Niestety kolejna słaba ekranizacja gry z idiotycznym scenariuszem ODRADZAM.

1. Gdy ktoś wchodzi Ci z butami w twe królestwo, zabijając przy tym wielu walczących w jego obronie ludzi, Ty z radości żenisz się z jednym z najeźdźców.

2. Denerwował mnie słaby montaż, głównie w scenach pościgów po dachach (parkour). Ani raz całej sekwencji, wszystko makabryczne POCIĘTE. Ciągłaść akcji beznadziejna, nie daję wiary w żadne jego wyczyny. Czy tak trudno jest filmować w sposób, który robił to Jackie Chan w swoich filmach dekade temu?! No chyba że za wysokie, kaskderskie progi...


I tak dalej, i tak dalej... Poczucie humory ssie, wszędobylscy asasyni ssą, nieustanna akcja ssie. Ja nawet nie zdążyłem się utożsamić i zapoznać z żadnym bohaterem.
No ale Walt Disney...

1
  • Szybki, czasami na siłę efekciarski montaż (pożal się boże zwolnione tempo w niektórych scenach) to największy grzech tego filmu. Wszystko pędzi na złamanie karku, następujące po sobie sceny często są od siebie bardzo oddalone czasowo, przez co trudno wczuć się w akcję. Nie nudziłem się co prawda podczas seansu, jednak losy bohaterów działy się jakby obok mnie. Szkoda również, że historię zapełnili mnóstwem postaci, podczas gdy o wiele lepiej byłoby, gdyby w głównej mierze skupiono się na Księciu i Taminie (ich wspólne sprzeczki są chyba najlepszym elementem filmu). Podobała mi się kulminacyjna akcja, kiedy Dastan z księżniczką mięli przejść po ukrytej pod piaskiem ścieżce - gdyby cały film opiewał w takie pomysły, byłby o wiele, wiele lepszy. Na plus zaliczam efekt cofania czasu, tutaj się postarano i wyszło pierwszorzędnie. Szkoda jedynie, że nie wykorzystano potencjału drzemiącego w zabawie czasem, gdyż scen z tym patentem jest raptem kilka. Sądząc po wynikach sprzedaży można oczekiwać kontynuacji w przeciągu kilku następnych lat, mając przy tym nadzieję na lepszy film.

  • użytkownik usunięty

    ja uważam, że ten film powinno się zrobić w Bollywood, nie w Hollywood

  • Bardzo się ciesze, żę się ze mną zgadzacie, panowie. Liczyłem na wysyp "hatersów" i fanbojów tego filmu. A się zaskoczyłem.

    • Ja całkowicie zgadzam się z podpunktem 2, co do pierwszego już mam odmienne zdanie. Nie twierdzę, że fabularnie było super, bo nie było, ale na pewno było tak samo, jeżeli nie ciut lepiej, niż w którejkolwiek części "Prinsa" (bardzo lubię tą serię). Odnośnie zdania, że kolejna słaba eGRAnizacja, też nie mogę się zgodzić, bo z wcześniejszych kojarzę tylko gówno Uwe Bolla i biednego Maxa Payne'a. W zasadzie była to pierwsza na prawdę dobra ekranizacja gry. Warto docenić casting. Nie było beznadziejnych aktorzynek pokroju Biel, Alby, czy pożałowania godnego Haydena Christensena.
      Niestety muszę Cię również zawieść i nie będę Cię obrażał, ponieważ szanuję zdanie odmienne.
      Cieszę się, że ten film był jaki był bo moim zdaniem rokuje to większe szanse na dobre ekranizacje gier, bo komiksy to totalna klęska (poza paroma wyjątkami).
      Pozdrowienia

  • Co do podpunktu pierwszego, to nie jest to taka znowuż bujda. Królestwo to - a raczej miasto - opierało się raczej na swojej randze duchowej, a nie sile militarnej. Inne królestwa widząc że zostało ono łatwo zdobyte, mogły by próbować powtórzyć ten wyczyn. Natomiast małżeństwo jak wiadomo mogło je bardzo wzmocnić strategicznie. A władcy w tamtych czasach nie liczyli się z jednostkową śmiercią - w sensie strategicznym dużo zyskała na tym małżeństwie więc czym miała się przejmować :)
    Poza tym, łatwo dało się zauważyć że była między nimi chemia :) księżniczka sama tego chciała - zresztą zadecydowało przeznaczenie.
    Jak to w BAJKACH. To zresztą słowo klucz w tej opowieści. Dlatego też i ten montaż mi jakoś nie przeszkadzał :) Nie musiało być przesadnie realistycznie.

    • @kotbehemot - realizm z montażem nie ma wiele wspólnego. ;) Można zrobić bajkę z bardziej spójną sekwencją następujących po sobie scen, a tutaj tej płynności zabrakło, przez co film wydaje się mocno pocięty.

      Tak jak pisze ragis, najbardziej cieszę się z roli filmu - istnego łamacza lodów dla ekranizacji gier, gdyż wpompowano w niego bodajże największy budżet ze wszystkich adaptacji i teraz wiele grubych szych będzie patrzyło na słupki sprzedaży, warunkując od nich swoje przyszłe decyzje. Przeszłość takich filmów nie należy do najjaśniejszych, ale kiedy staną się popularne, to wiele z nich okazać się może prawdziwymi perełkami (jak w przypadku komiksowych ekranizacji). W przyszłym roku mamy "Kane & Lynch" (mniejsza z tym, że jednego z bohaterów zrobili czarnego, podczas gdy w grze jest biały), "Hitman 2" podobno szykowany jest na przyszły rok, podobnie jak drugi "Silent Hill", nie wspominając już o grze o największym potencjale twórczym, czyli "Mass Effect". Pozostaje nam trzymać kciuki, aby te produkcje były czymś lepszym od standardowej ekranizacji gier. O "Księciu..." ludzie pozapominają, nawet jeśli film się spodoba (takie odnoszę wrażenie), a trzeba nam ekranizacji zapadających w pamięć, które ludzie będą rozpamiętywać na długo po premierze, podając je za przykład dobrego kina, tego, czy innego gatunku. Rozmarzyłem się. ;)

      @BUNCH - czasami i na filmwebie znajdą się kulturalne osoby potrafiące wyrazić swoją opinię nie opluwając przy tym nikogo. :)

    • użytkownik usunięty

      Dokładnie, Behemot. Małżeństwo jako zabieg strategiczny. Persja była wtedy potęgą - więc takie więzi małżeńskie dla miasta były pożądane. Napadli Persowie - mogliby i inni. Na marginesie - jestem kobietą, więc rozumiem księżniczkę. Lepiej być pierwszą u "przyszywanego" księcia, niż entą u prawdziwego :) A reszta? No cóż, nigdy nie grałam w "Księcia..." ( dawno temu coś próbowałam, ale to jeszcze na Pegasusie ;)) ) i zapewne wyszło mi to na dobre - nie oceniłam filmu przez pryzmat gry, i to może dzięki temu jednak nie będę się go czepiać. Ot, niezłe kino rozrywkowe.

  • Początkowo, ja również chciałem dołożyć swoje obszerne narzekania na niedoskonałości filmu i brak zgodności z oryginałem. Po namyśle, ograniczyłem je do jednego zdania.

    Kiedy, k*PIIIIII*a filmowcy zaczną WIERNIE ekranizować gry, zamiast zmieniać w nich dosłownie wszystko według własnej wydumanej woli, bo uważają że 'gry som gupie' a oni genialni i wszystko zrobią lepiej?!

    Co do samego filmu - bardzo dobry. Jak na ekranizację. Bo w porównaniu do innych filmów, jest po prostu średni. Gdyby nie ogromny budżet, masa efektów specjalnych i świetni aktorzy, byłby zwyczajnie słaby. Filmowcy zrobili bowiem to samo, co z innymi ekranizacjami gier - napisali wszystko po swojemu, przy okazji kastrując z całości lub znacznej części klimatu.

    Graczy jest coraz więcej - obecnie nie mają oni 15 lat, tylko 25 i więcej. Jeśli wśród filmowców i scenarzystów znajdzie się więcej graczy, to może wtedy coś się poprawi?

  • No mnie też ten film do gustu nie przypadł

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: