Najlepszy film o samurajach

jaki wpadł mi ostatnio w łapy. Dużo walk i dynamiki, fontanny krwi, rozczłonkowywanie delikwentów - np. (głowy na połówki) ,dużo scen gore. Wspaniała kreacja głównego bohatera, postać ta emanuje z ekranu siłą woli i twardym charakterem. Postać małego chłopca nadaje filmowi atmosfery współczucia i łagodności ma też wpływ na jego ojca który potrafi docenić najmniejszy gest litości okazany synowi. W tym przypadku daruje życie kobiecie która jest najemnym Ninja nasłanym przez Shoguna. Ten film świetnie się uzupełnia z Harakiri ponieważ tam główną siłą filmu było dawanie widzowi do myślenia, tutaj z kolei mamy krwawą drogę zemsty samuraja - ronina okraszoną dobrymi scenami dynamicznych walk których w Harakiri było jak na lekarstwo i były tylko symboliczne (czyt. bardzo sztuczne) A propos tytuł filmu może być mylny bo ja słyszałem " Zabójca shogunów" a nie "Shogun zabójca"

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: