iamx_2 iamx_2
ocena: 5

SPOILER


Przez 3 godziny oglądałam film o miłości, żeby na końcu dowiedzieć się jak puste jest to słowo. Na końcu okazało się że tak naprawdę w człowieku chodzi tylko i wyłącznie o ładne opakowanie. Bohaterka bez wahania odchodzi z "nowym" Joe, mimo że to już zupełnie inna osoba o zupełnie innym wnętrzu, osobowości, cechach charakteru itp. I po co było tyle patetycznych słów o miłości na wieki, skoro tutaj nie rozpacza się po jej utracie a do szczęścia wystarczy klata i tlenione włosy Brada Pitta?

  • aguxd aguxd
    ocena: 9

    co?

  • elminio21

    Pierwotnie zakochała się w facecie z kawiarni. Śmierć to zrozumiała i dlatego zwróciła temu chłopakowi życie. Zapewne jesteś trollem albo tak tępy że nie zrozumiałeś nic z tego filmu

    • iamx_2 iamx_2
      ocena: 5

      Ani jedno ani drugie. Inaczej pojmuję miłość. Dla mnie to zdecydowanie głębsze emocje i uważam że nie da się ich przerzucać z jednej "osoby" na drugą i na powrót w przeciągu kilku minut. Skoro bohaterka kochała chłopaka z kawiarni dlaczego zdecydowała się na akt miłosny ze śmiercią? Skoro kochała śmierć dlaczego wystarczyły 3 sekundy żeby pogodzić się z jej odejściem i zdecydować się na bycie z kimś innym? Dla mnie to niespójne i nielogiczne. No i jeszcze tanie i efekciarskie. Tyle. Dodam jeszcze tylko, że ja umiem zachować podstawowe zasady kultury w dyskusji więc zachowaj dla siebie swoje epitety.

    • xmrrx xmrrx

      Powtórze moje zdanie z innego wątku: fajerwerki -> zniknięcie za górką -> napisy końcowe. Tak powinno być, bez tego szajsu na koniec

    • tarantinohehe

      i wszystko na ten temat

  • Wol4nd Wol4nd

    Dokładnie - trafiłaś w sedno. Susan pokochała ciało, a nie duszę.

  • RoderickUsher RoderickUsher

    Rozumiem, skąd ta reakcja. Szczerze mówiąc nigdy na to nie zwróciłem na to uwagi. Tak ona była zakochana w chłopaku z kawiarni a nie w śmierci. Tak spotkali się tylko przez parę minut i nie jest możliwe żeby się tak szybko zakochać. Myślę, że ponieważ film bardziej się skupiał na odpowiedzialności śmierci by powrócić sam i oddać chłopaka, że zapomnieli o drugiej stronie. Ale jestem skłonny przymknąć na to oko. W końcu Romeo i Julia też zakochali się dość szybko:-)

    • iamx_2 iamx_2
      ocena: 5

      Czyli nie rozumiesz;)

      • RoderickUsher RoderickUsher

        Może tak, może nie:-). Tak czy inaczej polecam "Źródło" Aronofskiego.

        • iamx_2 iamx_2
          ocena: 5

          Źródło obejrzane dawno temu:) I szczerze mówiąc trudno dopatrzyć mi się analogii pomiędzy tym romansidłem a tajemniczym i pełnym swoistego mistycyzmu obrazem Aronofskiego.

          • RoderickUsher RoderickUsher

            Źródło też jest o miłości (między innymi.)

            • iamx_2 iamx_2
              ocena: 5

              Postrzeganej w nieco innym wymiarze... Zresztą, dla mnie "Joe Black" nie może być filmem o miłości, jeśli główna bohaterka jest wyprana z głębszych uczuć.

              • RoderickUsher RoderickUsher

                Fair enough.

  • buszasz buszasz
    ocena: 10

    Akurat zakończenie bardzo mi się podobało, nie interpretowałabym tego tak prosto. Uczucia Susan były bardzo zawikłane. Zauroczyła się Joe z kawiarni, podobał się jej jego humor, wesoły sposób bycia. Potem zobaczyła go w swym domu, jednak była to osoba o innym, stonowanym charakterze. To ją zafascynowało, dużo rozmawiała ze Śmiercią, wytworzyła się między nimi specyficzna relacja. Nie można jednoznacznie osądzić, czy po odejściu Śmierci nie czuła żalu, nawet odniosłam wrażenie, że właśnie czuła. Jednak Joe z kawiarni również był dla niej ważny... Wszystko działo się tak szybko, że ciężko właściwie ocenić, co było prawdziwsze, lepsze, trwalsze. Dodatkowo Susan mogła pójść z prawdziwym Joe, bo w końcu... co innego jej zostało? Kurcze, trochę się w tym plączę, ale wg mnie sprawa jest dużo bardziej złożona, niż Ty to odbierasz. Ciężko mi to właściwie wyrazić słowami, mam nadzieję, że zrozumiałaś mniej więcej, co mam na myśli :)

    PS Dawno nie oglądałam tego filmu, być może umknął mi jakiś niuansik ze środka czy też z końcówki filmu właśnie? Jeśli tak, to proszę o zwrócenie na to uwagi, chętnie pochylę się nad interpretacją tego filmu jeszcze raz. MImo wszystko nie byłabym tak radykalna w ocenie zakończenia. Pozdrawiam :))

    • iamx_2 iamx_2
      ocena: 5

      Ja, kiedy coś w filmie uderza mnie tak bardzo jak ta koszmarna końcówka, nie umiem nie ocenić tego radykalnie. Miłość to skomplikowane uczucie, ale wydaje mi się, że powinno się budować ją na jakichś trwalszych podstawach niż jedynie fizyczny pociąg do ciała drugiej osoby (bo to była jedyna rzecz która łączyła pierwszego Joe i śmierć). Być może bohaterka czuła żal, jednak zachowała się jak gdyby było jej wszystko jedno z kim odchodzi, bo w końcu klata i blond włoski te same;). Gdyby nie miała świadomości, że są to dwie różne "osoby", dałoby się to przełknąć, jednak wyraźnie było widać świadomość bohaterki, która wiedziała, że odchodzi z kimś innym. To właśnie to uczyniło dla mnie zakończenie niestrawnym. Być może interpretuję to płasko, ale ja, mimo najszczerszej chęci nie umiem doszukać się tutaj żadnej głębi. Po prostu moje doświadczenie sprawia, że postrzegam miłość zupełnie, zupełnie inaczej;)
      Ale jak wiadomo gusta są różne i to co dla jednych naciągane i tanie innych może wzruszyć i skłonić do odmiennych przemyśleń:) I bardzo dobrze że tak jest:) Pozdrawiam:)

      • savolta savolta
        ocena: 8

        Równie dobrze moglibyśmy zadać sobie pytanie czy zakochałaby się w Joe - Śmierci, gdyby wcześniej nie spotkała jego alter ego. Mogę mieć "uzasadnione wątpliwości", jakby to powiedział sędzia z "12 gniewnych ludzi". Ale przede wszystkim, kto tu mówi o miłości? W końcowej scenie spytała go "co teraz?" a on odpowiedział "zobaczymy" wg mnie jest to zapowiedź próby. Była świadoma, że to nie ten człowiek to oczywiste, stąd niepewność. I trochę dalej posunięta moja interpretacja: Miłość w tym filmie była pokazana na kilka ładnych sposobów i zostało na jej temat powiedziane kilka ważnych i prawdziwych słów. Końcowa scena nie jest tylko zapowiedzią próby, ale ukazaniem tego uczucia w jeszcze innym świetle, w świetle przygody i wspomnianej niepewności. Nie każdy musi to tak widzieć, jak słusznie zaznaczyłeś. Nie jest to może strasznie głębokie, ale ja tak to widzę i szczerze powiem, że pomimo niezbyt prędkiego tępa prowadzenia dialogów (za którym zdecydowanie nie przepadam), nie nudziłem się przez całe 3 godz. Gł. za sprawą Hopkinsa, ale podsumowując nie ma fajerwerków, choć przyjemnie się oglądało.

  • jaszczempska jaszczempska

    A ja zgadzam się z Tobą całkowicie. Film był niesamowity, nawet mimo to, że wcześniej nie przepadałam za Bradem Pittem (uważam, że w Joe Blacku się spisał!), ale końcówka nie tyle nawet mnie rozczarowała, ile po prostu wkurzyła. Główna bohaterka wydawała się konkretną babką, a dopiero na końcu okazało się, że jest pustą lalą. Z drugiej strony to też jakiś morał...

    Z zakończeniem xmrrx dałabym 10/10... Reżyser zabił mi ćwieka, bo zupełnie nie wiem jak mam teraz ocenić film. Co za życie!

    • marzanna29
      ocena: 10

      Susan nie była pustą "lalą",która poleciała na końcu filmu na ciało "kolesia"z kawiarni i odchodzi z nim radosna.
      Ból po stracie ojca , złagodził jej powrót Joe Blacka, bo tak naprawdę , to jego pokochała szczerym , gorącym uczuciem i dlatego oddała mu się (scena łóźkowa). I dlatego odchodzi z Joe, ze łzami w oczach ,ale i z uśmiechem na twarzy.Szczęśliwa , że wrócił , przedłużając sobie " wakacje " o jedno najważniejsze dla niego życie - życie ukochanej Susan.
      Finito-pozdrawiam!

      • narysuj_mi_baranka narysuj_mi_baranka

        Ale Joe, z którym się kochała, a Joe, z którym odeszła, to zupełnie dwie inne "osoby" (o ile Śmierć można nazwać "osobą"). Śmierć nie wróciła, ona odeszła razem z jej ojcem, wrócił chłopak, którego poznała w kawiarni.

        • iamx_2 iamx_2
          ocena: 5

          Dokładnie. Swoją droga może to jest klucz: film otrzymuję ocenę 10/10 od tych osób które kompletnie go nie zrozumiały:)

        • savolta savolta
          ocena: 8

          I takie zakończenie przekreśla film? Przecież nie ślubują sobie miłości do grobowej deski. Kontynuują tylko zaczętą znajomość, bez przeciągłych pocałunków i wzniosłych słów o bezkresnym oddaniu i miłości... To chyba dobre zakończenie, prawda? Gdyby miała zostać partnerką "śmierci" to byłoby to co najmniej komiczne... "I że Cię nie opuszczę aż do..." Nie, uważam, że dobrze zostało to rozwiązane.

          • iamx_2 iamx_2
            ocena: 5

            To zależy tylko i wyłącznie od tego ile dla Ciebie znaczy coś, co nazywają miłością. Jeżeli tyle, że uważasz to zakończenie za dobre, to na pewno nie zrozumiesz mojego punktu widzenia. Przepraszam, ale odwołam się tutaj do moich osobistych doświadczeń. Zostałam porzucona raz, godziłam się z tym pół roku. Tutaj wystarczy na to 5 minut i wszystko jest znowu pięknie. Nigdy tego nie kupię.

            • narysuj_mi_baranka narysuj_mi_baranka

              Może to żałosne, ale zawsze uważałam, że Susan była po prostu dojrzała - można wywnioskować, że podczas balu domyśliła się, kim jest Joe, jaką rolę pełni w życiu jej ojca i, zdając sobie sprawę z tego, że nie może go zatrzymać, próbowała się z tym pogodzić. I to nie jest tak, że po odejściu Śmierci Susan nie czuła żalu - bo przecież było widać, iż jest tym przejęta. Jestem licealistką i mało wiem o miłości, ale mimo podoba mi się zakończenie filmu - Susan pogodziła się ze wszystkim i po prostu ruszyła naprzód, w sercu pewnie wciąż pamiętając o prawdziwej miłości, której doświadczyła.

            • savolta savolta
              ocena: 8

              Widzę, że w ogóle mnie nie zrozumiałaś... Chodziło mi o to, że ona nie kochała osoby, z którą odeszła za rękę gdy opuszczano kurtynę. Skąd pogląd, że darzyła go miłością? Ten film tak ładnie mówi o tym uczuciu miejscami, czemu miałby to tak spłycać na końcu?

              • marzanna29
                ocena: 10

                Świetny pomysł na zakończenie filmu. M. Brest wyszło to rewelacyjnie. Interpretacja zakończenia wzbudza mnóstwo emocji i różnie można interpretować , zwłaszcza końcówkę filmu. Film oglądałam wiele razy (jest nr.1 w mojej kolekcji ) i bardzo dokładnie. Ja zrozumiałam całą fabułę filmu , jak i zakończenie - jako metaforę z pięknym przesłaniem. W tej ocenie b.istotna jest końcówka filmu od momentu balu urodzinowego do dialogu finałowego.W scenie pożegnania Susan i Joe(śmierć) , Joe przekazał telepatycznie Susan kim jest - zgodnie z prośbą ojca( Williama Parisha ). Susan zareagowała na to strachem i niepewnością. Pomimo to , poprosiła Joe (śmierć ) , żeby potwierdził , że kocha ją nadal. Joe odpowiedział , że kocha ja nadal i będzie kochał ZAWSZE. Obiecał jej , że na zawsze zachowa TO ( nie tego ) , co wtedy odnalazła w kawiarni. To COŚ ( prawdziwą miłość ) ,dał jej właśnie sam Joe (śmierć). Chłopak z kawiarni ładnie mówił o życiu , miłości. To , wtedy ją zauroczyło. Ale "zbadała" - czyli poznała bardzo blisko (jak sama powiedziała) Joe (śmierć). I zakochała się w Śmierci , nie wiedząc kim jest.
                W scenie finałowej , do Susan ( wg. mnie i nie tylko ) , wraca Joe (śmierć). Na początku STARA się udawać chłopaka z kawiarni ( trochę nieudolnie , bo niedokładnie pamięta ich dialogi) : jest trochę rozkojarzony , zasłania się niepamięcią , zdziwiony , ale jednocześnie uśmiechnięty i dziwnie beztroski. Robi to po to , by sprawdzić na ile ważne były same słowa chłopaka z kawiarni(czyli TO COŚ )nie pokryte żadnym doświadczeniem bliskości , w odniesieniu do uczucia jakim ewidentnie obdarzyła Joe Blacka (śmierć) . Susan na początku wita go radośnie słowami "wróciłeś ?", w nadziei , że wrócił Joe (śmierć). Jednak , gdy Joe zaczyna udawać chłopaka z kawiarni wspominając rozmowę z przed kawiarni , Susan nagłe smutnieje, pojawiają się łzy w oczach , smutno spogląda za MOST. Mówi o swoim ojcu , że szkoda , że go nie pozna. I tutaj reakcja Joe zmienia się. Staje się SOBĄ :poważny , ale delikatny. Nie pyta o powód , bo wie najlepiej. I tym samym daje Susan do zrozumienia kim jest.
                Stąd też zmienia zachowanie Susan i zadaje dwuznaczne pytanie... "co teraz zrobimy?"...Na to Joe , po krótkim namyśle odpowiada..."to się samo okaże"...Identyczne pytanie i odpowiedź wymienili między sobą zaraz po tym jak się kochali.Tylko wtedy , to pytanie zadał Joe (nie miał doświadczenia w tym i co może wyniknąć z takiej sytuacji ), a ta sama odpowiedź padała z ust Susan. Dlatego na końcu filmu odchodzą w fajerwerkach szczęśliwi , trzymając się za ręce.Tylko ONI wiedzieli jaki sens ma pytanie i odpowiedź - ich własne słowa. Po prostu możliwość przeżycia, choćby krótkiej chwili jaką jest życie ludzkie, z osobą którą kocha się ponad wszystko,jest największym darem jaki otrzymujemy od losu. Potęga uczucia pokonała nawet śmierć.

                • tazzer

                  Hej, aż się musiałem zarejestrować! :)
                  Zgadzam się z Tobą w 99.9%. Masz rację, że Susan nie leciała na jego ciało. Dobre spostrzeżenie jak patrzy na most trochę jakby o czymś/kimś innym myślała kiedy Joe (niby już człowiek, albo Śmierć "podszywająca" się za człowieka) mówił do niej o kawiarni. Ale ten 0.01% nie byłbym taki pewien, a mianowicie nie jestem do końca przekonany, że to naprawdę śmierć wróciła. To zdanie, o którym mówisz - "co teraz zrobimy?" - i odpowiedz - "to się samo okaże" - może świadczyć o tym, że Joe (człowiek) jest tak dopasowany do niej ("zrośnięci mózgami":) ), że podobnie odpowiada, jak ona wcześniej Śmierci. Co o takiej wersji? :) Nie odrzucam Twojej, bo to też możliwe, ale myślę, że taka jest też prawdopodobna. Chyba napiszę maila do reżysera ;)

                • Eracer

                  Też jestem za Twoją wersją, wystarczy porównać zachowanie się chłopaka w kawiarni z zachowaniem Joe w ostatniej scenie. Wszystkie jego spojrzenia, ruchy, sposób wypowiadania są takie jak śmierci (czyli trochę niepewne, zwłaszcza spojrzenia często odwraca wzrok itp.) Dla odmiany chłopak w kawiarni był bardziej pewny siebie, patrzył się w oczy podczas rozmowy, wykonywał szybsze ruchy.

                  • marzanna29
                    ocena: 10

                    Odp.do "tazzer".
                    Odnośnie wersji "zrośnięcia mozgami",czyli identycznych myśli , uważam , że w pierwszej chwili można by było tak to odebrać. Jednak , dokładnie obserwując zachowanie Joe (śmierci) w ostatnim dialogu z Susan , niektórym osobom może umknąć drobny , praktycznie nie zauważalny szczegół. Otóż Susan zadaje Joe ostatnie pytanie , zupełnie odruchowo , spontanicznie bez zastanawiania się. I teraz ; gdyby to było na zasadzie "zrośnięcia mózgami ", czy jak kto woli - przekazanych przez Joe (śmierć) , jakby z " automatu " , wszystkich myśli , odczuć chłopakowi z kawiarni ; to odpowiedź padła by równie szybko i bez namysłu.
                    Tutaj jednak ( ten drobny " szczególik "), po uważnym spostrzeżeniu , wygląda ździebko inaczej.
                    Otóż Joe ( śmierć ) , zanim odpowiedział Susan na "to " pytanie , sięgnął pamięcią wstecz , tzn. lekko odwrócił głowę i spojrzał w górę , tak jakby chciał dokładnie przypomnieć sobie słowa Susan ( po tym jak się kochali ) i bez błędu je powtórzyć.( My też tak robimy jak chcemy komuś dokładnie przytoczyć jego własne słowa , a nie chcemy zrobić najdrobniejszej pomyłki.)
                    Po prostu Joe , wiedząc już , że NIE NA POWRÓT chłopaka z kawiarni czekała Susan , ale właśnie na niego , Joe ( śmierć ) - nie mógł pomylić żadnego jej słowa , gdyż wcześniejsze jego zachowanie wprowadziło Susan w błąd , zażenowanie i smutek.Stąd też wolał chwilkę zastanowić się zanim odpowie , by dać wyraźnie Susan do zrozumienia , że wrócił do niej.
                    W końcu oczywiste jest , że kochamy drugą osobę nie za to kim jest , lecz za to JAKA JEST. I w filmie to się sprawdziło.
                    Masz rację , że najlepiej byłoby zapytać samego reżysera M.Brest'a.
                    Pozdrawiam.

                    • neus3zp neus3zp
                      ocena: 8

                      Muszę przyznać, że podoba mi się Twoja interpretacja ;]

  • czlowiek_z_proszku czlowiek_z_proszku

    100% true

  • szycha7
    ocena: 9

    Trafnie to ująłeś. Też dużo nad tym myślałem i doszedłem do tego samego wniosku, z tym że pokochała Brada "śmierć", a potem nagle przerzuciła swe uczucia na Brada z kawiarni który był zupełnie inny od tego pierwszego czym zakończenie było dość...dziwne

    Niemniej ogólnie film mi się bardzo podobał.

    • DaGaaaa_1714 DaGaaaa_1714
      ocena: 10

      WYTŁUMACZENIE!!!!!!!!

      Sorki, ale czy Wy naprawdę tego nie widzicie?? wszystko jest spójne i logiczne. Susan zakochała się w chłopaku z kawiarni, ale za krótko go znała żeby odróżnić go od śmierci, więc kiedy ta weszła w jego ciało Susan ciągle go kochała bo myślała że to chłopak z kawiarni. Na końcu dopiero zrozumiała że to nie był TEN, tylko śmierć, a właściwy chłopak dopiero do niej wrócił. Wtedy gdy on do niej powiedział:,,Dobrze się czujesz?'' a ona na to do niego ,,Chłopak z kawiarni" nie zwróciła się do niego Joe tylko właśnie chłopak z kawiarni, bo już na tyle dobrze zdążyła poznać śmierć i skojarzyła jej pożegnanie że odróżniła śmierć od tego chłopaka w którym była zakochana. Dlatego powiedziała temu chłopakowi że szkoda że nie pozna jej ojca, bo wiedziała że jej ojciec odszedł razem ze śmiercią a przed nią stoi chłopak z kawiarni. Dlatego nie miała się po czym otrząsać, bo nigdy nie kochała śmierci i nie smuciła się że ona odeszła bo odzyskała swojego ukochanego. Całe szczęście że śmierć zrozumiała że Susan jej nie kocha i nie zabrała jej ze sobą...
      Sorki, za ni spójne wytłumaczenie ale nigdy nie byłam dobra w przelewaniu swoich myśli na papier. Mam nadzieje że ktoś zrozumiał mój punkt widzenia:)

      • szycha7
        ocena: 9

        Rozumiem twój punkt widzenia, i również to dostrzegłem, ale to w takim razie trochę bez sensu.

        Bo co jak co ale Susan pokochała śmierć zresztą ze wzajemnością - inaczej ich pożegnanie nie byłoby takie uczuciowe, a ich pierwszy raz taki piękny (najpiękniejsza scena miłosna w historii kina). Susan musiała zauważyć jak bardzo Joe się różni od chłopaka z kawiarni z którym de facto rozmawiała raz - czy to wystarczy do miłości? Chyba, że pokochała jego wygląd.

        Chodzi o to, że skoro Susan która moim zdaniem pokochała (twoim nie) śmierć, nie mogła tak z minuty na minute pokochać chłopaka z kawiarni który był zupełnie inny od Joe.

        No, ale to już zależy od interpretacji. Jak już mówiłem moim zdaniem Susan pokochała śmierć, więc nie mogła od razu przerzucić swych uczuć na chłopaka z kawiarni którego znała po jednej rozmowie

      • iamx_2 iamx_2
        ocena: 5

        Widać, że kompletnie nie zrozumiałaś moich zastrzeżeń, co do zakończenia filmu. Ale z jednym się zgodzę - miłość jest przedstawiona w nim dokładnie tak płasko jak to opisujesz.

        • DaGaaaa_1714 DaGaaaa_1714
          ocena: 10

          Nie, nie zrozumiałam Twoich zastrzeżeń, bo mam własne wyobrażenie miłości i stworzyłam własną interpretacje filmu którą się po prostu chciałam podzielić na forum. A co do Twojego punktu widzenia wnioskuje że miałaś jakieś wyjątkowo niemiłe przeżycia w miłości, rzadko spotyka się ludzi tak negatywnie nastawionych do tego uczucia, chociaż możliwe jeszcze że masz po prostu jakąś awersje do Brada Pita. Nie opisałam dokładnie ,,miłości'' według mnie w tym filmie przedstawiony zostało tylko etap zakochania, kiedy nie znamy całkiem i człowieka nie widzimy jego wad tylko po prostu ten ktoś nam się podoba w takim stopniu, że mylimy ten stan z miłością. To dlatego Susan nie odróżniła chłopaka z kawiarni od Joe (dopiero na końcu zorientowała się że ma do czynienia z dwoma osobowościami w jednym ciele) nie znała go, była tylko zakochana. Miłość jest dopiero wtedy, gdy tak jak opisuje to w filmie William Parrish, dwie osoby znają się na wylot i akceptują zarówno swoje zalety jak i wady. W przypadku Susan i Joe/chłopaka z kawiarni nie można o tym mówić, a więc nie jest to JESZCZE miłość tylko zakochanie. A Susan spodobał się chłopak z kawiarni, tak jak to podkreśliła mówiąc że nawet bardzo go lubi, dla niej nie ważna była śmierć bo w tym czasie gdy Susan była z Joe myślała że jest z chłopakiem z kawiarni bo go nie znała nie mogła ich od siebie odróżnić, dlatego będąc z Joe miała w myślach obraz chłopaka z kawarnii i myślała że nim jest Joe. W końcu przecież nie widziała jak ten chłopak wpadł pod samochód b skręciła za róg, a przecież nie mogła wiedzieć że ciało chłopaka zamieszkują dwie osobowości bo kto normalny by tak pomyślał....Ehhh... nie potrafię dokładnie opisać tego jak ja postrzegam ten film... dlatego opisze rozumowanie Susan według mnie:

          Susan spotyka chłopaka w kawiarni, tej jej się bardzo spodobał i w skutek tego że ojciec naopowiadał jej wcześniej to wszystko o chwytaniu miłości czy coś takiego, dziewczyna się zakochuje ale jest to po prostu zakochanie a nie miłość. Potem się rozstają, Susan nie widzi jak chłopak wpada pod samochód i następnie spotyka go u siebie w domu już jako Joe, może zauważa jego zmianę osobowości ale myśli: to niemożliwe, przecież spotkałam go jako miłego chłopaka w kawiarni, który mi się spodobał, to musi być nadal ten sam chłopak przecież przede mną stoi i wygląda identycznie, do tego pierwsze zakochała się w nim a potem on niespodziewanie pojawia się u niej w domu, to musi być przeznaczeni no bo co innego? on jest stworzony dla mnie. No więc Susan zaczyna być z Joe, ale nie rozpoznaje śmierci bo nadal ma w wyobraźni wizerunek chłopaka z kawiarni. Uważa że kocha Joe chociaż go wcale nie zna myli to uczucie z miłością. Tak samo jak śmierć która chce zabrać dziewczynę ze sobą, ale William tłumaczy mu czym jest miłość, Joe nie chce w to wierzyć, spotyka się z Susan która zaczyna mówić o tym, jak się w nim zakochała od pierwszego wejrzenia w kawiarni, jak się jej spodobał. No i tu mamy problem bo Susan mówi wydarzeniu z chłopakiem z kawiarni a nie o momencie chociażby pocałunku z Joe albo ich pierwszego razu, tylko właśnie o tym że kocha chłopaka z kawiarni. Joe w tym momencie zrozumiał że Susan go nie kocha tylko kocha chłopaka z kawiarni i postanawia zostawić dziewczynę, nie brać jej ze sobą bo ona go nie kocha a o ją tak. Więc się żegna z nią, żegna się też z nią jej ojciec. Susan rozumie że jest coś nie tak, że straci dziś ich, że wyjadą. Potem obaj panowie odchodzą, co Susan widzi jednak wraca tylko chłopak z kawiarni i zaczyna rozmawiać z dziewczyną. Susan widzi zmianę osobowości, myśli że coś jest nie tak, pojawiają się łzy, i nagle zaczyna wszystko rozumieć, składa fakty do kupy, jej ojciec się z nią pożegnał, chłopak na początku(spotkanie w kawiarni) miał inną osobowość potem się zmienił, stał się Joe p czym ją pożegnał i odszedł, a teraz znowu powrócił ten chłopak z kawiarni, ta osoba w której się zakochała, więc Susan jest szczęśliwa bo odzyskała swojego ukochanego, teraz oni mogą się poznać bliżej i dopiero wtedy pomiędzy nimi może się pojawić miłość. i bum, koniec filmu.uhhhh.... trochę się spisałam ale inaczej nie potrafiłam tego wytłumaczyć, to i tak jest nic w porównaniu z moimi przemyśleniami w głowie...

          • iamx_2 iamx_2
            ocena: 5

            Sama się plączesz. Po pierwsze - jeżeli piszesz o własnej interpretacji, nie podpisuj tego "WYTŁUMACZENIE!!!!!!!!" i nie rozpoczynaj swojej wypowiedzi protekcjonalnym tonem wszechwiedzącego guru ("Sorki, ale czy Wy naprawdę tego nie widzicie??"). Nie jestem dzieckiem z przedszkola, któremu trzeba łopatologicznie wykładać cokolwiek, a już na pewno nie treść filmów, które widziałam. Po drugie - nie zmieniam zdania - uważam, że interpretujesz ten film wyjątkowo płytko, a to co piszesz całkowicie rozmija się z tym co chciałam przekazać zakładając ten wątek (nie chce się rozpisywać, ale moim zdaniem nie kocha się twarzy i imienia, ale czyny i osobowość. Dlatego stwierdzenie, że Susan nie kochała śmierci uważam za wyjątkowo absurdalne). Po ostatnie - nie życzę sobie osobistych wycieczek w kierunku mojego życia uczuciowego. Powinnaś wiedzieć, że to przejaw braku kultury.

            P.S. Uwielbiam Brada Pitta jako aktora. To co robił u Finchera i Tarantino - mistrzostwo.

            • DaGaaaa_1714 DaGaaaa_1714
              ocena: 10

              oj... trafiłam w czuły punkt:) cóż widzę że dalej nie możesz zrozumieć mojej interpretacji, mówi się trudno... nie chce mi się już wysilać dla tak tępych ludzi jak Ty. Naprawdę?? Nie masz już co powiedzieć więc mówisz że moja interpretacja jest płytka??? hahaha równie dobrze mogę powiedzieć że ocean jest płytki... to że twierdzisz że moja interpretacja jest płytka nie znaczy że jest to prawda, każdy może sobie powiedzieć że coś jest płytkie, a zwłaszcza osoba dotknięta czyimś komentarzem.... to jest jak...: tonący brzytwy się chwyta. Jeśli wogóle wiesz co to przysłowie znaczy. A napisałam duży nagłówek ,,wytłumaczenie'' aby ktokolwiek to przeczytał, ponieważ ludziom nie chce się czytać takich długich wypowiedzi. To jest coś jak w stylu krzyczenie ,,pali się'' gdy potrzebuje się pomocy, bo na zwykłe ,,pomocy'' ludzie nie reagują a wręcz uciekają. Do tego jeśli nie zauważyłaś odpisałam na początku na post szycha7 a nie Twój, traf tak chciał że znalazłam się akurat w Twoim wątku... i sorry ale to Ty sama sobie zaprzeczasz.... ,,nie kocha się twarzy i imienia, ale czyny i osobowość'' no właśnie to podkreślałam w moich wcześniejszych wypowiedziach. Joe i chłopak z kawiarni mieli tą samą twarz (imiona nie są ważne) ale Susan kochała chłopaka a nie Joe... właśnie za to spotkanie w kawiarni potem była z Joe ze względu na swoje wyobrażenie jego jako tego wcześniejszego chłopaka, znasz takie powiedzenie że ,,najważniejsze jest pierwsze wrażenie''prawda?? Susan kierowała się będąc z Joe właśnie pierwszym wrażeniem, którym było spotkanie chłopaka w kawiarni, właśnie, chłopaka a nie śmierć. Naprawdę tego nie możesz zrozumieć??? Skoro tak, to naprawdę żal mi Ciebie... może jednak powinnaś obejrzeć ten film po raz kolejny, tylko tym razem UWAŻNIEJ??? :) Pozdrawiam i życzę mokrego dyngusa.

              • iamx_2 iamx_2
                ocena: 5

                Gdybyś czytała uważnie, zauważyłabyś, że użyłam w mojej wypowiedzi zwrotów świadczących o tym, że to subiektywne refleksje, a nie kategoryczna ocena. Rozumiem doskonale Twoją prostą interpretację, ale to nie zmienia faktu, że kompletnie się z nią nie zgadzam. Jeśli uważasz, że miłość buduje się na kilku minutach rozmowy to powodzenia. Ja uważam, że jej podstawy powstają na spędzanym wspólnie czasie, dokładnym poznawaniu osobowości, nawyków, usposobienia drugiej osoby etc. Dlatego myślę, że Susan kochała właśnie śmierć, kochała za to jakim jest "człowiekiem", a nie za to, że ma twarz chłopaka. Jeśli bohaterka, mówiąc kolokwialnie, przespała się z kimś tylko dlatego, że myślała, że jest kimś innym (była z Joe ze względu na swoje wyobrażenie jego jako tego wcześniejszego chłopaka"), to musiałaby być jeszcze głupsza niż początkowo to oceniłam. Dlatego właśnie uważam, że to "przerzucanie" uczuć, okraszone grubą warstwą patosu jest totalnym absurdem. Więcej nie będę dyskutować - nie z kimś komu brakuje elementarnych zasad kultury i szacunku dla rozmówcy. Lubię wymianę myśli i spostrzeżeń, ale nie na tym poziomie. Nie wiem ile masz lat, ale te personalne ataki przystoją najwyżej w gimnazjum.

                • marzanna29
                  ocena: 10

                  Każdy ma prawo do własnej interpretacji . Moim zdaniem , po dokładnym , kilkukrotnym obejrzeniu filmu , oczywiste jest , że Susan zakochała się w śmierci - nie wiedząc o tym kim jest. Chłopak z kawiarni tylko ją zauroczył , tym co mówił o życiu i miłości ( ale niestety tylko mówił). I nie da się dorobić wersji , że na pewno taki będzie w przyszłości. Prawdziwego uczucia ( namacalnego ) doświadczyła z Joe (śmierć) i to jego obdarzyła miłością. Chłopak z kawiarni i Joe , to dwie różne osobowości o tej samej twarzy. A nie kochamy kogoś za to jak wygląda i kim jest. Lecz za to JAKI JEST. Susan zdecydowanie pokochała osobowość Joe , i wcale nie dlatego , że myślała , że to chłopak z kawiarni.To bez sensu.Ponadto w scenie pożegnania , Joe przekazał jej telepatycznie kim jest - chciał , za poradą ojca Susan powiedzieć jej o tym. Tak też zrobił. Pomimo tego faktu , Susan poprosiła Joe , by potwierdził , że Ją kocha. Joe odpowiedział jej , że kocha ją i kochał będzie zawsze (trzeba dokładnie obejrzeć film - to do DaGaaaa-1724 ). Susan wiedząc już kim jest Joe , zrozumiała cel przybycia Joe.Dlatego żegna się z ojcem ze łzami w oczach , bo wie że musi on odejść.Nie jest zdziwiona faktem powrotu zza mostu samego Joe , nawet nie pyta , gdzie ojciec. Za to jest rozczarowana , a nawet zrozpaczona powrotem nie tego którego oczekiwała. Na początku , w przekonaniu i z nadzieją , że to Joe , pyta :" wróciłeś ?". Joe/chłopak z kawiarni staje się zmieszany , niewiele pamięta , jego odpowiedzi na pytania Susan są niedokładne , zasłania się niepamięcią , ale próbuje przekonać Susan , że jest chłopakiem z kawiarni. I tu ZONK. Od tego momentu u Susan pojawiają się łzy w oczach , błądzi wzrokiem szukając czegoś - kogoś za mostem , smutnieje , pojawia się zal , smutek i rozczarowanie. Ale ....Joe/chłopak z kawiarni nie pyta , dlaczego nie pozna jej ojca , jest obojętny na tak ważne stwierdzenie Susan , skoro sama o tym mówi ,aczkolwiek potwierdza , że "szkoda". Nie pyta o nic , bo doskonale wie co się stało. W końcowej sekwencji oboje odchodzą szczęśliwi , trzymając się za ręce. I takie zachowanie mogłoby być co najmniej nie na miejscu , gdyby wrócił chłopak z kawiarni. Ale wcześniej Susan zadała pytanie Joe :"co teraz będzie ?." Joe odpowiedział :"to się samo okaże " . Wcześniej , zaraz po scenie kochania , to samo pytanie , Joe zadał Susan , a odpowiedź Susan była identyczna.Dlatego w mojej interpretacji ,do Susan powrócił Joe.

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: