Piekielna rozgrywka

Zdecydowanie "Infernal Affairs" wygrywa z "The Departed". Głównie dlatego że dzieło Azjatów wydaje się być bardziej naturalne, prawdziwsze... Tymczasem maniera Scorsese daje o sobie znać. Kolejny raz wszyscy bohaterowie są mega twardzielami, powtarzającymi wyniosłe mowy, lub mądrości życiowe ubarwione w bluzgi, przesadnie przy tym gestykulując. Z takimi wymogami rola Nicholsona wydaje się autoparodią kreacji "Jokera". Zaś Matt Damon wciąż dumnie powtarzający że jest Irlandczykiem po jakimś czasie zaczyna być wkurzający. DiCaprio irytuje jedynie gdy od czasu do czasu wybucha i zaczyna okładać kogoś pięściami. Wiecznie pyskaty Mark Wahlberg jest za to zupełnie nie do zniesienia.
To dobry film, ale ocieka testosteronem niczym b-klasowy film akcji. Gdyby chociaż ograniczyć te szczeniackie riposty... W "Chłopcach z ferajny" Scorsese jakoś umiał to dawkować. Tutaj moim zdaniem przeholował. Dlatego tylko 6.

20

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: