Porównanie postaci (Hobbit kontra WP)

Jedną z silnych stron Hobbita jest kreacja postaci oraz aktorstwo. Fakt ten zainspirował mnie
by przyjrzeć się pojedynkowi postaci z Hobbita z tymi z Władcy Pierścieni. Oczywiście, jest to
kwestia subiektywna, u mnie wygląda to tak:

Bilbo >Frodo

Moim zdaniem Martin Freeman jest zdecydowanie lepszy od Elijah Wood. Ten drugi nie zagrał
źle, więcej, zagrał b. dobrze, ale Martin Freeman daje postaci coś ekstra, z pozornie prostych
dialogów wyciąga więcej niż bym się spodziewał. Znakomity aktor.

Bilbo jest też lepiej pokazany jako postać – dzięki temu na co wielu narzekało –
spokojniejszemu tempu na początku filmu - możemy dokładnie obserwować, jak ciężko mu
jest opuścić Shire i jak powoli dojrzewa do decyzji by wyruszyć w podróż. W przypadku Frodo
takiej starannej ekspozycji postaci nie mamy. Dodatkowo, Frodo jest przedstawiony jako
zdecydowanie młodszy Hobbit niż w książce. Jeśli dodamy do tego chłopięcy wygląd aktora, to
mamy postać, która bardziej pasuje do Harrego Pottera niż do Władcy.

Thorin > Aragorn

Tutaj ciężki wybór. Thorin wydaje mi się jednak ciekawszą postacią. Nawet jeśli został
uproszczony względem książki. Jest waleczny, odważny, szlachetny, ale jednocześnie dumny i
czasami małostkowy aż do przesady. Cały czas czujemy w nim siłę przywódcy i króla. Aragorn
jest dla mnie zbyt kryształową postacią. Niby nie chce władzy i mamy zarysowany na tym tle
konflikt, ale nie jest on przedstawiony w filmie dla mnie do końca wiarygodnie. Nie czuje w nim
też autorytetu króla ( w sposobie gry Viggo). O ile funkcjonuje to w pierwszych częściach, kiedy
nadal wzbrania się przed objęciem odpowiedzialności, to pod koniec mnie nie przekonuje jako
przywódca (mówie cały czas o aktorstwie). Thorin wydaje się tu być bardziej charyzmatyczną
wręcz magnetyczną postacią (w dużej mierze dzięki grze Armitage'a).


Krasnoludy > Sam, Pipin, Merry i Gimli

Niestety, Sam czyli Sean Austin to najsłabszy aktor we WP. Czasami sztuczny i egzaltowany.
Mam z nim problem oglądając Władcę. Nie irytuje na tyle by popsuć przyjemność oglądania
filmu, ale wiem, że można to było zagrać lepiej. Pipin i Merry (Monaghan i Boyd) to dla mnie
podobny poziom co Elijah Wood. Widać, że aktorzy grający krasnoludy w Hobbicie to bardziej
doświadczenia aktorzy.

Jeśli chodzi o kreację postaci, to remisowo, na razie za mało widzieliśmy jeśli chodzi o
niektórych krasnoludów. Z pewnością bardziej podoba mi się ich charakteryzacja niż Gimliego,
również aktorsko Rhys Davies drażnił mnie (lekko) pewną manierą grania.

Gandalf (Hobbit) < Gandal (WP)

Porównywalnie, ale mam wrażenie, że McKellen był bardziej był zaangażowany we WP. Ale to
może moje złudzenie tylko. Miał też więcej ciekawszych kwestii w WP. Dlatego zwycięża kreacja
we WP.

Galadriela (Hobbit) = Galadriela (WP)

Ten sam poziom (oczywiście w Hobbicie jest jej na razie mniej).

Elrond (Hobbit) = Elrond (WP)

Jak wyżej.

Saruman (Hobbit) < Saruman (WP)

Podobna kreacja, ale nie do końca przekonuje mnie przedstawienie Sarumana w Hobbicie
jako tego "potencjalnie" złego. No chyba, że wg PJa już wtedy zaczęło się dziać coś złego z nim.
Mnie to jednak do końca nie przekonuje, dlatego zwycięża kreacja z WP.

Gollum (Hobbit) > Gollum (WP).

Aktorsko porównywalnie. Wizualnie, w Hobbicie Gollum lepszy, jeszcze bardziej dopracowany.
Niesamowita liczba szczegółów na twarzy w scenie Riddles In the Dark. Świetna robota.

Azog < Black Riders

Azog jak na postać CGI zrobiony jest fantastycznie. Tyle, że filmowy Nazgul to ciężki przeciwnik.
Jeden z najlepszych „czarnych” charakterów w historii kina. Nie wiem czy nie wszech czasów.

Stary Bilbo (Hobbit) < Bilbo (WP)

Nie wiem dlaczego, ale młodszy Ian Holm bardziej mi się podobał.

Radagasta nie ma z kim porównywać, więc wygrywa :) Bardzo barwna postać – dla mnie na
plus, zarówno aktorsko jak i jeśli chodzi o kreację postaci (choć wiem, że wzbudza
kontrowersję).

Tyle. Więcej porównań będzie przy drugiej części.

  • Saruman potencjalnie zły? Nie do końca się zgodzę. Tutaj był ... dziwny ... O ile w Trylogii Saruman stanowił mocny akcent, o tyle tutaj był wyjątkowo nieokreślony. Liczyłem na Sarumana pokazującego swoją władczą i charyzmatyczną stronę, o której tyle rozpowiadał się Gandalf, a tymczasem biały Istari poszedł raczej tropem Radagasta i jego pojawienie się zdominował monolog o szkodliwości nadużywania grzybów... Oczywiście nieco było stroszenia piórek, nieco wyraźnej zazdrości o kompetencje Gandalfa, jednak scena Białej Rady była w filmie niczym powoli odrzucany przez organizm przeszczep. Krótka, mało sensowna i w zasadzie nie wnosząca nic do fabuły. Być może w właściwie osadzonej scenie Christopher Lee miałby szansę pokazać nieco maestrii aktorskiej, którą mogliśmy podziwiać w Trylogii.

    • Bez przesady. Biała rada ma jak najbardziej sens w filmie. Natomiast Saruman bardziej podobał mi się w WP. Tyle i tylko tyle. Nie szedłbym dalej więc i nie uważam, że cała scena była zła. Mi się podobała, zwłaszcza cała interakcja Gandalf Galadriela była znakomita.

      • Właściwie winne tu mogą być moje oczekiwania. Bądź co bądź było to spotkanie osób, które w tym okresie rozgrywały karty w Śródziemiu, osób o największej wiedzy, w końcu spotkanie dotyczące istotnej dla historii Śródziemia sprawy. Jackson miał okazję zrobić tutaj odpowiednią przygrywkę do późniejszych wydarzeń, pokazać pojedynek umysłów, starannie skrywane intencje. Moim zdaniem jednak telepatyczna pogawędka z Galadrielą nieco to wrażenie zepsuła, bo było to zbyt dosłowne. Szczególnie, że uwagę odwracał wspomniany już monolog o grzybkach. Acz to tylko moje zdanie.

  • Moim zdaniem, dobre porównania. ;)

  • Z dwoma się nie zgodzę.
    Aragorn to moim zdaniem najlepsza postać w całym WP. Viggo jest genialnym aktorem, a to jak się wczuwał w rolę (spanie w zbroi na świeżym powietrzu, chodzenie z mieczem po mieście i ćwiczenie ruchów((za co dostał mandat)), spędzanie dużej ilości czasu w stajni, by koń się do niego przyzwyczaił(scena w której koń klęka i daje na siebie wsiąść), oraz kreacja tej postaci na bardziej strażnika niźli Króla stanowią o tym, że bije Thorina o głowę.
    Co do krasnoludów i Hobbitów to trudne porównanie, postaci są moim zdaniem zbyt różne aby je porównywać ale postawiłbym znak równości.
    Choć ten film podobałby mi się gdyby tylko pokazali "dzień z życia krasnoludów", to Hobbici(Merry, Pip i Sam również) też mają w sobie coś co powoduje, że ogląda się ich z radością - "rozpraszają" mrok w WP.

  • Viggo wypada świetnie w roli strażnika, ale zupełnie go nie kupuje jako króla. Książkowy Aragorn od początku był jednym i drugim.
    Nazgule to jedne z najbardziej zajebistych villainów jakie przytrafiły się literaturze fantasy (przy okazji będąc inspiracją dla wielu innych) Nieprzekombinowane i eleganckie w swojej prostocie. Jackson w Drużynie Pierścienia wycisnął ze scen z ich udziałem cały dostępny potencjał.
    Nawet głos Czarnoksiężnika jest lepszy niż w Powrocie Króla ;o

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o