6+/10

Zawiodłem się. Spodziewałem się inteligentnie skonstruowanego dramatu w stylu "Ostatniego króla Szkocji", aczkolwiek dostałem "tylko" dobry film, nie pozbawiony wielu irytujących wad. Po pierwsze - bohaterowie są albo biali, albo czarni. Podobnie jak w "Człowieku ringu" dobre postacie są pozbawieni jakichkolwiek wad, Paul Rusesabagina jest wręcz aniołem, podobnie jak jego żona i inni bohaterowie. Wiem, że film miał gloryfikować jego osobę, ale do cholery, bez przesady. W "Ostatnim królu Szkocji" żadna postać nie była jednoznaczna, tutaj taka jest każda. Po drugie - nadmierna ckliwość. Przy scenach z żoną Rusesabaginy może się zrobić niedobrze od nadmiaru lukru i hollywoodzkiego kiczu. Też pewnie dlatego zyskał przychylność widzów, którym przy projekcji zmiękło serce i musieli wyjąć chusteczki. Jednakże ta produkcja nie ma samych wad. Scenariusz, nie licząc ww. scen jest dobry, w interesujący (choć mało oryginalny) sposób ukazuje oblicza konfliktu o którym większość nawet nie miała pojęcia. Warto pochwalić świetne kreacje aktorskie Dona Cheadle'a i Sophie Okonedo. Wg mnie słusznie zostali nominowani do Oscara, szkoda, że ich postacie nie są tak dobrze skonstruowane psychologicznie, jak aktorsko. Zdjęcia na przyzwoitym poziomie, muzyki nie pamiętam. Ogólnie jest to dobry film, ale zbyt "hollywoodzki", i to w złym znaczeniu tego słowa. Na szczęście obraz nie nudzi i dobrze, że powstał. Gdyby tylko jeszcze zmienić scenarzystów. A tak 6+/10. Dużo bardziej polecam Ostatniego króla Szkocji.

2
  • Człowieku, ostatni król szkocji wymięka przy tym filmie.

    • No tak, dla fana "Tranformersów" i "Bruce'a Wszechmogącego" pewnie "Hotel Ruanda" to dzieło ;)

      • Za to u Ciebie w spisie są tak ambitne filmy jak "Grindhouse", "Jarhead" czy "Zgon na pobrzebie". To faktycznie czołówka tego, co kiedykolwiek wyprodukowała swiatowa kinematografia. Widzę, że znalazłes sobie zajebisty argument żeby obalać czyjes teorie - zajrzeć mu do ulubionych i starać się zdyskredytować poprzez filmy, które dodał do swojej listy.

        "Ostatni król Szkocji" oraz "Hotel Ruanda" to dwa różne filmy, mimo, ze ich akcja toczy się w afryce. Pierwszy jest o dyktaturze, drugi o wojnie domowej. Do mnie bardziej przemawia ta druga tematyka.

        W ostatnim królu szkocji mamy przede wszystkim bardzo dobrą grę aktorską Whitakera.

        • I bardzo dobry scenariusz, klasę lepszy od tego z "Hotelu Ruandy". Jakby nie patrzeć "Grindhouse" to rewelacyjna parodia, "Zgon na pogrzebie" - kwintesencja angielskiego humoru, a "Jarhead" rewelacyjnie pokazuję psychikę żołnierza. A po to jest forum, żeby się kłócić o czyjeś gusta, inaczej byśmy tu pieprzyli o dupie Maryny ;)

          • No, a ja z kolei mam powody by cenić sobie "Transformersów" oraz "Bruce'a Wszechmogącego", więc nie szukaj sobie argumentów poprzez kwestionowanie czyjegoś gustu. Pierwszy film głównie za to, że został nakręcony z dużym rozmachem, a film suma sumarum nie był bajką, choć tego można się było spodziewać. Fajny, chociaż z oczywistych względów nierealistyczny. Natomiast "Bruce..." to moim zdaniem jedna z lepszych komedii. Oczywiście głupich komedii, ale ten film i tak jest lata świetlne przed wszystkimi cześciami "American Pie" razem wziętymi. Choćby ze względu na bardzo dobrego w tym filmie Jima Carreya.

            Wracając do "Hotelu Ruandy" i "Ostatniego króla Szkocji". Do mnie jednak bardziej przemawia tematyka tego pierwszego filmu. W ogóle jakoś filmy o ludzkiej tragedii chwytają za serce, zwłaszcza jeśli są pokazane w ten sposób. Mnie najbardziej poruszyła ignorancja ze strony europy i USA. Film jest oparty na faktach, Rusesabagina jest lokalnym ruandyjskim bohaterem. Amin to postać fikcyjna, choć perfekcyjnie zagrana przez Forresta Whitakera. Scenariusz "Króla" jest inteligentnie skonstruowany, ale nie pokazuje nic "wielkiego". Film daje do myślenia, ale nie ma wielkiego przekazu, przesłania - nie skłania aż tak do myślenia i wyciągania wniosków.

            Dobrze, że ignorancja największych krajów na świecie wobec tragedii w Ruandzie została odpowiednio napiętnowana poprzez nakręcenie dwóch filmów na ten temat. Oba są bardzo dobre...

            • Też mnie to bardzo cieszy, tylko, że nie podoba mi się po prostu jak "Hotel Ruanda" został skonstruowany. Za dużo niepotrzebnego patosu, twórcy nie odważyli się stworzyć czegoś ambitniejszego od zwykłej "holiłódzkiej" opowiastki, jak to jeden człowiek uratował cały naród. Po prostu pod tym względem dużo bardziej mi odpowiada "Ostatni król Szkocji", który też mimo wszystko nie jest jakiś rewelacyjny (ot, po prostu bardzo dobry). A co do kłótni - sory, ale po prostu fani "Transformersów" są u mnie postrzegani tak samo jak wielbiciele "High School Musical", także wybacz, że Cię tak odebrałem :P

  • "Hotel Ruanda" to zdecydowanie lepszy film, ale "Ostatni król Szkocji" dotrzymuje mu kroku. Dwa wyśmienite dramaty, ukazujące rzeczy bardzo ważne. Dwa filmy z rodzaju i gatunku, które powinny powstawać częściej.

  • "Spodziewałem się inteligentnie skonstruowanego dramatu w stylu "Ostatniego króla Szkocji" tutaj konstrukcją są fakty.... i wszystko w tym temacie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: