty i to tylko dlatego, że jeden z rebeliantów odmówił wykonania rozkazu kobiety. To najbardziej antyfeministyczny film jaki w życiu widziałem!

            • Z drugiej strony, Najwyższy Porządek werbuje obecnie i kobiety, i kolorowych (fakt, że raczej nie na wyższych oficerów), a Imperium tylko białych ludzkich mężczyzn.. W armii rebelii natomiast mogli służyć nawet obcoplanterianie. Może to postęp?
              Film mnie rozczarował, choć dla mnie skomplikowanie relacji dobro-zło nie jest obciążeniem filmu, w końcu nie jest to robota dla najmłodszych, a w życiu - wiadomo, czerń i biel są pomieszane. Czy brak jasnego podziału na dobro i zło jest słabą stroną "Zbrodni i kary" lub "Braci Karamozow"?

          • "Czy we nie widzicie, że Disney i inni producenci uderzają w tradycyjne wartości? W każdej produkcji czy to animowanej czy fabularnej zabijają albo odbierają dzieciom ich rodziców." To wynika z historii samego Walta Disneya, polecam książkę "Walt Disney, czarny książę Hollywood". Miał obsesję na tym punkcie. Studio najwyraźniej kontynuuje tradycję.

            "Tutaj uderzyli także w podział dobro-zło, całkowicie zaburzają proporcje sugerując młodzieży , że mają prawo być źli i chaotyczni" - właśnie zupełnie przeciwnie, zachowali ten odwieczny spór dobro-zło, kiedy Rey wybrała nieprzyłączenie się do Kylo Rena i w ten sposób wszystko wróciło do starego schematu. Smutek. Poza tym zgadzam się z każdym słowem recencji chap95.

            • Dokładnie. Gdyby Rey przyłączyła się do Kylo, zapewniłoby to koniec Jedi i Sithów, przez co skończyłyby się wojny (ale pewnie również film). Nie mogę im tego wybaczyć bardziej niż Obi-Wanowi tego, że nie zabił Anakina... ale podobnie było z Benem, który mógł jeszcze wyłączyć miecz świetlny w trakcie próby zabicia Kylo.

            • W większości baśni i mitów bohaterowie nie mają rodziców, są sierotami.

            • Przyłączam się do Margo M. Utrata rodziców to jeden z podstawowych toposów baśni, mitów, ale też np. komiksów o bohaterach (Batman, Superman, Spiderman). W podstawowym schemacie baśni bohater albo przejmuje spadek po osieroceniu (np. kota w butach), albo opuszczali do (np. by udać się na szklaną górę).
              Tematem bowiem bardzo wielu symbolicznych opowieści jest - z grubsza - rytuał przejścia, czyli osiągnięcie dojrzałości przez bohatera/bohaterkę. Podstawą tej inicjacji jest umieszczenie postaci w sytuacji, gdy jest skazana na własne decyzje. Pisali o tym dość wyczerpująco m.in. K.G. Jung, J. Łotman, B. Betelheim czy Frazer. Trudno chyba przypuścić, że wszyscy oni, ponad narodami i czasami, byli w zmowie przeciwko "tradycyjnym wartościom". W rzeczywistości trudno wyobrazić sobie coś bardziej tradycyjnego niż mit inicjacyjny.

              • Ja się też pod tym podpisuję obiema rękami i nogami. Niemniej jednak na wczesną twórczość Disneya wpłynęło znacząco jego niezbyt szczęśliwe dzieciństwo. Widać to w jego pierwszych perłach: Dumbo, Bambi, Królewna Śnieżka czy Pinokio. I to trochę ukierunkowało przekaz studia przez lata. A to że to znany literacki topos, charakterystyczny dla wielu baśni i mitów to też święta prawda. Jedno drugiego nie wyklucza ;) Tak czy inaczej, argument, że TLJ celuje w tradycyjne wartości jest zupełnie bezpodstawny.

                • Oczywiście, masz rację. W ogóle oddzieliłbym twórczość samego Disneya, niewątpliwie geniusza, od późniejszych działań jego koncernu, które motywuje przede wszystkim... komercja. Dlatego niewątpliwe ugłupianie klasyki, kolejne interpretacje Kubusia Puchatka czy Piotrusia Pana coraz dalsze od literackich pierwowzorów. Denerwuje mnie to i staram się z moim dzieckiem raczej Disneya omijać.
                  Swoją drogą, SW od początku nie były chyba do końca takie tradycyjne i jawiły się dzieckiem "ery wodnika". To Imperium zrzeszało w armii praktycznie wyłącznie białych mężczyzn, w szeregach Rebelii służył i czarnoskóry, i pozaludzdki Akbar, nad wszystkim stała kobieta Leia, zaś pierwowzorów Jedi można szukać pośród zenistycznych samurajów.

          • Mnie najbardziej uderzyła tyrada Yody na temat tego, że książki są nudne i głupie. Wymowna scena.

            • Też mnie to uderzyło. Lucasowski Yoda był postacią zabawną, ale i poważną zarazem, charakteryzującą sie pewnym dostojenstwem, patosem, podniosłością, i szacunkiem do tradycji. Disneyowski Yoda przybywa sobie z zaświatów niczym wskrzeszony Krilan z DragonBallaZ i w stylu Herostratesa roznosi resztki światyni Jedi i kretynsko tłumacząc to tym, że przecież książki mogą iść z dymem bo nie zawierają niczego czego nie wiedziałaby pewna kobieta. Yoda został po prostu sprofanowany tą sceną, zadrwiono z Lucasowskiej koncepcji tej postaci. Tylko w składni nawiązano do prawdziwego Yody.

              • Rey zabrała książki. Yoda był dosłowny w tym co powiedział :P

              • Yoda został sprofanowany w prequelach kiedy skakal jak j****y pokemon.Gwiezdne wojny disneya sa spoko. to prequele zniszczyly sage a najnowsze gwiezdne wojny przynajmniej przywrocily namiastke dawnej magii, z oryginalnej trylogii

              • Znów muszę się nie zgodzić. Dla mnie akurat ta scena była jedną z lepszych w ogólnie słabym filmie (gdzie najgorsze były wg mnie sceny w przestrzeni, totalnie nielogiczne i wbrew fizycznym oczywistościom). Natomiast spalenie książek mieści się w filozofii zen, na której przecież zakon Jedi jest oparty (pierwowzorem była Podniebna Forteca Akiro Kurosawy, film samurajski). Mistrz zen mówi: sprawy poważne traktuj niepoważnie. Wiedza nabyta. może być obciążeniem, zacierać prawdę. Samuraj - jak pisze mistrz bushi w "PIęciu księgach" - jest w ciągłym ruchu, zmienia się, staje cieniem własnego wroga. Księga, sanktuarium są też przedmiotami (wiedza z ksiąg i pamięć sanktuarium tkwią przecież w umyśle), a zaufanie do przedmiotów odciąga od spraw duchowych.
                Ogólnie zgadzam się, że bardziej podobał mi się ten analogowy Yoda z VIII niż rzekotka z I- III.

            • A mnie wręcz wzruszyła ta scena. Samo pojawienie się Yody, przywołanie wspomnień, szczególnie ze Luke na tej wyspie zachowywał się bardzo podobnie do Yody w Episodzie V. Yoda przypomniał Lukowi, że to nie symbole są najważniejsze i ze jeśli chce je zniszczyć to proszę... Poza tym on jakby zgodził się z Lukiem ze to koniec ery Jedi i teraz będą szkolić wrażliwych na moc wg nowych reguł, bo stare miały dziury i sam Luke mówił o tym jak pycha gubiła rycerzy jedi. Może palenie książek jest mało wychowawcze i kojarzy się ze wstydliwym etapem w historii europy, ale niestety, w tym filmie autorzy z trudem musieli w jednych scenach odwoływac się do tradycyjnych wartości Disneyowskich "tylko miłość i poświecenie jest wazne, Finn, nie zabijanie wrogów", a z drugiej strony zrobić trochę jaj dla widzów którzy pamiętają Oryginal Trilogy. Okey, może to nie były żarty przy których się zanosi śmiechem przez godzinę, ale "I love You, I know" i inne popisy Hana Solo też raczej wywoływały lekki uśmiech i pozytywny nastrój, niż olimpiadę śmiechu.

          • Coś w tym jest. Nie jestem obrońcą tzw. tradycyjnych wartości, bo zmiany mi nie przeszkadzają, ale nie zmienia to faktu, że tam gdzie jest kasa, wykorzystuje się panujące tendencje jak modę, by jeszcze więcej na tym zarobić.

          • Smutne, ale bardzo prawdziwe.

          • do tego jest jeszcze miecz świetlny z laserami po bokach, które służą jedynie temu żeby trzymany prosto wyglądał jak odwrócony krzyż

            cała seria to nie jest sci-fi tylko głupie jankeskie fantasy które powstało chyba tylko po to by propagować demonkrację i szatanizm spod szyldu 'new age' oraz żeby Rosjanie mieli się z czego śmiać

            • Przepraszam za wyrażenie, ale co za idiota z ciebie! Może jeszcze powiesz, że średniowieczne miecze długie i jednoręczne służyły profanacji krzyża? Ten miecz wzoruje się właśnie na średniowieczu!
              Zauważ, że w filmie Kylo używa bocznych laserów do blokowania broni przeciwników, dzięki czemu może zablokować nawet dwóch na raz i przekręcając miecz, ranić ich. Taki design miecza jest wbrew pozorom przemyślany (choć dość niebiezpieczny). Jest też drugi powód - widzisz jak miecz wygląda jakby się palił? Te boczne lasery służą stabilizacji energii popękanego kryształu Kyber.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: