Jaki waszym zdaniem jest morał filmu?

Co wyciągneliście z tego obrazu? Po obejrzeniu "Lata miłości" można stwierdzić iż miłość to zaledwie puste słowa

1
  • raczej trzeba odróznic milosc prawdziwa od zludnej, w filmie gleboka wiez wystepuje miedzy rodzenstwem Mona i Philem, Tamsin zazdrosci im tego, poniewaz ona nie ma tak bliskiej osoby w swoim otoczeniu (siostrze zazdrosci urody, rodzice sa chlodni i odlegli)
    Mona i Phil nauczyli sie czegos, chociaz nie sa "skazani na sukces", maja przed soba wiele szans

    • zgadzam się z wypowiedzią powyższą. Bardzo dobrze tu widać, jak rożni ludzie mogą traktować taką znajomość i co jest dla nich miłością.Dla jednej z dziewcząt było to poważne i głębokie uczucie...dla drugiej- tylko gra,dziecinny kaprys.W gruncie rzeczy jasne jest,że nikt tam szczęśliwy nie był.

      • Jak dla mnie, to i dla Tamsin, i dla Mony jest to tylko letnia miłość - fascynacja, choć Tamsin prowadzi swoją grę bardziej świadomie, a Mona jest jak ćma lecąca do światła - miłości, ale wreszcie szybko przechodzi nad tym do porządku. Ludzie chcą grzać się w miłości jak w słońcu lata, szukają jej, robią przymiarki, udają, że wierzą w coś nie do końca prawdziwego, lub jak Tamsin - chcą się dowiedzieć, co to jest, przyjrzeć się z bliska. Nie potępiam Tamsin - chociaż jest świadomie aktorką, też jest bardzo niedojrzała.

        • No nie wiem...Co prawda Mona pogodziła się z tym,co było konieczne,ale przecież wcześniej na pewno nie chciała tego tracić.. Myślę,że będąc z Tamsin,dopiero zaczynała poznawać co to właściwie jest miłość,fascynacja.wcześniej tego nie zaznała w takim stopniu.Była oczarowana pięknem,które przyciąga,zaczęła naiwnie wierzyć,że ono zaprowadzi ją do szczęścia.Była oszołomiona,ale to właśnie jest to młodzieńcze uczucie..Dzięki temu doświadczeniu wiele się nauczyła.

          • A moim zdaniem Pawikowski chciał po prostu przekazać czysto nihilistyczny pogląd na rzeczywistość. Nie ma czegoś takiego jak prawdziwa miłość, nie ma też czegoś takiego jak prawdziwa wiara w Boga. Każda wartość jest fałszywa, bo stworzona przez lata ewolucji ludzkiej świadomości tylko w jednym celu: STWORZENIA POZORU PORZĄDKU ŚWIATA (zaspokajającego jednostkową potrzebę bezpieczeństwa) ORAZ SKONSOLIDOWANIA SPOŁECZEŃSTWA. Nie ma wartości wyższych gdzieś poza człowiekiem, "Bóg umarł, jest tylko rzeczywistość".
            W pierwszej połowie filmu mamy zresztą rozmowę o Nietsche.

            A relatywizm w postaci ironicznego uśmiechu Mony w końcówce filmu wymiata...

            P.S.: Perfidny film o perfidnym tytule w perfidny sposób przyciągający uwagę idealistów:D

            Pozdrawiam:)

  • Groszek - nawet ostatnio nabyłam "Tako rzekł Zaratustra", żeby się przyjrzeć temu, co rzecze Nietche. To, co wypisuje, jest dosyć przestarzałe i nie sądzę, żeby miało stanowić główną wymowę filmu. Jest to tylko jeden z możliwych tropów, które podsuwa reżyser, co nie znaczy, że tak musimy rozumieć.
    Bohaterowie tworzą sobie fałszywych "bogów" - Mona rzuca się bezkrytycznie na każdą "miłość", jaką jej podsuwa życie, a jej brat na egzaltowaną religijność, co daje im złudne poczucie szczęścia i prowadzi do rozczarowań.
    Jednak koncepcje Nietchego zbudowania nadczłowieka, który byłby wolny od wszelkich złudzeń, chyba dosyć się skompromitowała. Budowanie przez człowieka wartości jest sposobem przystosowania do życia, a szczególnie wyraża fakt, że człowiek jest istotą społeczną i musi budować więzi z innymi, aby normalnie żyć. Czasem są to związki powierzchowne, czasem głębokie - takie jak między Moną i jej bratem. "Letnie" miłości, które się pojawiają poza tym, są nietrwałe, ale pozwalają dowiedzieć się czegoś o życiu, są poszukiwaniem, a kto szuka, czasem też błądzi.

    • Sława i wielkość Nietschego wynika z jego dwóch "wynalazków":
      relatywistycznego podejścia do świata społecznego (podszedł do wartości w sposób realistyczny, wręcz naukowy dochodząc do wniosku, że każda z nich jest fałszywa, bo stworzona przez społeczeństwo celem jego konsolidacji) oraz stworzonej przez niego nowej religii, która jest swoistym przewartościowaniem obowiązujących w naszym świecie wartości (czyli nadczłowiek).
      Ty, droga Mono, skupiłaś się na drugim aspekcie (który jest zresztą następstwem pierwszego). Mi chodziło bardziej o ten pierwszy - relatywizm (zabawa w miłość, wstręt do religijności). Relatywistycznego podejścia nie prezentują wg mnie tylko bohaterowie, także Pawlikowski - deprecjonując pod koniec filmu wartość religii przy pomocy "nagłego otrzeźwienia" brata Mony. "Wartości to mrzonka" - w mojej opinii mówi reżyser i scenarzysta w tym filmie. I dobrze - naukowe podejście. Wartości zawsze zakrzywiają postrzeganie rzeczywistości (religia - brat Mony, któremu dosłownie palma odbiła). Dziewczyny - zdaje się - miały tego świadomość, więc bawiły sie wartościami (obie tak naprawdę mocno stąpały po ziemi). Mona udała w końcówce, że jest załamana, bo zdradziła ją jej "miłość" - udawała, co widać po ironicznym uśmiechu przed napisami. Dziewczęta pobawiły się tylko w romantyczną miłość, która jest niczym innym niż pewną formą zachowań wypracowanych w toku rozwoju społeczeństwa (m.in. poprzez literaturę) - nie jest bytem obiektywnym, jedynie wrażeniem świadomości, które może prysnąć w ciągu sekundy...
      Co do teorii nadczłowieka to trochę przesadziłaś chyba z tą "kompromitacją" i "przestarzałością":) To przecież teoria bardziej pasująca do naszej rzeczywistości (kapitalistycznej) niż moralność chrześcijańska, która uległa bolesnemu zderzeniu z systemem ekonomicznym lansującym rywalizację, zbieranie korzyści kosztem innych itp... Gdzie tu miejsce na miłość do bliźniego? Kapitalizm jest wydajny, ale sprzeczny z religią chrześcijańską. Co prędzej powinno się zmienić? Ustrój czy światopogląd? Oczywiście, że światopogląd (i zmienia się, spotykam samych ateistów cholercia:P) Tym bardziej, że to kapitalizm (zresztą jak każdy inny ustrój), a nie chrześcijaństwo, jest zgodny z prawdziwą naturą człowieka, czyli jego wrodzonym egoizmem (altruizm to w końcu też egoizm:P).

      Think about it with clear mind:)

      Pozdrówki:)

      • Aha, no i Nietsche wiedział doskonale dokładnie jak Ty, droga Mono, że wartości są konieczne do życia społecznego. Coś w końcu musi nas trzymać w kupie, że tak powiem;) Teoria nadczłowieka jest swego rodzaju religią - właśnie wartością. Wartością powinno być życie i tylko życie, wg Nietschego. A reszta (jakieś nadczłowieki;)) przychodzą same, jesteśmy w końcu, jak już wspominałem, z natury egoistami, a po co żyć niezgodnie z nią?:P

      • Tytuł filmu - "Lato miłości", sugeruje, że chodzi tu o letnie, czyli niepoważne miłości, i to chyba sugeruje Pawlikowski. :)
        Teoria nadczłowieka chyba się skompromitowała, bo jednak tworzenie wartości i więzów leży dosyć głęboko w naturze człowieka, i nie można tak łatwo tej natury zmienić.
        Te gry, które dzieczyny prowadzą, to jakiś etap dojrzewania, dla mnie nie są one tyle cyniczne, co młode. A religijność brata jest śmieszna, bo jest egzaltowana i oderwana od życia.
        Wolę nie rozszerzać dyskusji tak szeroko, ale jeśli altruizm to egoizm, to egoizm jest też altriuzmem, a świat wokoło wciąż pełen jest poezji. :)

        Pozdrowienia.

        • Ten tytuł nie wyklucza relatywizmu, wrecz przeciwnie:-o Poza tym chyba P. nie zawarł w scenariuszu filmu nazwiska akurat Nietschego przypadkowo:) A teoria "nadczłowieka" Nietschego przecież nie zakłada braku więzów czy wartości w egzystencji społeczeństwa. On tylko przewartościowuje... porządkuje ludzi według nowej wartości - siły. Silni są panami, słabi niewolnikami. I wartość ta nie jest wcale tak nieprawdopodobna dla zaistanienia w społeczeństwie (np. w starożytnej Sparcie spuszczano na skały wątłe niemowlęcia). Człowiek jest zdolny do wielu rzeczy, w zależności od jego pojęcia "dobra" i "zła" - Spartanie dowiedli, że mogą one być interpretowane w baaaardzo różny sposób.
          Co do dziewczyn - młode, lecz inteligentne, inteligentne, bo relatywistki, otwarte mają dziewuchy umysły:P
          A egoizm altruizmem? Np. raskolnikowskie zabójstwo jako droga do zbawienia ludzkości? No racja. Wszystko jest względne, relatywizm in da house;)

          Pozdrówki:)

          P.S. Spróbuj przeczytać wcześniejsze dzieła Nietschego, nie przesiąknięte doktryną "Ubermensch".

          • Czy nie sądzisz Groszku, że Tamsin pod wpływem dzieł fryderyka Nietzschego postanowiła "zabawić się w nadczłowieka"? Postanowiła ubarwić sobie życie czymś nieznanaym, letnią , ulotną miłością. I świadomie robiła to kosztem Mony korzystając ze swojej wyższej pozycji społecznej i posiadanej wiedzy. Nawet brat mony zostaje potraktowany przedmiotowo, jak zwykła zabawka.
            Czy znów burżuje uciskają biednych proletariuszy:)?

            • Good point. Zgadzam się. Ale może to Mona zabawiła się Tamsin?:) Pobawiła się w miłość jeszcze błyskotliwiej pozostawiając w Tamsin po ostatniej scenie poczucie winy:) Nie doceniasz wyjątkowości "klasy dla siebie":P

              • Wydaje mi się że tpo raczej zwykła zemsta, za złamane obietnice, za kłamstwa, za tą grę właśnie. Może przesadzam ale w wyzwoleniu, które ma miejsce pod koniec filmu, Mona postawiła się ponad Tamsin. Zafundowała jej że tak powiem "duszny" zimny prysznic. W ostatecznym rozrachunku to Mona wychodzi lepiej, jest pozbawiona złudzeń a Tamsin zrozumiała (albo i nie), że zaczęła igrać z czymś co nigdy nie powinno być tematem zartów, z uczuciami inej osoby.

                • Zemsta jest słodka, ale czy aż tak, by w mgnieniu oka odrzucić osobę, którą darzyło się "miłością", a potem w dodatku po chamsku się uśmiechnąć?;)

                • Wydaje mi się, że obie dziewczyny podświadomie szukały wrażeń, "miłości", na swój sposób, były młode, ciekawe życia, była między nimi jakaś fascynacja, ale też gra. Mona jest naiwna, rzuca się na każdą znajomość, przecież wcześniej też miała nieciekawe doświadczenia. Zemściła się na Tamsin, ale to raczej było strzepanie pyłu ze stóp. Raczej niewiele się nauczyła, ani nie stanęła wyżej od Tamsin. Wyrównała rachunki i poszła na spotkanie następnej "przygody". Dla żadnej z nich nie była to miłość głęboka, i zapomnieć też nie było im trudno. Może to film o poszukiwaniu, o przymierzaniu się do życiowych ról. Trudno o głęboką miłość przy tak niedojrzałych osobowościach.

                • Film bardzo mi się podobał głównie za zdjęcia, miał taki specyficzny klimat.
                  Być może jstem naiwny, ale oto: Tamsin jako bardziej uświadomiona, bogatsza, z innej klasy społecznej próbowała powrócić do źródeł, chciała (uwolniona na wakacjach) z wszelkich hamulców, poznać prawdziwą miłóść, która w niej niejako drzemała. Jej kłamstwa były wynikiem zagubienia, chcęci osiągnięcia celu ponad wszystko ,ale nie z pobudek egoistycznych, po prostu była jak wyschnięta gąbka, która zrobi wszystko akby napełniła ją wodą.... potem po przyjeźdźie rodziców kiedy uśiwadomiła sobie, że TA rzeczywistość nadal istnieje, no cóż znowu ustawiła się do odgrywania swojej dawnej roli... trochę to naciągane i sam w to raczej nie wierze ;-) ale próbuję także ją zrozumieć.

          • Zasadniczo zgadzam się z pierwszym postem Groszka. Później zbytnio siezagłębia w całą historię , przez co traci me poparcie. Anyway, wiem ,ze posty sprzed pięciu lat ,ale błagam was, do cholery, piszcie na przyszłość "Nietzsche." Bo Friedrich się obrazi i was będzie nawiedzał...

  • Wniosek... lato to chyba niewlasciwa pora na milosc :)
    A tak powaznie, dla mnie, to film o tym, ze w kazdym z nas siedzi jakis diabel.
    Tam pociaga zlo. Mazy o zyciu dekadentki i nihilistki. Jest fantastka, wiec kreuje siebie na kobiete demoniczna, taka jak Edith Piaf, ktorej biografia sie fascynuje. Chce uciec od zwyczajnosci i schematycznosci swojego "dobrego domu". Ale Phil i Mona, pozornie mniej zepsuci, tez tesknia za ciemna strona swojego ja - mniej idealna a bardziej ludzka. I choc wciaz szukaja w swoim zycium sacrum - Mona Milosci, Phil Boga - to jednak ostatecznie je odrzucaja.
    A czemu Mona usmiecha sie w ostatniej scenie? Moze spodobalo sie jej bycie zla. A moze po prostu to aluzja do Mona Lizy :)

    • tak.. to najpewniej pozbycie się złudzeń. Prawdopodobnie uczucie Mony rzeczywiście nie było poważne (choć znane są przecież przypadki osób owładniętych miłością do tego stopnia,że bez wahania zasztyletowaliby niewiernego ukochanego.Jednakże musielibyśmy określić,co wchodzi z zakres miłości,a to bardzo subiektywna kwestia). Lecz jej uśmiech jest jakby ironiczno-zwycięski,wyczuwam tam jakieś czegoś zrozumienie, jakąś dumę z siebie. To już koniec gry,Mona wraca do domu,do swojego pubu. Byłabym skłonna uważać,że istnieją dla niej jakieś wartości (miłość do brata) i są czymś,na czym można się oprzeć. I właśnie stała się tego pewna. Coś takiego musi istnieć w życiu.

  • eee... obejrzałam ten film dopiero teraz. uważam za dobrą produkcję, ale go chyba nie zrozumiałam. jakiś był taki niezwyczajnie zwyczajny i nie mam pojęcia o co chodziło...

  • a jak to było z tym bratem? kiedy rozmawiał z Tamsin, kolejny raz odniosłam wrażenie,że to fanatyk,kiedy zdenerwowany tym, że ona ostatecznie go okłamała i podważyła to w co on gorliwie wierzy wyładował się na niej dusząc ją, wyszło szydło z worka i tak jak ktoś wcześniej powiedział,że ludzie z miłości mogą zabić niewiernego ukochanego tak on był gotowy zabić w imię Boga.
    ale jak rozumieć scenę w której wyrzuca swoich "braci i siostry" z wspólnej modlitwy.oznaka mimo wszystko słabej wiary co by gryzło się z jego poprzednimi czynami czy może wiara go przerosła albo jeszcze inaczej fałszywa wiara która miała być takim lekarstwem na jego kryminalną przeszłość,potwierdzeniem jego wewnętrznej zmiany

    • użytkownik usunięty

      z bratem było niestety tak, jak często bywa z neofitami - wydaje im się, że skoro już raz uwierzyli w Boga, to nie muszą się zmieniać wewnętrznie, nie muszą się starać i już od dziś będzie z górki. tymczasem wyszło na jaw, że przemiana braciszka jest płytka, oparta na emocjach i uczuciach, a nie na głębokiej zmianie swojego życia.

      co do kolegi groszka - myślę, że fascynacja Tamsin dziełami nietzschego była jedną z jej egzaltowanych, szpanerskich faz młodzieńczych, tak jak jedzienie grzybków. przesłanie filmu zupełnie nie ima się z filozofią niczeańską, bo przecież zgodnie z nią powinna wygrać Tamsin, jednostka silniejsza i odrzucająca religię, a w końcu jednak zwycięża Mona::

      ps. Moje powiedzonko z czasów studiów:"Nietzsche był nietoperzem, który widział świat do góry nogami." :)

  • Jak dla mnie uśmiech bohaterki w końcowej scenie oznacza że mimo tego iż miłość czy religia są oparte na złudzenich i kłamstwach to i tak warto kochać i wierzyć bo bez tego nasze życie byłoby mniej ,,przyjemne". Ktoś na forum wspomniał o takim jednym filozofie znanym bardzo. Zadawał ów jegomość takie jedno pytanie: Jaką wartość ma prawda? Być może dla życia, przetrwania itd. większe znaczenie ma ĸlamstwo, złudzenie.

  • dwie miłości, dwie natury, dwie wizualizacje, wszystko od siebie odrębne, dwa różne światy. jedno co je łączy to "cierpienie", oba światy cierpią mimo posiadania różniących się od siebie minusów.

  • Przeczytałem to wszystko i tak sobie myśle.... Ludzie, co wy w ogóle piszecie...

    Mona po prostu była SAMOTNA SPRAGNIONA MIŁOŚCI. Potwierdza to pierwsza scena filmu, w której wsiada na motor bez silnika, dojeżdża na łąkę i samotnie się kładzie. Jak się później okazuje, ma też dość zachowania "nawróconego" brata, czuje, że utraciła z nim (jedyną bliską osobą) więź porozumienia, bo chyba każdy przyzna, że zamiana dochodowego interesu w "centrum duchowe" jest niedorzeczna i przez to jest CAŁKOWICIE SAMOTNA.

    Wtedy spotyka Tamsin, w której po dłuższym przebywaniu razem się zakochuje, jednak uczucie to wcale NIE JEST tak powierzchowne, jak piszą tu niektórzy.

    Samotna Mona :
    - której chłopak rzucił, bo się mu znudziła (a był z nią dla seksu, nawet w dniu rozstania najpierw ją wydymał, a potem dał jej kosza)
    - i która nie zaznała zbyt dużo ciepła od rodziców (a raczej matki, bo ojca nie pamięta) i brata, który diametralnie się zmienił
    po prostu POTRZEBOWAŁA MIŁOŚCI. Z uwagi, że nie miała też zbyt dobrych doświadczeń z mężczyznami, uległa uczuciu do osoby tej samej płci (co w przypadku dziewczyn osobiście wydaje mi się piękne ^_^ ).
    I niech nikt nie próbuje już pisać, że chciała się zabawić, czy też zdawała sobie sprawę, że to zwykła gra, a każdy odgrywa swoją rolę. Podkreśla to scena, w której żegnając brata wyprowadza się z walizką z domu, następnie wchodzi do domu Tamsin, dowiaduje się tego, czego się dowiaduje i z płaczem wychodzi. Ona NA PRAWDĘ darzyła Tamsin uczuciem...!

    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

    Teraz sprawa Tamsin... nie do końca zgodzę się też z tym, że oszukała Monę wyłącznie dla zabawy. Po mimo tego, że była bardziej świadoma (i chyba starsza) niż Mona, to nakreśliła swoją sytuację (matki i Sadie) tak, bo chciała przez właśnie to podobieństwo zbliżyć się do Mony. Jednak z kłamstwami tak to już jest, że gdy zaczyna się w nie brnąć, później już bardzo trudno z nich wyjść.

    Jednak przyszła na skały (ulubione miejsce Mony), wskoczyła za nią do wody i zaakceptowała pocałunek.. Gdyby Mona kompletnie nic dla niej nie znaczyła, nie poszła by tam, nie zrobiła by tego wszystkiego i nie zaczęła się tłumaczyć. WARTO TO ZAUWAŻYĆ !

    Mimo, iż jawnie postawiła swoją szkołę wyżej, niż osobę Mony, Tamsin po prostu chciała przeżyć coś cudownego, jednak najpierw pogubiła się w kłamstwach, a potem kłamała już bez przymrużenia oka (wywoływanie duchów) i wyszło, jak wyszło. Po mimo tego uważam, że też gdzieś w głębi duszy czuła się sfrustrowana oddaloną od niej siostrą i zimnymi rodzicami, więc zaczęła fantazjować, że siostra tak wiele dla niej znaczyła (odwrotność realnej sytuacji) i że umarła (była z nią na tyle mało związana, że to tak, jakby była martwa).

    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

    A Mona, osoba nie tyle porywcza, co zwyczajnie zdolna, by zrobić szalone rzeczy i kochająca Tamsin, jak to się mówi - "na zabój", postanowiła wypełnić swoją obietnicę, że gdy ta ją rzuci, ona zabije ją, a później siebie. I nie wiem, czy po prostu nie miała odwagi, czy postanowiła się odegrać i udowodnić, że nie rzucała słów na wiatr, zrobiła to - zaczęła topić Tamsin.

    Być może to jednak była chęć odegrania, co definiuje ten specyficzny uśmiech, który był tu poruszany. Uśmiechnęła się, gdyż sprawiło się satysfakcję ujrzenie strachu w oczach Tam. Nawiązując już do tego uśmiechu, faktycznie przypominał on ten z obrazu Leonarda Da Vinci ;-) ... ciekawe, czy był to celowy zabieg reżysera.

    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

    No i to by było na tyle. Dziwne, że nikt tego nie odebrał w ten sposób co ja..
    Czytając niektóre wypowiedzi myślałem chwilami, że są to celowe prowokacje.

    Tekst wysyłam bez wstępnego przeczytania, więc może pojawić się kilka błędów stylistycznych.
    Ciekawe też, czy ktoś dotrze do moich wypocin ;)
    Pozdrawiam

    • Wow, jontrix, dziękuję Ci za tę wypowiedź, bo dosłownie napisałaś dokładnie to, co ja też myślę o tym filmie. Dziwiły mnie wszystkie komentarze i chciałam napisać, co o tym sądzę i nagle widzę Twój... Absolutnie zgadzam się z tym, że Mona pragnęła miłośći i ważna dla niej była prawda. Przez cały film to pokazuje! Jak można tego było nie zauważyć. Spakowała się, żeby z Tamsin uciec. Wszystko, jak piszesz. A ze strony Tamsin była to gra i uważam, że pomimo tego, że wskoczyła do rzeki, to nadal bawiła się Moną. To był ciąg dalszy jej uwodzenia. Każda z nich miała inne oczekiwania wobec tej miłości. Niestety tak zwykle w miłości jest...Poza tym to był także film o młodości. O beztrosce, naiwności, zabawie uczuciami, samotności, szukaniu siebie, szukaniu sensu, prawdy i piękna. Tym wszystkim jest młodość i ten film cudnie to oddaje. Całą prawdę miłości, szczególnie pierwszych i okresu młodości. Pewnie ażdy z nas był kiedyś i na miejscu Mony i niektórzy na miejscu Tamsin. Zachowanie Tamsin jest dla mnie bardzo niedojrzałe i wiem, że wiele młodych osób bawi się możliwością wpływania na innych, sprawdza jak to jest. Postawa Mony jest bardzo dojrzała, ona dość szybko zrozumiała, jak ważna jest szczerość i prawda. Ta letnia przygoda nauczyła ją, że ludzie mogą w uczuciach kłamać. Jej brat także przeżył przemianę, jedynie Tamsin, chyba nic z tego nie wyniosła, a może przestraszyła się reakcji Mony i teraz wie, że z uczuciami się nie igra. Świetnym pomysłem był też tytuł, który nakazuje wierzyć, że czeka nas piękna, subtelna historia miłosna zakończona lepszym lub gorszym happy endem. Cudownie dałam się nabrać. Gdyby nie tytuł można by było spodziewać się czegoś innego. Jeszcze przypomniała mi się jedna rzecz- w scenie pierwszego spotkania Tamsin zrobiła na mnie fatalne wrażenie- wyniosła, zimna i pusta dziewczyna, taka, jaką myślę była. Potem jakoś mi to uleciało. Przy filmach, z zaskakującym zakończeniem zwykle twórcy na początku filmu rzucają jakieś tropy. I tak też było w tym wypadku.
      Uśmiech także odczytuję, jako satysfakcję z odegrania się i tez myślę, że mógł to być zabieg celowy- zagadkowy uśmiech u Mony : ) Pozdrawiam Jontrix : )

      • Miło, że ktoś docenił mój komentarz. Ja również przeszukując tematy starałem się znaleźć kogoś, kto odwzoruje mój tok myślenia, lecz niestety nikt tak widocznie nie myślał i musiałem stworzyć ten post powyżej.

        Dzisiaj akurat cały dzień siedziałem nad serią anime Death Note, starając się ją skończyć i gdy akurat wszedłem na filmweb, żeby ocenić, napisałaś Ty. Fajny zbieg okoliczności =)

        A tak nawiasem mówiąc, domyślam się, że znaczną większość, która ogląda tego typu filmy stanowią dziewczyny, ale ja nią nie jestem :D Ale nie martw się, nie czuję się w żadnym stopniu urażony ^^

      • joycel - zauważ, że w to co Mona uwierzyła Tamsi, już tak łatwo nie uwierzył jej brat, wyczuł jej grę od razu i ostrzegł siostrę, że Tamsi potrafi grać...

        Niestety w filmie było kilka prostackich rozwiązań i nawet piękne słoneczne zdjęcia tego nie zakryją. Generalnie motyw jest taki: co się dzieje, gdy jest pustka (brak głębokich więzi rodzinnych) oraz zranione serce (Mona wykorzystywana przez piosenkarza) - wówczas taka osoba o szczerozłotym sercu jest bardzo podatna na manipulacje, co z premedytacją wykorzystała Tamsi (spaczona ideologią Niczego i ZAZDROŚCIĄ o to że ktoś jest ładniejszy lub znalazł miłość) - dołując jeszcze bardziej Mone, gdy ona zobaczyła iż żyła przez dłuższy czas w fikcji - to zawsze BARDZO BOLI i stąd zemsta na Tamsi.

    • fantastyczna interpretacja! dokladnie tak samo odebralam ten film :)

    • Wszystko się zgadza.

  • Morał tego filmu jest raczej odwrotny : miłość to nie puste słowa. W uproszczeniu nie mów kocham Cie na drugiej randce.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: