Lucy82f Lucy82f
ocena: 4

Jak można wymyśleć taką wersje bajek.To straszne.I teraz wszystkie bajki disneya będą tak robić!Niedługo będzie "Roszpunka"Tak samo zrobiona jak poprzednia animacja.Czy ktos czytał księżniczke i żabe.Przecierz to nawet nie przypomina orginalnej wersji.Gdyby autor tej napisanej bajki jeszcze żył to spokojnie mógł by się sądzić.Gdzie bajki w stylu kopciuszka i pinokia.?????Jednym słowem Disney schodzi na psy!!!

  • jju jju

    A nie zauważyłaś, że to nie jest adaptacja bajki o księciu zaklętym w żabę? Owa bajka występuję w tej disney'owskiej ale w postaci bajki opowiadanej tytułowej księżniczce w dzieciństwie. Jeśli już nazywasz to "wersją", wersja disneyowska bazuje tylko na tej oryginalnej.
    A po drugie, dlaczego by nie 'wymyślać' innych "wersji" bajek? Jestem zdecydowanie za.

    • Lucy82f Lucy82f
      ocena: 4

      Po pierwsze tytuł jest taki sam więc ktoś kto nie zna tej bajki mógłby przyjąć tę wersje za orginał.Zresztą kiepską wersje!Ja jestem zdecydowanie na nie.Uważam że disney powinien zostawić stare bajki i baśnie takimi jakie są a nie udziwniać je swoimi własnymi pomysłami!

      • ja_tu_tylko_sprzatam ja_tu_tylko_sprzatam
        ocena: 7

        Nie rozumiem jak ktokolwiek mógłby się pomylic, już sama czarnoskóra księżniczka wskazuje na bardzo luźne potraktowanie opowieści. poza tym tytuł tej tradycyjnej baśni to, z tego co pamiętam "żabi książe". no i ciężko by było zrobic z niej pełnometrażowy film - bądź co bądź to niezbyt długa opowieśc. zwykle też jestem na nie, jeśli chodzi o udziwnianie starych historii, ale tym razem uważam, że wyszło bardzo dobrze, a i przesłanie disney'owskiej wersjii jest chyba treściwsze. Ja jestem za, a mało tego, jeszcze składam pokłon w stronę wytwórni, że wśród tego całego badziewia, które teraz produkuje, odważyła się jeszcze zrobic bajkę w dobrym, starym stylu

  • wioletaHP wioletaHP

    Śpiąca Królewna, Królewna Śnieżka czy Kopciuszek również różnią się od oryginałów. Przecież trzeba coś dodać aby zrobić z tego film na 1.5 godziny a nie na 15 minut!

  • Ciastkan Ciastkan

    Nie chcę psuć Twoich dziecięcych marzeń, ale wszystkie takie bajki są różne od oryginałów. Mała Syrenka umiera, a reszta historii z bajki naprawdę niezbyt jest podobna do tej z baśni. W Tarzanie główny zły nazywał się dokładnie tak, jak w rzeczywistości nazywał się sam Tarzan - dlaczego nad tym nie płaczesz? Bo te bajki mają już tyle lat, że nie wypada?. Mowgli też umiera. Piękna i Bestia dość mocno trzyma się pierwowzoru, ale gdyby nie dodano fenomenalnej postaci Gastona, cała historia wiele by straciła na swojej magii. Dzwonnik z Notre Dame i Esmeralda też nie dożywają happy endu. Siostry Kopciuszka odcinają sobie kawałki stopy (jedna duży palec, a druga piętę), żeby wcisnąć się w szklany pantofelek. Mam wymieniać dalej? To są baśnie Disneya. Nie Grimmów, nie Perrault - nawet jeśli są oparte o inne podania, to Disney je uformował i wszyscy ludzie, którzy choć trochę się tym interesują, wiedzą o tym i dawno mu to wybaczyli.

    • sand_witch101 sand_witch101

      Prawdą jest, że wierne odtwarzanie jakiejś bajki nigdy nie przyciąga publiczności. Ludzie oczekują nowości, nie pójdą na film, którego przebieg i zakończenie znają z góry, tym bardziej, jeśli główny bohater nie żyje "długo i szczęśliwie". Tak, jak słusznie zauważyła Ciastkan, większość baśniowych bohaterów źle kończy, poza tym oryginały, oparte o ludowe podania, są wyjątkowo brutalne. Już widzę, co ludzie zrobiliby z Disneyem, gdyby pokazał odcinanie kawałków stóp, przypalanie, jak to było w przypadku Pinokia, albo gdyby błąkający się po lesie oślepiony przez czarownicę książę z "Roszpunki" spotkał swoją ukochaną z dwojgiem swoich (!) dzieci (bo taka wersja wydarzeń figuruje w książce, którą czytałam, dzieckiem będąc). Wspomnę jeszcze Małą Syrenkę i morderstwo, jakiego musiała dokonać, żeby pozostać człowiekiem. Przecież to demoralizacja w najgorszym wydaniu. Dosyć wiernie odtworzone baśnie Braci Grimm można obejrzeć w weekendy na Pulsie, ale jakoś nie zauważyłam, żeby cieszyły się dużą popularnością.
      Druga kwestia: film jest zatytułowany "Księżniczka i żaba", bo opowiada o księżniczce i żabie. Co z tego, że fabuła jest nieco inna, niż ta z czytanej w dzieciństwie baśni (notabene: tytuł baśni brzmiał "Żabi król", a jej motyw pojawia się także w filmie - to książka, którą Naveen dostaje po głowie od Tiany). Gdyby autor baśni żył, to rzeczywiście mógłby pozwać Disneya o czerpanie zysków z fan fiction. Ale po tylu latach prawa autorskie dawno wygasły, zresztą baśnie nigdy nie miały jednego autora - jak już mówiłam wcześniej, są oparte na ludowych podaniach i tacy ludzie jak Grimmowie czy Perrault je tylko spisali, a my możemy się tylko kłócić, kto od kogo kopiował. Nikt nie broni Disneyowi stworzenia całkiem nowej historii na kanwie tego, co już kiedyś powstało i nadania jej podobnego tytułu.

      • lia_13 lia_13
        ocena: 8

        z wszystkim się zgadzam co napisałaś, tylko, gwoli ścisłości, Mała Syrenka nie popełniła morderstwa aby pozostać człowiekiem. Miała taką możliwość sposobność, ale nie chciała się zgodzić na taką niegodziwość i wybrała popełnienie samobójstwa, skacząc w odmęty fal i zmieniając się w pianę morską. Choć pytanie co gorsze, popełnić morderstwo czy samobójstwo. Tak pisał H.Ch. Andersen.

        • sand_witch101 sand_witch101

          Wiem o tym, ale tego, co zrobiła Syrenka, nie nazwałabym samobójstwem. Miała tylko dwie drogi: popełnić morderstwo i wrócić do podwodnego królestwa (przepraszam za błąd moim poprzednim poście), albo tego nie zrobić, czego konsekwencją była śmierć. Nie targnęła się na swoje życie sama, może gdyby istniała trzecia opcja gwarantująca przeżycie bez popełnienia zbrodni, wybrałaby właśnie ją. To była z jej strony szlachetność - poświęciła własne życie dla swojej rywalki i człowieka, który ją skrzywdził. Dlatego po śmierci miała możliwość otrzymania nieśmiertelnej duszy. W każdym razie - niezależnie od tego, czy Syrenka zbrodnię popełniła czy nie, sam jej opis był dość szczegółowy. Ale powtórzę Twój wniosek, choć w nieco innym kontekście: Andersen tak pisał (tu wspomnę np. "Czerwone trzewiczki", która to baśń, notabene, do tej pory mnie trochę przeraża). Wbrew pozorom, baśnie Andersena mają jednoznaczne przesłanie: próżność i egoizm zostają ukarane, a czystość i szlachetność - nagrodzona. I jeszcze: każdy ma szansę poprawy, mimo błędów, które popełnił. Pytanie tylko, czy z niej skorzysta.

          • lia_13 lia_13
            ocena: 8

            Ło matko, dla mnie też Czerwone trzewiczki to jakaś makabreska ;)

    • cuteJo

      Całe szczęście, że nie są to wierne ekranizacje bajek! Przecież te bajki się nie nadają do czytania dzieciom. Mam kilkuletnią córeczkę i ostatnio chciałam jej poczytać Małą Syrenkę, czy tez właśnie Kopciuszka - musiałam przerwać, bo tak drastycznych opisów nawet ja nie chcę mieć w swojej głowie!! Ktoś chce oryginału - proszę bardzo, ale oznaczcie takie bajki, że są dozwolone od 18 lat, bo ja z dzieckiem na taką nie mam zamiaru iść do kina. Całe szczęście, że to co produkuje Disney w większości nadaje się by miło spędzić popołudnie. Pamiętam, że jako dziecko np. Czerwony Kapturek nie należał do moich ulubionych bajek - motyw z pożeraniem babci i dziecka przez wilka, a potem rozpruwanie mu brzucha i zaszywanie w środku kamieni przerażał mnie. A podobno kiedyś to były takie piękne baśnie....

      • Ciastkan Ciastkan

        Nigdy mnie to nie przerażało. Z ochotą połykałam takie cuda, jak 'Sinobrody' Charlesa Perraulta i nie uważam ich za niepotrzebną makabrę. Właśnie dziś czytałam ciekawy artykuł n/t niepotrzebnej cenzury takich 'strasznych' wydarzeń w bajkach. Dzieciom potrzebne są skrajności, potrzebne jest jasne określenie dobra i zła, by mogło identyfikować się z bohaterami pozytywnymi i nie chcieć iść w ślady negatywnych. Wyraźnie pokazane jest, że kłamstwo, zazdrość, czy zemsta to złe rzeczy, a szczodrość, uczciwość i ogólnie i pojęte dobro są właściwe. To takie baśnie kształtują światopogląd od małego, a nie jakieś zafajdane ćwierkające ptaszki i tęcze.

        Skoro już taki banał, jak baśnie, się mu cenzuruje, to co dalej? Jeżeli się będzie wychowywać szczeniaka w przekonaniu, że cały świat jest dobry i tylko uspokajało mówieniem mu 'Gdzieś tam są źli ludzie, ale mamusia i tak cię przed nimi obroni', to wychowa się inwalidę, który nie będzie przygotowany na żadne problemy dopóki go bardzo boleśnie życie nie zahartuje - a po tym pozostanie mu wyrzut pt. 'Dlaczego całe życie trzymaliście mnie pod kloszem?'. Albo jeszcze gorzej, nigdy nic go nie zahartuje i tylko będzie wiecznie bać się własnego cienia, nieodporny na trudności, czekający na magiczny happy end. Bo skoro bohaterowie wymuskanych bajek mieli go podanego na talerzu, bez wybojów i walki o swoje, to i on musi mieć.

        Jak się dzieciak przerazi, to trudno - rodzic jest po to, by mu wyjaśnić, że to tylko bajka i nie ma się czego bać, a nie wmawiać, że zło nie istnieje, a mamusia Bambiego wcale nie umarła... Co z tego, że wilk zjada babcię i kapturka? Ważne, że leśniczy ich ratuje, a wilka spotyka kara. Ważne, że nawet najgorsze wydarzenia z baśni idą ku dobremu i przekazują ważne morały - zasiewają w podświadomości taki cichy głosik, który mówi, że jak źle by nie było, odrobina życzliwości może zamienić nawet najgorsze bagno w 'I żyli długo i szczęśliwie'.

        • sand_witch101 sand_witch101

          Oczywiście, to prawda, ale tylko wtedy, gdy rodzic zda się na dziecięcą wyobraźnię. Ja osobiście nie miałam problemu z paleniem czarownicy w piecu, szyciem wilka, czy odcinaniem palców, gdy mama i tato czytali mi bajki. Małe dzieci nie boją się takich makabrycznych wizji, bo w ich umysłach wydarzenia te nie są makabryczne... póki jakiś "geniusz" nie będzie się starał za wszelką cenę uświadomić biedne maluchy i nie zaserwuje im na ekranie wiernej adaptacji, gdzie wiedźma zwija się z bólu, a krew leje się strumieniami. nie jestem przeciwna czytaniu bajek w wersji oryginalnej, natomiast w telewizji powinno się je nieco złagodzić, gdyż obraz przemawia do wyobraźni bardziej niż słowa i skutek może być dokładnie taki sam, jak jedna z konsekwencji trzymania dziecka"pod kloszem". Ale chyba nie napisałam niczego nowego. O dawna wiadomo, że każda skrajność jest zła.

          • Ciastkan Ciastkan

            W rzeczy samej. W bajkach które są z zamysłu dla dzieci takie rzeczy są przekoloryzowane - nikt nie uzna królika Bugsa okładającego młotkiem kaczora Duffy'ego za zaproszenie do przemocy. A jeśli tak, to moje kondolencje dla zdrowego rozsądku tych osobników. Czym innym są bajki, które docelowo są dla dorosłych i opowiadają klasyczne historie w mniej ułagodzony sposób - takie filmy rzeczywiście należy umiejętnie dozować. Masz także rację twierdząc, że obraz przemawia w zupełnie inny sposób, przytłaczając własne pomysły tymi serwowanymi na tacy.

            Nie wspominając już o powszechnie znanym fakcie, że telewizja nie tylko przemawia inaczej, niż wyobraźnia, ale także tępi ją i ogółem ogłupia. Kretyńskich reklam jest teraz więcej, niż filmów między nimi, a programy typu 'Super Sweet 16' piorą mózgi małych dziewczynek bez cienia oporu. Nawiązując do lubianego przeze mnie filmu 'Interstate 60' - czasem tylko kaseta da radę.

      • lia_13 lia_13
        ocena: 8

        Nigdy nie przerażało mnie zło spotkane Czarownicę w Jasiu i Małgosi czy Królewnie Śnieżce, albo wilka. Co najwyżej ustalało ono potrzebną w życiu hierarchię wartości. Obcinanie palców i pięt przez siostry kopciuszka było śmieszne, bo jż jako kilkuletnia dziewczynka zdawałam sobie sprawę, że to nic nie da i uznałam je za głupiutkie ;)
        Jedyna bajka, która mnie przeraziła to "Bajka o 7 krukach". Przeraziła mnie ona jednak nie ze względu na zło, które się tam dzieje, ale na źródło tego zła. Jest tam scena, w której matka przez przypadek zamienia swoje dzieci w kruki. Chłopcy byli bardzo niegrzeczni, ona nieopatrznie wypowiada takie życzenie i ono spełnia się. W Baśni "Dzikie Łabędzie" H.Ch. Andersena czyni to macocha, co więcej, czyni to celowo. W baśni o krukach matka czyni to trochę przez przypadek. Fakt, że macocha krzywdzi swoje dzieci był dla mnie do przyjęcia. Ale dla mnie jako małego dziecka było przerażającym, że zrobiła to matka. Że matka może stanowić zagrożenie dla własnych dzieci, że może je skrzywdzić. Nawet jeśli dzieje się tak przez przypadek, było to dla mnie nie do przyjęcia i popadłam niemal w histerię podczas czytania bajki. Mama tłumaczyła, że to tylko bajka, jakich mnóstwo czytała mi na dobranoc. Nic nie pomogło, musiała przerwać czytanie :D

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: