KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW NA DVD - ocena

użytkownik usunięty

Wreszcie! TAK MOGĄ WYKRZYCZEĆ FANI HORRORU I KLASYKI KINA ŚWIATOWEGO.
LEGENDARNA SERIA "KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW" TRAFIA DO NAS NA DVD!
TRZEBA POCHWALIC DYSTRYBUTORA MONOLITH FILMS, ŻE ZDECYDOWAŁ SIĘ WRESZCIE WYDAĆ TĘ NIEKWESTIONOWANĄ KLASYKĘ NA DVD.

Z RACJI, ŻE MOJ POST BEDZIE OCENĄ WYDANIA I KROTKĄ PRÓBĄ PONOWNEJ RECENZJI SERII PO LATACH ABY ZAPOZNAC SIĘ Z MOJĄ SZCZEGÓŁOWĄ OCENĄ KAŻDEJ CZĘŚCI SERII ZACHCĘCAM WAS FORUMOWICZÓW DO SIĘGNIĘCIA PO MOJE POSTY Z KILKU LAT (KTÓRE PRZY KAŻDEJ Z CZĘŚCI KOSZMARU) MOŻECIE ODSZUKAĆ!

PRZYZNAM SIĘ (BEZ BICIA) JESTEM FANEM SERII, A DLA MOJEGO POKOLENIA WYCHOWANEGO NA KINIE LAT 80-YCH I 90-YCH "KOSZMAR" TO OBIEKT KULTU.
MIMO WSZYSTKO POSTARAM SIĘ BYĆ W MIARĘ OBIEKTYWNY.

Zacznę od technicznej oceny wydania.
Dobrze, że w całym pakiecie i za niską cenę dostajemy wszystkie części koszmaru. Jeśli idzie o jakość opakowania- nie zachwyca, ale też nie ma tutaj powodów do jakiś większych utyskiwań.
Wszystkie 7 obrazów wydano z dobrym dźwiękiem i czystym obrazem.Tutaj brawa dla dystrybutora!
Mamy możliwość oglądania filmów w wersji z napisami bądź wersji lektorskiej -więc dla każdego coś miłego.
Niestety poważnym niedopatrzeniem jest całkowity brak dodatków:(
Znacznie obniża to jakość wydania. By się przydało przy każdej z części umieścićchoćby zwiastun filmu, galerię plakatów i fotosów, krótki dokument "the making of" oraz (w miarę możliwości) komentarze twórców.
Wówczas byśmy mogli mówić o znacznie większej satysfakcji z tego wydania.
Dużym problemem jest fakt, iż pakiet ten choć dość przyzwoicie został wydany -nie obył się bez błędów. Jakich? A no przy okazji 6 i 7 części "Koszmaru" w menu brak jest dźwięku!!! To chyba raczej nie jest przypadek?!
Trzeba pochwalić tłumacza za dobry przekład, choć wiem, iż wiele kontrowersji sród fanów wywołało nowa rodzima interpretacja wyliczanki.Naprawdę nie jest to zły pomysł -w tym nowym przekładzie zwyczajnie chiano by tak jak w wersji oryginalnej mogła się ona rymować.
Choć nie ukrywam, że przywykłem do starej wersji znanej z czasów poczciwego VHS.
Tak więc całe wydanie oceniam na 5.5/10. Nioe można nie zauważyć błędów oraz braku dodatków.

Nie będzie wielką tejemnicą , że przy okazji tego wydania bardzo chętnie powróciłem do wszystkich "Koszmarów" jeszcze raz po latach.

KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW (10/10) -to już perła gatunku oraz klasyk kina w ogóle.
Wec Craven dokonał tu niesamowitego wyczynu. Pierwszy "Koszmar" to swoistye obłaskawienie stylistyki "gore" w kinie głównego nurtu. Craven w sposób mistrzowski połączył tu horror w stylu gore z onirycznym kinem grozy i młodzieżowym slasherem. Mimo 24 lat jakie upłyneły od premiery film ten nadal straszy i urzeka niesamowitym klimatem.
Film oparty jest na niesamowicie prostym, ale też i arcyciekawym pomyśle. Freddy to demoniczny morderca działający na pograniczu jawy i snu. To właśnie owa mieszanie rzeczywistości oraz stylistyki marzeń sennych przesądziło oostatecznym sukcesie filmu. Nie do przecenienia jest też świetne aktorstwo Roberta Englunda.
Dobrze też wypadli (wówczas bardzo młodzi i nieznani) Heather Langenkamp oraz Johnny Depp. Nawet po latach (i kilku już seansach) nadal straszy. KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW to prawdziwa uczta dla miłośników gatunku oraz fanów klasycznego kina.

KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW 2: ZEMSTA FREDDY'EGO (7/10) - część ta (przez wielu) uważana jest za niefortunną. Ja bardzo lubię ten epizod i sądzę, że jego częstokroć niska ocena jest bardzo krzywdząca!!! To właśnie sequel Jacka Sholdera jest najbliższy klimatowi pierwszego filmu zrealziowanego przez Cravena. Nie ma tu bardzo wielu technicznych fajerwerków (którymi wysadzane były kolejne części serii) humorystycznych momentów. Jest za to klimat i kilka bardzo dobrych scen.
Wielu złośliwców dopatrywało się w tej części podtekstów homoerotycznych, obraz krytykowano za pewne odejście od ideii marzeń sennych oraz zerwanie pewnej ciągłości narracyjnej (chodzi mi tu o niemal zupełne oderwanie tematyki sequela od poprzednika- co w kolejnych częściach opowieści o Freddym się nie zdarzało).
Tymczasem dzieło Jacka Sholdera jest dowodem na ambicję jakie przy okazji sequeli były udziałem filmowców jeszcze nie tak dawno temu. TWórcy poszukali nowej drogi i nowych oryginalnych rozwiązań dla morcznego bohatera i w końcu samej historii jaką rok wcześniej pokochała widownia oraz krytycy. KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW 2 z pewnością wyróżnia się na tle całej serii i (z dzisiejszej perspektywy)pokazuje jak (choćby) współcześni twórcy kina grozy (jak dla przykładu kreatorzy serii PIŁA) są dzisiaj skłonni do póścia na łatwiznę by beznamiętnie odcinać kupony od kasowego sukcesu poprzednika.
W filmie Jacka Sholdera Freddy zabija za pomocą "opanowania umysłu i ciała" niepozornego nastolatka (w tej roli bardzo dobry Mark Patton).
Mamy tu świetny klimat i kilka bardzo pomysłowych scen. Odgrywany mistrzowsko przez roberta Englunda Freddy jest w tej części jeszcze bardziej bezwzdlędny i jeszcze mroczniejszy. Obraz otwiera świetna i nieco autoironiczna sekwencja. Na pewno wielu z Was zapamięta też przerażającą scenę "rozdzierania" ciała głównego bohatera.
Fani z wielką radością przyjmą też drugoplanowe popisy takich gwiazd jak Hope Lange oraz Clu Gulager.
To co razi w filmie Sholdera to nie do końca dopracowany scenariusz.
KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW 2: ZEMSTA FREDDY'EGO mógł być pasjonująca psychodramą w krwawej polwieie kina gore. Niestety wszelkie psycholgoiczne tropy są tu nazbyt strywializowane, a całość psuje emocjonujące, acz nazbyt naiwne w swej wymowie (i lekko kiczowate) zakończenie.
Tak więc obraz ten można uznać za udanę kontynuację (najbliższą poetyce oryginału Cravena)w której nie obyła się bez pewnych potnknęć oraz widocznych niekonsekwencji. Mimo wielu kontrowersji (wśród fanów) dziś to niekwestionowany klasyk gatunku.

KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW 3: WOJOWNICY SNÓW (7.5/10) - ten zrealizowany przes Chucka Russella (MASKA, PLAZMA, KRÓL SKORPION, EGZEKUTOR) film jest oboj "jedynki" najbardziej znanym i (docenianym przez fanów) odcinkiem serii.
Przy scenariuszu grzebał sam mistrz Craven oraz choćby Frank Darabont ( reżyser SKAZANYCH NA SHAWASKI, MGŁY'07 oraz ZIELONEJ MILI, scenarzysta PLAZMY czy serialu PRZYGODY MŁODEGO INDIANA JONESA). Tak więc zestaw sław pracujących przy filmie (w dużej mierze) przełożył się na jego jakość.
KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW 3 powraca do bohaterki z pierwszej części, którą ponowne gra Heather Langenkamp. Tyle, że posatć odtwarzana przez Langenkamp jest tutaj drugoplanowa. Pierwsze skrzypce gra tutaj sama Patricia Arquette, która w tym obrazie pierwszy raz pokazała w pełni swój aktorski potencjał. Miłośnicy kina też z radością powitają dobry występ - wowówczas mało znanego - Laurence Fishburne'a.
W tej części twórcy przybliżają nam przeszłość demonicznego mordercy z rękawicą przyodzianą w ostrza.
Freddy jako filmowe monstrum po raz pierwszy( zgodnie z tradycją sequela) zostaje poważnie odarty z aury tajemnicy. Nie wpływa to jednak zbyt mocno na jakość filmu i nadal aby wytrzymać do końca seansu potrzebne są mocne nerwy.
WOJOWNICY SNÓW to bodaj najbardziej widosiwkowa części "Koszmaru". Efektów sepcjalnyhc jest tu bardzo wiele i wszystkie są dobrej jakości. Dzieło Chucka Russella jest bardzo bliskie popularnej w latach 80-ych (o dziwo!) stylistyce kina "Nowej Przygody" -co mocno wpływa na klimat filmu. Jest tu kilka fantastycznych scen oraz garść dobrych pomysłów.
To co jednak razi w tym obrazie to fakt, iż w pogoni za wizualną atrakcyjnością "Koszmar" traci coś z uroku skromnego i klimatycznego kina grozy.
KOSZMAR Z ULICY WIĄZOW 3: WOJOWNICY SNÓW to klasyczna duża produkcja z Hollywood ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami. Jest tu oczywiście wizualny przepych, ale chwilami brakuje jednak grozy. ZAkończenie filmu jest widowiskowe, ale trudno jest tutaj mówić o solidnej dawce suspensu czy atmosferze osaczenia.
Po raz pierwszy w historii serii do tego filmu wkrada się też pewna schematyczność w kreowaniu wizerunku i portretów psychologicznych głównych bohaterów dzieła.
Mimo pewnych niedociągnięć trzecia odsłona serii prezentuje się bardzo dobrze i z pewnością (kolejny raz) można mówić o udanej i ciekawej klasyce.

KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW 4: WŁADCA SNÓW (4/10) - to plama na honorze całej serii. Sprawcą tego nieszczęscia jest sam Renny Harlin, którego znamy i cenimy za SZKLANĄ PUŁAPKĘ 2 czy niszowy thriller akcji ŁOWCY UMYSŁÓW. Jedna ta reżyserska wprawka tego znanego twórcy wydaje się być wyjątkowo nieszczęsliwa.
Obraz ten to w prostej kontynuacji dalsza część losów bohaterki znanej z trzeciej części. Jednak Tuesday Knight to nie Patricia Arquette i to widać na pierwszy rzut oka. Aktorstwo jest tu dość słabe (niestety).
Nie zachwyca też głupawy scenariusz. KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW 4 to film, który wygląda jak karykatura poprzedników.
Brak tu świeżych pomysłów za to za dużo jest tu chybionych scen, kiepskich pomysłów. W dziele Harlina zupełnie brak zaskoczenia czy grozy.
Wszelkie sceny z Freddym są "zamarkowane" znika więc zupełnie suspens czy efekt zaskoczenia. Dodatkowo same morderstwa i sekwencje z Englundem cześciej śmieszą niż straszą.
Film ten epatuje dosłownością (i miejscami) infantylizmem. Psycholgia postaci też nie zachwyca. Horror ten grzeźnie w schematach.
To co z punku widzenia współczesnego widza może być ciekawe to fakt, iż KZW4 to typowy horror lat 80-ych w którym najdobitniej z całej serii przejawiają się modne motywy tamtego okresu. Mamy tu więc nawiążania do KARATE KID, serialu McGYWER (tak, tak) czy też arcypopularnego typowego młodzieżowego slashera spod znaku PIĄTKU TRZYNASTEGO.
Jednak nie wszystko w KOSZMARZE Z ULICY WIĄZOW4: WŁADCY SNÓW jest znowu takie złe.
Film ma dobry i klimatyczny "opening", kilka interesujących scen w końcowej swej fazie. Wytrawnych kinomaniaków na pewno ucieszą nawiązania do ALICJI W KRAINIE CZARÓW czy legendarnego już CZARNOKSIĘŻNIKA Z KRAINY OZ.
Mimo wszystko - jednak- spory niewypał.

KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW 5: DZIECKO SNÓW (7/10) - po słabszej czwartej osdsłony widać, że spece z New Line Cinema poszli po rozum do głowy i popracowali nieco nad scenariuszem. Ich starania są tu dość widoczne. Nie udało się jednak uniknąć pewnej wtórności, powtarzalności motywów oraz nielogiczności.
Mimo widocznych gołym okiem minusów trzeba uznać ten epizod za udany.
Na stołku reżyserskim zasiadł tu utalentowany Stephen Hopkins (DUCH I MROK, EKSPLOZJA czy PODEJRZANY). Ten film o Freddym Krugerze to powrót do mrocznej i krwawej stylistyki. Nie brak tu jednak (tak jak choćby w odsłonie trzeciej) pomysłowych i bardzo widowiskowych sekwencji.
Wielkim plusem jest tuytaj fakt, iż twórcy starali się zawrzeć w swym obrazie kilka nowych pomysłów i ciekawych watków.
Dużym minusem jest (niestety) kilka boleśnie kiczowatych i źle zagranych scen z udziałem ducha Amandy Kruger. Mimo tego zgrzytu aktorstwo jest tu całkiem dobre. Lisa Wilcox (w roli głównej) wydpada do prawdy bardzo przywoicie. Także robert Englund jest tu intrygujący i mroczny (choć w filmie sam Freddy pojawia się sporadycznie).
Jest w tym obrazie jedna (odbiegająca klimatem) scena "komiskowego mordu", która mimo swej odrębności wydaje się być ciekawa i zapadająca w pamięć wielu fanów.
Mimo wielu słabych punktów to całkiem solidny horror.

FREDDY NIE ŻYJE: KONIEC KOSZMARU (5/10) - film ten (w zamierzeniu) miał być pożegnaniem z serią. Ten zrealizowany przez Rachel Talalay (pierwotnie współproducentkę poprzednich filmów) obraz to nieco pokraczna mieszanka absurdalnego sf, groteski oraz horroru.
Trzeba jednak przyznać, że otwierająca film sekwencjka jest bardzo dobra (z wyjątkiem ujęcia gdy Freddy pojawia się pod postacią wiedźmy na mitole- co za kretynizm?!).
Mimo mojej wielkiej sympatii do cyklu trudno nazwać te zamknięcie serii ciekawym i godnym klasyka gatunku.
W obrazie Talalay niemal całkowicie brakuje grozy. Jest za to wiele durnych i niedorzecznych pomysłów rodem z czwartej odsłony podpisanej przez Harlina. Freddy ponownie zabija w dość głupawy i absurdalny sposób (np. za pomocą gry wideo). Cześciej więc widz wybucha tutaj śmiechem niż zasłania oczy ze strachu.
Aktorstwo choćby Lisy Zane też nie zachwyca. Na szczęście gra tu Yaphet Kotto czy przyzwoity (i przystojny) Shon Greenbaltt.
Fanów na pewno ucieszą autoironiczne epizody Rosanne czy (uwaga!) samego Johnny Deppa!!!
Tak więc w filmie tym jest kilka smaczków i garstka udanych pomysłów.
niestety nie zachyca sam scenariusz i dialogi. SZwankuje też montaż i pewna fragemtnaryczność przedstawiania istotnych watków - przez co w filmie czuć chaos.
Pudłem jest też pozbawione napięcia i wyjątkowo wątłe (jak na uwieńczenie serii) zakończenie.

Reasumująć: obok 4-ej cześci to najsłabsze ogniwo popularnego cyklu.

NOWY KOSZMAR WESA CRAVENA [9/10, a w skalii całej serii nawet maximum czyli 10/10]- to obok pierwszej odsłony cyklu najlepszy i najbardziej oryginalny epizod o Freddym Krugerze. W chwili premiery film nie spotkał się z zaintersowaniem widowni. A to wielka szkoda! Czemu? NOWY KOSZMAR WESA CRAVENA to wręcz w idealne zwieńczenie cyklu o koszmarnym mordercy ze snów.
Film ponownie podpisał Wes Craven i jest to jedno z jego najlepszych dzieł.
NOWY KOSZMAR (mimo kiepskich wyników finansowych) spotkał się z gorącym przyjęciem światowej krytyki. Niemal wszyscy liczący się recenzenci z USA i Europy docenili to dzieło i uznali za horror roku obok takich klasyków jak WYWIAD Z WAMPIREM, WILK czy M.S. FRANKENSTEIN. I mieli rację!
CZemu? NOWY KOSZMAR WESA CRAVENA to z pewnością najbardziej inteligentna, najbardziej wieloznaczna odsłona cyklu.
Obraz można odczytywać na bardzo wielu poziomach. Widać, że Wes Craven w osobie scenarzysty i reżysera postawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Obraz ten to jednocześnie autoparodystyczna filmowa wariacja wokół kina i (w owym czasie) histerycznego wręcz kultu Freddy Krugera.
Te autoparodystyczne zacięcie Craven rozwinął i udoskonalił w późniejszej hitowej trylogii KRZYK.
NOWY KOSZMAR WESA CRAVENA to film z niewątpliwymi ambicjami i o dość złożonej strukturze fabularnej. Dzieło to doceni koneser gatunku oraz prawdziwy miłośniki kina.
Film Cravena można więć interpretować jako wariację na temat tworzenia się mitów kultury popularnej. Ale to nie koniec. Dziełu termu bardzo daleko do typowego horroru - jeśli idzie o uktyte tutaj treści.
NOWY KOSZMAR WESA CRAVENA można też odbierać jako pochwałę dziecięcej wyobraźni albo osobliwą psychodramę w której wyraźnie widać fascynację teoriami Freuda. Wreszcie można się tu też doszukiwać opowieści o sile matczynej miłości czy prostej historii o kobiecie ogarniętej trowgą.
Interpretacji może być tu tak wiele jak wielu będzie widzów tej odsłony "Koszmaru".
Jedno jest pewne- Wes Craven w tym filmie zabiera nas w daleką podróż, a jedynym naszym ograniczeniem w tej podróży jesteśmy My sami i granice naszej wyboraźni.
NOWY KOSZMAR WESA CRAVENA to wspaniałe kino do którego każdy z Nas winien szukać włansnego klucza.
Zaletą obrazu jest dobre aktorstwo Englunda (wiadomo), powrót Heather Langenkam oraz świetny młodziutki Miko Hughes. Fanów ucieszą niekiedy osadzone w dziwacznych kontekstach epizody Wesa Cravena, Roberta Shye czy Johna Saxona.
Spore grono kinomaniaków doceni tez niewzwykle samczną scenę w której Craven celowo kopiuje słynną sekwencję cienia z legenadrnego NOSFERATU- F.W. Murnau.
Wielu zaskoczy też nowy image Freddy Krugera.
Oczywiście ten film ma swoje minusy. Craven za wiele wątków i interpretacyjnych możliwości upchnał w jednym filmie- przez co niektóre wątki bywają nie do końca zrozumiałe, a chwilami ma sie wrażenie pewnego chaosu. Minusem jest też nie do końca satysfgakcjonujące zaskoczenie.
Jednak wszelkie wady wydaje się rekompensować zaskakująca stylistyka i tematyka dzieła.
NOWY KOSZMAR WESA CRAVENA to obok pierwszej części najlepsza odslona cyklu i bez wątpienia jeden z najlepszych horrorów swojej dekady.
Oczywiście nie każdemu ten obraz przypadnie do gustu- mnie akurat- bardzo się on podobał (a w swych odczuciach nie jestem sam).
Dodam tylko, że obok "jedynki" to właśnie część do której najczęściej zwykłem powracać.

Mam nadzieję, że nie zraziłem Was forumowiczów długością mojego posta. SZkoda tylko, że (z powodu) ograniczonych czasowych zasobów zdobyłem się na (jedynie) pobieżną analizę poszczególnych odsłon serii (zachęcam też do czytania moich starych postów zwiążanych z KOSZMAREM).
Seans cyklu (po latach) pozwolił mi nieco zrewidować poglądy na temat poszgególnych epizodów cyklu i odświeżyć je sobie w pamięci.

KOSZMAR Z ULICY WIAZÓW to piękna i ciekawa karta w historii kina grozy, a także samego Hollywood. Popularność tego filmu (oraz gadżetów z nim zwiążanych) pozwoliła NEW LINE CINEMA zbudować swą finansową potęgę i (niewątpliwie) przyczyniła się do faktu, iż w późniejszych latach studio swobodnie realizowało tak wielkie projekty jak ekranizacja WŁADCY PIERŚCIENI.
Freddy Kruger dziś jest już ikoną kina i wa galerii potworów srebrnego ekranu przypada mu zaszczytne miejsce obok takich osobliwości jak Dracula, potwór Frankensteina, wilkołak, King Kong, mumia czy przerażający kosmita z arcydzieła Ridleya Scotta.

Jak to swego czasu napisał Mark Kermode w słynnej "Historii Hollywood": "KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW WEsa CRavena, dzięki uzewnętrznienu w potwornej formie nastrojów młodzieżowej frustracj idekady przywrócił horrorowi miejsce wśród głównych gatunków filmowych (...) Bieg spraw zaskoczył nawet samego Wesa CRavena, twórcę postaci: Freddy stał się maskotką pokolenia zawiedzionych nastolatków, antybohaterem dojrzewających punków, bajkowym Janosikiem z ostrymi jak brzytwa paznokciami". Nie zanm lepszego mpodsumowania znaczenia i sukcesu tej filmowej serii. KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW odcisnął swe wyraźne piętno na historii kultury popularnej i nic nie jest w stanie tego faktu zmienić.

TYm co filmy te znają box zapropnowanya przez Monolith będzie fanatsyczną okazją na powrót do pamięnych wspomnień. Dla młodych widzów wydanie to będzię znakomitą lekcją historii nowoczesnego kina.
Polecam - te filmy (mimo różnego poziomu) to swoista lektura obowiązkowa.



































7

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: