Lars7 Lars7

Lubię filmy o miłości, można wręcz powiedzieć, że lubię melodramaty, jakie? Może niekoniecznie te spod znaku "Love Story" czy nie daj Panie Boże, "M jak miłość".

Dlaczego zatem "miłość"? Bo w filmach o niej traktujących odnajduje to co w kinie cenię sobie najbardziej - emocje.
A tych w każdym, naprawdę dobrym melodramacie jest co niemiara, to lubię.

"Lecą Żurawie" obejrzałem po raz pierwszy kiedy byłem jeszcze dzieckiem. Pamiętam, że wielkie wrażenie zrobiło na mnie wojenne błoto ukazane w filmie, oblepiające żołnierskie buty i włażące za kołnierz i lasek brzozowy no i samotna dziewczyna w białej sukience stojąca pośród tłumu i trzymająca naręcze polnych kwiatów.

Zapamiętałem jedynie obraz, treść gdzieś mi uciekła, prawdopodobnie miałem za mało lat. W każdym razie, te dwa niezwykle sugestywne obrazy - pole pełne błota i płacząca pośród wiwatujących ludzi dziewczyna, przechowywałem w pamięci przez długie lata myśląc o "Lecących żurawiach", "jaki to piękny film

Minęły lata, całkiem niedawno już jako dorosła osoba obejrzałem "Lecą Żurawie" po raz drugi.

Boże...

Co za gówno!

Jedna z pierwszych scen - dwoje dorosłych kochanków (dorosłych, nie dzieci!) trzymając się za rączki radośnie pląsa! sobie po ulicy. Dosłownie, "pląsa" nie idzie tylko "pląsa". Czy naprawdę nie można było pokazać miłości tych dwojga w mniej infantylny sposób?

Niech tam, jestem jeszcze w stanie zrozumieć twórczy zamysł. Być może tak to właśnie miało wyglądać, być może oni mieli zachowywać się jak dzieci, dzieci niepomne nadciągającej wojennej zawieruchy od których rzeczywistość oczekiwała prawdziwie dorosłego heroizmu. Być może.

Jednak reszty nie jestem w stanie zaakceptować.

Oboje, ona i on, kochają się na zabój, on wyjeżdża na wojnę, ona go zdradza z jego rodzonym bratem, któremu do rymu wypowiadanego przez niego tajemnego słowa "lublju" przygrywa bombardowanie miasta. Co on "lublju" to bomba, "bum", znowu, prymitywne to i w gruncie rzeczy bardziej śmieszy nizli przejmuje.

Ale nie koniec na tym.

Wreszcie finał. Ona, piękna, młoda, w białej, dziewiczej sukience, trzymając piękny kolorowy bukiet wiosennego kwiecia, stojąc na peronie wyczekuje z drżeniem serca na powrót ukochanego, wraz z nią na swoich bohaterów czekają matki, żony, kochanki... tłum ludzi. Na razie wszystko ok.

Przyjeżdża pociąg, wychodzą z niego ci co szczęśliwie ocaleli, tłum szaleje z radości, uściskom, pocałunkom nie ma końca.... I gdyby, Ach, gdyby wszystko kończyło się na tym, że płacząca dziewczyna wiedząc, że jej bohater nie wróci, zaczęła jak gdyby mimowolnie trochę jak automat rozdawać innym żołnierzom zabrane ze sobą kwiaty, wtedy byłby to wielki film, przed którym biłbym czołem o ziemię do końca moich dni.

Nic z tego!

Owszem, dziewczyna płacze, nawet szlocha, ale nie trwa to długo. Już pojawia się jej tatuś czy też wujek, obojętnie i daje jasno do zrozumienia, ze co prawda ten jeden, jedyny nie wrócił, ale za to ile dookoła pięknych chłopaków co wojnę wygrało, "jak już przyniosłaś kwiaty to im daj a nie stój jak głupia gęś"

Dziewczę rozumie, łezki ociera i z uśmiechem podchodzi do wojaka, w policzek całuje i po kwiatku wręcza.

A wcześniej jakiś wyżej postawiony sołdat wchodzi na mównicę i daje mówkę o tym, że "nigdy więcej wojny", "będziemy pamiętać", "nie zapomnimy" "wiwat bohaterom" i różne inne takie. Rzeczywiście, nie można się było bez tego obejść, pewnie reżyser sądził, że widzowie pomyślą iż przybyli z wojny wojacy od razu ustawia się w kolejce do pośredniaka, no ale jak usłyszał, że to bohaterowie to już będzie wiedział co i jak.

Czy radziecki widz był aż takim idiotą?

Dlaczego uważam "Lecą Żurawie" za zły film? Ponieważ w wyjątkowo perfidny sposób ucieleśnia jeden z komunistycznych dogmatów, przywleczony na sowieckich bagnetach. Brzmiał on: PRYMAT WIĘKSZOŚCI NAD JEDNOSTKĄ. Jednostka jest niczym, nie liczy się wcale, dlatego w imię politycznej poprawoności dziewczyna ociera łzy, dlatego słyszy, że powinna dać kwiaty tym co żyją, itd. Masy, masy są najważniejsze.

Początkowa kameralna opowieść dotycząca dwóch zagubionych, kochających się nawzajem dusz została zniszczona poprzez propagandowy walec i trzeba być doprawdy ślepym i głuchym, żeby twierdzić, że "Lecą Żurawie" to film wyjątkowy. Nieprawda. To ideologiczny, filmowopodobny twór który jakimś cudem otrzyamł Oscara i Złotą Palmę w Cannes. Widać, cuda się zdarzają.

  • mr_oldman mr_oldman
    ocena: 7

    Oprócz paru słabych fragmentów ideologicznych nic w tym filmie nie dostrzegłeś?
    Szkoda.
    P.

  • frozenheart frozenheart

    a czy teraz, w tej naszej cudownej demokracji LICZY SIĘ JEDNOSTKA?????


    brak mi słów na tych obecnych pseudoznawców od wszystkiego. no ale rusofobia jest teraz w modzie, a kto ma odwagę mówić, że ceni niektóre radzieckie dzieła od razu nazywany jest komuchem.

    • szczawik151 szczawik151
      ocena: 9

      Wybitna bzdura. Owszem końcówa ssie pałe. ale to trza zdzierżyc. w tamtych czasach w ZSRR za kawały o Stalinie można było siedzieć przez 15 lat więc imho film który stylistycznie i artystycznie (zdjęcia, montaż, MIŁOŚĆ, nie praca, cały wydzwięk filmu(poza końcowka własnie)) łamie tendencje socrealistyczne na kawałki i NIE jest propagandowy. Równie średnio propagandowy jest podkreślony w ostanim ujęciu owy wujek który szydzi z Komsomołu, jest wykształicuchem no i jest antywojenny. Wiadomo ze nie dało sie filmu ocalić w 100% od motywów propagandowych, ale tak samo bylo z filmami Szkoły Polskiej z tegoż okresu. W zasadzie jak na moje film 10/10 - bez końcówki. z koncówką duzo gorzej. trudno sie usosunkować, bo jak mniemam końcówka została narzucona. Bo artystycznie odstaje od reszty filmu przerażająco wręcz; jak na moje zdjęcia (wyprzedzajace o conajmniej 10 lat inne produkcje) montaż, portret głównej bohaterki (przypomina mi troche "jak być kochaną" Hasa, choć kreacja nie aż tak wybitna), klimat filmu, muzyka jest porazająca. Wydaje mi się ze gdyby film taki nie był cenzurowany przez władze byłby jednym z większym arcydzieł kinematografii. A u mnie i tak 10.

  • Madzia_89
    ocena: 10

    No prosze, dzisiejsza kultura. Niby postep w wielu dziedzinach, a ludzie coraz bardziej glupieja. Wszystko trzeba na tacy podac, bo inaczej nic sie nie zrozumie. Ciezko glebszego sensu poszukac. Idz poogladac holywoodzkie produkcje, tam nie bedziesz musial myslec, bo jak widac srednio Ci to wychodzi.

    Ten film jest wrecz antypopagandowy rzeklabym, gdyz jako pierwszy z wielu filmow z czasie epoki sowieckiej pokazuje uszczerbek psychiczny i zachwianie wartosci moralnych do jakich przyczynia sie wojna. Do tamtej pory tworzono jedynie filmy, gzie mozna bylo obejrzec dzielnych rosyjskich zolnierzy, powiewajace czerwone flagi, wierne zony czekajace na swoich mezow z dzieckiem na rekach. A co tu mamy? Ukochany wyjezdza - dziewczyna spoznia sie na pozegnanie, nie placze, nie macha mu chusteczka, nie caluje sie z nim po raz ostatni - jak to bylo zazwyczaj pokazywane w innych filmach, mija kilka tygodni, moze miesiecy - nie wiedzac czy jej ukochany zyw czy nie zyw, spi z innym, wychodzi za niego za maz, zdradza podsumowujac. To nijak nie pasuje do radzieckich stereotypow, do propagowanych przez ZSRR zasad.

    Film pierwsza klasa niezmiennie, i to, ze niektorzy sa za malo swiatli, zeby go zrozumiec, przemawia dodatkowo na jego korzysc.

    • Sqrchybyk Sqrchybyk
      ocena: 10

      Miałem odpowiedzieć, ale widzę, że koleżanka wyłożyła już to co chciałem powiedzieć. Dzięki.

      Dodam możę tylko, że Oscara ten film nie dostał, nie był nawet do żadnego nominowany.

      • La_Pier La_Pier

        Nie podobał mi się. Zbyt teatralny nawet jak na tak stare kino. Byłem zaszokowany tym, że film jest z 1957 roku, ponieważ środki wyrazu zastosowane przez reżysera wskazywały raczej na kino z jakiegoś 1944 roku. Nie brakowało także kiczu, którego zazwyczaj nie brak w najbardziej tandetnych melodramatach i którego tak bardzo nie cierpię. Np. scena śmierci Borysa. Ok, wizualnie wszystko pięknie, ale te przebitki ze ślubem były nie do strawienia. A na sam koniec rosyjska propaganda - jakaś przemowa, że wojna nie jest taka zła, bo na końcu dziewczyny zawsze mogą rozdać kwiaty. Wybaczcie, ale nie, ja podziękuję. Film do mnie nie przemówił.

        "Idz poogladac holywoodzkie produkcje, tam nie bedziesz musial myslec, bo jak widac srednio Ci to wychodzi"

        Madziu, to już jest niemodne. Naprawdę. Cała ta nagonka ze strony snobów na amerykańskie kino. Wbrew temu co napisałaś, w Hollywood ciągle powstają ambitne, wielkie obrazy. Mało tego, kino amerykańskie wciąż pokazuje i wytycza nowe drogi.

        • Sqrchybyk Sqrchybyk
          ocena: 10

          "ponieważ środki wyrazu zastosowane przez reżysera wskazywały raczej na kino z jakiegoś 1944 roku"

          Ba, niektóre środki wyrazu (zbliżenia na twarze między innymi) są wzięte wręcz z kina lat 20. Te charakterystyczne smugi światła na wysokości oczu... Z kolei pare innych środków, jak ujęcia z kamery ręcznej (albo na takie wyglądające) wyprzedzają swoją epokę. Tak dla równowagi.

          "A na sam koniec rosyjska propaganda - jakaś przemowa, że wojna nie jest taka zła, bo na końcu dziewczyny zawsze mogą rozdać kwiaty."

          Ostatnia scena jest pełna propagandy, zgoda. Ale rosyjskiej (czy raczej radzieckiej) propagandy? Toż ani słowo nie padło o partii czy o Leninie. Ta scena ma wydźwięk przede wszystkim antywojenny, masz cos przeciwko temu? I sorry, "że wojna nie jest taka zła"? Chyba się przesłyszałeś...

          "Madziu, to już jest niemodne. Naprawdę. Cała ta nagonka ze strony snobów na amerykańskie kino. Wbrew temu co napisałaś, w Hollywood ciągle powstają ambitne, wielkie obrazy."

          Tu zgoda.

          "Mało tego, kino amerykańskie wciąż pokazuje i wytycza nowe drogi."

          Tu niekoniecznie. Jakieś konkretne przykłady tych "nowych dróg" na przestrzeni, powiedzmy, ostatnich 10 lat? Kino hollywoodzkie ma zasługi w popularyzowaniu dróg i trendów, ale głównie takich, które wynalazł kto inny...

          Pozdro

  • torgm torgm
    ocena: 9

    Pierdoly piszesz, ze az boli glowa.

    Scena milosna miedzy bratem ukochanego a Weronika w otoczeniu spadajacych bomb bardzo przekonujaca.

    Sceny z frontu tez ok, zwlaszcza smierci z rak snajpera Borysa, ukochanego Weroniki.

    Dodatkowo niezla muzyka i dobra gra aktorow sa dodatkowymi atutami tego filmu.

    Koncowka owszem na potege zajezdza propaganda, tyle ze jak sie nie podoba to wystarczy wylaczyc film na 3 minuty przed koncem i wowczas bedzie to juz jak chcesz "wielki film, przed którym biłbym czołem o ziemię do końca moich dni."

    Nie wierze zebys byl "aż takim idiotą?" aby samemu na to nie wpasc!

  • torgm torgm
    ocena: 9

    Pierdoly piszesz, ze az boli glowa.

    Scena milosna miedzy bratem ukochanego a Weronika w otoczeniu spadajacych bomb bardzo przekonujaca.

    Sceny z frontu tez ok, zwlaszcza smierci z rak snajpera Borysa, ukochanego Weroniki.

    Niezla muzyka i dobra gra aktorow sa dodatkowymi atutami tego filmu.

    Koncowka owszem na potege zajezdza propaganda, tyle ze jak sie nie podoba to wystarczy wylaczyc film na 3 minuty przed koncem i wowczas bedzie to juz jak chcesz "wielki film, przed którym biłbym czołem o ziemię do końca moich dni."

    Nie wierze zebys byl "aż takim idiotą?" aby samemu na to nie wpasc!

  • pacyfista4
    ocena: 10

    Widocznie nieuważnie ten film oglądałeś. On jest właśnie w opozycji do ówczesnej sowieckiej propagandy, np. dziewczyna nie czeka wiernie na powrót chłopaka z wojny, ale w tym czasie wychodzi za innego. Ten film nie sławie wojny i uczestniczących w nim żołnierzy, ale ją w widoczny sposób krytykuje. Nie dostrzegasz tego? I nie pisz, że ten film to "gówno", bo takimi sformułowaniami po prostu mnie obrażasz jak i innych fanów dobrego, niehollywodzkiego kina.

  • inspira inspira

    larsie7 - nie można nie zareagować na twój wpis.
    Nie rozumiesz przekazu filmu Kalatozowa - smutne ale cóż, widocznie z wiekiem pogubiłeś wrażliwość przybierając pozę cynika. Określenia, których użyłeś: "gówno", "infantylny", "idiota" są mocne, zbyt niesprawiedliwe i zbyt wulgarne, żeby dalej podejmować dyskurs. Oby się nie okazało, że tymi epitetami wyraziłeś szczerą opinię o sobie samym.

    • Nick_filmweb Nick_filmweb
      ocena: 3

      inspira, mały, szary człowieczku. Dla ciebie kontrowersyjne posty nie istnieją? Wszystko wg Ciebie musi byc zdyscyplinowane, po linni i ogólnie letnie czyli mdłe?

      Byc może Lars zrozumiał o wiele więcej niż Ty. Na czym polega zawód? Zawód nad czymkolwiek? Nie wydaje ci, że na właśnie na tym iż masz wobec określonego tytułu, pierwszych scen jakieś oczekiwania co do całości, przy czym bynajmniej nie są to pragnienia ujrzenia totalnej, wojennej rozpierduchy ale właśnie, kawałka realizmu.

      I tu film Kałatozowa nie broni się w ogóle, sorry Winnetou.

      Sceny takie jak "pląsanie" trzymajacych się za rączkę dorosłych ludzi po moskiewskim spacerniaku, bądź też wyznanie miłości do rytmu spadających bomb może i robiły wrażenie 40 lat temu, dziś po prostu śmieszą. Rażą swoją teatralnością i koturnowością bijącą na kilometr.

      Owszem, w imię starego powiedzenia: "Na bezrybiu i rak ryba", ten film mimo swoich błędów w jakiś sposób wybija się spośród pozostałych radzieckich filmów tamtego czasu, ale nie jest to w żaden sposób filmowe arcydzieło.

      Żałosny jest komentarz, któregoś z użytkowników, że przecież można w danej scenie nie oglądac filmu, jeżeli uważa się ową scenę za chybioną a następnie do filmu powrócic.

      Film to całośc i tak powinien byc rozpatrywany a nie na zasadzie koszyka pełnego śliwek, gdzie jedne pełne są soczystego miąższu a w drugich czai się robal.

      Mądrzycie się tutaj jak grupka wielce uczonych a obece są wam pewne "filmowe" by tak rzec, paradygmaty.

      Z tego co zauważyłem, większośc zgadza się, że ostatnia scena jest... żałosna. Przecież to finał! A więc moment jeśli nie najważnieszy to przynajmnej kluczowy dla całej fimowej opowieści! I tutaj Kałatozow kładzie rzecz dokumętnie, tłumaczy, wciska, serwuje wszystko na tacy i na chama i właśnie przez to partaczy cały film.

      A na przyszłośc, radziłbym, naprawdę, dokładnie czytac posty wobec których decydujemy się na komentarz, tu cytat:

      "Przyjeżdża pociąg, wychodzą z niego ci co szczęśliwie ocaleli, tłum szaleje z radości, uściskom, pocałunkom nie ma końca.... I gdyby, Ach, gdyby wszystko kończyło się na tym, że płacząca dziewczyna wiedząc, że jej bohater nie wróci, zaczęła jak gdyby mimowolnie trochę jak automat rozdawać innym żołnierzom zabrane ze sobą kwiaty, wtedy byłby to wielki film, przed którym biłbym czołem o ziemię do końca moich dni."

      Jestem zdania, że przytoczony wyżej fragment wypowiedzi założyciela tematu dobitnie wskazuje, że rozumie on aż nadto to wszystko wobec którego większośc z was gotowa była postawic na niewiedzę.

      Więcej zrozumienia a mniej przebierania girami, żeby czymkolwiek dosolic i pokazac jaki to ja jestem głupio mądry.

      Paniali? Towariszcze?

      • Nick_filmweb Nick_filmweb
        ocena: 3

        I, żeby nie było iż hołduję modzie - "wszystkie radzieckie filmy są be! a te z holyłudu, to, ho, ho, ho, głowa mała!"

        Oto skromna garsc świetnych radzieckich filmóm, ciekawe, czy ktokolwiek z was o nich słyszał:

        "41" (1956)- reż: Grigorij Czuchraj.

        "Idź i Patrz"(1985)- reż: Elem Klimow

        "Dziecko wojny"(1962)- reż: Andriej Tarkowski.

        "Andriej Rublow" (1966)- Andriej Tarkowski.

        "Kalina Czerwona" (1975)- reż: Vasili Shukshin.

        Wystarczy?

        • Sqrchybyk Sqrchybyk
          ocena: 10

          Dodałbym jeszcze "Los człowieka" Bondarczuka, "Braci Karamazow" Pyriewa i trzy filmy oscarowe: "Wojnę i pokój" Bondarczuka, "Dersu Uzałę" Kurosawy i "Moskwa nie wierzy łzom" Mieńszowa.

          "ciekawe, czy ktokolwiek z was o nich słyszał" - Stary, daruj sobie takie teksty... Jak już krytykujesz innych za udawanie "znaffcuff", to sam tez daj przykład odrobiny pokory.

          Pzdr.

          • BelzeBoobies BelzeBoobies

            A stalker?;)

            • Sqrchybyk Sqrchybyk
              ocena: 10

              Chyba miałem drobne zaćmienie i zupełnie zapomniałem o Tarkowskim. Dzięki za przypomnienie. Oczywiście Stalker, Andriej Rublow i Nostalgia. Solaris może ciut mniej.

        • Bruce_Lee Bruce_Lee

          Nick, wprowadziłeś równowagę pomiędzy grupą krytyków a fanatycznych zwolenników filmu :)
          Co do 'Idź i Patrz' to się zgadzam - film wybitny.
          Z innych dobrych radzieckich filmów,

          Pancernik Potiomkin - 1925 - rzecz oczywista
          Ziemia - 1929 - strasznie propagandowy, ale artystyczny,
          Świat się śmieje - 1934 - genialna komedia
          Aleksander Newski - 1936 - wspaniały, wybitny film historyczny (niemal zero propagandy, jedynie napisy na końcu mają lekki wydźwięk)

          Ivan Groźny - 1945 - oglądałem tylko I część, duży rozmach, druga została zakazana do 1957 (śmierć Stalina) z powodu jawnych aluzji władzy Ivana do obecnego dyktatora.

  • pacyfista4
    ocena: 10

    Ile pseudointelektualnych bzdetów naczytałem się w tym wątku. Nie wiem jak Wy, ale dla mnie najważniejsze podczas oglądania filmu jest to, żeby oddziaływał on na emocje, żebym podczas seansu odczuł tzw. katharsis. Jeśli film wywoałują emocje to te wszystkie merytoryczne niedoskonałości i niedociągnięcia fabuły, tracą na znaczeniu, przynajmniej dla mnie. Film "Lecą żurawie" wywołuje u mnie silne emocje i tylko to się liczy, więc mam prawo nazwać go wielkim. A filmy Tarkowskiego, no cóż, może i zawierają mądre życiowe refleksje, ale cóż z tego skoro dla przeciętnego odiorcy są one zbyt trudne, zbyt zagadkowe, zbyt długie, by nie powiedzieć nudne... To taki trochę przerost formy nad treścią, tworzenie filmu dla samego siebie a nie z myślą o widzu. Uważam, że filmy powinno się kręcić, aby ludzie mieli szansę je zrozumieć, wynieść coś z nich, ale też po prostu się rozerwać, ale czy filmy takie Tarkowskiego to dają?

  • grafoman grafoman
    ocena: 4

    Szczerze mówiąc nie mam ochoty już dopatrywać się drugiego dna, ukrytego znaczenia - chciałbym wreszcie coś zobaczyć. Kiedy chcę zobaczyć dobrze odegraną miłość, chcę jednocześnie mieć przed oczami dwoje dojrzałych ludzi, przy których wręcz iskrzy, a nie (jak napisał twórca tematu) infantylnie pląsających kochanków.
    Choć jest to częściowo winą dziwnej filmowej maniery z lat 50'. Widziałem jednak dużo lepiej napisane, dużo lepiej odegrane i dużo lepiej zrealizowane produkcje z tego okresu. 5/10

  • 130rapid
    ocena: 7

    Nachalna propaganda w "Żurawiach"? ..................... Gdzie? Może parę tekstów nią z lekka zalatuje.

    (Lars7, lepiej nie zaczynaj oglądać "Żołnierzy wolności". Jeszcze wyrzucisz telewizor przez okno, zadźgasz sąsiadkę szpikulcem od grilla, a potem otworzysz gaz). :PPPPPPPPP

    Zgoda, że historia opowiedziana w "Żurawiach" nie jest może najmocniejsza, a scenariusz ma kilka min bojowych. Dałbym 5, no może 6/10.

    Ale za pracę kamerzystów należy się 10/10.
    Świetnie przemyślana i wycyzelowana robota,, której efekty momentami wciskają głęboko w fotel.

  • Moskwa_141 Moskwa_141
    ocena: 9

    Jaka propaganda, żadnej nie było a ZSRR był naprawdę krajem gdzie każdemu żyło się dobrze i w dostatku, a nie tak jak w nędznej imperialistycznej Ameryce

    • HRA HRA

      No i tak się zastanawiam: czyj wpis jest głupszy; Założyciela tematu czy Twój i jednak stawiam na Ciebie. Okazuje się,ze od głupiego zawsze znajdzie się jeszcze głupszy

      • HRA HRA

        Chyba ,ze była to ironia na ktorej się nie poznałem. Wtedy chylę czoła i proszę o wybaczenie

        • BelzeBoobies BelzeBoobies

          "Okazuje się,ze od głupiego zawsze znajdzie się jeszcze głupszy"

          Prorocze słowa, buaaahahahahaha!

          • HRA HRA

            "buaaahahahahaha!". W dziwnym języku się wypowiadasz. Czy to Suahili ?

            • BelzeBoobies BelzeBoobies

              Nic nie poradzisz, złośliwość wyszła ci bokiem. Karma czuwa;)

              • HRA HRA

                A cóż to za niebywałe insynuacje. . "Złośliwość" nie przyszła mi nawet do głowy., więc trudno żeby bokiem wyszła. No co ty?

                • BelzeBoobies BelzeBoobies

                  Oj wyszła, wyszła :P

                  • HRA HRA

                    No to chyba z twojego boku takie niegodziwości wychodzą

                    • BelzeBoobies BelzeBoobies

                      Oj tam, oj tam, się już nie tłumacz ja i tak wiem swoje;]

                      • HRA HRA

                        Aj co ty tam wiesz czarcie złośliwy

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: