Ocena filmu - nie adaptacji.

Po skończeniu seansu żałuję, że nie mogę wymazać filmu z pamięci tylko po to by przeżywać go na nowo, jeszcze raz i kolejny. Byłam pewna, że takie dzieło nie może spotkać się z odbiorcą któremu nie przypadłoby do gustu. A jednak, szybko po skończonym seansie dowiedziałam się, że film jest karygodnie słabą adaptacją książki. Mogę zrozumieć niezadowolenie wynikające z marnego przelania historii Edmunda z kartek papieru na kino ekranu, szczególnie miłośników książki. Jednak mnie, jako osobę która spotkała się (póki co) wyłącznie z wersją kinową godzi, że świetny film traci na wartości wyłącznie z powodu porównania go do podobnej historii z książki. Jako osoba, która zna historie hrabiego ujętą w dwu godzinnym seansie zapamiętuję film jako jeden z najlepszych (niewątpliwie) dzieł kina i klasyki.

22
  • Bardzo mi się spodobał ten film ze względu na tematykę i sposób w jaki został przedstawiony. Książka a film to dwa różne sprawy, ledwo co z książki zostało, ale czy to pierwszy raz? Weźmy "The Time Machine" z 2002 roku czy książka i film są podobne? Wcale nie, jedyne wspólne elementy to tylko maszyna czasu i te małpoludy, a film, przynajmniej dla mnie, jest naprawdę fajny ze względu na efekty i ciągłej akcji.

    Ludzie niestety nie potrafią podchodzić z dystansem do filmów gdy już przeczytali książkę.

    • Ależ potrafią. Szczególnie jeżeli adaptacja polemizuje z powieścią, dokonuje rozsądnych skrótów (niekoniecznie śmiałych albo powściągliwych - ogólnie pasujacych do koncepcji filmu), to zmiany są mile widziane. Ale jeżeli z pięknej, romantycznej w pełnym tego słowa znaczeniu, skomplikowanej powieści robi się papkę o gościu, który zemstę dhramatyczną i przherażającą szykuje latami, a później ochoczo i z uśmiechem tejże zemsty dokonuje, co zajmuje mu jakiś tydzień czasu realnego, po czym dowiaduje się, że jeszcze został za tę zemstę nagrodę (co jest absolutnie przeciwne wymowie powieści) - to wybacz, ale fani książki (do których się zaliczam) są oburzeni.

      • Nie, w tydzień to on zemsty nie zrobił. Samo podróżowanie w tych czasach zajmowało bardzo dużo czasu, dlatego jest niemożliwe, że wszystkiego dokonał w tydzień. Nawet samo znalezienie tej willi to musiało mu zająć jakiś czas (to nie było jak dzisiaj, że się usiądzie wygodnie przed laptopem i w Googlach się poszuka). W sumie to mogli napisać datę gdy pojawiała się nowa scena dla lepszej orientacji.

        No jest przeciwne, ale np. tortur doznawanych w więzieniu i spanie na gołej podłodze w celi, to w książce w ogóle nie było, więc myślę, że chodziło o to, by dać trochę więcej szczęścia temu człowiekowi. Mnie to pasowało, ale rozumiem, że jak ktoś jest wielkim fanem książki, to będzie wolał tamtą wersję ;).

        • " ale np. tortur doznawanych w więzieniu i spanie na gołej podłodze w celi, to w książce w ogóle nie było"
          Nie było,ponieważ pisarz nie potrzebował taniego chwytu;opisał cierpienie psychiczne bohatera, osamotnienie,które prawie doprowadziło do obłędu oraz utratę tego,co najbliższe i najcenniejsze było dla Edmunda. Ukazanie tego jest znacznie trudniejsze, ale też takie cierpienie jest gorsza od jakiś tam batów. Dantes umarł w więzieniu,narodził się Hrabia. Mercedes należała do Edmunda, a Hayde do Hrabiego. Nie ma tam oklepanego motywu przyjaciel dopuszcza się zdrady,bo kocha te samą kobietę, lecz mamy kuzyna zakochanego w kuzynce, który od samego początku ukazuje wrogość do rywala. A kara jaka spotyka wrogów jest analogiczna do tego, co spotkało Edmunda: Dantes-zostaje aresztowany,zamknięty w celi i traci szacunek oraz ukochaną-Fernando traci cześć (szacunek społeczeństwa i grozi mu sąd) oraz rodzina go opuszcza;Dantes w celi powoli zaczyna tracić zmysły- Villefort popada w obłęd;ojciec Dantesa umiera z głodu (rzecz, którą Edmund najbardziej nie może wybaczyć)- taki los miał spotkać Danglarsa.

  • Obejrzyj może chociaż starszą wersję z Chamberlainem...Mnie również po obejrzeniu podobała się ta wersja, jednak wystarczyło mi obejrzeć tę starszą(ponownie bo już kiedyś dawno temu ja oglądałem), żeby zmienić zdanie na temat tej wersji...
    Oba filmy obejrzałem jednego dnia, dzisiaj(a właściwie wczoraj, bo już po północy) w niedzielę Wielkanocną...
    Chodzi po prostu o to jakie przesłanie płynie z książki.Gdy po raz pierwszy obejrzałem tą wcześniejszą wersję z Chamberlainem zrobiła ona na mnie wrażenie i dała do myślenia.Być może nawet trochę wpłynęła na niektóre decyzje podejmowane w moim życiu...Bo obejrzeniu dzisiaj tej nowoczesnej mam wrażenie, że scenarzyści chcieli "mieć ciastko i zjeść ciastko"...a tak się po prostu nie da!

  • Jeśli podobał Ci się film to polecam książkę. Niestety film jest NIESAMOWICIE płaski i uproszczony do granic możliwości, z książki, która ma jakieś 1500 stron wzięli tylko z 100 i jeszcze zmienili połowę jak im pasowała. Film sam w sobie jest niezły, ale opowieść o tym co przeżył Edmund Dantes to ŻADNA.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: