Zła kobieta?

Wszystko w tym filmie wydaje się być pomysłową prowokacją. Począwszy od doboru skandalistki, Marianne Faithfull do roli (z początku) poczciwej babci, przez alternatywną muzykę w tle, aż po formę. Gdy "Irina Palm" się zaczyna, miałem przed oczyma przykład typowego wyciskacza łez z cyklu "prawdziwe historie". Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że reżyser specjalnie przyjął taką konwencję, by później szerokim łukiem omijać stereotypy znane z dramatów obyczajowych. Zupełnie innego rozwoju wydarzeń można było się spodziewać. Ale to już musicie zobaczyć sami.
"Irina Palm" to dzieło z założenia skromne, świetnie zagrane i niesamowicie satysfakcjonujące. Nie wszystkich, przez wzgląd na wydźwięk filmu, lecz musicie przyznać że reżyser umie wodzić za nos widza.
Warto.

1

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o