Jeden z najgorszych doborów odtwórcy roli w historii kina biograficznego ...

Cały film ten jak i część druga, według mnie ogółem zasługuje na mocną 9, gdyby nie felerny
Adamczyk osadzony w roli Karola Wojtyły.
Postacie drugoplanowe mogą być już mniej podobne bo nieliczna garstka ludzi wie jak
wyglądali znajomi Wojtyły z czasów młodości, czy też jego przyboczni za czasów pontyfikatu.
JP2 jest osobą której wygląd zna każdy polak i powalająca większość ludzi na świecie; często
widujemy też fotografie z czasów młodości i czasu dorosłości przed pontyfikatem.
Skąd pomysł na osadzenie Piotra Adamczyka w roli Wojtyły?. Adamczyk ma wyraziste rysy i
szczupłą twarz, Wojtyła natomiast miał twarz owalną o okrągłych rysach. Pomijając już wszelkie
inne szczegóły jak kształt ust itd. W podobnych proporcjach ma się sylwetka tych dwóch osób,
o głosie nie wspominając.
Moim zdaniem Piotr A. przypomina w tym filmie naszego papieża jedynie jeśli chodzi o siwe
włosy i szatę papieską.
Z pewnością aktor ten zupełnie odmiennym wizerunkiem zepsuł potencjał tego filmu na
naprawdę dobry film biograficzny - którego właśnie kluczem jest jak najwierniejsze
odtworzenie postaci pod każdym względem!
Ja osobiście nie potrafię dostrzec w postaci Piotra Adamczyka ani cienia Papieża Polaka, co
sprawia mi pewien dyskomfort przy obejrzeniu filmu - bo przecież oglądam film o Janie Pawle
II a moje oczy i mózg widzą Adamczyka (i tak już bardzo objechanego i znanego) i nie mogę ich
oszukać choćbym nie wiem jak chciał.

7
  • Kogo byś zatem widział w roli papieża?

    • Kogoś mniej znanego. Podobny efekt jest kiedy Bogusława Lindę czy Cezarego pazurę obsadzimy w jakiejś roli - patrzymy na niego jako na aktora, nie postać. Jestem pewien że wśród mniej znanych aktorów, czy w ogóle aktorów początkujących (wśród których przecież zdarzają się wielkie talenty, a osób które udźwignęłyby taką rolę tym bardziej jest pod dostatkiem) znalazłby się ktoś kto dużo lepiej wpisywał by się w tę rolę. Chociaż w tym przypadku mogli by sobie darować "konieczność" obsadzenia w roli głównej jakiegoś czołowego aktora. Wiarygodność... A nie popularność.

      • Przed premierą filmu też myślałem to samo. Zobaczyłem Adamczyka i myślę: Co to ma być? Przecież on w ogóle nie jest podobny do papieża. Powinni dać kogoś podobnego. Ale potem zdałem sobie sprawę, że to zły pomysł. Tutaj potrzeba aktora a nie podobnego człowieka. Nie ma wśród polskich aktorów kogoś podobnego do Jana Pawła II, nigdy takiego aktora nie widziałem a Ty też nie podałeś żadnego. Zatrudnienie kogoś mało znanego do tak dużej roli jest jak ruletka - albo się uda, albo nie uda. Film może osiągnąć sukces, jeśli okaże się, że ów aktor jest bardzo zdolny, albo kompletną klapą, bo początkujący aktor nie potrafił udźwignąć roli. W mniejszych filmach coś takiego można by było zastosować, ale nie w filmie, którego budżet wynosił 48 milionów złotych. W tym przypadku producenci nie mogli sobie pozwolić na takie testowanie.

  • Sobowtóra JP II w branży aktorskiej raczej nie ma.

    • Wśród znanych aktorów raczej nie, natomiast można się było pokusić o poszukanie wśród jakichkolwiek aktorów po studicach - napewno znalazłby się ktoś lepszy, bardziej wiarygodny i przede wszystkim nie rzucający się w oczy jako aktor którego znamy.

      • Totalnie się z Tobą nie zgadzam. Bardzo mi się podobała gra aktorska Adamczyka i uważam, że to co napisałeś, a mianowicie, że Adamczyk zepsuł potencjał tego filmu jest po prostu niesprawiedliwe.
        Zagrał dobrze, nawet bardzo. Czego się od aktora wymaga jak nie dobrej gry aktorskiej? I tam kolega miał rację, że producenci do takiego filmu nie mogli sobie pozwolić na jakiekolwiek błędy, a wiadomo, że każdy woli postawić na zaufanego aktora i popularnego. Może to i smutne, ale jak widzisz, że jakiś film jest ze znanym aktorem i dobrym aktorem to sobie myślisz, że musi on mieć jednak jakiś poziom (ten film). I myślisz, że oni nie robili castingów? Skoro wybrali jego to widocznie się najbardziej nadawał. Pisałeś, że nie mogłeś odnaleźć w nim papieża tylko widziałeś Adamczyka, Gdybyś oglądał załóżmy jakiegoś Kowalskiego to już by było inaczej? Niesprawiedliwe. Nie można aktora oceniać po nazwisku ale po grze aktorskiej. To jest oczywiste, że to niemożliwe żeby aktor tak samo wyglądał jak osoba którą gra w filmie biograficznym. Zawsze będzie różnica, zawsze. Może sam św. Jan Paweł II miał zagrać w tym filmie? Jeszcze tam napisałeś: "wiarygodność, a nie popularność". W tym filmie Adamczyk był bardzo wiarygodny. W sumie to najlepiej w ogóle nie obsadzać znanych aktorów tylko co film zmieniać? Co nowy film, nowy aktor? :)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o