bokser_Ken_Wywietrznik
ocena: 5

I w zasadzie faktycznie warto jedynie dla Mickey'a. Reszta jakaś taka mdła, wydumana.

  • hauser hauser
    ocena: 9

    Pewnie dlatego ten film uznawany jest za jeden z najlepszych w twórczosci W.A.

    • bokser_Ken_Wywietrznik
      ocena: 5

      I temu mogę się dziwić, jak dla mnie bezkonkurencyjne sa jego kryminały czy też obłędnie absurdalne komedie typu "Bananas" czy "Śpioch".

      • hauser hauser
        ocena: 9

        Banany są zabawne - ale to tylko komedyjka. Spiocha cenie wyżej. Ale Haanna i jej siostry oferuja nie tylko humor ale tez zadume nad życiem. To zdecydowanie głębszy i bardziej wieloznaczny obraz.

        • bokser_Ken_Wywietrznik
          ocena: 5

          "Bananas" to raczej głęboka i jednocześnie obłędnie śmieszna, analiza totalitaryzmu i demokracji. A także całego szeregu mechanizmów nimi rządzących. Moim zdaniem nazywanie tak zgrabnej komediio-parodii a jednoczesnie traktatu z drugim dnem, zwykłą "komedyjką" to trochę nadużycie:))) pozdro.....

          • hauser hauser
            ocena: 9

            Tylko... gdzie ta głębia? Lubię ten film, ale Allen ma na swoim koncie znacznie poważniejsze dzieła.

            • deamon_slayer
              ocena: 7

              Jak zwykłe wszystko subiektywne. To że tematyka jest poważniejsza nie zawsze znaczy że film jest głębszy. Poza tym w "Hannie" ciężko doszukać się komedii, to standardowy film obyczajowy, jedynie rola Allena nadaje mu posmak komedii, ale i tak jest to postać bardziej tragiczna niż komiczna (abstrahując od happy endu). Można doszukiwać się komizmu w niezdecydowaniu i próbie odnalezienia siebie, ale i tak daleko tej postaci do ról Allena w typowych komediach.
              W tym filmie Allen ewidentnie zajął się tematem związków damsko-męskich, próby odnalezienia siebie i znalezienia kogoś dla siebie i niepewności z tym związanych.

              Mimo wielu nagród (zdecydowanie zasłużone za scenariusz i dla Michaela Caine'a) film ten nie przypadł mi do gustu. Lubię zarówno komedie Allena jak i filmy typowo obyczajowe jak Interiors czy Vicky Cristina Barcelona. Ten film to coś pomiędzy. Zdecydowanie lepiej wychodzi gdy Allen gra w komediach, ale nie pojawia się w filmach obyczajowych. Ten film to próba połączenia wszystkich zalet obydwu gatunków. Przez to wyszedł film który nie może się zdecydować czym ma być, trochę czarnej komedii z hipochodnrykiem, trochę dramatu o kryzysie małżeńskim, trochę szarego życia z głośnymi przemyśleniami i wszystko z miłym zakończeniem. Za mało zdecydowania. Trochę jakby reżyser chciał wszystkim dogodzić.

              Pomimo tego film przyjemny do oglądania. Świetna gra aktorska, ciężko znaleźć kogoś kto zagrał przeciętnie. Świetny Max Von Sydow, pomimo niewielkiej roli. Generalnie film zasługuje na wyższą ocenę, jednak po obejrzeniu już wielu innych filmów Allena, oceniam je przez pryzmat pozostałych. A na ich tle film wypada przeciętnie, może gdy obejrzę go za pewien czas zmienię ocenę.

              • hauser hauser
                ocena: 9

                Dla mnie - to co dla Ciebie jest słabością - jest walorem tego filmu.
                Kto powiedział, ze film obyczajowy nie może mieć wątków komediowych? A już współcześnie - w dobie kultury ponowoczesnej - zarzut mieszania w róznych konwencjach wydaje się nieco archaiczny.
                To "miłe zakończenie" ja nazywam "afirmacją życia i miłości". Prawda, że brzmi troche lepiej? ;)

                • deamon_slayer
                  ocena: 7

                  Lepiej brzmi, ale oznacza to samo.

                  Zarzut mieszania stylistyk nie odnosił się do kina w ogóle, a konkretnie do tego filmu na podstawie całej twórczości Allena. W jego wykonaniu zdecydowanie bardziej podobały mi się filmy zorientowanie na konkretny efekt. Dlatego nie wybiegajmy do współczesności i tym bardziej do ponowoczesności ;)

                  • hauser hauser
                    ocena: 9

                    A ten film nie jest "zorientowany na konkretny efekt"? ;) A na co, w takim razie?

                    • deamon_slayer
                      ocena: 7

                      Napisałem w pierwszym swoim poście.

                      • hauser hauser
                        ocena: 9

                        Tak, miedzy innymi to, że "Hannah..." to "standardowy film obyczajowy". Po czym zauważasz, że niepotrzebnie W.A. miesza i zmienia konwencję gatunku. No to jest standardowy, czy nie? ;) Bo jeśli wychodzi poza normy typowe dla filmu obyczajowego, to jak ma być "standardowy"?

                        • deamon_slayer
                          ocena: 7

                          Wychodzenie poza normy to zdecydowanie za dużo powiedziane. Stwierdzam że jest to standardowy film obyczajowy z nieudaną i niepotrzebną próbą nadawania filmowi walorów komediowych i nie powinien być opisywany jako komedia. Allen świetnie gra role w swoich filmach, ale tym razem jego rola nie była najlepiej napisana i nietrafiona w porównaniu do całokształtu obrazu.
                          Allen już nie raz tą metodą sprawiał że film nabierał całkowicie innego oblicza, w tym wypadku jego rola była zbyt mała i w efekcie widzimy coś jakby epizod niezwiązany z resztą. Relacje pozostałych bohaterów są harmonijnie powiązane, rola Allena jest jakby z doskoku, na początku jako mąż Hanny i na końcu gdy jest w związku z siostrą Hanny. Pozostałe sceny z nim nagrane dotyczą tylko jego a nie mają wiele wspólnego z głównym wątkiem. Wygląda to niestety tak, jakby Allen sam siebie wkręcił do filmu.

                          Widzę że Tobie się ten film bardzo podobał, jednak nie rozumiem czemu próbujesz mnie przekonać że nie mam racji oceniając film tak jak to zrobiłem. Ja zaakceptowałem Twoją ocenę, Ty zaakceptuj moją.

                          • hauser hauser
                            ocena: 9

                            "...jest to standardowy film obyczajowy z nieudaną i niepotrzebną próbą nadawania filmowi walorów komediowych. "

                            Chyba zwyczajowo taki film nazywami "komedią obyczajową". Nie dostrzegam w "Hannah" przełamania, która tak Tobie wadzi.

                            Zaakceptowałeś moja ocenę? Ale przecież sie z nia nie zgadzasz, prawda? ;)
                            Ty przedstawiasz swój punkt widzenia, ja swój. Dyskutujemy, porównujemy opcje. Argumenty nogą sprawić, że film zobaczy sie inaczej. To chyba nie moze byc zarzut, jeśli prezentujmy je bez zacietrzewienia i agresji - a tego tu nie widzę, mam nadzieje, że Ty również nie.

                            • deamon_slayer
                              ocena: 7

                              Nie zgadzam się z nią, ale ją akceptuję.
                              Różnica jest taka że mnie nie boli Twoja ocena, ale Ciebie rani to że Twój ukochany film nie został przeze mnie doceniony.
                              Ja uważam że wątek komediowy jest zbyt mały i nieudany aby nazywać ten film komedią obyczajową, to miałem na myśli.

                              Twoje słowa:
                              Tak, miedzy innymi to, że "Hannah..." to "standardowy film obyczajowy". Po czym zauważasz, że niepotrzebnie W.A. miesza i zmienia konwencję gatunku. No to jest standardowy, czy nie? ;) Bo jeśli wychodzi poza normy typowe dla filmu obyczajowego, to jak ma być "standardowy"?

                              to już nie jest rozmowa o filmie, a łapanie za słówka - czy tą metodą przedstawiasz swój punkt widzenia i dyskutujesz o filmie?



                              • hauser hauser
                                ocena: 9

                                "mnie nie boli Twoja ocena, ale Ciebie rani to że Twój ukochany film nie został przeze mnie doceniony."

                                Troszkę się przeceniasz ;) Sypiam spokojnie.

                                Druga kwestia: moim zdaniem (no zobacz, znowu się spieramy), nie jest to "łapanie za słówka" a raczej prosta próba uściślenia i doprecyzowania zarzutów.
                                Przy okazji: sprawdziłem w "Słowniku terminów filmowych" M. Hendrykowskiego - u niego "Hanna i jej siostry" figuruje jako przykład "komediodramatu". W tym przypadku owo "przemieszanie", które tak Cię uwiera, jest dość znormalizowaną strategią w ramach gatunku. Niestety, autor nie zawarł w opisie precyzyjnego procentowego wyliczenia, ileż to musi być tego "wątku komediowego" w filmie... ;)

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: