Szkoda, że w Polsce taki film byłby niemożliwy do nakręcenia...

W polskim filmie nastolatka musiałaby z powodu ciąży bardzo cierpieć, być odrzucona i jednocześnie stałaby się błogosławioną męczennicą za życia, ale oczywiście urodziłaby dziecko i pomimo tego, że sama jest dzieckiem, stałaby się najwspanialszą mamusią. W tym filmie pokazano, ze seks nastolatków i ciąża nie są końcem świata. Że adopcja to nie musi być tabu, nie musi skazywać matki na ostracyzm społeczny: patrzcie, to ta co oddała! Takie zdrowe podejście, choć bez bagatelizowania problemu.

20
  • Tak bardzo TAK, zresztą jest tu trochę podobnych komentarzy. Ale jak się patrzy na kilka postów z góry, to...dunno...czy to jest kwestia tego, że sporo komentarzy jest od facetów, czy może właśnie jakaś taka urojona wizja filmów o ciąży nastolatek, czy może oglądanie filmów z lektorem, polskimi (pewnie kiepskimi) napisami...?
    To nawet nie jest aż tak film o ciąży, tym bardziej aborcji czy adopcji itp. itd. Paradoksalnie jest to bardziej tło do ukazania pewnej rzeczywistości i samej Juno, z którą utożsamić się może więcej nastolatek niż z nastolatkami, które zwykle kreuje kino i telewizja. Bo Juno jest taką przeciętną osobą - nie mamy tu ani wielce problematycznego outsidera, ani plastikowej lalki, miss popularności, więc nie wiem...może to też tutaj tworzy ludziom jakiś zamęt w głowie, a jak się czegoś nie rozumie, to najłatwiej stwierdzić, że jest beznadziejne i pohejtować.
    Nie rozumiem też zarzutów co do sztuczności albo tego, że nie jest śmieszne. Nie wiem, może jak się nie operuje sarkazmem, ironią, nie ma pewnej 'wiedzy', nie rozumie żartów sytuacyjnych albo ogląda film tylko patrząc na polski przekład (a przy takim humorze pewnie nawet ciężko przełożyć większość...nie wiem, nie sprawdzałam tłumaczeń), to może rzeczywiście ciężko chociażby zachichotać. Z całą pewnością nie ma tu typowo głupkowatego amerykańskiego, prostego humoru.
    Co do "puszczalstwa", to aż mi się nawet nie chce...Nie wiem jak w ogóle można wpaść na takie określenie względem Juno, ale to znowu pewnie schemat poznawczy. Poza tym, podwójne standardy, panowie...Jasne, Bleeks jest tu uroczą pierdółką trochę, ale mimo wszystko, dziewczyna się sama nie zapłodni...no ale pewnie sama o to się prosiła czy coś w tym stylu ;).

  • Nie wydaje mi się, aby potępiano u nas oddawanie dziecka do adopcji... Myślę, że chodzi raczej o potępianie takich "dorosłych" dzieci, które nie zarobiły w życiu jeszcze ani jednej stówki własną pracą, ani czasem nawet nie są na tyle samodzielne, by ogarnąć rzeczywistość wokół siebie (rozwiązywać samodzielnie własne problemy, załatwiać sprawy m.in. urzędowe, posprzątać czy ugotować sobie), ale do uprawiania seksu czują się wystarczająco dojrzałe... tylko potem, jak jest z tego dziecko, to jest ono na głowie rodziców, prędzej czy później :/

    Sama uważam za skrajnie nieodpowiedzialne robienie sobie dziecka w takim wieku, w którym człowiek nie jest się w stanie ogarnąć i być samodzielnym w razie potrzeby. To naprawdę nie jest fair być na utrzymaniu rodziców, mieszkać z nimi w małym mieszkaniu i jeszcze robić sobie dziecko w takim wieku, że nie możesz legalnie podjąć pracy, bo jesteś za młody/młoda. Uważam, że seks wymaga jednak pewnego stopnia dojrzałości i odpowiedzialności, a jak ktoś nie jest gotowy na to, że od seksu można zajść w ciążę, a to może oznaczać konieczność pójścia do pracy i krótszego dzieciństwa, to zwyczajnie seksu uprawiać nie powinien.

    Nie znam dziewczyny, co by dziecko oddała do adopcji, ale znam taką, co zaciążyła w wieku nastoletnim i jej rodzice nie patyczkowali się - wyrzucili ją z domu. Nie popieram takiego zachowania rodziców i gdyby to była moja córka to myślę, że właśnie wolałabym pomóc jej załatwić adopcję zamiast wyrzucać ją z domu... Ale wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono, więc nie chcę się mędrkować.

    Chciałam tylko zwrócić uwagę że to naprawdę nie jest takie hop siup w PL jak nastolatek robi sobie dziecko - oprócz tego, że dużo wydatków związanych jest z wyprawką i karmieniem takiego bobasa (a z wiekiem tylko rosną!) i państwo nie pomaga, bo becikowe nawet na wyprawkę nie starczy, to powierzchnia mieszkania też jest problemem, bo u nas nie jest tak jak w USA, że każdy ma 200m^2 domu na kredyt, tylko część ludzi (np. w miastach) gnieździ się np. w 4 osoby w mieszkaniach 40m^2 - 10m^2 na osobę to naprawdę nie jest dużo.
    Może w USA przeciętny rodzic może sobie pozwolić na utrzymywanie dziecka dziecka bez większych wyrzeczeń, ale w PL jest wiele osób, które żyją ubogo na co dzień, a ciąża córki może wpędzić ich w nędzę, więc nie wiem, czy jest co porównywać - dla niektórych ciąża dziecka to naprawdę jest koniec świata.

    Ale zgadzam się z tym, że jak się nie ma warunków, to lepiej takie dziecko oddać, a nie robić z siebie męczennika w imię nie wiadomo czego (a właściwie to wiadomo: "bo co sąsiedzi powiedzą?!")

    Sam film jakoś mi nie podszedł... może byłam za młoda, jak pierwszy raz go oglądałam i jednak za trudna tematyka dla mnie. Na chwilę obecną jednak jestem na nie. Humorystyczne elementy mnie nie urzekły (nie wspominam w ogóle tego filmu jako zabawny - raczej jako tandetny), wątek romansowy z przyszłym ojcem adopcyjnym mocno mnie zniesmaczył, nie znalazłam też w tym filmie przesłania, które uważałabym za godne uwagi, a raczej mam wrażenie właśnie bliskie temu, że temat nastoletniej ciąży został za bardzo zbagatelizowany...

    Nie jestem za tym, by przedstawiać ciążę jako koniec świata, bo oczywiście nie jest to koniec świata, ale i nie jest to problem typu: "hm, gdzie wyskoczyć dziś na piwo?", więc tak zupełnie lekko to też nie można go traktować... tak samo seks. Seks dla mnie to też nie jest decyzja typu: "hm, gdzie by tu wyskoczyć na piwo?" tylko coś, co bardzo mocno wpływa na nasz charakter, bardzo mocno zmienia relacje (może je silnie scementować, ale i wywołać traumę), więc też nie jest to IMO temat, który można traktować zupełnie lekko, aczkolwiek fakt faktem, że robienie z niego Bóg wie jakiej dramy jest równie dużym przegięciem, co udawanie, że seks jest jak wyjście po bułki do sklepu.

    • Ciąże nieletnich stały się w Polsce tematem tabu. Wprawdzie są jakieś dane statystyczne na ten temat (podobno jesteśmy w ścisłej światowej czołówce pod względem ilości ciąż nieletnich), ale nikt otwarcie nie porusza tej tematyki. Z tego też powodu trudno jednoznacznie stwierdzić co przeżywają nastoletni rodzice, czy są napiętnowani czy może jednak w większości otrzymują pomoc od swoich rodziców czy dziadków by pomimo nowych obowiązków mogli się wykształcić i rozpocząć normalna karierę zawodową. Jedno jest pewne, w latach 90-tych takich ciąż było 3 razy więcej i było czymś powszechnym. Dzięki powszechności nikt nikogo nie przeklinał, nie wyrzucał z domu, a ludzie nie patrzyli na młodych z politowaniem, wręcz przeciwnie.
      Co do ewentualnego oddania dziecka do adopcji, to potępiam to rozwiązanie (nie z przyczyn religijnych, bo jestem ateistą). To tchórzostwo i ucieczka przed odpowiedzialnością za własne czyny. Poza tym wątpię, aby 16 czy 17 latka której sielanka młodości ucieka z pola widzenia była w stanie podjąć racjonalny wybór w tej kwestii. Sądzę, że jeżeli się na to zdecyduje, to raczej pod naporem presji środowiska, a nie z własnej inicjatywy. A to z kolei rodzi ryzyko, że gdy już dorośnie, to położy się cieniem na całym przyszłym życiu. Wyrzuty sumienia, poczucie winy i niepewność co do losów dziecka mogą przeżreć człowieka na wylot. Osobiście nie wyobrażam sobie jako matki kobiety, która oddała wcześniej dziecko, małą żywą i bezbronną istotę do adopcji.
      Z własnego przykładu wiem, że zostanie rodzicem jako nieletni nie jest żadną tragedią. To po prostu szybki kurs dorastania i nauki odpowiedzialności, a nie koniec świata. To ultraszybkie wejście w dorosłe życie i tyle, nie ma się nad czym rozpisywać.

      Rozważanie dlaczego młodzi uprawiają seks nie ma sensu. Robią to dokładnie z tych samych powodów co dorośli - dla przyjemności, z miłości itp.. Nie rozumiem argumentacji typu "do tego trzeba dorosnąć", "do tego trzeba być odpowiedzialnym" itd. To natura decyduje kiedy człowiek jest na tyle dojrzały, a nie rodzice, politycy, psycholodzy czy też duchowni.

      • "nikt otwarcie nie porusza tej tematyki. Z tego też powodu trudno jednoznacznie stwierdzić co przeżywają nastoletni rodzice, czy są napiętnowani czy może jednak w większości otrzymują pomoc od swoich rodziców czy dziadków by pomimo nowych obowiązków mogli się wykształcić i rozpocząć normalna karierę zawodową."

        W moim otoczeniu ta tematyka bywa poruszana - jednak głównie w kontekście tego: "o, jak głupio jest wpaść w młodym wieku, przej*bane"... Myślę, że największe piętnowanie obecnie to jest nie od rodziców (bo za ich czasów zajść w młodym wieku to było w miarę normalne, i rodzice martwią się nie tyle samą ciążą, co tym, że dzieciaki nie pójdą na studia / przerwą studia), lecz od rówieśników - bardzo często spotykam się z postawą typu:
        "jak się bierze tabletki, to nie można zajść w ciążę, a więc jak ktoś zachodzi w ciążę, to się nie zabezpieczał, a jak ktoś ma poniżej 30 lat i uprawia seks bez zabezpieczenia to jest głupi".

        Trochę mnie przeraża takie myślenie, bo przecież:
        - tabletki nie mają wcale 100% skuteczności
        - mieć dziecko to nie koniec świata
        - niektórzy celowo chcą mieć dzieci wcześniej, aby po ich odchowaniu być jeszcze na tyle młodym, aby mieć siły na szaleństwa.

        No ale ad rem - generalnie to nawet nie tyle rodzice czy dziadkowie piętnują, co rówieśnicy.
        Rodzice i dziadkowie jeśli są normalni, to młodych rodziców wspierają i tak jest w większości przypadków - ta dziewczyna, którą rodzice wyrzucili z domu, jest z tego co wiem z patologicznej rodziny, zresztą jej postawa i zachowanie również jest patologiczne - ona nie ma w głowie zdobycia wykształcenia i robienia kariery, a raczej utrzymywanie się z alimentów. To raczej rzadki przypadek (poza oczywiście innymi patologicznymi rodzinami) - słyszałam o kilku przypadkach ciąż w młodym wieku i nikt nikogo z domu nie wyrzucał, natomiast faktycznie - często dziewczyny, które w te ciąże młodo zachodzą, należą do tych bardzo mało ogarniętych i to nie wróży dobrze na przyszłość (stąd zapewne ten stereotyp, że jak ktoś młodo w ciążę zachodzi, to głupi - wśród moich znajomych też młodo zaciążyły tylko i wyłącznie te koleżanki, które wybijały się na tle innych swoją nieroztropnością, natomiast oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że ogarniętemu młodemu człowiekowi też się może zdarzyć wpadka, tylko tutaj tragedii nie ma - bo jak jest ogarnięty, to i tak temat ogarnie).

        "Co do ewentualnego oddania dziecka do adopcji, to potępiam to rozwiązanie (nie z przyczyn religijnych, bo jestem ateistą). To tchórzostwo i ucieczka przed odpowiedzialnością za własne czyny."
        IMO większość osób oddaje dzieci do adopcji, by miały one szansę na godne, lepsze życie - nie znając motywacji takich osób nie potępiam ich, szczególnie, że umiem wyobrazić sobie osoby, które na rodziców się zwyczajnie nie nadają i nadawać nie będą (np. doświadczali przemocy w domu rodzinnym i boją się, że będą przekazywać ją dalej bo zdają sobie sprawę z tego, że są wrakiem człowieka).

        "To natura decyduje kiedy człowiek jest na tyle dojrzały," Mówisz o dojrzałości fizycznej, pomijając całkowiście dojrzałość emocjonalną i psychiczną, a one są akurat mega ważne w byciu rodzicem. "Nie sztuka urodzić, sztuka wychować" jak to mówią - ktoś, kto dopiero szuka dla siebie odpowiedniej drogi w życiu, własnej tożsamości, uczy się radzić z emocjami nie zapewni dobrych wzorców dziecku - będzie ono potem miało trudniej w życiu.

        • Czymże jest dojrzałość emocjonalna i psychiczna? Jak dla mnie, to wielkie bul sheet. Nie ma człowieka, który byłby emocjonalnie i psychicznie przygotowany na rodzicielstwo, co najwyżej może przygotować jakieś zaplecze rzeczowo finansowe. Dawniej kobiety wcześniej zachodziły w ciążę, a małżeństwa były trwalsze. A dziś ci postępowi rodzą grubo po 30-tce, a rozwody są codziennością. To są suche fakty (statystyki można znaleźć), które przeczą hipotezie o ich rzekomej dojrzałości. Co więcej, im człowiek starszy, tym trudniej zajść w ciążę, a jak już zajdzie, to gdy dziecko osiąga wiek nastoletni rodzice zachowują się jak dziadkowie (są m.in. nadopiekuńczy, rozpieszczają dzieciaki, które pod maminym parasolem w wieku 20 lat zachowują się jak 14 latkowie z lat 80-tych). Na zachodzie pokutuje jakaś dziwna polityka w której ciąża jest chorobą (kobiety jej większą część przebywają na chorobowym), rodzenie dzieci w młodym wieku nazywane jest niedojrzałością, głupotą, marnowaniem sobie życia itp., państwo mówi ci jak masz wychowywać dzieci, a małżeństwa traktowane są jak kontrakty, który z byle powodu można zerwać. W efekcie rdzenni mieszkańcy starego kontynentu są na wymarciu. Na drugim biegunie są kraje, które do seksu i ciąży podchodzą dokładnie odwrotnie(czyli wolna amerykanka) i u nich przyrost naturalny jest ogromny.
          Czy wiesz, że prognozy demograficzne dla Afryki mówią, że do 2050 roku liczba mieszkańców podwoi się i wyniesie 2,4 miliarda dusz? Arabowie też nie są gorsi, podobnie jak mieszkańcy Ameryki Południowej.
          Najdalej do końca wieku rdzenni mieszkańcy Europy zostaną wchłonięci (zmiany klimatu uderzą w Afrykę, która już teraz sobie nie radzi(żyje w ubóstwie) i migracja będzie tak duża, że nikt jej nie powstrzyma). Ironia losu, mieszkańcy Afryki po raz drugi w historii ludzkości zaludnią planetę ;)
          Ewolucja dała ludziom płodność i inteligencję. Mieszkańcy zachodu postawili na tę drugą i przegrywamy ewolucyjny wyścig z tymi, którzy stawiają na tę pierwszą.

          • "Czymże jest dojrzałość emocjonalna i psychiczna? "
            Jest to w moim rozumieniu przede wszystkim umiejętność radzenia sobie z własnymi emocjami, stresem zarówno tym codziennym jak i okazjonalnym, ale dużym - człowiek dojrzały w stresującej sytuacji zachowa zimną krew, a przede wszystkim - znajdzie z niej wyjście, bo emocje nie przytłoczą jego rozsądku. Nie będzie się skupiał na problemie, a na jego rozwiązaniu.

            Człowiek niedojrzały zaś będzie kierował się emocjami i nawet nie będzie tego dostrzegał (np. będzie się powstrzymywał od działania z obawy przed czymś, ale wymyśli sobie pseudoracjonalne uzasadnienie-wymówkę, dlaczego niby działania podjąć nie może). Nie będzie też umiał dobrze kanalizować swoich emocji, a w związku z tym może odreagowywać te złe emocje na partnerze i dzieciach. Nie będzie sobie zdawał sprawy z takich mechanizmów, jak projekcja, czyli - chce, by dziecko skończyło studia, bo sam ich nie skończył.

            Co do reszty komentarza to muszę przyznać, że bardzo celne uwagi i sama w 100% się z nimi zgadzam - mam dokładnie takie samo podejście :)

            • Tyle teorii :) Byłoby pięknie, gdyby rzeczywistość tak wyglądała, ale jak wygląda, to widzimy choćby na przykładzie tego, co się od dzieje w polityce. Emocje aż kipią, dorośli ludzie przerzucają się łajnem, irracjonalne zachowania i kuriozalne decyzje z blokowaniem pracy sejmu włącznie. Aż sraczki od tego wszystkiego można dostać ;)

        • I jeszcze jedno mi się przypomniało. Sprawa wsparcia młodocianych rodziców ze strony państwa. I nie piszę tu o rozdawaniu zapomóg, ale umożliwieniu realizacji tego, co postępowym leży na duszy czyli możliwości kontynuowania edukacji. To nic skomplikowanego, po prostu chodzi tylko o to, aby zapewnić młodym rodzicom opiekę nad dzieckiem w takim zakresie, aby miał siłę na kontynuowanie nauki (np. przedszkole na uczelni lub w jej pobliżu i ustalić godziny zajęć tak, aby matka mogła np. karmić dziecko piersią). Oczywiście edukacja taka powinna być nieodpłatna niezależnie od tego czy byłaby to szkoła/studia dzienne, wieczorowe czy też zaoczne. Można też wprowadzić ulgi dla pracodawców zatrudniających młodocianych rodziców i jednocześnie stworzyć przepisy chroniące ich w większym zakresie, niż singlów. Pomysłów jest wiele, ale nikomu tak naprawdę nie zależy aby zmieniać obecny stan rzeczy. Łatwiej jest przemilczeć problem, a jak już mówić, to o *niechlubnych* rankingach ciąż nieletnich, o *niedojrzałości* młodych rodziców i pozostawić ich samych sobie tylko po to, by móc powiedzieć, że sami *zmarnowali* sobie życie.

  • Polskie kino to rynsztok. Jak widze ciagle te same mordy, ciagle identyczne scenariusze, ciagle to samo pieprzenie - napisze wprost: RZYGAM. I nie, wcale nie jestem w ciazy (trudno byloby, bedac facetem).

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: