Alfred Kinsey - kłamca

Ogłosił, że połowa Amerykanów zdradza żony, a 26 proc. Amerykanek – mężów. Że seks przedmałżeński to norma, a co dziesiąty mężczyzna jest homoseksualny.

Jego badania wywołały szok i wybuch rewolucji seksualnej. Dopiero po pół wieku okazało się, że Alfred Kinsey był oszustem. Skalę jego oszustw świat poznał w 1990 r. W USA wyszła wtedy książka „Kinsey – seks i oszustwo”, napisana przez Judith Reisman i Edwarda Eichela.

Od os do seksu

Alfred pochodził z religijnej rodziny, był nieśmiałym chłopcem. W czasie studiów porzucił wiarę w Boga. Późno zafascynował się seksem. Między innymi homoseksualnym. Zaczął wtedy zabiegać na uczelni o powierzenie mu badań nad seksualnością. I – choć był entomologiem, badaczem os galasówek – udało mu się. Pieniędzmi na badania hojnie sypnęła fundacja Rockefellera. Alfred skompletował więc zespół naukowy. Jak? Wardell Pomeroy, członek zespołu, wyznał w 1983 r., że Alfred osobiście sprawdził jego kwalifikacje. I przekonał się, że Pomeroy „odrzucił wszelkie tabu, zahamowania i poczucie winy, jakie było udziałem jego kolegów”.

Warunkiem zatrudnienia w zespole Kinseya było przekazanie mu opisu własnych seksualnych doświadczeń. Jednego z kandydatów Kinsey odprawił z kwitkiem, bo – jak wspominał Pomeroy – osoba ta uważała „pozamałżeńskie stosunki płciowe za szkodliwe dla małżeństwa, homoseksualizm za nienormalny, a kontakty ze zwierzętami – za śmieszne”. Tak skompletowany, „wyzwolony” zespół był gotowy do udowodnienia tez szefa. Praca polegała na zbieraniu wywiadów o seksualności Amerykanów. Do pierwszego raportu „O seksualności mężczyzny” (1948 r.) Alfred wykorzystał 5300 wywiadów. Wywiady te pokazały ogromną rozwiązłość Amerykanów. Według raportu współżyli na potęgę przed ślubem, a potem zdradzali się na prawo i lewo. To była nowa norma.

Badanie w więzieniu

Okazuje się jednak, że aż 25 proc. tych „typowych Amerykanów” Kinsey znalazł w więzieniach. Odsiadywali wyroki za przestępstwa seksualne. Pomeroy tak wspominał wizyty w więzieniach: „Jeżeli lista niektórych przestępców, np. tych, którzy popełnili kazirodztwo, była krótka, robiliśmy wywiady z każdym więźniem. Jeżeli była długa, jak w przypadku gwałtu, mogliśmy robić wywiad z co piątym lub co dziesiątym”. Pozostali badani byli ochotnikami. Socjologowie wiedzą, że zawsze zgłosi się tam więcej takich, którzy przejawiają niekonwencjonalne zachowania seksualne. I że niektórzy koloryzują w nadziei na wyższe wynagrodzenie. To nie wszystko. Do wielu „ochotników” Kinsey dotarł dzięki poleceniu znajomych prostytutek – żeńskich i męskich. Wielu wyszukał w gejowskich barach San Francisco. Do kategorii „małżeństwa” wliczał nawet krótkotrwałe związki alfonsów i prostytutek. Z danych musiało więc wyjść, że amerykańscy małżonkowie zdradzają się na potęgę.

Z czasem tezy raportu stały się samospełniającą się przepowiednią. Zwłaszcza że wyniki rozpropagował przemysł pornograficzny. Badacze z zespołu Kinseya głosili, że seksualną normą jest to, co się robi. Że np. przedmałżeński seks pomaga kobiecie dojrzeć emocjonalnie i społecznie. A powstrzymywanie się od seksu przed ślubem jest szkodliwe i rodzi w człowieku zahamowania. Te opinie uznała za swoje zbuntowana młodzież w 1968 r. „Te niesłychane zachowania zaczęły być stopniowo postrzegane jako normalne” – komentują autorzy książki „Kinsey – seks i oszustwo”.

Oszustwo Kinseya przyczyniło się do wybuchu rewolucji seksualnej. Miliony ludzi uwierzyło, że rozwiązłość to coś najnormalniejszego na świecie. Efekty? Miliony rozwodów, dzieci dorastające w rozbitych rodzinach. Niosąca zniszczenie lawina, którą poruszył Kinsey, teraz już napędza się sama. Do dziś na odkryciach Kinseya opierają się szkolne programy edukacji seksualnej wielu krajów. Uczniowie wkuwają „skalę Kinseya”, która przedstawia czysty heteroseksualizm jako rzadko występującą skrajność. Drugą skrajnością jest homoseksualizm w czystej postaci. A między nimi jest pięć różnych odcieni „bi”. Pełny biseksualizm jest umieszczony w samym środku skali. Jeśli ktoś przeciw takiej edukacji protestuje, to jest bagatelizowany jako „moralista”.

Tymczasem amerykański historyk Paul Robinson ocenia: „Podkopując ustalone normy seksualne, Kinsey dał pierwszeństwo masturbacji i homoseksualizmowi, które były jego własnymi upodobaniami”.

Orgazm niemowlęcia

Najbardziej szokujące w obu raportach Kinseya są fragmenty o seksualności dzieci. Większość danych zespół Kinseya uzyskał tu dzięki... molestowaniu lub gwałceniu dzieci. Nawet niemowląt. Kinsey opisał to w raportach, jako coś oczywistego: „Orgazm obserwuje się u chłopców w każdym wieku od pięciu miesięcy do wieku dorosłego”. I w innym miejscu: „W naszych danych opisany jest przypadek orgazmu u pięciomiesięcznego niemowlęcia płci żeńskiej”.

Dane o dzieciach Kinsey uszeregował w tabelach. „Wiek: 5 miesięcy, liczba orgazmów: 3”. Albo: „wiek: 11 miesięcy, liczba orgazmów: 10, czas obserwacji: 1 godzina”, „wiek: 13 lat, liczba orgazmów: 26, czas obserwacji: 24 godziny”. Takie tabele ciągną się przez wiele stron. Dr Lester H. Caplan, pediatra, poproszony o konsultacje przez autorów książki o oszustwie Kinseya, skomentował: „Częstotliwość i liczba orgazmów w ciągu 24 godzin nie była ani naturalna, ani normalna (...). Te dzieci musiały być siłą przetrzymywane lub przywiązane, inaczej nie przystałyby na to dobrowolnie”.

Badacz gwałciciel

Kinsey tymczasem uważał, że dzieci mogą, a nawet powinny uprawiać przyjemne i korzystne dla nich kontakty seksualne z dorosłymi partnerami. A szkody dla dzieci? „Kinsey niemal zawsze uważał je za wielką przesadę i histerię ze strony rodziców, nauczycieli, policji” – napisali Reisman i Eichel.

Ile dzieci padło ofiarą tych eksperymentów? Wiadomo tylko, że kilkaset, bo zespół Kinseya podawał różne liczby. W pierwszym raporcie „O seksualności mężczyzny” z 1948 r. jest m.in. zdanie, że zespół zebrał „informacje o 317 małych chłopcach, których obserwowano albo podczas masturbacji, albo podczas kontaktów z innymi chłopcami lub dorosłymi”. Kto obserwował? Jeśli wierzyć Kinseyowi – dziewięciu mężczyzn, którzy udzielili naukowcom wywiadu. Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, posiadali oni dokładne notatki na temat dzieci. I chętnie przekazali je Kinseyowi. Paul Gebhardt, bliski współpracownik Kinseya, a później dyrektor Instytutu im. Kinseya, w liście z 1981 r. napisał, że tych dziewięciu to „homoseksualiści interesujący się dziećmi”. „Jeden z nich miał liczne kontakty seksualne z niemowlętami i dziećmi obu płci, a mając naukowe zacięcie robił szczegółowe zapiski (...). Zastosowane techniki to masturbacja dziecka, seksualna zabawa dziecka z dzieckiem i kontakty dzieci z dorosłymi – głównie stymulacja manualna i oralna”.

