Nie jestem sutkiem detektywem

No co daje Robert Downey Jr. w tym filmie to dosłownie
boki zrywać. Jego teksty, gra na planie i niezaradność ,ale
i bezradność jaką przejawia to mistrzostwo świata. Jaja
jak berety. Jedna z lepszych jego ról, ale i jakże inna od
tych które widziałem. Całkiem inna od tej Petera w ''Zanim
odejdą wody''. Ale o aktorstwie może trochę później.
Film już od samego początku zaczyna się ciekawie. Sam
wstęp oraz napisy początkowe zwiastują, iż nie będzie to
raczej zwykła ,jeszcze jedna komedyjka, jakich wiele w
ostatniej dekadzie na rynku. Zwiastuje coś wariackiego i
nietuzinkowego. Fabułą przypomina trochę ''Palmetto'' i
pakowanie się w kłopoty głównego bohatera. Inteligencją
natomiast zalatuje do ''Naciągaczy'' Scotta. Całość
połączona ze sobą daje mieszankę wybuchową. Świat w
filmie jest pokazany od strony satyrycznej. Hollywood,
wieki obszar możliwości, fałszu i pieniędzy wyśmiany do
granic możliwości, choć pewnie i tak jeszcze nie w pełni.
Cała ta historia znalezienia się w przypadkowym miejscu
o złej porze i ciąg zdarzeń ,który płynie jak rzeka i to przez
co przechodzi nasz trójka bohaterów, a zwłaszcza Harry
Lockhart, potrafi chwilami sprawić, że zaniesiemy się
śmiechem. Intryga jest zawiła i inteligentna, co sprawia,
że widz powinien również trochę pogłówkować. Motyw
główny morderstwa jest całkiem sprawnie poprowadzony,
ale to największy atut tego filmu. Numer jeden to
aktorstwo, a numer dwa to całe sterty dialogów i
rozmówek, które bawią jak rzadko kiedy. Oczywiście
niektórzy z oglądających mogą być wręcz zniesmaczeni
niektórymi tekstami, które mogą się wydawać idiotyczne
lub nie na miejscu, ale trzeba po prostu umieć je dobrze
odczytać i tyle.
Gra aktorska jest na najwyższym poziomie. I chwała za to
reżyserowi ,że tak umiejętnie pokierował aktorami bo w
tego rodzaju filmach niestety nieczęsto kładzie się na to
nacisk, aby gra wyglądała wiarygodnie. Liczy się żeby było
śmiesznie i głupkowato. Tu jest całkiem odwrotnie.
Właśnie aktorstwo jest na pierwszym planie. Przynajmniej
dla mnie to największy atut ''Kiss Kiss Bang Bang''.
Oprócz chwalonego Roberta ,słowa uznania kieruję do
Vala Kilmera. Myślałem, że ten aktor już odszedł w
niepamięć po kilku jego słabych filmach i jego kiepskiej
formie, a tu miłe zaskoczenie. Ale jak mówię, gdy się
dobrze czymś steruje to może się udać. I tu się udało.
Michelle Monaghan czyli Harmony również pokazała klasę
poza urodą oczywiście. Cała trójka wciela się w
niebanalne postaci i nadaje im charakteru i wyrazistości.
Jest wiele kapitalnych scen jak ta ''załapałem cię za
cycek'' czy gdy Harry wyrzuca Harmony z pokoju. Ta z
ostatecznym wykończeniem ''wroga'' jest trochę
przesadna i nieprawdopodobna, ale nie na tyle głupia,
aby o nią ganić cały film. I jeszcze kilka tylko tekstów, które
wbijają w fotel:
- ''Nic nie wiem ... co się dzieje???''
- ''To nie jest dobry i zły glina tylko pedał i nowojorczyk''
- ''Kiedy masz wątpliwość zarżnij świnię''
- ''Zawołamy : Perry uważaj ...''
- ''Więcej numerków niż ciepłych posiłków''
- ''Zmartwychwstałe szczęście'' oraz tytułowy
- ''Nie jestem sutkiem detektywem''.
To tylko niektóre, a jest ich zdecydowanie więcej.
Na uwagę zasługuje także kolorystyka i wizualne
przedstawienie obrazu, często ironiczna muzyka, ale
dobrze dobrana i posiadająca specyficzny klimat, świetne
kadry i ujęcia. Całość niebanalna i ciekawa. Przy
napisach końcowych ''leci'' świetny kawałek Marka
Hudsona ''Broken''. Ja uznałem ten film za pozytywny ,a
więc dobry obraz i mogę go śmiało polecić. 7/10
pozdrawiam

4

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o