dopiero na napisach...

Księżniczkę Mononoke pierwszy raz obejrzałam mając 14 lat (obecnie mam 26). Oglądałam ją ze starszą siostrą. Cały film twardo się trzymałam, były momenty, kiedy czułam, że coś mnie w gardle ściska, ale to dopiero przy ostatniej scenie i na napisach wybuchłam głośnym płaczem. Siostra spojrzała na mnie zdziwiona i spytała czemu płaczę, skoro skończyło się dobrze. Ja odpowiedziałam, że w prawdziwym świecie by się tak nie skończyło... miałam po tym filmie "traumę" i nie mogłam się do niego znów zabrać latami. Mimo wszystko jakoś to przełamałam. Właśnie zakończyłam oglądanie Mononoke Hime po raz trzeci w swoim życiu - reakcja dokładnie taka sama jak 12 lat temu...

1
  • Zarejestrowałem się żeby to napisać :)
    Hayao Miyazaki robił coś takiego w kilku innych animacjach. Dojrzały człowiek powinien się domyśleć, że te filmy kończą się na pięć minut przed końcem rzeczywistym. Ostatnia scena jest po to, żeby film nie wywoływał złych emocji, tylko dobre. Gdyby te filmy mówiły prawdę w oczy, na temat tego jak się tak naprawdę kończą, to były by zbyt przykre i człowiek wolał by o nich raczej zapomnieć, niż do nich wracać. A przecież jeśli dzieło ma wpłynąć na człowieka i uwrażliwić, to nie może być aż tak dołujące. Poza tym oglądają je dzieci, dla nich to by było za trudne. To taki przekaz kierowany do dorosłych.
    Zakończenia są specjalnie tak proste i niemożliwe w prawdziwym świecie. Zupełnie nie pasują do geniuszu i realizmu całego filmu, specjalnie żeby się tego domyśleć :)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: