beznadzieja

bez obrazy dla fanów filmu ale myslalam ze na nim zasne...chyba nawet w pewnym momencie przysnełam...w filmie brak emocji które słychac w muzyce Bethoveena praktycznie brak jakiejkolwiek akcji...a finałowy koncert powinni skrócić o połowe

2
  • użytkownik usunięty

    Finałowy koncert? Bo jeżeli mówisz o odsłonie IX symfonii, to wcale nie był finał!
    A co do filmu - mnie nie zachwycił, był niezły, ale niestety, nie powalał. Holland trochę się wpasowała w amerykański gust, myślałam, że jak zwykle, da ognia, a tu - lekki zawód. Na plus strona wizualna i muzyka, no i świetnie ucharakteryzowany Ed Harris, jednak dialogi momentami były ciężkie, wzniosłe, a film się przeciągał.

  • Pozwolę sobie się z Tobą nie zgodzić. "w filmie brak emocji które słychac w muzyce Bethoveena." Odniosłem inne wrażenie. Do tej pory zachwycałem się pięknem muzyki klasycznej i byłem przekonany, że tak piękną muzykę może stworzyć tylko piękna dusza. Tymczasem widzę szaleńca, genialnego, ale szaleńca, który pracuje w totalnym syfie pomiędzy nocnikami pełnymi śmierdzącej uryny. Widzę, człowieka bez kultury, który myjąc się ma gdzieś mieszkających pod nim sąsiadów lejąc im pomyje na głowę. Widzę gbura i prostaka obrażających innych ludzi. W filmie jest bardzo wiele emocji i to takich, jakich się nie spodziewałem. Kiedy Anna powiedziała "przepraszam", tak jak normalnie powiedziałby cywilizowany człowiek, Beethoven ryknął na nią by nie przepraszała, bo to oznaka słabości, "walcz!" krzyknął. Innym razem Beethoven zapytał Annę, dlaczego chce u niego pracować? Anna zaczęła, że go szanuje, czy podziwia, a Ludwig znów warknął: "Nie pochlebiaj mi!". Jeszcze ta sytuacja, kiedy Anna wreszcie zdecydowała się pokazać mistrzowi swoją kompozycję, a on ją wyśmiał i porównał do "intelektualnego pierdzenia" (sic!). Oglądając starałem się wejść w skórę Anny, 23 letniej młodej, ambitnej dziewczyny, która dostąpiła zaszczytu współpracy z Mistrzem. Jakie ona miała oczekiwania związane z tą współpracą, tymczasem już na samym początku wszyscy brali ją za "sprzątaczkę, pokojówkę, czy pielęgniarkę". Jakie musiało być jej rozczarowanie ("Boże! Dałeś mi talent a teraz go marnujesz!"). Do tego Beethoven nie był człowiekiem łatwym w kontakcie, był egoistą. Atmosfera była aż gęsta od emocji.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o