Inny współpracownik Kinseya, Wardell Pomeroy, tak opisywał jednego z tych pedofili: „..miał stosunki seksualne z 600 małymi chłopcami i 200 małymi dziewczynkami, z niezliczonymi dorosłymi obu płci, ze zwierzętami wielu gatunków, poza tym stosował wymyślne techniki masturbacji. Spośród 33 członków rodziny miał kontakty seksualne z siedemnastoma. Jego babka zapoznała go ze stosunkiem heteroseksualnym, a pierwsze doświadczenie homoseksualne miał ze swoim ojcem (...). Miał 63 lata, cichy, o łagodnym głosie – raczej nie narzucający się człowiek”. Pomeroy wyznał też, że dane zebrane przez tego człowieka „stanowiły podstawę dla pokaźnej części rozdziału 5. tomu o mężczyźnie, dotyczącego seksualności dzieci”. Autorzy książki demaskującej Kinseya skomentowali: „Zwracać się do przestępców seksualnych o informacje w sprawie seksualności dziecięcej, to tak, jakby wyciągać wnioski o seksualności dorosłych kobiet z relacji gwałcicieli”. Kinsey nie zawiadomił policji o pedofilach i nigdy nie upublicznił ich danych. Jak to możliwe, że tak bezkrytycznie im uwierzył? Przecież w innych przypadkach nie wierzył nawet kolegom z tytułami naukowymi, jeśli nie potwierdził na własne oczy ich obserwacji.

Ofiary z dzieci

Judith Reisman i Edward Eichel podejrzewają, że prawda może być jeszcze bardziej drastyczna. „Czy sam Kinsey i/lub jego współpracownicy byli zaangażowani w te badania bardziej bezpośrednio, niż zostało to przedstawione opinii publicznej?” – pytają w książce. Przypominają, że inne zachowania Kinseya mogą na to wskazywać. Kinsey przyglądał się np. w gmachu Instytutu eksperymentom seksualnym z udziałem dorosłych. Jednak zespół utrzymywał to przez lata w tajemnicy. Wydatki na kamerzystę Kinsey zakamuflował przed dyrekcją Instytutu jako nagrywanie eksperymentów ze zwierzętami. – Nie dodał, że ludzi też zalicza do zwierząt – tłumaczyli po latach rozbawieni współpracownicy Kinseya. Ujawnili ten fakt po latach, kiedy społeczeństwo, ich zdaniem, dojrzało. Co jeszcze ukryli?

Zadziwiające jest też, że seksuologom przez tyle lat nie przeszkadzało, że ich guru Kinsey współpracował z pedofilami. Może dlatego, że część także ich pracy opiera się na założeniach, które wypracował Kinsey.

Jeszcze bardziej dramatycznie wygląda sprawa szkolnej edukacji seksualnej. „Jeżeli nauka Kinseya jest błędna, to dzisiaj dzieci zajmują pierwsze miejsce na liście jego ofiar – jak na ironię, dzieci bowiem były także pierwszymi ofiarami jego seksualnych eksperymentów” – ostrzegają Reisman i Eichel.

10
  • Skąd te informacje?
    Bardzo szokujące ! W filmie Kinsey jest przedstawiony jako taki rzetelny naukowiec i człowiek, który chce coś zrobić dla ludzi... ale ta scena z kolesiem który ruchał wszystko co popadnie też mnie zastanowiła.. masakra. Jeśli to był człowiek który pod przykrywką badań dawał upust swoim dewiacją, a do teraz jego tezy są uznawane za prawdziwe, to hodujemy coraz gorsze społeczeństwa...
    Ja w ogóle oglądając film stwierdziłam, że to sprowadzanie seksu do poziomu takiego zwierzęcego...

    • http://gosc.pl/doc/762435.Klamca/2

      • Jeśli miałbym wybierać między rzetelnością "Gościa Niedzielnego" a badań Prof. Kinsey'a zawsze wybiorę, to drugie...

        • Bez dwóch zdań :)

        • użytkownik usunięty

          jaaasne, bo lepiej ufać badaniom gościa, który molestował dzieciaki by zapisać ile raz udało mu się doprowadzić je go orgazmu... Albo który korzystał w dziennika pedofila... Zajrzy na wikię, tam masz źródła, których niesetny w artykule w Gościu brakuje.

          • Zdarzenia, o których wspominasz to sfera nauki a nie przestępstwa. Badania, które prowadził Prof. Kinsey miały dać odpowiedź na temat życia seksualnego Amerykanów. Miały opisać każdy przejaw tej działalności, stąd też wywiady z pedofilami i ludźmi, którzy wykazywali dewiacyjne skłonności seksualne. W filmie kwestia odnoszenia się Kinsey’a do skłonności pedofilskich jest dobitnie pokazana. Szkoda, że nie wspominasz o wyczynach pedofilskich stałych czytelników "Gościa Niedzielnego". Widzę, że obiektywizm nie jest Twoją domeną.

            • użytkownik usunięty

              Ee, nie jestem pedofilem, nikt z mojej rodziny czytających Gościa nie jest, więc sorry, ale nie wiem o co ci chodzi.

              I od kiedy molestowanie dzieciaków to nauka? Od kiedy korzystanie z notatek ludzi skrzywionych psychicznie ma mówić o ogóle społeczeństwa?

              • Czytaj ze zrozumieniem!
                Najwięcej pedofilii jest wśród grupy, która chętnie czyta „Gościa Niedzielnego”; może nie dotyczy to Ciebie (?), ale dużej części „panów w sukienkach”. Księża to robią z egoizmu i dewiacyjnego systemu, który jest w KK. Kinsey badał te dewiację seksualną, abyśmy mogli zrozumieć jej podłoże i skutki. Jeśli tego nie rozumiesz, to jest Twój osobisty problem!
                Obwinianie faceta naukowca o wszelkie zło w obszarze seksualnym na świecie jest infantylne.

                • użytkownik usunięty

                  podaj badania, które mówią, że wśród księży jest więcej pedofilów niż wśród np. nauczycieli.

                  Ja nie mam nic do Kinseya i jego badań pedofilii. Ja mu zarzucam, że na podstawie badania zboczeńców i więźniów mówił o seksualności ogółu społeczeństwa.



                • "Ja nie mam nic do Kinseya i jego badań pedofilii. Ja mu zarzucam, że na podstawie badania zboczeńców i więźniów mówił o seksualności ogółu społeczeństwa." .- uogólnienie i nieprawda. Kinsey będąc naukowcem wiedział, co to jest metodologia.

                  Teraz chcesz wyników badań, będąc im przeciwny... schizofrenia?!

                  "Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień" (J 8,1-11)".- gazety katolickie powinny być bardziej powściągliwe, a na pewno obiektywne w tym temacie, gdy w szeregach duchowieństwa pedofilia jest ogromnym problemem. Tutaj nie trzeba żadnych badań, wystarczy zaobserwować bezsilność kurii rzymskiej w tym temacie i wydawane motu priopio na temat sekusalności przyszłych ksieży przez Benedykta XVI.

                  Zakłamanie w sferze seksualności to cecha, którą obnażył prof. Kinsey. Sfera seksualna ludzi nie wygląda tak „cukierkowo” jakby chciał kościół. Takie są fakty. Rzeczywistości nie można zakłamać, jedynie siebie. Kłamstwo powtarzane staje się prawdą!

                • użytkownik usunięty

                  Proponuje zrobić badania na temat tego jak faceci traktują kobiety. Badania koniecznie wśród mężczyzn osadzonych za gwałty. Będą to podobne badania jak Kinsey'a.

                  "Tutaj nie trzeba żadnych badań, wystarczy zaobserwować bezsilność kurii rzymskiej w tym temacie i wydawane motu priopio na temat sekusalności przyszłych ksieży przez Benedykta XVI. " - bla, bla, dowody proszę. Nie ma ŻADNYCH badań, że wśród księży pracujących z dziećmi jest więcej pedofilii niż wśród. np. nauczycieli. Przyznaję, czasami zwierzchnicy danego księdza zawalali sprawę próbując ją ukryć zamiast ukarać zboczeńca, co nie znaczy, że "w szeregach duchowieństwa pedofilia jest ogromnym problemem". Zresztą niby dlaczego miała by być? Bo celibat? Śmiechu warte.

                • Według wiki część z tego artykuły pokrywa się z faktami. Nie chce mi się zbyt wczytywać.

                  http://en.wikipedia.org/wiki/Alfred_Kinsey

                • Teraz to dopiero wyszlo no to ladne kwiatki ten typ byl zboczencem ukrywajacym sie spoleczenstwu pod przykrywka pracy naukowej

                • Dziś nie jest tajemnicą fakt że wyniki "badań" pan K wyssał sobie z placa. Zostało to oficjalnie potwierdzone przez wiele autorytetów z dziedziny medycyny, a nie jak niektórzy insynuują klientów w sutannach. Tak to bywa jak idzie się za głosem pseudo-naukowych rewelacji. Trzeba ponieść konsekwencje własnej głupoty.

                • Jakbym słyszał Palikota!

                • Uważam że jesteś pedofilem bo czytasz wyborczą co wg ostatnich badań jest prawdopodobne a nawet pewne.

            • Ortóż tak jak było napisane wcześniej-badania nie były prowadzone zgodnie ze standardami nauki. Bo jakie to może być rzetelne badanie jeżeli wysoki odsetek badanych mężczyzn o skłonnościach homoseksualnych był skutkiem tego, że Kinsey i jego współpracownicy co dziesiątego mężczyznę do ankiet znaleźli w barach gejowskich w San Francisco. Tezę o 95 proc. mężczyzn, którzy choć raz dopuścili się przestępstwa na tle seksualnym, wysnuli oni z kolei na podstawie danych od... więźniów, w większości skazanych za przestępstwa seksualne. Z prawdą mijała się także teza o powszechnym zdradzaniu mężów przez żony. Za małżeństwo uznał bowiem Kinsey każdy nieformalny związek osób dwojga płci trwający co najmniej rok. "W praktyce oznacza to, że małżeństwem był na przykład związek prostytutki i alfonsa" - stwierdziła Judith Reisman. Jones dotarł do zapisków, w których Kinsey opisuje, że "mimo bólu, płaczu i agresywnych reakcji chłopcom w wieku od dwóch miesięcy do 15 lat podobało się stymulowanie ich manualnie lub oralnie". I to wedłu ciebie mają być rztelne badanie, stymulowanie niemowląt? A może byś zmienił zdanie, jak dopiero ktoś by przeprowadził badanie na tobie, na twoim małym synku, też byś uznał to za poprawne???

            • Jasne:) Jak jakiś pionier fizyki przyjdzie testować siekierę ta twojej głowie w imię nauki to też nie będziesz oponował. A w razie czego to powie ci, że w Kościele katolickim jest więcej morderców niż w więzieniu, oboje sobie przytakniecie i przystąpicie do eksperymentu, a później on zanotuje w notatniku jaki rozbryzg mózgu i krwi zostawiła twoja głowa na pobliskich ścianach.

              Powrotu rozsądku życzę:)

        • Tak własnie reaguje leming. Jak pies Pawłowa, według wyuczonych odruchów. Przeczyta "gość niedzielny" i już wie swoje. Gdyby przeczytał choćby ten artykuł, albo (nie to niemożliwe, przeciez to leming) żródła anglojęzyczne to by wiedział że zarzuty co do metodologii Kinseya podniosła dr Judith Reisman, juz w latach 80 tych.

  • Musze obejrzeć ten film, ale podejrzewam, że to będzie stek głupot i rewelacji (popartych klamliwymi badaniami (lub raczej ich brakiem)).

    Pisalem niegdys prace na temat seksulanosci. Wspomnialem tam rowniez o Kinseyu i jego rewlacjach. Pamiętam, że kliku badaczy skutecznie obalało jego bajki.

    • Kłamca czy nie, publicznie poruszył temat, który do tamtej pory był tematem tabu. Nie jest dla mnie istotne, jakimi metodami się posługiwał, mamy wystarczająco wielu naukowców w historii, którzy robili rzeczy nie do końca poprawne moralnie, ale dzięki ich odkryciom świat ruszył do przodu. Nie sądzę, że gdyby chciał tylko pofolgować swoim rządzą, a nie badać seksualność Amerykanów, robiłby to publicznie. Poza tym był to wystarczająco drażliwy temat, żeby doszukiwać się ukrytych motywacji, które niezaprzeczalnie mogły istnieć. Nie oszukujmy się, gdyby nie Kinsey nadal żylibyśmy w społeczeństwie, które seks traktuje jak coś złego, koniecznego tylko w celach reprodukcyjnych, orgazm byłby narzędziem szatana, a wiązanie pasami, czy pasy cnoty byłyby powszechne w celu zapobiegania "czynom lubieżnym wobec siebie". I tak teraz nie jest dobrze, bo w kwestii wychowania seksualnego nadal w pewnym stopniu panuje ciemnogród, ale jest lepiej, zdecydowanie lepiej. Cóż, świat nie jest czarno-biały, tylko hipokryta ocenia moralność drugiego człowieka bez cienia skrępowania. Film natomiast mi się podobał, bardzo dobrze zagrany, przyzwoite zdjęcia, wstawki graficzne, muzyka nienatarczywa, wpasowująca się w tło, scenariusz odrobinę niespójny, interesująco prowadzona akcja. Moim zdaniem filmów biograficznych nie można oceniać tylko przez pryzmat zgodności z życiorysem bohatera, bo wtedy film nazywałby się "dokumentalny", a bardzo rzadko główna postać takiego filmu nie jest kontrowersyjna, bo wtedy po co by robiono o niej film? Pozdrawiam :))

      • użytkownik usunięty

        Mengele też robił wiele ciekawych badań, wiesz?

        • Posługiwanie się przykładem Mengele w porównaniu do Kinseya, to spore nadużycie, wiesz? Rozmawianie z kimś, kto coś zrobił (przestępcy seksualni), a robienie czegoś to chyba różnica. Nie chcę nikogo atakować, ale nie zauważyłam, żebyśmy żyli w Edenie, gdzie tylko kwiaty pachną i miłość się pleni. W naszym świecie są morderstwa na tle seksualnym, gwałty, różnego rodzaju dewiacje i niestety tacy ludzie też należą do społeczeństwa, więc należało ich uwzględnić w statystykach (a jak wiadomo statystyki to rzecz niewymierna, statystycznie ja i mój pies mamy po 3 nogi). Weź też pod uwagę, że to były lata 40. , a seks nawet teraz jest trudnym tematem. Nie popieram wszystkich metod naukowych, ale jak mówiłam, świat nie jest czarno-biały, nie mnie oceniać co jest moralne, a co nie. Cieszę się jednak, że ktoś taki jak Kinsey był, bo nadal żylibyśmy w skołtunionym i ciasnym umysłowo społeczeństwie, gdzie naturalna seksualność człowieka (nie mówię tu o dewiacjach) byłaby traktowana jako narzędzie szatana i wiem też, że idąc do ginekologa, czy seksuologa po zadaniu prostego pytania nie usłyszę słowa "nie wiem", albo nie odeśle się mnie do księdza. Kinsey wniósł coś pożytecznego do świata medycyny i psychologii, czego właśnie nie zrobił Mengele. Nie mylmy nauki z okrucieństwem.

          • użytkownik usunięty

            Badania, jak napisałaś, powinny uwzględniać statystyki. Ale jeśli w społeczeństwie jest załóżmy 2 % gwałcicieli, a badania robione są na grupie w której jest ich 25% - takie badania są sfałszowane. I nie ma znaczenia jak "ciekawe" są te badania, jak "ciekawe" wnioski - są one po prostu błędne. Albo inaczej - nie mogą być uznane za poprawne. Ze względu na statystyki. I nie mów mi o trzech nogach - statystyka to trochę więcej średnia arytmetyczny.
            Dla mnie okrucieństwem jest badanie seksualności dzieci paroletnich.

            • Według Twoich założeń, Kinsey powinien zrobić ankietę ze wszystkimi dorosłymi Amerykanami, żeby wynik był miarodajny, bo co daje Ci pewność, że więcej gwałcicieli jest w grupie alkoholików i meneli niż w grupie bogatych przedsiębiorców - to jest generalizowanie. Nie mógł zrobić też ankiety podobnej do takich jak robi się obecnie, bo największym problemem było znalezienie osób, które chcą w niej uczestniczyć, a co dopiero zebrać odpowiednio zróżnicowaną grupę respondentów. Brał co było, nie oceniam go za to. 2% gwałcicieli w społeczeństwie? Nieśmieszny żart albo cudowne społeczeństwo. Bierzesz chyba pod uwagę tylko gwałty dokonane przez osoby obce, lub możliwe do udowodnienia. Większa część gwałtów dokonywana jest przez partnerów i mężów, przykre, ale prawdziwe, panowie czasem zapominają, że to, że kobieta jest ich żoną nie oznacza, że nie ma prawa odmówić. Dla mnie też badanie seksualne dzieci paroletnich to okrucieństwo, tylko że Kinsey badał pedofilów po fakcie, a nie kazał im to robić. Jak do nich docierał, nie wiem. Myślisz, że poważny instytut badawczy pozwoliłby kojarzyć swoją nazwę z kimś kto "publicznie" gwałci dzieci i to jeszcze w latach 40. kiedy społeczeństwo było bardzo purytańskie? Dla mnie Kinsey nie jest kryształowy jak w tym filmie, nie jest bohaterem bez skazy, ale skupianie się tylko na wynikach jego badań, które dotyczyły dewiacji i przestępstw seksualnych także jest generalizowaniem.

              • użytkownik usunięty

                rozumiesz słowo "załóżmy"? 2% było wzięte z powietrza, nie znam badań. Na pewno nie jest to 25%. Nawet jeśli dodamy niezgłaszaną przemoc wobec najbliższych.

                Kinsey robił badana dotyczące całej populacji robił na źle dobranej grupie. To tak jakby badania dotyczące menopauzy robić na grupie trzydziestoletnich kobiet. Nie sądzisz, że będą lekko zafałszowane? Nie, nie chodzi mi o przepadanie wszystkich ludzi na świecie. Ale na swoje nieszczęście na studiach miałam Metody Statystyczne i dobrze pamiętam, że istnieją sposoby by wybrać dobrze grupę do badań.

                • Też miałam metody statystyczne, nawet całkiem niedawno. Cóż, w pewnym sensie masz rację, tylko zauważ, że nie miał zbyt dużego pola manewru - jak już pisałam, lata 40., społeczeństwo purytańskie, temat seksu tematem tabu, niewielu chciało o tym mówić, albo być kojarzonymi z tego typu badaniami, a to na pewno nie ułatwiło mu "dobrego wyboru grupy do badań" jak napisałaś. Nie powinno się na jego badania patrzeć z perspektywy możliwości XXI wieku. Kinsey podjął trudny temat, zadziałał efekt kamienia rzuconego do stawu. Nie twierdzę też, że to, co opublikował było miarodajne, ale otworzyło ludziom oczy na fakt, że seks jest potrzebny organizmowi jak jedzenie, czy spanie (choć dla każdego w innym stopniu, zależnie od potrzeb). Chcę tylko zauważyć, że używanie form "rozumiesz?" albo "wiesz?" (którego użyłam, naśladując Twój styl) nadaje wypowiedzi lekceważący ton w stosunku do rozmówcy, a użycie przykładu Mengele = prawo Godwina. Pozdrawiam :))

                • użytkownik usunięty

                  Piszę tak jakbym rozmawiała z osobą, która jest w moim wieku. Bo to jest forum filmwebu, a nie żadne innego. Więc używam języka potocznego, takiego jak w czasie rozmowy z rówieśnikami. Jeśli źle to odebrałaś przykro mi - nie taka była moja intencja.

                  Zgadzam się, że seks to zupełnie naturalny proces. Pytanie - czy trzeba było do tego przepytać aż tyli procentowo gwałcicieli i pedofili, którzy definicji mają zaburzoną strefę seksualną? Nie wydaje mi się.

                • Kinsey też miał swojego "Mengele". Był nim Fritz von Balluseck, który "w imię rozwoju nauki poddawał tego typu badaniom" setki niewinnych dzieci skrupulatnie wszystko dokumentując dostarczał "wyniki badań" Kinsey'owi. To nic, że większość poddanych "badaniom" dzieci nie przeżyła tych "experymentów", bo czegóż się nie robi w imię postępu i nauki.
                  Proszę obejrzeć dokument albo sięgnąć do innych wiarygodnych źródeł zanim zacznie się dyskusję. http://www.youtube.com/watch?v=Juhi0ZvUjzc&sns=em

        • "Mengele" - właśnie przegrałeś dyskusję w Internecie. http://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina

          reszta Twoich argumentów została właśnie unieważniona.

          pozdrawiam :)

      • Ciekawe, czy wierzysz w to, co piszesz? Jeśli tak, przyjmij wyrazy współczucia.

  • dobrze, że o tym napisałaś.
    mnie ten film oburzył właśnie ze względu na przekłamania i robienie z kinseya dobrotliwego naukowca walczącego z kołtuństwem.

    tymczasem prawda o braku rzetelności jego badań jest znana od dawna (np. stronnicze dobieranie próby do badań; wnioskowanie o zachowaniach seksualnych "przeciętnego" człowieka na podstawie informacji od ludzi z zaburzeniami seksualnymi, więźniów skazanych za przestępstwa seksualne czy prostytutek).
    i nie są to informacje z "gościa niedzielnego" jak sugerują niektórzy.
    wprawdzie o jego pedofilskich eksperymentach słyszę po raz pierwszy, ale pozostałe informacje są mi znane z podręczników i z zajęć jeszcze ze studiów.

  • Ja chciałbym jedynie zauważyć, że pani doktor Judith Reisman stworzyła teorię, według której w czasie oglądania pornografii do mózgu wydzielane są 'erototoksyny' powodujące fizyczne uszkodzenia mózgu oraz zmiany osobowości. Ponadto obarcza homoseksualizm za powstanie nazizmu i III Rzeszy. A generalnie gdyby autor przeglądnął jej bibliografię, to zobaczyłby rażącą nienawiść w stosunku do Kinseya. Także tego... obiektywizm po jej stronie również daje po oczach.

  • I w sumie jeszcze jedno - 'sex offenders', którzy stanowili dużą grupę badanych, w tamtym okresie nieco różnili się od współczesnych - w niektórych stanach przestępstwem był stosunek oralny i tacy (wbrew pozorom) też mieli odsiadkę lub wpis w aktach. Ponadto nieprawdą jest informacja często podawana, że (cyt. za polską wikipedią, na której informacje często powołują się krytycy) "małżeństwem był każdy nieformalny związek, spotykających się co najmniej rok, Kinsey za małżeństwo uznawał prostytutkę i jej alfonsa," - nieprawda. Nawet Kinsey określił, że jako małżeństwo traktowano związki ludzi prowadzących wspólne gospodarstwo domowe przez co najmniej rok. Co zresztą jest zgodne z Katolicką Nauką Społeczną, określającą że tego rodzaju związek winien być traktowany jako 'małżeństwo' (mężczyzna żyje z kobietą jak mąż z żoną), ale należy je z oczywistych względów potępiać i nakłaniać te osoby do przyjęcia sakramentu małżeństwa by nie żyły w grzechu.

    To jest niesamowicie zawiła i trudna sprawa - Kinsey na 100% dopuścił się wielu nadużyć, ale z drugiej strony zdecydowana większość danych z raportu ostatecznie okazała się wiarygodna. Sam Kinsey tak naprawdę przecierał szlak i jako awangarda pewnego nurtu musiał też za swoje kontrowersje zapłacić społeczną cenę nienawiści.

  • Po moim czteroletnim , tam, pobycie można tylko Kinseyowi przyklasnąć, to społeczeństwo ma rż...cie w gench. Nawet owady się upodobniły do tego. Świetnie przedstawił to na przykładzie galasówki, którą za jej odmienność nazwał amerykańską galasówką: dorosły owad przegryza korę i kopuluje, po czym ma na tyle rozsądku, że umiera. Interesujący temat, niestety nieciekawie pokazany - zbyt nudny a mogło być nawet rewelacyjnie - 6/10 !!!

  • Kara śmierci dla pedofilów i tym podobnych zwyrodnialców. To tyle na ten temat.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: