O wiele luźniej!

Ten trailer był świetny i o wiele mi się bardziej podobał niż całe nudne BvS. Jest luz, śmieszkują sobie, o niebo lepsze. Widać, że jest inna stylistyka i nie ma tego całego ścisku dupy i silenia się na mrok co w BvS. Ja jestem na "tak" i póki co hype train nadjeżdża, bardzo to fajnie wygląda.

24
  • Wszystko jest lepsze od totalnego ścisku d***, bo najwyżej film wyjdzie niezamierzenie śmieszny, a to da się jeszcze oglądać.

  • Racja, jest dużo lepiej. Nawet Ezra Miller jako Barry Allen daje radę, choć jego obawiałem się najbardziej. Za to Momora rewelacyjny.:D O Cyborgu się nie wypowiadam, bo mało go w zwiastunie, aktor nieznany, a i postać niezbyt ciekawa. Affleck dalej drętwy, Gadot dalej kopie tyłek. O ile BvS to chyba jeden z najgorszych filmów o superbohaterach, jaki widziałem, o tyle ciężko mi się tutaj do czegokolwiek przyczepić.

    • BVS to na pewno nie jest jeden z najgorszych filmów superhero, zapomniałeś o Hulku, Batmanie i Robinie, Fantastycznej Czwórce czy Origins Wolverine?

      • Hulka nie widziałem, z Fantastycznej Czwórki widziałem tylko starszą wersję. Origins Wolverine nie był aż tak zły moim zdaniem, ot, typowy blockbuster bez większych emocji, ale nawet przyjemny w oglądaniu. Za to co do Batmana i Robina - to inna kategoria zła, ale faktycznie porównywalna.:P

        W przypadku BvS - wizualnie ten film dawał radę, aktorsko było znośnie (wybijał się zdecydowanie Irons). Największy problem to scenariusz, a w zasadzie kilka scenariuszy połączonych w jeden. Wyszedł obraz chaotyczny, bez związków przyczynowo-skutkowych, z mętnymi motywacjami bohaterów (bo co ostatecznie chciał osiągnąć Lex Luthor? Przemiana Batmana o 180 stopni zbyt nagła - w parę sekund od śmiertelnych wrogów do najlepszych przyjaciół... ), Superman praktycznie nie ma kwestii mówionych i prawie nie angażuje się w akcję, Wonder Woman - choć fajnie się na nią patrzy, to w filmie jest zbędna.

        A najgorsze jest to, że ten film jest po prostu... nudny. Mało ciekawych scen, walki między bohaterami krótkie i bez pomysłu (a jak porówna się finałowe starcie z pojedynkiem Flasha, Arrowa i Firestorma z Reverse-Flashem w serialu "The Flash", to... widać dużą różnicę), a cały wątek społeczny (reakcja publiki na działania Supermana, kwestia moralna i etyczna jego dokonań) potraktowany po macoszemu - bo czy tak naprawdę w końcówce dostajemy odpowiedzi na pytania zadawane przez reporterów? Nie, końcówka to tylko walka, obowiązkowo z oszukiwaniem publiki, że nieśmiertelny Superman może zginąć (dwa razy!).

        Ale oczywiście to jest tylko moja opinia. Dla Ciebie może to być dobry film, ba, nawet bardzo dobry. W niczym mi to nie przeszkadza.:)

      • Żaden film o Hulku nie jest na poziomie pozostałych przez ciebie wymienionych (chociaż żaden nie jest też jakoś specjalnie wart oglądania).

  • Narzekacie na BvS-mi akurat się bardzo podobał i kompletnie nie uważam tego filmu za nudny ani jeden z najgorszych o superbohaterach;-) AT ALL! Zwiastun przypadł mi do gustu i nie mogę się doczekać na Ligę! Na pewno będzie o niebo lepsza niż choćby Avengersi. Co do luzu i śmieszności-jeśli jest to wyważone, to ok. Jeśli w takim stopniu jak u Marvela, to jest dla mnie nie do przyjęcia. Film o bohaterach to nie komedia.

    • Ale komiksy o superbohaterach są nastawione dla nastolatków przede wszystkim i dzieciaków, zawsze są śmieszki. Po prostu DC zawsze było poważniejsze

    • Właśnie, odpowiednie wyważenie to podstawa. W Batmanach Nolana mało kto śmieszkował, od czasu do czasu pojawił się mały żarcik, ale całość miała poważny nastrój. W BvS poszli pod tym względem za daleko - tak bardzo starali się być mroczni, mroczniejsi od wszystkich dotychczasowych Batmanów, że ocierało się to o parodię. Ja rozumiem, że Bruce Wayne to tragiczna postać, ale Kal-El miał (w komiksach i animacjach) więcej luzu - szkoda, że nie podkreślono w filmie kontrastu psychologicznego między bohaterami (w jednym komiksie Batman stwierdza "W głębi serca Clark jest dobrą osobą, a ja, w głębi serca... nie jestem."), zamiast tego prezentując Supermana bardziej jako symbol niż osobę z krwi i kości.

      • użytkownik usunięty

        Miałem identyczne odczucia. W trakcie seansu parę razy się uśmiałem z niezamierzonego patosu, nie mówiąc już o tragicznej postaci Luthora. DC to jednak ciągle trykociarze i żadna asekuracyjna gadka "DC zawsze było mroczniejsze" nie powinna wchodzić w rachubę. Po pierwsze mam wrażenie, że ten model myślowy wyszedł od ludzi, którzy nigdy specjalnie nie siedzieli w komiksach a oparli swoje wnioski na trylogii Nolana, co skutkowało sporą nadinterpretacją. Ewentualnie od ludzi, którzy czytali tylko komiksy o nietoperzu. Przecież DC to nie tylko poważniejszy Batmana, ale też luźny flash, totalnie kiczowate pomysły typu super-pies, czy parodia całego gatunku w postaci Lobo. Superman faktycznie powinien być nieco bardziej pogodny, a to co zrobili z nim w tym filmie to profanacja. Teraz tylko ciekawi mnie jak po powstaniu ze zmarłych zareaguje na nagłą zmianę tonu nasz umęczony emo ;)

        • Dokładnie tak! GL czy Flash zawsze mieli kozackie teksty i rozluźniali resztę. Poza tym, ile to już razy widzieliśmy na ekranie śmiertelnie poważnego Batmana? Ten film był świetną okazją, żeby ten wizerunek skontrastować z postawą innych superbohaterów (dużo lepiej to wyglądało w pierwszych crossoverach Arrowa i Flasha). Zamiast tego z Bruce'a Wayne'a zrobili wspólny mianownik.

          A Eisenberg chyba naoglądał się za dużo "Mrocznego rycerza" zamiast poczytać kilka komiksów z Supermanem i Lexem (choćby "Red Son").

        • "Superman faktycznie powinien być nieco bardziej pogodny, a to co zrobili z nim w tym filmie to profanacja."
          To trochę bardziej skomplikowane.

          • użytkownik usunięty

            Tzn? Znam komiksy gdzie Superman ma mocno kontrowersyjny rys- chociażby Red Son- ale suma summarum i tak wychodzi z niego na końcu ten klasyczny, symbol nadziei którym jest. W All star superman najzwyczajniej w świecie umierał, co nie sprawiło, że stał się smęcącym emo, który wali wszystko w cholerę i ucieka. Tutaj najlepszy przykład niezłomności postawy Supermana http://static.comicvine.com/uploads/original/9/96875/2062220...

            Imo Snyder chciał zrobić Supka na poważnie, ale rozminął się dość mocno z prawidłowymi założeniami takiej idei. Poważny nie znaczy pozbawiony optymizmu. Poważny nie znaczy stylizowany koniecznie na batmana. W sumie tutaj, trochę się przykro robi, jak człowiek sobie uświadomi, że klasyczny wizerunek supka z filmów Donnera, jest dzisiaj uważany przez cześć ludzi, za infantylny, a nawet głupi. Pewnie to trochę metka dzisiejszych bardziej cynicznych czasów i pewnie tego, że współczesność wybrała bardziej na ikonę Batmana, a Superman jest traktowany z takim niezdarnym poczuciem "jak traktować tego harcerzyka?"

            • "który wali wszystko w cholerę i ucieka."
              Co masz na myśli?
              Tutaj Superman pokazał niezłomność w sytuacji gdy jego moc nic nie znaczyła - i zabił Doomsdaya, dodatkowo nabijając się na ostrze.
              "wychodzi z niego na końcu ten klasyczny, symbol nadziei którym jest. "
              Ocalił wszystkich - zabił Doomsdaya -poświęcił własne życie za ludzi -pomimo swojej mocy.

              "Imo Snyder chciał zrobić Supka na poważnie, ale rozminął się dość mocno z prawidłowymi założeniami takiej idei. Poważny nie znaczy pozbawiony optymizmu. W sumie tutaj, trochę się przykro robi, jak człowiek sobie uświadomi, że klasyczny wizerunek supka z filmów Donnera, jest dzisiaj uważany przez cześć ludzi, za infantylny, a nawet głupi. Pewnie to trochę metka dzisiejszych bardziej cynicznych czasów i pewnie tego, że współczesność wybrała bardziej na ikonę Batmana, a Superman jest traktowany z takim niezdarnym poczuciem "jak traktować tego harcerzyka?""

              O to właśnie chodzi. Nie tylko o stare filmy. Ale też komiksy (Doomsday zabił Supermana bo cóż.. sprzedaż tak spadła ze postanowiono zakończyć serię. Później coś tam kombinowano ze zmianą Supermana w człowieka z energii, podziałem na czerwonego Supsa i niebieskiego Supsa.. Uch.) "Superman Returns" oddający hołd "klasycznemu" Supermanowi i starym filmom - zrobił spektakularną klapę. Była taka wypowiedź w jednym piśmie: "Koszmar czerwonych gaci naciągniętych na niebieskie rajtuzy - powraca !".
              Super jest wielką ikoną ale nigdy nie przeszedł "rewitalizacji". Batmana przerobił Miller - i tak powstał współczesny Batek a Sups był nie do ruszenia. Był za bardzo ikoniczny. Nawet w serialu "Smalville" kombinowali jak mogli i to zawsze był "Clark zanim został Supermanem".
              Aby zbudować uniwersum które będzie traktowane na serio, trzeba było Supsa wyciagnąć z trumny, odwinąć z amerykańskiej flagi, odcukierkować i urealnić - zamienić w normalnego superbohatera - z ogromną mocą - i dać mu realne problemy. A także realniejszych wrogów, np ten Zod nie dba o klękanie.
              No i to się udało - tego Supsa jak najbardziej można brać na serio. Można tą postać rozwijać i na niej coś budować.

              • "Tutaj Superman pokazał niezłomność w sytuacji gdy jego moc nic nie znaczyła - i zabił Doomsdaya, dodatkowo nabijając się na ostrze."
                Czy broń Wonder Woman nie jest magiczna, a Doomsday, jako kryptoński twór - wrażliwy na magię? Ups.:P Ale nawet jeśli to pominiemy, nie ma powodu, żeby to Superman musiał używać włóczni. Powiem więcej - ta scena powinna wyglądać tak, że Kal-El i Bruce kłócą się (o taktykę, o to, że każdy ma swój sposób walki), a w tym czasie Wonder Woman chwyta za włócznię i przebija nią Doomsdaya. Wtedy tytułowi bohaterowie zrozumieliby, że muszą działać wspólnie, a Diana miałaby faktyczny wpływ na fabułę. Ale musi byc dramatycznie, bo oczywiście ktoś mógłby uwierzyć, że Superman zginie (dwa razy!).

                Ale odszedłem od tematu. Dobrze by było, gdyby Kal-El był bardziej skomplikowaną postacią niż "harcerzyk z filmów Donnera". Fajnie, że Snyder próbuje pokazywać jego wątpliwości, tylko że to po prostu się nie udaje - głównie dlatego, że sprowadzają się do "angażować się, czy się nie angażować? Co inni na to?" Szkoda, bo Cavill zdaje się lepiej rozumieć Supermana niż sam reżyser.

                • "Czy broń Wonder Woman nie jest magiczna, a Doomsday, jako kryptoński twór - wrażliwy na magię? Ups.:P Ale nawet jeśli to pominiemy, nie ma powodu, żeby to Superman musiał używać włóczni. Powiem więcej - ta scena powinna wyglądać tak, że Kal-El i Bruce kłócą się (o taktykę, o to, że każdy ma swój sposób walki), a w tym czasie Wonder Woman chwyta za włócznię i przebija nią Doomsdaya. Wtedy tytułowi bohaterowie zrozumieliby, że muszą działać wspólnie, a Diana miałaby faktyczny wpływ na fabułę. Ale musi byc dramatycznie, bo oczywiście ktoś mógłby uwierzyć, że Superman zginie (dwa razy!)."
                  Wonder Woman dostała w*****ol.
                  Nie było czasu. WW związała Doomsdaya a Batman osłabił gazowym pociskiem z kryptonitem. Tylko Sups mógł to zrobić. W tym sensie oni działali wspólnie, każdy od siebie zrobił co mógł, każdy dołożył swoją część. Gdyby Wonder Woman zaatakowała włócznią (gdyby się to jakoś udało zrobić) - to ją przebiłby Doomsday i to ona by zginęła.

                  "Fajnie, że Snyder próbuje pokazywać jego wątpliwości, tylko że to po prostu się nie udaje - głównie dlatego, że sprowadzają się do "angażować się, czy się nie angażować? Co inni na to?"
                  No.. to raczej "co zrobię i co z tego wynika?"
                  http://www.youtube.com/watch?v=3cyzfd4mBTw
                  Tutaj będę bohaterem i zrobię coś dobrego - a tam przyniesie to szkodę.
                  http://www.youtube.com/watch?v=OVpGII166Fk
                  próbuję zrobić coś dobrego ale przez to że się tu pojawiłem - zginęli ludzie.
                  http://www.youtube.com/watch?v=ltp-8TZQ3D4
                  Pomagam jak umiem, ale ludzie traktują mnie .. dziwnie...

                • "Tylko Sups mógł to zrobić."
                  No właśnie tylko on, jako istota wrażliwa na Kryptonit, NIE POWINIEN tego robić.:) Wiem, czepiam się, ale nie lubię, jak traktuje się widzów jak debili. Wiadomo, że Superman wróci w Justice League. Wiadomo, że jest niezniszczalny (praktycznie). Co więc robi Snyder? Umieszcza w filmie DWIE sceny, w których przekonuje nas, że Kal-El zginął.

                  "Gdyby Wonder Woman zaatakowała włócznią (gdyby się to jakoś udało zrobić) - to ją przebiłby Doomsday i to ona by zginęła."
                  A to aż takie skomplikowane? :P Podać lasso Supermanowi, samemu złapać za włócznię, i tyle.:P
                  WW jako Amazonka była równie niezniszczalna jak Kryptonianie, ale pozbawiona ich wrodzonej wrażliwości na Kryptonit. Doomsday przebił Supermana tylko dlatego, że ten był osłabiony przez trzymanie kryptonitowej włóczni. Uważam po prostu, że tutaj ten dramatyzm był przesadzony i w gruncie rzeczy niepotrzebny.

                  A jeśli chodzi o przytoczone przez ciebie sceny - tylko w jednej z nich Superman faktycznie MÓWI o swoich wątpliwościach. I komu? Ukochanej? Zaufanemu przyjacielowi? Nie, rozmawia we śnie ze zmarłym ojcem. Nie wiem, jak tobie, ale mnie takie przedstawienie jego przemyśleń się bardzo nie podoba. Poza tym znów mamy do czynienia z problemem z MoS - Superman oczekuje, że autorytet (rodzic albo przybrany rodzic, ksiądz) powie mu, co ma robić, zamiast przedyskutować sprawę z kimś, kogo traktuje jako równego sobie (choćby Lois).

                  A pozostałe sceny? W pierwszej wszystko rozgrywa się bez słów, ciężko na 100% stwierdzić, o czym on wtedy myśli (czy "Boże, jakby mnie tam nie było?" czy "Boże, jakbym zareagował szybciej?"), a w drugiej - słyszymy tylko cudze głosy, w dodatku głosy dziennikarzy i osób publicznych, osób, które go nie znają osobiście, nie wiedzą, czym się kieruje.

                  Rozumiesz, o co mi chodzi? To przedstawienie wątpliwości Supermana jest za bardzo "zewnętrzne", za bardzo pozostawione w sferze domysłów, za mało on sam o nich mówi i konfrontuje je ze zdaniem innych.

                • 'w których przekonuje nas, że Kal-El zginął.'
                  To nie o nas chodzi . Sups naprawdę musi tutaj zginąć. Ze względu na Steppenwolfa,
                  Gdyby Wonder Woman zaatakowała włócznią (gdyby się to jakoś udało zrobić) - to ją przebiłby Doomsday i to ona by zginęła."
                  "A to aż takie skomplikowane? :P Podać lasso Supermanowi, samemu złapać za włócznię, i tyle.:P
                  WW jako Amazonka była równie niezniszczalna jak Kryptonianie, ale pozbawiona ich wrodzonej wrażliwości na Kryptonit. Doomsday przebił Supermana tylko dlatego, że ten był osłabiony przez trzymanie kryptonitowej włóczni. Uważam po prostu, że tutaj ten dramatyzm był przesadzony i w gruncie rzeczy niepotrzebny."

                  Eee.. nie. Sorka, ale nie. Dałoby może radę gdyby by czas, gdyby Doomsday był słabszy - ale oni dawali z siebie wszystko a i tak ich grzmocił, w strasznym tempie. Doomsday przecież rozerwał ten uchwyt Wonder Woman. Ponadto w walce widać że WW jest trochę słabsza i mniej odporna od Supsa.
                  Ostrze jest z kości Doomsdaya. Doomsday przebiłby nim Supsa także gdyby ten nie był osłabiony przez kryptonit. Jeśli WW by zaatakowała - jest trupem. Po prostu.
                  "Rozumiesz, o co mi chodzi? To przedstawienie wątpliwości Supermana jest za bardzo "zewnętrzne", za bardzo pozostawione w sferze domysłów, za mało on sam o nich mówi i konfrontuje je ze zdaniem innych."
                  Moim zdaniem jednak wszystko jest jasne...

                • użytkownik usunięty

                  "Ponadto w walce widać że WW jest trochę słabsza i mniej odporna od Supsa" Gdzie widać? W filmie nie ma ani sugestii ani konkretów o poziomie siły Supermana a WW. Technicznie rzecz biorąc faktycznie można by było trochę się uwalić, że Supek zginął w tej walce, dzierżąc włócznie z kryptonitu, która powinna mu robić krzywdę, a Wonder Woman nie miała by problemu z wbiciem mu tego w klatę. Jedyną osobą, która permanentnie nie dawała sobie rady z D, jest gacek. Wróć on tylko przed nim uciekał i miał jedną udaną akcję, dobre "podanie" dla ww i supermana, gdzie trafił go gazem z kryptonintu. No, ale o to nie mam żadnych pretensji. Byleby w kolejnych filmach dali nam szansę zobaczenia gacka w jakiejś jeszcze bardziej wypasionej zbroi, bijącego się z parademonami.

                • Osłania się tarczą przed tymi strzałami energii Doomsdaya podczas gdy Sups bierze to zawsze"na klatę", ona atakuje bronią, to jednak Sups potrafi wbić Doomsdaya w magazyn (rozpędził się z lotu), czy wbija go w grunt z gigantyczną siłą (aż powstaje fala uderzeniowa),
                  Gdy Doomsday wbija Supsa w ziemię, musi go "poprawić" żeby go rzuciło dalej, Diana leci od jednego ciosu, czy strzału energii - Sups podejmuje pojedynek "na promienie" i wytrzymuje całkiem długo.
                  Biorąc wszystko razem - to jednak Sups wygląda na twardszego i silniejszego.

                  Cavill zagrał że musi walczyć z działaniem włóczni. Ogólnie ta scena w wersji Ultimate ma chyba więcej szczegółów
                  http://www.youtube.com/watch?v=Q6Bq1_T6UVU
                  Trochę chodziło o to że śmierc Supsa umożliwia przybycie Steppenwolfa, trochę że Sups bierze odpowiedzialność za Doomsdaya (kryptońskie dziedzictwo), trochę - być może - o Zoda (motyw muzyczny zdecydowanie jest powiązany z Zodem w MoS - trochę o kontynuację walki Bata z Supsem gdzie chodziło właściwie tylko o moc i Bruce zarzucał mu że nie ma odwagi( a tu musi okazać "ludzką odwagę i przemóc słabości) a trochę w budowaniu "legendy Supermana" - pokazaniu jako etapu "uwierzenia w Supermana" - scena w miejscu gdzie był pomnik
                  http://www.youtube.com/watch?v=2L-VLxafV3w

                • użytkownik usunięty

                  Wcale nie dostał w**** a miała frajdę z walki http://media.fyre.co/JOVbxWFRe2zfugdQVd3w_qv6no44LRPiSFP4BzW...

                • A frajdę miała ( w końcu to Amazonka -i to zostało tu pokazane! :) , walczyła też bardzo dobrze, używała "narzędzi" - miecza, lassa i tarczy, raniła Doomsdaya w nogę i obcięła mu część ręki - ale co chwila dostawała i lądowała na ziemi. Nawet gdy obcięła mu rękę Doomsday ją zmiótł
                  http://www.youtube.com/watch?v=0VxQHdDDCO4
                  3.10 - łup
                  4.06 - łup
                  4.24 - łup
                  Lasso później tez zerwał.
                  Nie to że ona jest słaba, to on jest taki silny...

            • Inna sprawa że to dotyczy raczej MoSa. Większośc ludzi zapomina że MoS kończył się lekkimi, zabawnymi optymistycznymi scenami z innymi filtrami - co sugerowało lżejszy ton kolejnej części.
              http://www.youtube.com/watch?v=WYkvRm_Zokk
              http://www.youtube.com/watch?v=vBt8fqYTxLo
              Ale potem pojawił się pomysł na Batmana i z MoS 2 zrobił się BvS.
              No a skoro film przedstawiał Batmana, i to jeszcze w takiej wersji - to docisnęli ciężki ton bardziej

      • "ale Kal-El miał (w komiksach i animacjach) więcej luzu "
        Zależy w jakich (komiksach).
        "szkoda, że nie podkreślono w filmie kontrastu psychologicznego między bohaterami"
        Tutaj podkreślono ich podobieństwo a nie kontrast.

        • "Zależy w jakich (komiksach)."
          Oczywiście, że zależy (przy takiej ilości publikacji ciężko o spójność, szczególnie w przypadku Elseworlds), ale mówię o większości, szczególnie tzw. kanonicznych.

          "Tutaj podkreślono ich podobieństwo a nie kontrast."
          W którym momencie? W którym momencie, i jakie dokładnie podobieństwo? Superman w BvS nie jest pełnoprawną postacią, ma mniej kwestii niż niejeden statysta, de facto nie wiemy, jaki on tak naprawdę jest, dlaczego robi to, co robi (w filmie). Lepiej poznajemy Bruce'a Wayne'a, który wyraźnie wzorowany jest na bucowatym zgredzie z "Powrotu Mrocznego Rycerza" (jaki ja zmęczony, świat taki zły, Robin taki martwy) i paranoiku z "Kingdom Come". Jego cechy (i umiejętności walki) jednak są wyraźnie przejaskrawione, a motywacja do walki z Kal-Elem i do całkowitego nawrócenia - mętne i niewystarczające. Jakby bohaterowie po prostu wyjaśnili sobie pewne sprawy zamiast od razu się bić, oszczędziliby sobie wiele nerwów. Superman mógł od razu powiedzieć "Lex Luthor nami manipulował!" i podejrzewam, że dogadaliby się z Batmanem. Ale nie, dawno nie oberwał od nikogo umywalką.

          • Przyznam się bez bicia że moja znajomośc Superman opiera się głównie na starych komiksach TM-Semic . Ale najlepszy Superman jakiego widziałem to Sups z "Kingdom Come". I on jest poważny jak atak serca. I wymiata :p
            "Superman w BvS nie jest pełnoprawną postacią, ma mniej kwestii niż niejeden statysta,"
            Mówimy o wersji Ultimate?
            "W którym momencie?"
            Obaj starają się pomagać ludziom,obu ludzie nie wierzą, kwestionują ich motywy i się ich obawiają. Obaj są zmęczeni tym co robią, obaj wykonują "syzyfową pracę", obaj są bezradni gdy giną naokoło nich ludzie.
            "motywacja do walki z Kal-Elem i do całkowitego nawrócenia - mętne i niewystarczające."
            To nie jest złe, motywacja do walki jest niezła a druga- kwestia jak bardzo zastanowimy się nad interpretacją. Ciężko powiedzieć czy to błąd reżysera czy też ma to być właśnie scena do interpretacji.
            "Superman mógł od razu powiedzieć "Lex Luthor nami manipulował!" i podejrzewam, że dogadaliby się z Batmanem. Ale nie, dawno nie oberwał od nikogo umywalką."
            True, dał się sprowokować :p

            • "Ale najlepszy Superman jakiego widziałem to Sups z "Kingdom Come". I on jest poważny jak atak serca. I wymiata :p"

              Racja, też uwielbiam tego Supermana.:D Z tym, że ten Kal-El też jest podstarzały, zmęczony życiem i rolą jako przywódcy/idola/bóstwa.

              Przyznaję, nie oglądałem wersji Ultimate, tylko zwykłą.

              "Obaj starają się pomagać ludziom"
              Mają zupełnie inną motywację - o ile Kal-El robi to, bo uważa to za słuszne, ten Batman niejako pomaga ludziom "z rozpędu", podczas walki z przestępcami (nie powiesz mi, że naznaczanie przestępców swoim symbolem albo strzelanie do nich w jakikolwiek sposób pomaga ludziom). Bruce w tym filmie odreagowuje swoje frustracje i traumy poprzez zwalczanie przestępczości, w każdym na około widząc tylko potencjalnego przeciwnika i przestępcę.

              "obu ludzie nie wierzą, kwestionują ich motywy i się ich obawiają."
              Upraszczasz sprawę. Batman jest miejską legendą, mało kto go w ogóle widział, w dodatku metody jego działa są w najlepszym wypadku kontrowersyjne. Za to Superman jest powszechnie znany, pokazuje się wielu ludziom, a kontrowersje wynikają z jego ogromnej mocy (i ze spisu Luthora), nie z metod działania.

              "Obaj są zmęczeni tym co robią"
              Batman tak, Superman bardziej jest zniechęcony przez negatywne nastawienie ludzi do niego (wskutek spisku Lexa)

              "obaj wykonują "syzyfową pracę", obaj są bezradni gdy giną naokoło nich ludzie."
              Jak wszyscy superbohaterowie.:)

              Nie zrozum mnie źle, chodzi mi o to, że mogliby w filmie pokazać, że np. Superman działa z innych pobudek niż Batman albo że obaj do tej samej sytuacji podeszliby zupełnie inaczej. W filmie podkreśla się tylko "fizyczne" różnice - że Kal-El jest supersilnym kosmitą, a Bruce zwykłym człowiekiem. Tymczasem różni ich o wiele więcej często bardzo subtelnych rzeczy.

              "To nie jest złe, motywacja do walki jest niezła a druga- kwestia jak bardzo zastanowimy się nad interpretacją. Ciężko powiedzieć czy to błąd reżysera czy też ma to być właśnie scena do interpretacji."

              Interpretacja interpretacją, ale reżyser przedstawił to tak, jakby jedyną rzeczą, która zmienia zdanie Batmana, jest to, że usłyszał imię, które zbiegiem okoliczności brzmi identycznie jak imię jego matki (i ostatnie słowo ojca), i to zmienia tak diametralnie, że nagle ze śmiertelnych wrogów stają się najlepszymi przyjaciółmi. Jasne, można to zinterpretować tak, że to pozwoliło Bruce'owi uświadomić sobie, że sam niepostrzeżenie z obrońcy stał się oprawcą. Jasne. Tylko forma... Bardzo niefortunna. Batman za chętnie zostaje najlepszym kumplem Supermana, zmiana jest zbyt drastyczna. Ta scena powinna być dłuższa, bohaterowie powinni ze sobą normalnie porozmawiać. Za dużo rzeczy pozostawiono w domyśle.

              A co do motywacji Bruce'a do walki, to jak ona wygląda - trzeba zabić kosmitę, który bronił nas przed innymi kosmitami, a później przez półtora roku ratował ludzi, bo... jest potężny i kiedyś tam może zwrócić się przeciwko ludzkości? Bo w afrykańskiej miejscowości, gdzie działał, zginęli ludzie... z broni palnej, bo oczywiście Superman używa broni palnej? Bo... ma koszmary z nim związane? No błagam...

              • "Przyznaję, nie oglądałem wersji Ultimate, tylko zwykłą."
                Wersja Ultimate jest tak naprawdę filmem. Co prawda żadna z osób które uznały film za zły po "kinówce" nie uznał go za dobry po Ultimate - ale każdy przyznał że historia ma więcej sensu.

                "ten Batman niejako pomaga ludziom "z rozpędu", podczas walki z przestępcami (nie powiesz mi, że naznaczanie przestępców swoim symbolem albo strzelanie do nich w jakikolwiek sposób pomaga ludziom). Bruce w tym filmie odreagowuje swoje frustracje i traumy poprzez zwalczanie przestępczości, w każdym na około widząc tylko potencjalnego przeciwnika i przestępcę."
                Może, ale widzimy w pierwszej scenie, gdy go poznajemy - że uratował te kobiety. Naznaczył przestępcę, ale nie zmienia to faktu że uratował te kobiety i nie zrobił krzywdy temu policjantowi. to facet który jest na ulicy, w najgorszych brudach już od dawna - i odcisnęło to na nim swoje piętno.
                "Superman bardziej jest zniechęcony przez negatywne nastawienie ludzi do niego (wskutek spisku Lexa)" True, ale warto zauważyć że Lex raczej sprowokował ludzi do wątpliwości i nienawiści przez sytuacje które mogły się wydarzyć - zresztą nie wszystko to jego zasługa, wykorzystał np autentyczną nienawiść tego człowieka na wózku, te rozmowy w telewizji to tez nie jego sprawka.Poza tym widać że czuje się zakłopotany gdy ludzie traktują go jak bóstwo.
                "że mogliby w filmie pokazać, że np. Superman działa z innych pobudek niż Batman " - Batman wciąż jest tajemnica. aczkolwiek.. Z drugiej strony był przerabiany w kinie i animacjach do piątej potęgi. Wiemy, z jakich działa pobudek ;)

                "Interpretacja interpretacją, ale reżyser przedstawił to tak, jakby jedyną rzeczą, która zmienia zdanie Batmana, jest to, że usłyszał imię, które zbiegiem okoliczności brzmi identycznie jak imię jego matki (i ostatnie słowo ojca), i to zmienia tak diametralnie, że nagle ze śmiertelnych wrogów stają się najlepszymi przyjaciółmi. Jasne, można to zinterpretować tak, że to pozwoliło Bruce'owi uświadomić sobie, że sam niepostrzeżenie z obrońcy stał się oprawcą. Jasne. Tylko forma... Bardzo niefortunna. Batman za chętnie zostaje najlepszym kumplem Supermana, zmiana jest zbyt drastyczna. Ta scena powinna być dłuższa, bohaterowie powinni ze sobą normalnie porozmawiać. Za dużo rzeczy pozostawiono w domyśle."
                Nie do końca. "Przyjacielskie " gadki to oni mają dopiero gdy Sups wraca z kosmosu.
                Natomiast Sups nie tylko mówi imię ale tez że "on zabije Marthę" i trzeba ją uratować.
                Z jednej strony mamy tutaj coś co najlepiej wyjasnił Uncle Mroowa:
                9.25 - 10.18
                http://www.youtube.com/watch?v=Ukdt1izGNYg
                Ale to niezupełnie wszystko.
                Batman widzi Supsa jako taką nieludzką superistotę, gdzieś tam ponad wszystkimi, pozbawioną ludzkiej tożsamości,zbiera się do heroicznej walki z bóstwem, daje z siebie wszystko aby pokonać tytana a ten mu nagle mówi (w skrócie) że musi uratować mamę która nazywa się Kaśka (a nie Freya czy Atena czy Losleytroth) . Lol
                No i w jakiej sytuacji jest Batman - może zaj***ć niebieskiego kosmitę - i pozwolić zginąć tajemniczej kobiecie (która nazywa się jak jego matka) albo rzucić swoją misję i pomóc ratować tą kobietę.
                Kim jest Batman? Czemu i po co powstał? Czy jego misją jest zabijanie "złych" czy ratowanie ludzi? To było wałkowane już sto razy:)
                Najlepiej chyba ujął to twórca tego filmiku (muzyka z BvS ale scenki już nie):
                http://www.youtube.com/watch?v=gPv1Sc0Jv34

                Bo jeśli Sups by się zdecydował zlikwidować ludzkość - nic go nie powstrzyma. Nikt go nie kontroluje, nie ma ludzkiej mentalności (Bruce nic nie wie że Sups ma mentalność człowieka), przed nikim nie odpowiada. To czy ludzkość istnieje -zależy tylko od jego łaski. Jest jak bóstwo - teraz przyjazne, ale... Jego gniew będzie Armageddonem.

  • Zapożyczę porównanie jakie przeczytałem na zagranicznej stronie. Bvs jest jak Twoja była, która Cię okropnie traktowała, za to trailer JL jest jak gorąca fotka tej dziewczyny zamieszczona na fejsie. Po prostu musisz jej dać drugą szanse :)

  • Justice League, polski zwiastun i omówienie

    https://www.youtube.com/watch?v=nqmWCsHNkDE

  • Trailer to to wgl nie jest, tylko 'footage' jak to nawet określa WB na Youtubowym kanale. Czyli bardziej bym to traktował jako filmowy zlepek pokazujący co nie co postaci z filmu. Jeśli chodzi o jakość tego materiału to jest na stosunkowo niskim poziomie IMHO... Montaż bardzo toporny i parę scen ukazujących drętwe sceny humorystyczne. Myślę, że film może zyska faktycznie parę scen humorystycznych ale... podejrzewam, że większość z nich widzieliśmy już tutaj a ten filmik to po prostu celowe działanie wytwórni będące odzewem do fanów narzekających na przesadny mrok w filmie i próba zaciągnięcia ich do kina.

    Co do ciągłych porównań nowego świata DC z Marvelem: Marvel odpierdziela teraz produkcje taśmową. Obejrzysz jeden film to tak jakbyś oglądał wszystkie (nie licząc wyjątków tj strażnicy galaktyki). Wiele ludzi narzeka że DC powinno działać bardziej w kierunku stylu Mrocznego Rycerza (nie tak mroczno, ciemno, bardziej sensacyjnie) - zauważcie jednak, że gdyby tak się stało filmy te nijak nie odróżniały by się od płaskiego (jak dla mnie) i nijakiego świata Marvela i dostalibyśmy w efekcie produkt bardzo pospolity i IMHO nie ciekawy(TDK jest świetny ale jedynie w swoim małym, hermetycznym świecie gdzie nie występują żadne pozaziemskie istoty). DC wykreowało taki świat i klimat, razem ze Snyderem - jest to uważam znacznie trudniejsza droga w kreowaniu świata przedstawionego - ale również bardziej oryginalna, inna, niepospolita. Filmy te wyglądają inaczej i odbiera się je inaczej i uważam, że jeżeli łyknie się ten klimat i poczuje raz, to później się je łyka w całości. Nie mówię, że BvS jest idealny i że nie mógłby być lepszy - bo mógłby - jednak na pewno jest to dzieło ze swoją własną tożsamością i stylem.

    • użytkownik usunięty

      "jednak na pewno jest to dzieło ze swoją własną tożsamością i stylem" To samo można powiedzieć o Marvelu, który ma parę mocno wyrazistych filmów. Ja tam tej taśmowośći Marvela już tak mocno nie czuje. Raz, że seria Capa wskoczyła na nowy poziom od Winter Soldiera i teraz to jest cholernie mocny quality content. Dwa, dostaliśmy guardianów, którzy są czymś świeżym i naprawdę odważnym w ramach gatunku super-hero. Większość filmów Marvela ma jednak jakikolwiek dobry content, który ciągnie całość mocno w górę. nawet jeżeli film suma summarum jest co najwyżej średni . Np iron man dobrą kreację downeya jr, thor hiddlestona etc.

      Niepospolitość kierunku snydera? Pierwszy był Nolan, który rzeczywiście był inny od Marvela, bo starał się celować w quai- realizm, a nie komiksowość. Snyder to tak naprawdę to samo co Marvel. Pod kątem czerpania z estetyki komiksów, fetyszyzowania tej estetyki poprzez nawiązania do konkretnych kadrów, story arców, kostiumów etc. to jest dokładnie to samo co MCU. Różnica polega tylko na innej tonacji, ale to nijak nie zakrywa komiskowośći. Imo to taki myk, żeby wyróżnić się od konkurencji, ale estetyka, szkielet opowieści- zbieramy drużynę, która na początku będzie musiała się dotrzeć sama z sobą- jest taki sam jak całego Marvela. Analogie nasuwają się same.

      • "Niepospolitość kierunku snydera? Pierwszy był Nolan, który rzeczywiście był inny od Marvela (...)"
        Jeśli patrzeć na sprawę pod kątem palmy pierwszeństwa, to jednak Snyder zaczął fetyszyzować komiksowe kadry jeszcze przed powstaniem MCU - w "300" wydanych w 2006 roku. Poza tym Snyder w o wiele większym stopniu fetyszyzuje te kadry, lubuje się w slow motion i bardziej skontrastowanych barwach, dzięki czemu z jego filmów można wycinać pojedyncze kadry, oprawiać i wieszać na ścianie. Pierwszym filmem w którym Snyder porzucił swoje ulubione triki był "Człowiek ze stali" i to był niestety poważny błąd.

        "Różnica polega tylko na innej tonacji, ale to nijak nie zakrywa komiskowośći."
        Tylko skąd pomysł, że w ogóle musi? Cała zabawa właśnie nie w obdzieraniu materiału z jego komiksowości, tylko w tej tonacji i w tym jak ona jest odmienna na tle konkurencji.

    • użytkownik usunięty

      DC nigdy nie było skrajnie inne od Marvela. To to samo, ale z innymi postaciami. W obydwu przypadkach masz bardziej ciężkie, uliczne postaci i po drugiej stronie totalnie przegiętych, kolorowych gości, którzy przylecieli z innych planet czy coś w ten deseń.

      • Dokładnie. Niestety, wszyscy kojarzą DC tylko z Batmanem, a jest tam wiele innych, często skrajnie różnych, niekiedy nawet ciekawszych postaci. Tak samo Marvel. W obu jest tyle różnych wątków - technologia, magia, metaludzie, mutanty, bogowie, istoty z innych planet czy z innych wymiarów... Dodajmy też, że wiele postaci po obu stronach jest skopiowana od konkurencji albo oparta na baaardzo podobnych pomysłach (Green Arrow i Hawkeye, Mr Fantastic i Elongated Man, Flash i Quicksilver, Atom i Ant-Man...).

        • użytkownik usunięty

          Może trochę przesadziłem z tym brakiem różnic, bo te jednak są, ale w bardziej złożonych konceptach, a nie ogólnikowym mhroku i bajkowości. Mam tutaj na myśli inne prezentacje uniwersów super-hero. DC zawsze bardziej mi się kojarzyło z mitologizowaniem, przedstawianiem swoich bohaterów jako pewien rodzaj nadludzi, bogów a Marvel z prezencją bohaterów częściej od też tej cywilnej, przyziemnej strony. Oczywiście jest sporo komiksów odchodzący od tej reguły w obydwu wydawnictwach, ale imo to koncept, który rzeczywiście może wnosić dużo więcej w gatunek. A sam mhrok i kolorki, to w sumie bardzo płytkie podejście do tematu, bo są przecież motywy i postacie, które balansują gdzie pomiędzy, tworząc w sumie coś zupełnie innego- lobo, deadpool, sucide squad etc.

          A te zrzynanie od siebie pomimo, że z pozoru strasznie durne, to potrafi gdzieś po drodze spłodzić bardzo ciekawe pomysły. W Marvelu chociażby strasznie podoba mi się ,Moon Knight który niby miał być takim batmanem marvela, a jednak jest czymś zupełnie innym.

    • Ciekawy punkt widzenia. Snyder ma swoje wpadki, a jego styl podoba się określonej liczbie ludzi, a innym po prostu nie. Może powinien nieco stonować swoje środki wyrazu? Może gruntownie przemyśleć swoje posunięcia? Nie wiem. Na pewno powinien skupić się na opowiadanej historii, wewnętrznej logice fabuły. Ale i tak w tej mierze najwięcej zależy od scenarzystów.

  • Mam nadzieję, że Snyder jednak zrobi coś tak mrocznego i pełnego patosu jak w BvS i MOS mimo luźniejszego traileru.

    • Po dwóch filmach to by nie miało większego sensu...

      • BO?

        • Bo filmy nie powinny być spod jednej sztancy. Lubię MoS i BvS, są świeże, ale robienie wszystkiego na jedno kopyto jest na dłuższą metę męczące do oglądania. Widać to teraz w "głównym nurcie" Marvela.

          • Zgadzam się z ostatnimi komentarzami, tzn nie czytałem dokładnie ale chyba zgadzacie się że świat DC powinien być mroczny. Mnie osobiście bardzo nie spodobało się to że gdy BvS według twórców okazało się porażką obwiniono o to mroczny klimat i z dnia na dzień Legion Samobójców przeszedł szereg poprawek oczywiście dodano więcej humoru. Myślę że wielu się ze mną zgodzi że mroczny klimat to istotna różnica między Marvelem a DC i jeśli twórcy będą na siłę starali się wprowadzać do filmów postacie takie jak Tony Stark to powinni zakończyć to bo po co nam dwa Marvele. BvS miał fajny klimat i potencjał ale Snyder jednak zawiódł co mnie zaskoczyło bo Człowiek ze Stali był jak dla mnie świetny. Co zawiniło? nie mogli się chyba zdecydować który scenariusz jest najlepszy i zlepili wszystko w jedno i momentami film był zbyt chaotyczny. Najbardziej BvS mnie jednak zawiodło w dwóch rzeczach, po pierwsze postać Lexa, Jesse to fajny aktor ale wszędzie gra tak samo i jego pomysł na postać Lexa nie pasuje do BvS ani całego DC bo zrobił kolejnego śmieszka jacy są w Marvelu. Drugie co zawiodło to ten dziwny "uraz" Snydera do Supermana, on wgl coś mówił w tym filmie? Jako że Superman otworzył universum DC jego postać zasługuje na szczególny szacunek, wystarczy popatrzeć jakie miejsce w Marvelu ma Ironman, to jest jedyna rzecz która powinna łączyć Marvel i DC. Co do Ligi Sprawiedliwych bo BvS to już przeszłość, mam mieszane uczucia, Ezra Miller i jego Flash to kolejny Lex Jessi'ego także nie wiem co z tego wyjdzie bo lubię mroczny klimat taki jak u Nolana. Ten pierwszy zwiastun daje takie odczucia jakby dali więcej luzu i humoru, ta muzyka i sceny z Flashem, ale wiem też że to pierwszy zwiastun i liczę że następne będą konkretniejsze, mroczniejsze. Lubię Marvela i jeden mi wystarczy także mam nadzieje że DC i Snyder wezmą się w garść i dadzą nam takie filmy jakie powinni, mroczne i mniej chaotyczne, niech idą w mrok i powagę a nie dostosowują się do Marvela. (Affleck wypadł dobrze jako Batman i Bruce, oczywiście nie prebił Bale'a ale nie był zły i nie mówcie że jest drewniany w tych filmach bo myślę że to wina słabego scenariusza, myślę że w LS zaprezentuje się lepiej ale już w BvS źle nie było ) pzdr ;d

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: