Tragedia

Gniot usiłujący udawać ambitne kino. Film o niczym, bez wyrazu i bez sensu. I wcale nie chodzi mi o to, że młodzi ludzie przemierzają bez celu czeskie drogi. Można z tego było zrobić uroczy obrazek, ale tutaj się moim zdaniem nie udało. Bohaterowie są antypatyczni, dziewczyna tak głupia i infantylna (te jej irytujące piski i wrzaski), że autentycznie cieszyłam się (!) ze sceny finałowej, co już naprawdę świadczy o całkowitym braku mojego zaangażowania w wydarzenia i irytacji, jaką śledzenie ich wywoływało. Dialogi absurdalne, sytuacje psychologicznie niewiarygodne, płaskie i nie wzbudzające emocji. Myślę sobie, że może to być kultowy film dla nastolatków, którzy marzą o wyrwaniu się z domu, iluzji wolności i beztroskiej przygodzie. Parafrazując znane strofy "wsiąść do samochodu byle jakiego". Mnie taki motyw nie wystarcza. Kino drogi? Proszę bardzo. Np. "Prosta historia" Lyncha. Nieśpieszna narracja? "Spaleni słońcem". Opowieść o przyjaźni bez wielkich zobowiązań? "Dróżnik" albo "Elling". Paradoksalnie żeby zrobić film o niczym, trzeba mieć coś do powiedzenia. Nad stworzeniem pozorów niedbałości, trzeba się zdrowo napracować.

7
  • Pozwolę sobie się nie zgodzić, przynajmniej w dwóch kwestiach: imo nie jest to taki gniot i wcale nie pretrenduje do kina ambitnego. Owszem, bohaterowie nie powalają głębią intelektualną, ale chyba właśnie o to chodziło - zarówno fabuła jak i bohaterowie są, i moim zdaniem mieli być, równie bezmyślni, co beztroscy. Razem tworzy to atmosferę odprężającej bezcelowości. Uroczy obrazek, o którym piszesz, ja właśnie w tym filmie widzę. Można było zrobić inaczej, głębiej, inteligentniej, ale byłby to już inny film, być może lepszy, ale ten też miał mi coś do przekazania (choć żałuję bardzo, nie jestem już nastolatkiem:( ) - właśnie nastrój, który Ciebie zawiódł.

    Urzekła mnie natomiast prostota realizacji. Po wybitnie niskobudżetowym filmie rozbrajają napisy końcowe: czteroosobowa obsada, dziewięcioosobowy zespół twórców, muzyka jednego z aktorów, na koniec podziękowania dla społeczności
    południowych Czech - a więc statystów, bo na dobrą sprawę cały
    film "robi" trójka aktorów, zdaje się, że po części improwizując.

    • Wprawdzie komentarz napisałam na gorąco, zaraz po seansie, zirytowana do granic stratą 1,5h cennego czasu, ale i teraz moja opinia o filmie pozostaje wciąż taka sama. Może chodzi o to, że bezmyślność wcale mnie nie odpręża? Raczej męczy, drażni, frustruje i sprawia, że gnuśnieję. Bohaterowie nie musieli wcale prowadzić egzystencjalnych dysput, wystarczyło, by ich zachowania nie stanowiły przypadkowego, bezsensownego zlepka min, słów i gestów, żeby *cokolwiek* z tego wynikało, żeby te sceny jakoś, *jakkolwiek* się łączyły, logicznie wiązały. A tu nic, całkowicie luźne oderwane kadry i zachowania "z księżyca".

      Piszesz o nastroju... cóż, z tym rzeczywiście ciężko podjąć polemikę, ale bywały i takie obrazy, które - mimo że też zawiodły mnie z różnych przyczyn - zainteresowały przynajmniej klimatem, np. "Ukryte pragnienia" czy "Miasto zaginionych dzieci". Po tym filmie nie zostało we mnie kompletnie nic.

      • Czyli generalnie się zgadzamy, tylko mamy inne upodobania ;-) O ile dobrze rozumiem, zabrakło Ci fabuły? Może w tym sęk, ja po prostu nigdy jej w filmie nie szukam (wiem, dziwnie to brzmi, przynajmniej świadomie nie szukam, nie będę sie z psychologiem kłócił;). Ten bezmyślny klimat mi odpowiadał, ale cóż - w tej sytuacji nie mam racjonalnych argumentów na obronę filmu :) Myślę, że po prostu trafił w pewien gust i dlatego dobrze, że powstał. A te półtorej godziny... da się nadrobić ;))

        • Fabuły może zabrakło, ale głównie chodzi mi o coś innego.

          Czasem w dyskusjach o filmach poruszany jest problem psychologicznego prawdopodobieństwa i wiarygodności zachowań bohaterów. I często padają argumenty, że życie pisze takie scenariusze, jakie nie przyśniłyby się nawet najbardziej eksentrycznym twórcom. Zgoda. Tyle, że zarzucając bohaterom niewiarygodność psychologiczną nie mam zazwyczaj na myśli nieprawdopoobieństwa statystycznego wystąpienia jakichś zachowań, lecz ocenę tych zachowań z perspektywy pozostałych postaci filmowej rzeczywistości. Dwa przykłady. "Jedna ręka nie klaszcze" Ondricka to znakomity przykład kina, w którym główni bohaterowie zachowują się dziwacznie, kuriozalnie, nienaturalnie, w sposób, jakiego naprawdę ze świecą szukać wokół nas, tyle że reżyser ani przez chwilę nie każe nam o tym zapomnieć. Bohaterowie są dziwaczni także dla postronnych uczestników filmowego świata. Czyli - dziwaczność jest, ale w kategoriach dziwaczności mamy ją - my, widzowie - postrzegać. Drugi przykład: "Delicatessen" Jean-Pierre Jeuneta. W tym filmie bohaterowie też są nietuzinkowi. :) Ale tu z kolei doskonale wpasowują się w konwencję. Filmowe realia toną w oparach surrealizmu i groteski. Więc nie ma dysonansu. A w "Jeździe" jest zgrzyt na linii realia - bohaterowie. Reżyser każe nam wierzyć, że to historia, która mogłaby wydarzyć się każdemu, w każdym miejscu i o każdej porze. Czyli cała oprawa jak najbardziej realistyczna. A bohaterowie? W życiu nie uwierzę, że przygodnie spotkana dziewczyna może zachowywać się w tak absurdalny sposób, co w dodatku obu chłopaków nie dziwi. I właśnie o tę wewnętrzną ocenę mi chodzi. Poszczególne dziwactwa mają oczywiście prawo się zdarzyć, rzecz w tym, by traktować je jak dziwactwa, bo takie pozostawienie wszystkiego bez komentarza sprawia, że wiarygodność leci na łeb. Przez cały czas miałam wrażenie jakiejś nienaturalności, sztuczności wszystkich wydarzeń. Ręce opadły mi ostatecznie przy scenie w opuszczonym domu, gdy dziewczyna ni z tego ni z owego zaczyna przeglądać zdjęcia, serwuje jakieś komentarze "od czapy", a potem robi szopkę z przywiązywaniem do łóżka, po czym chłopak zamiast okazać zaskoczenie, zaczyna rozlewać benzynę. A widz ma jeszcze uwierzyć, że to wszystko to takie naturalne, fajne, beztroskie gierki i zachowania młodych ludzi, takich jakich pełno wokoło. :/

          • NIe obraź się Diana ale jak dla mnie nie potrafisz sie wyluzować ;). Być może szukasz zbyt abmitnych filmów a już sama prostota cię nie ciszy. Nie wnikam ale dla mnie narzekanie na strate 1,5 h to juz oznaka zbyt dużej powagi i zbyt małego dystansu do wszystkiego. Jak dla mnie film dobrze trafia do ludzi którzy lubią podróżować. Co do nastolatków sam nim jestem wiem moze i masz racje.Czy pragne wolności? Mam ją i moze dlatego podobał mi sie ten film.
            Mozliwe jest także iz został on przezemnie tak odbrze przyjety dlatego iż od kilku tygodni chce wyjechać na wakacje i czekam przynajmniej do czerwca...

          • "A w "Jeździe" jest zgrzyt na linii realia - bohaterowie. Reżyser każe nam wierzyć, że to historia, która mogłaby wydarzyć się każdemu, w każdym miejscu i o każdej porze."

            Nie wiem, skąd ten wniosek, iż intencją Sveraka było stworzenie filmu na wskroś realistycznego. Zauważ, jak pokazywany jest Honzik i jego samochód. Ubrany od stóp do głowy na czarno (mimo upału), w swym szpanerskim wozie (oczywiście także czarnym)pokazany jest raczej jak figura wyciągnięta z amerykańskiego kina drogi - klasyczny prześladowca głównych bohaterów podniesiony tutaj do poziomu karykatury, na co wskazuje zarówno sposób kadrowania wnętrza jego samochodu (breloczek z rewolwerem -> uwaga, jedzie macho), jak i zachowanie (słońce praży, a Honzik pije, sądząc po filiżance, kawę, zapewne czarną). W tego faceta nie można uwierzyć? I słusznie, bo to raczej westernowy szwarccharakter na miarę wyobrażeń głównych bohaterów. Podobnie jest z Anną.

            "Ręce opadły mi ostatecznie przy scenie w opuszczonym domu, gdy dziewczyna ni z tego ni z owego zaczyna przeglądać zdjęcia, serwuje jakieś komentarze "od czapy", a potem robi szopkę z przywiązywaniem do łóżka, po czym chłopak zamiast okazać zaskoczenie, zaczyna rozlewać benzynę. A widz ma jeszcze uwierzyć, że to wszystko to takie naturalne, fajne, beztroskie gierki i zachowania młodych ludzi, takich jakich pełno wokoło. :/"

            Anna jest odpowiedzią na typowe marzenia Radka i Franty o poznaniu dziewczyny idealnej na wakacyjną przygodę - z jednej strony jest "damą w opałach", czekającą na wybawicieli, z drugiej ponętną kusicielką i prowokuje od pierwszego spotkania. Gdy wsiada do samochodu bohaterów, nie mając majtek pod sukienką, wydaje się być dla nich obietnicą spełnienia pragnień. W czasie jazdy wychodzi na jaw jednak, iż jak doświadczona femme fatale, Anna potrafi owinąć chłopców wokół palca. A może raczej sama jest taką samą fatamorganą, jak Honzik w swoim aucie. Podczas upałów miraże są na porządku dziennym, zwłaszcza u spragnionych podróżnych.

            P.S. Radek nie rozlewał benzyny, tylko wodę, chcąc się zemścić na Annie za upokorzenia, jakie mu zaserwowała. Nie wiem, czemu sądzisz, że miał okazać zaskoczenie, skoro to on ją zaczął, niespodziewanie dla niej, wiązać. Chciał, żeby doświadczyła strachu i poniżenia, jakie sama dotąd sprzedawała innym, a pomysł z wiązaniem oczywiście wziął się z opowieści dziewczyny o przywiązaniu Honzika do łóżka, ale, w tej akurat scenie, to nie była gierka z jej inicjatywy.

            Widz nie musi wcale wierzyć w świat przedstawiony filmu i przyjmować wszystkiego na jednym poziomie. Czasem warto zmrużyć oczy nie tylko na filmach jawnie surrealistycznych. Pozdrawiam!

            • Czyli film interpretujemy, przepuszczając go z jednej strony przez filtr psychoanalizy, z drugiej nakładając siatkę intertekstualności. Można i tak. I całkiem zgrabnie Ci to wyszło. :) Muszę przyznać, że z tej perspektywy patrząc, czuję się do niego bardziej przekonana. :)

              • użytkownik usunięty

                Podziwiam Cię Leshaq, masz prawdziwy pedagogiczny dar, mi go zawsze brakowało.
                Ładnie to wszystko napisałeś, chciałam jeszcze jedną rzecz dodac.
                Na początku samym, po scence w której podwożą tę babcię jest taki krótki dialog, chyba trochę znaczący:

                -To był jednak dobry uczynek!
                -Gdybyśmy jej nie zabrali, bylibyśmy trzy mile dalej.
                -Co ty gadasz.To niemożliwe.
                -Więc teraz jesteśmy trzy mile wstecz, widzisz...A więc wszystko co się od teraz zdarzy nie ma znaczenia.

                Potem znajdują tę rudą panią.
                Dziękuję.

                • Kolega kafebiba wspomniał o tej scenie w innym temacie, więc nie chciałem tego pisać ponownie, ale oczywiście również sądzę, że to jest znaczący epizod, będący wstępem do dalszego fantasmagorycznego ciągu zdarzeń.

                  Jeśli przekonałem kogokolwiek do podobnego mojemu odczytania filmu, to bardzo się cieszę, lecz wcale nie uważam, że moja racja jest "najmojsza".
                  Być może Sverak nakręcił na zlecenie Ministerstwa Zdrowia dydaktyczną bajkę o zagrożeniu AIDS, czyhającym na nierozsądnych chłopców, którzy pragnąc ostrej jazdy, zapomnieli o hamulcach i tylko szczęściu zawdzięczają, że ognistowłosa śmierć zabrała w ostatnią podróż innego współpasażera. ;)

                • użytkownik usunięty

                  To ja nie zauważyłam wpisu kolegi, przepraszam więc za powtarzanie niektórych wątków.
                  Nie chodzi mi tyle o jakieś subiektywne dywagacje typu: moja racja-twoja racja. Wydawało mi się, że każdy widzi w tym filmie zgrywę z amerykańskich filmów drogi, a tu nagle widzę inteligentną dziewczynę, która w taki dziwny i poważny sposób odbiera czeski film i zarzuca bohaterom niewiarygodność psychologiczną. Dlatego chciałam Ci wcześniej pogratulować, że nie wyśmiałeś koleżanki, ani na nią nie najechałeś, tylko jej to wytłumaczyłeś w bardzo dobry sposób. To się na tym forum rzadko zdarza (czego autorka owego posta zwana PC-tem jest przykładem :)

                • "Wydawało mi się, że każdy widzi w tym filmie zgrywę z amerykańskich filmów drogi".

                  I to właśnie nas wszystkich ogranicza. :) Skrzywienie rzeczywistości własną perspektywą. Jasne, że ona musi być zawsze nasza własna, bo niby czyja? ;) Ale warto pamiętać też, że percepcja sztuki i kultury w mniejszym stopniu zależy od inteligencji (przy okazji - dzięki za miłe słowo :)), w większym od indywidualnej wrażliwości, a w największym od mnóstwa czynników pobocznych, jak choćby życiowe doświadczenia (jedni zobaczą w jakimś filmie odbicie własnych rodzinnych doświadczeń, inni - pozostaną głusi i ślepi na taką interpretację), kinowe fascynacje czy nawet nastrój w danej chwili. I każde takie podejście będzie przynajmniej w części równoprawne, o ile sensownie uzasadnione. Próbowałam argumentować dlaczego film mi się nie podobał na płaszczyźnie, na której ja go odebrałam. Nie sądzę, żebym nagle została olśniona jego przewrotnością, gdybym obejrzała go ponownie, nawet teraz, gdy przyjmuję interpretację parodystyczną, ale absolutnie jestem w stanie zrozumieć, że tak ten film można odczytać. Kwestia ustawienia indywidualnego radaru. :)

                • użytkownik usunięty

                  Nie, nie, nie, w to się wciągnąć nie dam, bo indywidulizm to jedyna cecha, którą mogę w ludziach cenić.
                  Nie chodzi mi o to, żeby wszyscy myśleli tak jak ja i odbierali sztukę moimi kryteriami, kierowali się moją wrażliwością, perspektywą itd. Możesz nienawidzić tego filmu jak mocno tylko chcesz, kupić plakat i rzucać w niego rzutkami- nic mi do tego, po prostu Twoje argumenty wydały mi się kosmiczne, że tak to nazwę kolokwialnie. To trochę tak jakbyś zarzucała "Żywotowi Briana" brak autentyzmu, np. "wydaje mi się psychologicznie niewiarygodne, aby ukrzyżowany człowiek śpiewał >>Always look on the bright side of life<<". Tyle.

                • Właśnie o to chodzi: płaszczyzny, na jakiej odbieramy dzieła sztuki, są tak różne, że dla jednych to, co oczywiste, innym jawi się jako "kosmiczne". :) Wszystko jest w porządku, byle zdawać sobie z tego sprawę. :)

                • Abstrahując od pytania czy to gniot czy ambitniejsze dzieło (mnie osobiście ten film przyjemnie 'ululał' wczoraj do snu) daję wielkiego plusa uczestnikom powyższej dyskusji za rzeczową i kulturalną wymianę argumentów. W świetle współczesnej sieczki na forach, gdzie za odmienne zdanie dostaje się jedynie wiadrem pomyjów bez konkretnego uzasadnienia, ten wątek jest miłą odmianą. Oby więcej takich dysput :)

          • To nie była benzyna lecz zwykła woda, którą Radek nalał do kanistra.

  • Trudno powiedzieć by "Jazda" była arcydziełem, ale gniotem raczej też nie, tym bardziej próbującym udawać kino tzw. ambitne. Mamy lekki i przyjemny film o wakacyjnej przygodzie gości unikających policji i zabawne dialogi. Mamy fajny humor, który oczywiście nie wszystkim może odpowiadać. Mamy też drobnostki, które jednak coś ciekawego chcą nam pokazać - pudełko zapałek którym Radek chce wszystko mierzyć pokazuje nam o ile większe(ważniejsze) rzeczy są na tym świecie nad którymi czasem się nie zastanawiamy(końcowa scena po wypadku Anny gdzie pudełko to leży wyrzucone na drodze).
    Oprócz tego mamy też fajne zabijanie czasu przez robienie różnych głupstw, można było robić coś ciekawego bez internetu, gier i stu kanałów.
    Warto jeszcze zwrócić uwagę na zwykłych ludzi ze wsi obserwujących naszych bohaterów w kabriolecie.
    Nie chciałem się powtarzać, ale nie chciało mi się też czytać dyskusji do końca, ewentualne duble wybaczcie.

  • Sverak jest nagi... <up>

  • Mój komentarz będzie krótki strasznie z pani zgorzkniała i drętwa osóbka współczuje.

  • Diana
    W pełni popieram Twoją ocenę filmu. Wczoraj zmarnowałem czas.
    Film dla zbuntowanych nastolatków lub nieogarniętych w rzeczywistości.

  • Boże, kolejne dziecko potrafiące jedynie teoretyzować i krytykować, udając przy tym recenzenta. Ten film powstał za pieniądze, za które nie kupi się nawet porządnego używanego auta. Wiesz co ty byś zrobiła za taką sumę. Napiszę ci - nic.

    • Ano właśnie ;)

      Ale łatwiej krytykować niż coś samemu zrobić.

      • Sverak w arcydzieło nie mierzył, chociaż nie jest to też, jak chcą niektórzy, lekki film, którego paliwem jest hedonizm głównych bohaterów.
        Finałowa scena unieważnia dotychczasowy beztroski ton i skłania widza do weryfikacji swoich sympatii dla dwóch młodych mężczyzn ale też do refleksji, że żadne wakacje nie zwalniają nas od zachowań ludzkich. Scena jest tak zrealizowana, by uniknąć dydaktycznej nachalności jaką obarczone jest poprzednie zdanie a to już jest biegłość w sztuce opowiadania obrazem, nie każdemu dostępna.
        Good night, and good luck,esforty.
        8/10

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o