Pytanie o badanie DNA potomków Marii Magdaleny

Obejrzałem niedawno ten film drugi raz i jedna rzecz jest poprostu dziwna.
Załóżmy, że ktoś odnajdzie szczątki Marii Magdaleny i okaże się, że faktycznie urodziła dziecko i nawet po badanich dna uda się ustalić, że żyją obecnie jej potomkowie. W jaki sposób miałoby to udowodnić, że są to potomkowie Jezusa? Nawet jeżeli Maria Magdalena była jego żoną i urodziła dziecko to przecież trzeba dna Jezusa żeby udowodnić że istnieją potomkowie Jezusa. Nie wiem jak książka ale film zupełnie to pomija.

1
  • Skoro zakłada się że była żoną Jezusa to w domyśle dziecko było jego więc następni potomkowie też...

  • Nie uważam się za chrześcijanina ale mam wystarczającą wiedzę historyczną a przede wszystkim zdrowy rozsądek, żeby zdawać sobie sprawę, że facet po prostu robi kasę, a (chociaż sam nie popieram tej instytucji) ataki na kościół zawsze były świetnym narzędziem zarobków. Ciekawe, że nie wymyślił podobnych bzdur np na temat islamu. Nie dość że zarobił na tym kokosy to jeszcze śmieje się z ludzkiej naiwności; pewnie sam się zdziwił, że jego wypociny ktoś potraktował poważnie. Nigdy bym nie pomyślał, że ktoś może do takich bania luków mieć takie podejście; kolejne potwierdzenie, że zamiast ewoluować ludzkość się degeneruje. Zresztą ludzie już mnie niczym nie zdziwią. No jeśli pisarzyna z bożej łaski zbiera takie laury i kokosy. Książki czytać nie zamierzam, film obejrzałem ale potraktowałem go jak należy tj. jako thriller, dość mierny nota bene.

    • Tak jak ataki na kościół są świetnym narzędziem zarobku tak religia chrześcijańska jest narzędziem niegdyś władzy a teraz już tylko zarobków kościoła który za samą religią i jej ideami się jedynie zakrywa choć nie ma z nią nic wspulnego

      • Niestety dopóki człowiek nie uzmysłowi sobie, że na tym świecie żadna religia nie jest mu do życia niezbędna, a pewne zasady są uniwersalne (ponoć rozum jest w stanie odróżnić co jest złe a co dobre i nie potrzebuje do tego żadnej religii) zawsze będzie obiektem wyzysku różnego rodzaju hien żerujących na ludzkiej naiwności i potrzebie wiary, że jest coś oprócz tego świata; zresztą sądzę, że religia jest dla słabych, człowiek czynu nie potrzebuje zabobonów. Ja osobiście nie potrzebuję przewodnika, który niczym nie różni się ode mnie (może poza zmysłem do intetesów), a nierzadko mówi co innego a co innego robi. Mogę wierzyć, że coś jest i nie potrzebuję żadnego kolesia, który mi o tym przypomina, zwłaszcza nie za darmo "bo to drogie rzeczy". I tak nie mam wpływu na to co będzie potem, o ile wogóle coś będzie. Co do Browna, jak pisałem koleś nie zrobił nic nadzwyczajnego, po prostu wiedział skąd wiatr wieje i sam pewnie doznał szoku, że jego wypociny wywołały tyle szumu.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: