Film jest rewelacyjny, ale jednej rzeczy przeżyć nie mogę.

Na pierwszej części pojawiłem się niejako przez wielki przypadek - miałem do zabicia z 3 godziny w mieście i postanowiłem pójść samemu na szybko do kina. Pierwsze co leciało to pierwsza część Kingsman. Od razu dałem tej produkcji dużą dozę sympatii. Za absurd z którym twórcy się nie kryli, za świetny montaż, fajną muzę i ogólnie prześmiewczą zabawę konwencją. Byłem kupiony na 100%.

Z dwójką jest podobnie - ilość absurdu jest ogromna i w tym siła tego filmu. Jednak tak jak w tytule - jednej rzeczy przeżyć nie mogę:
Centralny, czołowy dzwon taksówką w wystający, betonowy słupek nie pozostawił nawet rysy na przednim zderzaku! No kurde! Ja rozumiem konwencję filmu, ale z tym przegieli. Ileż to razy się widziało jak auta jeździły zdezelowane do granic absurdu. A tu z przodem nic, absolutnie nic. Lipka trochę. Był jeszcze jeden totalnie irracjonalny moment, ale teraz już go nie pamiętam dokładnie.

Nie zmienia to jednak faktu, że na filmie bawiłem się przednio.

I teraz nota dla tych, którzy mnie zjadą, że jak ja się mogę jarać tak debilnym filmem:
Wiedziałem na co idę, wiedziałem jaka jest konwencja filmu pierwszego (która mi przypadła do gustu) i dostałem dokładnie to czego oczekiwałem w ilości dokładnie takiej, aby sprawić że wyszedłem z filmu w znacząco poprawionym humorze.

Nie wiem czy wszystkim, ale polecam ten film! A jak komuś się część pierwsza podobała to musowo musi iść na część drugą.

Tyle ode mnie.
Pozdrawiam serdecznie! :)

ps. Dom starców i oczodół rozwalił system :D

22

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: